Rozmowy
  • Register

Horochow Golowa

«Monitor Wołyński» w rozmowie  z burmistrzem Horochowa Wiktorem Hodykiem: o problemach, samorządzie terytorialnym i planach na przyszłość.

 

 

 

Walenty Wakoluk: Od wyborów minęło trochę czasu. Jak Pan uważa, czy zaufanie wyborców do Pana zwiększyło się czy zmniejszyło?
Wiktor Hodyk: Wiem, że przez te lata nikomu nie zrobiłem nic złego. Podstawowymi wartościami dla mnie zawsze były człowieczeństwo i przyzwoitość, lecz na pierwszym miejscu jest zaufanie. Bardzo łatwo je stracić, nawet przez jeden uczynek, ale odzyskać – trudno.


W. W.: Czyli ludzie Panu ufają…
W. H.: Oczywiście, że ufają. Gdyby nie ufali, to nie pracowałbym przez wiele lat w samorządzie terytorialnym: jako burmistrz – od 2009 r., a jeszcze przez 11 lat byłem wójtem we wsi Myrne.


W. W.: Jak wyglądała Pana praca w okresie przejściowym, pomiędzy dwiema rewolucjami.
W. H.: W takich okresach ludziom zajmującym stanowiska kierownicze w samorządach lokalnych jest najtrudniej, bo trzeba patrzeć obywatelom prosto w oczy. Ludzie są wtedy o wiele bardziej wymagający.


W. W.: A czy zdarzały się jakieś naciski np. ze strony Partii Regionów?
W. H.: Od kiedy pracuję każda władza naciskała. Ale gdy wiesz, że za tobą są ludzie, a ty nie wdajesz się w intrygi i nie pozwalasz się zastraszyć, a prawda jest po twojej stronie, to nadal pracujesz.


W. W.: My idziemy na Majdan z nadzieją, że zmienimy kraj i samych siebie. Co powinni przeżyć ludzie, żeby w końcu zdali sobie sprawę, że absolutnie nie mają czasu, że trzeba coś robić?
W. H.: Jakie przeżycie może być bardziej wstrząsające w kraju w chwili obecnej, niż śmierć ludzi, i to śmierć najlepszych? Ludzie, którzy nie walczą, powinni mieć poczucie szacunku i wdzięczności wobec tych, którzy zginęli.


W. W.: Czy uważa Pan, że wojna jest typowym wyznacznikiem tego, że w końcu chcemy się zmienić?
W. H.: Oczywiście. Pokazaliśmy całemu światu, że jesteśmy gotowi walczyć w obronie swoich wartości. Mieliśmy niepodległość, ale niepodległość zależną. Teraz pragniemy całkowitej.


W. W.: Czy wierzy Pan w to, że samorząd terytorialny ma teraz najlepszą szansę stać się naprawdę samorządem?
W. H.: Dziś znajdujemy się u progu reformy administracyjno-terytorialnej. Myślę, że to najważniejsza reforma w jakimkolwiek państwie. Wszystko będzie zależało przede wszystkim od tego, jak ona będzie wdrażana w życie. Jeśli reforma zostanie przeprowadzona na wzór polski, to myślę, że na pewno będzie skuteczna. Tegoroczne zmiany do Kodeksu Budżetowego, m.in. wprowadzenie podatku akcyzowego, napawają nadzieją na pozytywne zmiany w procesie kształtowania budżetów. Ale jeżeli samorządy lokalne będą miały uprawnienia w zakresie edukacji, medycyny, kultury, jeżeli trzeba będzie utrzymywać obiekty publiczne, wszystko będzie zależało od tego, jak ustawodawcy uregulują mechanizm relacji między budżetami. Miejscowości, które mają 300-500 mieszkańców, dziś nie mogą w pełni funkcjonować i się rozwijać.


W. W.: Czy Pan, jako mer miasta, uważa, że rozpoczęła się już integracja europejska?
W. H.: Tak. Podpisaliśmy intencje, po których muszą nastąpić konkretne działania. Ponadto, chcielibyśmy żeby co najmniej 40% ludności uświadomiło sobie, czym jest Europa i czym są wartości europejskie.


W. W.: Jak Pan sądzi, czy podpisana przez Ukrainę umowa stowarzyszeniowa zapewni jej odpowiedni klimat inwestycyjny? Czy poprawi to relacje między państwem a inwestorem?
W. H.: Niestety nie. We wszystkich wizytach służbowych przede wszystkim nawiązuję kontakty biznesowe w celu dalszej współpracy. Sytuacja się jednak poprawi, gdy inwestor zagraniczny będzie miał pewność, że rzeczywiście nastąpiła poprawa w polityce fiskalnej, budżetowej, rolniczej itp.


W. W.: Jakie są silne i słabe strony Horochowa?
W. H.: Wielkim bogactwem miasta jest bardzo dobrej jakości woda pitna, jedna z najlepszych według ekspertów. Istnieją również pokłady glinki kaolinowej. Jednak Horochów — to miasto depresyjne pod względem gospodarczym. Ze względu na ogólny klimat inwestycyjny państwa, na politykę fiskalną, inwestorzy boją się z nami współpracować.


W. W.: Jak Pan uważa, jakie ciekawe obiekty ekoturystyczne posiada Horochów?
W. H.: Dla rozwoju ekoturystyki powinna być odpowiednia infrastruktura. W planach mamy projekt odnowienia stawu. Przeprowadziliśmy już odpowiednie badania, zlokalizowaliśmy źródła. Chcemy zrobić oddzielny zbiornik z zaborem i spustem wody oraz basenem, żeby można było tam wypoczywać. Pracujemy nad realizacją projektu. Już dawno oczyściliśmy wszystkie rowy, kanały przelewowe. Dziś, dzięki wykonanej pracy nie obawiamy się podtopień.


W. W.: W jakim stanie jest teraz system kanalizacji Horochowa?
W. H.: System kanalizacji w mieście ma już 50 lat. Jest on w dobrym stanie. Ale gdy robiliśmy drogę na ulicy Parkowej i usuwaliśmy wierzchnią warstwę gruntu, znaleźliśmy włazy kanalizacyjne z 1938 roku. Studzienki te funkcjonują do dziś, a radzieckie są w gorszym stanie. Wydajemy pieniądze na naprawę najbardziej problematycznych części instalacji wodnych. W zeszłym roku, na przykład, całkowicie zamieniliśmy kanalizację na ulicy Piwdenna. Planujemy budowę nowych zbiorników oczyszczających. Mamy również projekt budowy nowego wysypiska śmieci.


W. W.: Jakimi zasobami powinno dysponować miasto w celu prawidłowego funkcjonowania? Co powinno należeć do mienia komunalnego?
W. H.: Światowa praktyka pokazuje, że własność prywatna jest bardziej skuteczna. Teraz nie jesteśmy w stanie utrzymywać zakładów przemysłowych. Chociaż, istnieją przykłady, kiedy lokalne społeczności posiadają obiekty przemysłowe we własności komunalnej, które rozwijają się i działają dla ich dobra.


W. W.: Co należy zrobić przede wszystkim, aby uratować zabytki, które jeszcze zachowały się w Horochowie?
W. H.: Na starym cmentarzu są austriackie groby z czasów I wojny światowej. W 2009 r., kiedy zacząłem pracować jako burmistrz, były one w bardzo złym stanie. Nie potrafilibyśmy dać temu radę sami, więc zdecydowałem się na znalezienie firmy, która zaangażuje się w ich porządkowanie. Ostatecznie znalazłem niemiecką organizację, która zaoferowała pomoc finansową. Przyjechało też do nas 12 żołnierzy Bundeswehry, którzy wykonali prace porządkowe.


W. W.: A zniszczony polski cmentarz?
W. H.: Wkrótce zrobimy pamiątkową tablicę na miejscu grobów, a te wszystkie nagrobki, które znajdujemy na jego terenie, zbierzemy w jednym miejscu.

 

Rozmawiał Walenty WAKOLUK