Wiadomości
  • Register

W Łucku pokazano monodram «Zapiski oficera Armii Czerwonej» oparty na powieści Sergiusza Piaseckiego o tym samym tytule. Po przedstawieniu odbyła się prezentacja ukraińskiego wydania książki oraz dyskusja z publicznością, którą poprowadzili wykonawca głównej – i jedynej – roli Krzysztof Ławniczak i Andrij Bondar, tłumacz powieści.

Po raz pierwszy w roli lejtnanta Armii Czerwonej Michaiła Zubowa, «obrońcy i zbawiciela proletariatu spod jarzma polskiej burżuazji» Krzysztof Ławniczak wystąpił na scenie Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku jeszcze w 1992 r. Od tego czasu monodram «Zapiski oficera Armii Czerwonej» był wystawiany na scenach wielu krajów europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych. Na Ukrainie aktor występował po raz pierwszy. 31 sierpnia w Równem pokazano nagranie spektaklu, a 9 września w Wołyńskim Obwodowym Teatrze Lalek spektakl, już na żywo, w wykonaniu aktora, obejrzeli mieszkańcy Łucka.

oficer 1

oficer 2

oficer 3

Sztuka opowiada historię młodego sowieckiego oficera uformowanego przez komunistyczną propagandę, który trafia na tereny «wyzwolone» przez Związek Radziecki w 1939 r. Typowa, zupełnie niezdolna do samodzielnego myślenia istota zderzyła się ze światem zachodnim, co doprowadziło do wielu komicznych sytuacji. Ale za groteskową, humorystyczną formą przygód bohatera kryje się tragiczna rzeczywistość ludzi, którzy wpadli pod koła bezwzględnej totalitarnej maszyny. Należy od razu zauważyć, że książka, na podstawie której powstał spektakl, obejmuje znacznie dłuższy okres i, oczywiście, zawiera więcej wątków i aspektów.

Jak powiedział Krzysztof Ławniczak, jako młody aktor początkowo nawet obawiał się, czy sprosta wyzwaniu, ponieważ był to jego pierwszy monodram w karierze zawodowej.

«Premiera trwała 2 godz. 10 minut. Z latami ten spektakl był dość świadomie przeze mnie skracany do 1 godz. 45 minut. Ponad dwie godziny – to za dużo dla percepcji widza. No i okazało się, kiedy spektakl trafił na scenę, choć nikt z nas, realizatorów na to nie liczył, że jest to sukces. Gram go od 30 lat» – wspominał aktor.

oficer 8

oficer 9

oficer 10

oficer 11

oficer 13

Zapytany przez moderatora spotkania, wołyńskiego krajoznawcę Ołeksandra Kotysa, o reakcję publiczności w Wilnie (akcja książki częściowo, a spektaklu w całości rozgrywa się w tym mieście) Krzysztof Ławniczak odpowiedział: «To było kilka lat po premierze i w czasie, kiedy Litwa przechodziła transformację, więc społeczeństwo było takie niezdecydowane – jeszcze przestraszone, ale już chcące wolności. Wilniacy nie wiedzieli, czy się śmiać, czy płakać. Milczeli po prostu. Ja w swojej próżności artystycznej (ironizuje – aut.) oczekiwałem na aplauz, ale go nie było. Myślę, że powód był taki, że ludzie jeszcze nie umieli cieszyć się wolnością. A co pomyśleli – to ich».

«To jest niby komedia. Mamy się śmiać… Grałem kiedyś ten spektakl dla studentów wydziału prawa. Oczywiście, to są młodsi ludzie, oni odbierają przekaz na tyle, ile mają wiedzy historycznej. Widownia się cieszy, śmieje. Po spektaklu za kulisy wchodzi starszy pan z takim radosnym, wielkim uśmiechem, chciał mi podziękować za spektakl. I tu nagle – szloch. Nie wiedziałem, jak mam reagować. On się wreszcie opanował i mówi: «Wie Pan, bardzo się cieszyłem, oglądając spektakl, śmiałem się, ale jak szedłem do Pana, wszystko wróciło, co przeżyłem, ja i moja rodzina. Był to dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku. Okazało się, że ten spektakl później zainspirował go do napisania książki biograficznej o swojej rodzinie» – kontynuował aktor.

Następnie Krzysztof Ławniczak i publiczność dyskutowali o indywidualnym odbiorze monodramu przez widzów.

«Każdy weźmie z tego spektaklu tyle, ile może wziąć, ile chce wziąć. Ja czasami muszę tylko trochę pomóc. Nie będę się kopał z koniem, nie będę komuś mówił, że racja jest po mojej stronie. W tym spektaklu jest tyle szuflad, tyle półek, że każdy sobie znajdzie odpowiednią, którą przyjmie lub odrzuci» – podsumował Krzysztof Ławniczak.

Powiem szczerze, że na początku, kiedy na scenie pojawił się aktor w starszym wieku, który miał zagrać dwudziestoletniego młodego oficera, nie byłem nastawiony zbyt optymistycznie. Na szynelu miał też pagony, których do 1939 r. w wojsku nie używano (to słusznie później zauważył też jeden z widzów), a piosenka «Wariag» w tle nie była dla mnie do końca uzasadniona. A poza tym było krzesło, które stało przy stole tyłem do widowni. Jednak wszystko zmieniła mistrzowska gra aktora: w ciągu kilku minut Michaił Zubow «odmłodził się» na moich oczach, a na krześle «ujrzałem» nauczycielkę, u której zamieszkał bohater. Dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego to krzesło tak stało. A jeszcze jedną «szufladę», o której mówił Ławniczak, otworzyłem dopiero po zakończeniu przedstawienia, kiedy zobaczyłem pustą już scenę – oficer w półtorej godziny zniszczył wzorcowy porządek wynajętego pokoju, zamieniając go w chlew, bałagan, znajomy wszystkim, którzy mieszkali w Związku Radzieckim.

Swoimi myślami podzielił się również Andrij Bondar, który przetłumaczył «Zapiski oficera Armii Czerwonej» na język ukraiński.

oficer 12

oficer 14

Pytany o wrażenia z książki i czy trudna była do przetłumaczenia, odpowiedział: «Jest bardzo trudno pod względem moralnym tłumaczyć podobne rzeczy. Pozostawiają ślad na długi czas. To jest przypadek, gdy książka wydaje się dość prosta – nie ma w niej nic literacko skomplikowanego, użyto prostych technik, jest stylistycznie bezpretensjonalna. I to jest jej główny urok, że jest stworzona dla czytelnika. Z technicznego punktu widzenia było to łatwe do przetłumaczenia. Ale emocjonalnie książka była bardzo trudna».

Zastanawiając się nad aktualnością utworu, tłumacz powiedział m.in.: «Jest to dla pisarzy ukraińskich bardzo dobry przykład, jak na trudne, zasadnicze pytania współczesności można odpowiedzieć w sposób artystyczny. Tak można pisać o wojnie i tak należy pisać o wojnie. Jesteśmy teraz w stanie wojny. Książka jest w niej bronią, potrzebujemy masowej literatury o wojnie. Dla mnie «Zapiski» są bardzo dobrym przykładem tego, według jakich zasad tworzy się masowa literatura o wojnie. Mówiąc o II wojnie światowej, trzeba mieć w głowie to, co dzieje się teraz na wschodzie Ukrainy. […] Generalna konkluzja dla mnie po tej książce, że niewiele się zmieniło, faszyzm nadal jest żywy».

Tłumaczenie i wydanie w języku ukraińskim książki Sergiusza Piaseckiego «Zapiski oficera Armii Czerwonej» zostało zainicjowane przez Konsulat Generalny RP w Łucku, który zrealizował projekt i zorganizował pokaz monodramu pod tym samym tytułem na Ukrainie. Na prezentacji każdy chętny mógł otrzymać darmowy egzemplarz książki oraz porozmawiać z odtwórcą roli Zubowa Krzysztofem Ławniczakiem i tłumaczem Andrijem Bondarem.

oficer 4

oficer 5

Udało mi się przeprowadzić błyskawiczny wywiad ze zmęczonym aktorem, którego publiczność nie chciała wypuścić.

– Pan już na początku przedstawienia był cały mokry. Czy Pan nie traci na wadze podczas spektaklu?

– Około trzech kilogramów, za każdym razem.

– Czy widzowie w różnych krajach różnią się emocjonalnie?

– Różnią się. Wy, widzowie tutaj w Łucku, na początku byliście bardzo ostrożni.

– A jaki jest Pana stosunek do swojego bohatera? Czy Pan w ciągu tylu lat z nim się zaprzyjaźnił lub znienawidził go?

– Zawsze odpowiadam w ten sposób: jestem zawodowym aktorem. Nie mogę utożsamiać się do końca z postaciami, bo dostanę schizofrenii (śmieje się).

oficer 6

oficer 7

Nazwisko autora «Zapisków oficera Armii Czerwonej» Sergiusza Piaseckiego jest praktycznie nieznane ukraińskiemu czytelnikowi, co wcale nie jest zaskakujące, ponieważ do niedawna również w Polsce jego twórczość znana była tylko specjalistom od literatury. I to pomimo faktu, że dorobek Piaseckiego obejmuje ponad dwadzieścia książek. Jednoznaczne odrzucenie przez autora ideologii komunistycznej uniemożliwiło publikowanie jego książek w PRL.

Większość jego utworów jest autobiograficzna, a biografia pisarza była bardzo niepospolita. Nieślubne dziecko, młodociany przestępca, potem żołnierz walczący o niepodległość rodzimej Białorusi, uczestnik obrony Warszawy w 1920 r. Po wojnie praktycznie pozbawiony możliwości zdobycia wykształcenia i perspektyw kontynuował przedwojenną działalność: szulerka karciana, fałszowanie czeków bankowych, a nawet rozpowszechnianie pornografii. Znając doskonale białoruski i rosyjski (ten ostatni był jego językiem ojczystym) oraz zdobywając unikalne doświadczenie w środowisku przestępczym, w 1922 r. rozpoczął pracę dla polskiego wywiadu. A jednocześnie zajmował się przemytem, ​​bo nie odpowiadała mu pensja szpiega. Uzależnił się od narkotyków, za co został wydalony z wywiadu. Wrócił do rabunków z bronią, a po napadzie na pociąg został uwięziony. Przeszłość wywiadowcza go uratowała – wyrok śmierci zamieniono na 15 lat więzienia.

To właśnie w więzieniu o najsroższym rygorze w międzywojennej Polsce, na Świętym Krzyżu, Piasecki został pisarzem. Tutaj nauczył się dobrze języka polskiego i tu napisał pierwsze trzy książki. Dwie z nich zatrzymali cenzorzy, natomiast oparty na przemytniczej przeszłości «Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy» natychmiast stał się bestsellerem. Książka została przetłumaczona na kilka języków, a o uwolnienie autora zabiegał cały panteon polskich pisarzy. Wkrótce Piasecki został ułaskawiony, wyleczył się z gruźlicy i zajął się pisaniem. Jego książki cieszyły się dużą popularnością. W czasie II wojny światowej wrócił do pracy wywiadowczej w szeregach Armii Krajowej, przeprowadził kilka błyskotliwych operacji, został wyróżniony. Po wojnie uciekł z Polski i znalazł się w Wielkiej Brytanii. Nadal pisał, głównie publicystykę polityczną, oczywiście antykomunistyczną. Z tego powodu nie było nawet mowy o publikowaniu w Polsce czegokolwiek, co wyszło spod jego pióra. Sergiusz Piasecki zmarł na raka 12 września 1964 r. w wieku 63 lat w Wielkiej Brytanii. Na marmurowej płycie na cmentarzu Hastings jest wyrzeźbiona konstelacja Wielkiej Niedźwiedzicy. Nie każdy pisarz może pochwalić się taką biografią, prawda?

Tekst i zdjęcia: Anatol OLICH