Rozmowy
  • Register

Wybitny literaturoznawca i krytyk, uczony o międzynarodowym autorytecie, profesor Jarosław Poliszczuk obecnie zbliża się do jubileuszu 60-lecia. To dobra okazja, by porozmawiać – o osiągnięciach z przeszłości, wizji teraźniejszości oraz planach na przyszłość.

– Zacznijmy od najważniejszego. Dlaczego literatura, literaturoznawstwo? Czy ten wybór był przypadkowy?
Nie, wybór był całkiem świadomy. Urodziłem się i dorastałem w rodzinie nauczycielskiej tutaj, na rdzennym Wołyniu, mianowicie w obwodzie rówieńskim. Dodać należy, że rodzice byli filologami: mama prowadziła zajęcia z języka i literatury ukraińskiej, ojciec miał dyplom filologa rosyjskiego, aczkolwiek dokształcił się i wykładał niemiecki. Odkąd pamiętam, w rodzinie obowiązywał kult słowa ojczystego oraz książki – to naturalne środowisko, w którym kształtowała się moja świadomość. Przez to wcześnie zacząłem tworzyć wiersze, zachęcany przez mamę (wspierała nie tylko mnie, prowadziła w szkole kółko poetyckie). Bardzo się cieszyłem, gdy rozpocząłem pisanie do lokalnej gazetki i zostałem jej młodym korespondentem («junkorem»). Przeczytałem wszystko, co było w bibliotece domowej, następnie przyswoiłem księgozbiór szkolny i wiejski. Jasne, jako nastolatek już dostrzegałem, że tego jest za mało, przy tym książki z biblioteki nie zawsze opowiadają prawdę…

polichchuk 3

Portret w przededniu pandemii. 7 lutego 2020 r.

Inna pasja z dzieciństwa to historia. Tutaj także miały miejsce znaki od losu. Nasz dom w Samostriłach stał na miejscu dawnego dworu Borejków, o których później przeczytałem, że byli filantropami, ludźmi wykształconymi i kulturalnymi. Dwór został zrujnowany wcześniej, ale ślady po nim były jeszcze widoczne. Znajdowaliśmy tam egzotyczne rzeczy – na przykład odłamki starej porcelany. Niedaleko stąd są historyczne miasteczka Korzec i Międzyrzecz Wielki, gdzie zachowały się wzorce dawnej architektury – zamki, pałace, cerkwie, kościoły. Coś wręcz przyciągało mnie do tych rumowisk, jakieś poczucie tajemnicy, co zachęca i narkotyzuje. Gdybym nie poświęcił się literaturze i dziennikarstwu, chyba zostałbym historykiem. Zresztą pasja do przeszłości jest odczuwalna w moich rozprawach naukowych, tak czy owak to się w nich przejawia.

– Ma Pan w dorobku kilkanaście książek, nie mówiąc o licznych artykułach. Tematyka ich jest bardzo rozmaita. Jak widać, główne Pana zainteresowania skupiają się wokół literatury modernizmu i postmodernizmu.
Rzecz jasna, przedmioty moich naukowych zainteresowań z biegiem czasu się zmieniały. Jeżeli zacząć od prac studenckich, to najpierw próbowałem zmierzyć się z twórczością poetycką Pawła Tyczyny. Rozprawę doktorską poświęciłem liryce filozoficznej Łesi Ukrainki. Broniłem jej w przełomowym roku 1990, właśnie w okresie pierwszego Majdanu. Jestem dumny z tego, że moja kariera naukowa zaczynała się razem z kształtowaniem młodej Ukrainy i naszej Niepodległości. Potem był okres poszukiwań twórczych, który zaowocował monografią pt. «Horyzont mitologiczny ukraińskiego modernizmu» (1998). Mnie dotychczas nierzadko utożsamiają właśnie z tą książką. A w XXI stuleciu geometrycznie poszerzyłem zakres swoich zainteresowań – pisałem o literaturze współczesnej, wykonywałem badania komparatystyczne przywołując kontekst innych kultur europejskich.

– Także sporo prac zostało poświęconych poszukiwaniom teoretycznym, próbom nowego podejścia do rozumienia literatury.
Tak, ponieważ uważam to za najważniejsze dla naszych czasów. Proszę pamiętać, że na przełomie lat 80–90. ubiegłego stulecia nasza wiedza humanistyczna wychodziła ze swoistego zaścianka i wdychała pełnymi piersiami świeże powietrze, zaczęliśmy skwapliwie nadrabiać zaległości i przyswajać światowe trendy w nauce. Trzeba było znaleźć następcę estetyki marksistowskiej i realizmu socjalistycznego, które przedtem formowały standard nauki radzieckiej. Zatem ja również dołączyłem wówczas do debat o nowych metodach i metodologiach. Pisałem o krytyce mitologicznej (teraz nawet jest moda na mitopoetykę, którą się parałem w latach 90.), rozpowszechniałem idee studiów postkolonialnych oraz antropologii literackiej. Ostatnio pochłania mnie geopoetyka, studia pamięci, ekokrytyka. Nie jest to spowodowane powierzchownym naśladowaniem mody, jak może się wydawać. Poszukuję możliwości i sposobów, by zaszczepić idee zagranicznej (to znaczy, uniwersalnej) nauki na gruncie ukraińskim.

– W ostatnich latach spod Pana pióra wyszły cztery wartościowe monografie, każda na swój sposób oryginalna. Jedna z tych książek («Topografia hybrydowa») w ubiegłym roku została zaprezentowana w Łucku. Jakie nowe teorie odkrywa Pan dla czytelnika?
Z dorobku ostatnich lat wymienię dwie idee opisane w książkach z okresu 2018–2020. Jest to idea miejsc pamięci oraz nie-miejsc (według Pierre Nora i Marco Auge), która została przeze mnie wyeksponowana na przykładach ze współczesnej literatury ukraińskiej we wspomnianej już «Topografii hybrydowej», wyróżnionej w konkursie na najlepszą książkę roku 2018 i nominowanej do Nagrody Ukraińskiego PEN-Klubu im. Jurija Szewelowa w kategorii eseistyki. Kolejna to koncepcja zmieniającej się Europy Wschodniej – jako konstruktu ideologicznego, w obrębie którego należy pojmować ukraiński ruch Niepodległości. Przybliżyłem ją w książce «Poszukiwanie Europy Wschodniej: cienie przeszłości, mrzonki przyszłości» (2020), która akurat zdążyła wyjść drukiem w marcu, w przededniu pandemii. Spodziewam się, że to, co napisałem, nie zestarzeje się już za rok czy dwa, a odwrotnie, zyska na aktualności, jak to się stało z moimi wcześniejszymi rozprawami.

polichchuk 2

Autor na prezentacji książki «Topografia hubrydowa» we Lwowie. Międzynarodowe Forum Wydawców. 21 września 2018 r.

– Jak powstaje pomysł na książkę? Czy istnieje przepis Poliszczuka na udaną książkę?
Pomysł powstaje pod wpływem przeczytanego i przemyślanego materiału. Współczesne nauki humanistyczne (interesuje się nie tylko literaturoznawstwem, ale również dziedzinami pokrewnymi – filozofią, psychologią, historią etc.) to cały wszechświat, w którym są planety, komety i meteoryty. Najpierw wyłania się idea przewodnia, potem zaczyna obrastać faktami oraz argumentami, które należy rozwinąć. Osobliwość tych książek (to nie moja opinia, lecz krytyków) polega na tym, że są całościowe, konceptualne. Nie kroczę prostą drogą, jak nierzadko moi koledzy, zbierając rozmaite artykuły i opatrując je jedną okładką w postaci książki. Staram się rzetelnie przemyśleć treść, strukturę, układ kompozycyjny każdej książki. I jasne, nie powtarzać się, mimo że styl mam rozpoznawalny i z większego dystansu może się wydawać, iż piszę cały czas jeden utwór.

– Oprócz własnych prac publikuje Pan także tłumaczenia. Przekład literacki to Pańskie hobby? Wiem, że odkrył Pan dla ukraińskiego czytelnika polską poetkę Zuzannę Ginczankę
Zgadza się, z polskiego przetłumaczyłem kilka książek. Zacząłem od przekładu monografii Aleksandra Fiuta. Później przypadło mi redagować tłumaczenie wierszy Czesława Miłosza dla jednego z wydawnictw ukraińskich. Zastanowiłem się: może samemu zaangażować się w tę sprawę? Obecnie tłumaczy z języka polskiego nie brakuje, więc param się tym okazjonalnie. A Zuzanna Ginczanka to rodaczka z Równego. Najpierw tłumaczyłem dla siebie i przyjaciół, bo uważam, że jej wiersze są doskonałe. Z czasem uzbierało się na dwie książeczki: pierwsza pojawiła się z okazji 100-lecia urodzin poetki w roku 2017, a druga pt. «Żar-ptak» tego lata, w kijowskim wydawnictwie «Duch i Litera». Nawet trafiła do trójki liderów w konkursie «Książka roku». To jest pocieszające, że nasz czytelnik ma jeszcze gust do dobrej poezji.

– Obecnie jest Pan wybitnym badaczem literatury ukraińskiej, Pana prace są znane i cenione przez innych naukowców, zwłaszcza za granicą. Którą ze swoich prac uważa Pan za najważniejszą?
Praca naukowa (właściwie twórczość, bo uważam to zajęcie za rodzaj twórczości) to biegi długodystansowe, kiedy zasadniczą umiejętnością jest prawidłowe rozłożenie sił oraz ustanowienie równego oddychania. Jasne, można zajmować się naukowym przyczynkarstwem – tak niektórzy określają skupienie się na drobiazgach, okolicznościach, datach i podobnych rzeczach, co jest ważne dla nauki historycznej, ale nie jest strategiczne. W modzie jest też pisać oraz publikować dużo, nawet bardzo dużo. Niektórzy z moich kolegów posiadają w dorobku woluminy, a teraz, z okazji jubileuszu, publikują solidne wielotomowe zbiory, nie pomijając żadnego, nawet okazjonalnego wystąpienia w prasie, «ani litery, ani przecinka». Na taką postawę patrzę z ironią. Każdy artysta miewa dzieła istotne, mniej wartościowe czy wprost nieudane. To jest normalne. Dlatego nie wszystko zasługuje na republikację. Ma także znaczenie dla jakiego czytelnika się pisze. Podobnie jak w przypowieści o siewcy z Ewangelii: pewne ziarna padają na ziemię jałową, inne zaś między chwasty bądź na kamienie, a dopiero niektóre trafiają na dobrą glebę, gdzie kiełkują.

polichchuk 5

Wystąpienie podczas XXI Międzynarodowego seminarium teoretycznego im. prof. W. Peretca na Uniwersytecie Kijowskim im. Tarasa Szewczenki. 20 grudnia 2019 r.

Mój dorobek nie jest zbyt bogaty, aczkolwiek nie jest także ubogi, powiem bez zbytniej wstydliwości. Wolę pracować z ideami – odkrywać je, generować, adaptować, rozpoznawać, analizować. Wybitne idee nie opanowują świata natychmiast, powoli torują sobie drogę. Obecnie, kiedy istnieją naukowe bazy danych, przekonujemy się w tym wyraźnie. Moja pierwsza ważna rozprawa o mitologicznych podstawach ukraińskiego modernizmu została wydana w roku 1998, kolejne jej wydanie ukazało się w roku 2002. Ma najwięcej cytowań – prawie trzysta. Inne, późniejsze prace – o wiele mniej, mimo że moim zdaniem są bardziej cenne i dojrzałe.

– Jako badacz i profesor filologii jest Pan ceniony nie tylko na Ukrainie, lecz również w sąsiedniej Polsce. Jak rozwinęła się Pana kariera za granicą?
Do Polski zacząłem przyjeżdżać od roku 1995, najpierw jako stażysta-badacz, później jako zaproszony profesor. W okresie 2001–2011 pracowałem w Katedrze Ukrainistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie prowadziłem seminarium magisterskie, promowałem doktorantów etc. Obecnie wspominam te lata ciepło, choć bywało różnie. W tamtym czasie doświadczyłem nostalgii, izolacji, bo niełatwo jest oswajać się z realiami życia w innym państwie i z niedogodnościami pobytu. Tak naprawdę poczułem się swoim wśród swoich w roku 2004, w okresie Pomarańczowej Rewolucji. Wtedy organizowaliśmy liczne manifestacje, brataliśmy się z Polakami wyrażającymi szczerą solidarność z wydarzeniami na kijowskim Majdanie. Jest to niepowtarzalne przeżycie, kiedy spotykasz ludzi z otwartym sercem i łatwo znajdujesz z nimi wspólny język.

polichchuk 4

Jarosław Poliszczuk przemawia na posiedzeniu plenarnym Międzynarodowej konferencji «Wielkie tematy w literaturach słowiańskich». Uniwersytet Wrocławski. Maj 2019 r.

– Więc Polska wciągnęła Pana na długo?
Na ile starczało sił, łączyłem pracę w Polsce z zaangażowaniem pedagogicznym tutaj – w Równem, w Ostrogu, w Kijowie. Ważne było, że czułem się potrzebnym. Dzięki temu przy każdej okazji ruszałem w drogę i tych dróg było chyba za dużo, co wywarło wpływ na moje zdrowie. Wyobrazi sobie Pan, po prawie dobowej podróży idzie się na zajęcia i prowadzi cztery wykłady z rzędu – wraca się wyczerpanym, ale szczęśliwym, bo czujesz się we właściwym żywiole.

– Ostatnio pracuje Pan w Poznaniu. Jest to inne doświadczenie, aniżeli krakowskie?
Tak, inne. Sam region Wielkopolski jest inny, inna mentalność ludzi. Kraków był od zawsze kolebką polskiego ducha, a Poznań przez długi czas znajdował się pod zaborem pruskim. No i po wojnie doznał dogłębnych przemian: zamiast deportowanych Niemców przesiedlono tu Polaków z Wołynia i Galicji. Stąd odczucie tymczasowości i otwartości. Z innej strony to, czym się zajmuję, nie zmieniło się, przecież tu też prowadzę zajęcia z ukrainistyki. Moim zadaniem jest zapoznanie studentów z naszą kulturą. Realizuję je nie tylko podczas zajęć na uczelni, są bowiem także inne atrakcyjne formy: spotkania autorskie, koncerty, festiwale, wycieczki etc.

– Jak Pan się czuje w przededniu jubileuszu?
Jak podróżnik podczas wyprawy. Z jednej strony trochę lęk mnie ogarnia. Chociaż to całkiem do przewidzenia (sporo moich przyjaciół i rówieśników już przekroczyło ten próg, niektórzy nie dotrwali – cześć Ich pamięci), a jednak nieswojo. Chyba mam odrobinę szczęścia w tym, że obcuję z młodzieżą uniwersytecką i od niej uczę się młodzieńczego zapału, entuzjazmu, odwagi, optymizmu. Czas staje się coraz bardziej ciasny, wycieka, jak woda przez palce – nie potrafisz go opanować. Ale na próżno narzekać na czas i okoliczności – to tak, jak gdyby walczyć z wiatrakami. Z innej strony, pociąga mnie nieznana droga, gdzieś tam, po tej stronie krawędzi. Chciałbym jeszcze sporo zdążyć zrobić, o ile starczy sił i inspiracji. I życzyć sobie dostojnego starzenia się, bez marazmu. Boję się zmęczenia życiem, a przecież to prawda, iż z biegiem lat staje się ono bardziej odczuwalne: traci się na ostrości poznawczej, na zapale wobec nowego i ciekawego, co zawsze pomagało iść do przodu.

– Czy spełniły się Pana marzenia? Czy są takie, co jeszcze czekają na realizację?
Przede mną życie na odcinku finiszowym, jak pisze Iwan Dziuba. Reasumując dokonania zakładasz sobie perspektywę, która – chce się wierzyć – da szanse na realizację pomysłów. Myślę, że program minimum – wyprowadzenie filologii ukraińskiej ze stanu stagnacji i kryzysu okresu sowieckiego, modernizacja, zaszczepienie nowych, zachodnich idei, – przez moją generację naukowców (i mnie pośród nich) został zrealizowany nie najgorzej. Być może na ‘trójkę’, ale z uwzględnieniem nieprostych okoliczności, w których przyszło żyć i pracować. A to tylko początek drogi. Ze smutkiem spostrzegam upadek szkolnictwa wyższego na Ukrainie, gdzie, mimo że mam duże oświadczenie i nieprzeciętne sukcesy, okazałem się zbędny jako wykładowca i naukowiec (od roku 2017 nie pracuję na Ukrainie). Opanowuję ambicje i mówię sobie: «Rób, co możesz, i niech będzie, co będzie».

A marzeń mam sporo. Myślę o nowych projektach książkowych, mimo że jest kryzys. W Poznaniu redaguję międzynarodowe czasopismo filologiczne, które chcemy podnieść na wyższy poziom. Marzę o wypromowaniu kilku młodych uczonych, z którymi ostatnio współpracuję. A prywatnie marzę o tym, by poznawać szeroki świat, podróżować, angażować się w sztukę (uwielbiam gitarę i akwarele).

polichchuk 1

Prof. Jarosław Poliszczuk wśród gości Międzynarodowego Festiwalu Literackiego «Pieśń lasu» w Łucku. 11 września 2019 r.

Rozmawiał Wiktor JARUCZYK

CZYTAJ TAKŻE: 

POWRÓT GINCZANKI

ZAPOWIEDŹ WIELKIEGO TALENTU: W ŁUCKU ZAPREZENTOWANO TOMIK WIERSZY ZUZANNY GINCZANKI

ECHA SZKOLNE ZUZANNY GINCZANKI

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1