Artykuły
  • Register

Rodzinnymi wspomnieniami o życiu na Chmielnicczyźnie, zesłaniu do Kazachstanu i powrocie na Ukrainę podzieliła się Halina Witiak z Polskiego Centrum Kultury i Edukacji im. prof. Mieczysława Krąpca w Tarnopolu.

Niestety nie udało się nam porozmawiać z jej matką Zuzanną Wowk.

Na stepy

«Moi dziadkowie pochodzą z polskich rodzin zamieszkujących obwód chmielnicki. W latach 30. mieszkali we wsi Skazińce (dziś Jaseniwka w rejonie chmielnickim obwodu chmielnickiego – aut.). Dziadek nazywał się Franciszek Wilczyński s. Jana, a babcia Anna Wilczyńska, c. Stefana. Nie wiem dokładnie, kiedy się urodzili, ale wiadomo mi, że babcia Anna też miała panieńskie nazwisko Wilczyńska. Mieli takie same nazwiska. Nasza rodzina była zamożna, miała gospodarstwo, uczęszczała do miejscowego kościoła» – mówi Halina Witiak.

RH Witiak 1

Franciszek i Anna Wilczyńscy, lata 30. XX w.

W 1935 r. w rodzinie Wilczyńskich urodził się starszy syn Anton, a rok później, w 1936, młodszy Stanisław. W tym samym czasie rozpoczęły się represje przeciwko Polakom mieszkającym na radzieckiej Ukrainie spowodowane pogorszeniem stosunków polsko-radzieckich i poszukiwaniem «wewnętrznych wrogów». Wilczyńscy, podobnie jak tysiące innych, zostali deportowani do Kazachstanu.

«W 1937 r. nasza rodzina wraz z braćmi i siostrami mojego dziadka Franciszka została wywieziona w wagonach towarowych na północ Kazachstanu, na stepy. Mieli szczęście, że wtedy nie było jeszcze zimno, a dziadek i babcia zdążyli wykopać ziemianki. Aby przeżyć, chodzili po polach i zbierali wszystko, co dało się zjeść. Ci, którzy trafiali tutaj zimą, po prostu zamarzali» mówi pani Halina. Część osób ginęła jeszcze w drodze do Kazachstanu z powodu braku jedzenia i wody, którą dostawali raz dziennie lub nawet raz na kilka dni. U Wilczyńskich po przybyciu do Kazachstanu zmarł syn Stanisław. W 1939 r. urodziła się córka Zuzanna, matka pani Haliny.

Kazachstańskie zimy

«W Kazachstanie nasza rodzina została osiedlona w Konstantynówce (dziś rejon Ajyrtau w obwodzie północnokazachstańskim – aut.). Moi dziadkowie byli ludźmi wykształconymi i jakoś potrafili sobie poradzić na zesłaniu» zauważa Halina Witiak. Deportowani do Kazachstanu Polacy otrzymywali status specjalnych przesiedleńców. Mieli ograniczone możliwości przemieszczania się i co miesiąc musieli się meldować w komendanturze.

«Po przybyciu do Kazachstanu dziadek i babcia ugniatali nogami słomę i obornik, robili cegły i budowali domki, które nazywano «mazankami». Każdej nocy po Konstantynówce chodzili wojskowi, pukając do domów i strasząc ludzi. Mama opowiadała, że kiedy była mała, zbierała zamarznięte ziemniaki na polach i mieliła na kamieniu młyńskim kłosy, żeby się wyżywić» – mówi pani Halina.

«Nasza rodzina była daleko od okropności II wojny światowej, ale w tym czasie też przeżyła tragedię. Kwiecień 1943 r. był zimny i zamiast spodziewanego ciepła trwała burza śnieżna. Mimo zimna krowy już wyprowadzono na łąki, a za nimi poszła moja babcia Anna. Ostrzegano ją, żeby w taką pogodę nie wychodziła sama, ale odpowiedziała, że musi karmić swoje dzieci i powinna przyprowadzić krowy. Zostawiła w domu malutkiego syna urodzonego w 1942 r. Po pewnym czasie krowy wróciły do Konstantynówki, ale babcia już nie. Dopiero później znaleźli ją zamarzniętą. W 1944 r. zmarł jej najmłodszy syn. Moja mama wraz z bratem Antonem została z ojcem» – opowiada pani Halina.

«W 1947 r. zmarł dziadek Franciszek, który ciężko przeżywał utratę żony i malutkiego syna. Miał atak serca. Obchodził nasze gospodarstwo, przyszedł do domu i po prostu upadł. Mama i brat zostali sierotami. Zabrały ich do siebie siostry dziadka, które również wywieziono do Kazachstanu. Dobrze traktowały moją matkę, ale miały własne dzieci, którymi oczywiście opiekowały się lepiej» – kontynuuje.

W domu Wilczyńscy mówili tylko po polsku. Do Konstantynówki przesiedlano głównie Polaków z różnych wsi w obwodzie chmielnickim, a także Niemców z różnych obwodów radzieckiej Ukrainy. «Nie było tu kościoła ani cerkwi, ale siostry mojego dziadka zabrały ze sobą do Kazachstanu modlitewniki i księgi liturgiczne. W domu same odprawiały nabożeństwa i czytały modlitwy. Kiedy wróciliśmy później na Ukrainę, wszyscy się dziwili, że moja mama znała modlitwy, mimo że przybyła z Kazachstanu. Rodzina była bardzo religijna» – wspomina pani Halina.

Zuzanna Wilczyńska uczęszczała do szkoły w sąsiedniej z Konstantynówką wsi, a jej starszy brat Anton ukończył technikum w Tajynszy. W połowie lat 50. XX w. w czasie zagospodarowywania nieużytków obok założono miejscowość Illicz i Sowchoz imienia Illicza. «Anton zaczął pracować w tym sowchozie, a później do pracy tam zgłosiła się również moja mama. Była księgową. Przyjeżdżali tu także Kazachowie z aułów, ale nie było ich wielu» – mówi Halina Witiak.

Do pracy w Sowchozie imienia Illicza w Kazachstanie przysyłano studentów z różnych części Związku Radzieckiego. «W 1958 r. skierowano tu ze Lwowa mojego ojca Josypa Wowka s. Wołodymyra. Tutaj poznał moją matkę. Ojciec urodził się w 1936 r. we wsi Wołczkowce (obecnie rejon tarnopolski w obwodzie tarnopolskim – aut.). Pochodził z mieszanej polsko-ukraińskiej rodziny. Jego matka Anna była Polką, a ojciec Wołodymyr – Ukraińcem. Ojciec miał dobre wspomnienia o Niemcach, którzy stacjonowali w ich rodzinnej wsi podczas II wojny światowej. Według niego dobrze traktowali dzieci i pomagali wielu ludziom w leczeniu. Dziadek Wołodymyr zmarł po wojnie, a babcia Anna dożyła wieku 84 lat.

RH Witiak 2

Zuzanna Wowk z mężem Josypem i córką Haliną, początek lat 60. XX w.

Ojciec po spotkaniu z mamą wrócił jeszcze na Ukrainę, ale w 1959 r. przeprowadził się do Kazachstanu i tam się pobrali. W 1960 r. w Illiczu urodziłam się ja, a w 1963 r. – mój brat Włodzimierz. Dzisiaj często wspominam kazachstańskie zimy, kiedy spadało dużo śniegu. W latach 60. życie tam było już spokojne. Nie byliśmy nadzorowani ani ograniczani w przemieszczaniu się» – wspomina pani Halina (specjalny nadzór nad Polakami mieszkającymi w Kazachstanie został oficjalnie zniesiony w 1956 r., a w 1959 r. nadano im prawa obywatelskie – aut.).

RH Witiak 3

Zuzanna Wowk z córką Haliną w Kazachstanie, druga połowa lat 60. XX w.

RH Witiak 4

Zuzanna Wowk, lata 60. XX w.

Powrót do domu

«Mój ojciec zawsze chciał wrócić do domu. W latach 60. co lato odwiedzaliśmy jego rodzinę w Wołczkowcach na Tarnopolszczyźnie. Pewnego razu mama z bratem pojechali nawet do Jaseniwki w obwodzie chmielnickim, skąd nasza rodzina została deportowana do Kazachstanu. W naszym domu mieszkali inni ludzie, ale gdy dowiedzieli się o naszym losie, zaproponowali, że opuszczą dla nas dom, abyśmy mogli wrócić do swojej rodzinnej wsi. Pod koniec lat 60., kiedy byłam w drugiej klasie, wróciliśmy z Kazachstanu na Ukrainę.

We Lwowie, skąd mój ojciec został skierowany do Kazachstanu, była trudna sytuacja mieszkaniowa, postanowiliśmy więc pojechać do Tarnopola. Ojciec poszedł do pracy w fabryce kombajnów, a mama – do zakładu produkującego porcelanę. Po przyjeździe do miasta rodzice wysłali mnie do szkoły rosyjskojęzycznej, bo bali się, że w ukraińskojęzycznej będę miała słabe oceny. W Kazachstanie też chodziłam do szkoły rosyjskojęzycznej, chociaż w domu mama z ojcem rozmawiali po ukraińsku. Miałam też kilka zajęć z języka kazachskiego (uśmiecha się – aut.)» – wspomina moja rozmówczyni.

«Po ukończeniu Szkoły nr 4 w Tarnopolu wstąpiłam do Tarnopolskiego Instytutu Finansowo-Ekonomicznego. Do egzaminów wstępnych przygotowałam się bardzo starannie i byłam pewna swoich sił. Jednak na egzaminie z geografii odpowiadałam po rosyjsku, bo bałam się, że po ukraińsku będzie mi ciężko i nie będę w stanie poprawnie nazwać tego czy innego terminu. Pomimo poprawnej odpowiedzi, wykładowca o nazwisku Chalawa dał mi trójkę za to, że odpowiadałam po rosyjsku. Potem mocno się popłakałam, na studia jednak się dostałam. Zawsze mnie wspierał ojciec, chodził nawet ze mną na egzaminy. Na pierwszym roku studiów już dobrze mówiłam po ukraińsku. Na trzecim roku wyszłam za mąż. Mam dwóch synów – Witalija i Ihora» – mówi pani Halina.

Dopiero po ogłoszeniu przez Ukrainę niepodległości rodzice pani Haliny zaczęli opowiadać dzieciom o życiu w Kazachstanie. Na początku lat 90. Zuzanna Wilczyńska-Wowk złożyła wniosek o rehabilitację siebie i swoich rodziców. W rodzinnym archiwum przechowywana jest decyzja Komisji ds. Przywrócenia Praw Osobom Zrehabilitowanym przy Jarmolinieckiej Radzie Rejonowej z 1995 r. w sprawie rehabilitacji deportowanej do Kazachstanu rodziny Wilczyńskich. Później pani Zuzanna otrzymała także pamiątkowy medal od polskiego Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

RH Witiak 7

Decyzja o rehabilitacji rodziny Wilczyńskich

«Po przyjeździe do Galicji ojciec najpierw zarejestrował mnie i brata jako Ukraińców, ale potem odnowiłam swoje dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie. Ojciec miał «złote ręce». Pomagał budować kościół w Tarnopolu. Tata zmarł w 2003 r., była to dla nas wielka strata. Na pogrzebie byłam tak zestresowana, że kiedy ksiądz zapytał o imię ojca, nawet nie potrafiłam sobie przypomnieć. Pół roku temu z powodu koronawirusa zmarł mój brat Wołodymyr» – kończy pani Halina.

«Czy siostry pani dziadka też wróciły z Kazachstanu?» – pytam panią Halinę. «Nie. Zostały w Kazachstanie, ponieważ były już w podeszłym wieku i nie chciały zaczynać życia od nowa. Tam zostały pochowane. W wieku 45 lat w Kazachstanie zmarł wujek Anton. Dziś utrzymuję kontakt z jego córką. Po sowchozie, w którym się urodziłam, prawie nic nie zostało. Wszyscy wyjechali, a budynki zostały rozebrane. Pozostały tylko fundamenty. Na początku lat 2000. wielu Polaków otrzymało możliwość przeniesienia się z Kazachstanu do Polski. Też mogliśmy wyjechać do Polski, ale się nie odważyłam. Miałam świetną pracę. Byłam zatrudniona w zakładzie «Orion» jako główny ekonomista i nie chciałam ryzykować wszystkiego» – zaznacza Halina Witiak.

Dziś pani Halina jest aktywną członkinią Polskiego Centrum Kultury i Edukacji im. prof. Mieczysława Krąpca w Tarnopolu i stara się uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, które się tutaj odbywają.

RH Witiak 5

Halina Witiak, sierpień 2021 r.

RH Witiak 6

Zuzanna Wowk, sierpień 2021 r.

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij HŁADYSZUK

CZYTAJ TAKŻE:

RODZINNE HISTORIE: Z RADOMIA DO KAMIENIA KOSZYRSKIEGO

RODZINNE HISTORIE: ŻYTOMIERSKIE KORZENIE ALINY ŁUCKIEWICZ

RODZINNE HISTORIE: NA POGRANICZU POLSKO-RADZIECKIM

RODZINNE HISTORIE: ABY NASZA WIARA PRZETRWAŁA

RODZINNE HISTORIE: TARNOPOL STANISŁAWY DĄBROWSKIEJ

RODZINNE HISTORIE: SPOD WŁODAWY DO ALEKSIEJÓWKI

RODZINNE HISTORIE: SYBERYJSKI HART ALINY ROGOZIŃSKIEJ

RODZINNE HISTORIE