Artykuły
  • Register

Od czasu do czasu, na oko tak raz do roku, przychodził radosny moment, że bliższa i nieco dalsza rodzina spotykała się u ukochanej cioci Zosi na imieninach. Rzeczona siostra ojca czyniła już dość wcześnie przygotowania do tego ważnego wydarzenia.

Na wzór doświadczonego chomika gromadziła jadło oraz napitki, aby zaspokoić wszelkie kulinarne gusta gości, którzy wyznaczonego dnia zwalali się jej na kark głodni jak wilki. Sprawiali tym samym wrażenie, jakby od miesięcy nic w ustach nie mieli i normalnie głodem przymierali. Z wielkim trudem przygotowane posiłki znikały w tempie błyskawicznym, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, niczym kamfora.

Stół, jak zwykle, uginał się pod ciężarem wszelkiego spożywczego dobra. Potencjalni goście już na samą myśl cieszyli się wizją wspaniałych mięs, sałatek, ciast i tortów, z których cioteczka Zofia słynęła na całą rodzinę i cieszyła się zasłużonym uznaniem.

Wszelako, jak to w życiu bywa, nic nie ma za darmo. Aby skosztować wymyślnych specjałów, których smak śnił się później po nocach, należało jednak sowicie się opłacić. Broń Boże nie chodziło o pieniądze ani nawet o kosztowne prezenty, które Zofia z godnością i uprzejmym uśmiechem w swej wspaniałomyślności przyjmowała.

Pasją i konikiem ciotki było wsadzanie swojego długiego, chudego nosa w najbardziej prywatne i osobiste sprawy innych ludzi. Bez ogródek i dodatkowych ceregieli, już na wstępie, bombardowała przychodzących głośnymi pytaniami o ich stan cywilny, majątkowy i zdrowie. Bez żenady wygłaszała tyrady na temat wyglądu pierwszej żony wuja Henia, która była uprzejma zdradzić go z najlepszym przyjacielem (co oczywiście zostało w tzw. międzyczasie wszystkim przypomniane).

Zatem jeśli nerwy gości były jak postronki, a relanium przed wyjściem wypite, to można było na imieniny się wybrać. Młodzież, jak to zwykle z nieletnimi bywa, broniła się rękoma i nogami przed takimi wizytami. Na nic się to jednak zdało, albowiem i tak przyobleczeni w strój odświętny, z miną skwaszoną i głową spuszczoną z rezygnacją, wraz z rodzicami zjawiali się w progu ciotczynego mieszkania gotowi przyjąć wszelkie ciosy.

Dla wielu to rodzinne spotkanie było prawdziwą gehenną. Po latach, kiedy ciotka Zofia przeniosła się do lepszego świata, nagle okazało się, że bardzo wszystkim brakuje jej wścibskiego nochala.

Coś na oko – chodzi o określenie czegoś w przybliżeniu, z niewielką dokładnością.

Zwalić się komuś na kark, czyli przyjść do kogoś niespodziewanie w odwiedziny i raczej dość długo zostać.

Głodny jak wilk, a więc bardzo głodny.

Znikać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki lub jak kamfora, czyli szybko, cicho i bez śladu.

Uginający się stół to taki, na którym znajduje się dużo wyśmienitych potraw.

Mieć konika – oznacza bycie właścicielem żywego stworzenia (w tym wypadku konia), ale w rozumieniu przenośnym chodzi oczywiście o posiadanie jakiegoś hobby, zainteresowania, bycie zakręconym na jakimś punkcie.

Wsadzać nos w nie swoje sprawy – być osobą wścibską, interesującą się w nadmiarze życiem innych ludzi.

Bez ogródek, czyli wprost.

Mieć nerwy jak postronki, a więc mocne, to określenie kogoś opanowanego, bardzo spokojnego.

Bronić się rękami i nogami, czyli ze wszystkich sił.

Skwaszona mina oznacza zły humor, niezadowolenie.

Gabriela WOŹNIAK-KOWALIK,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG

CZYTAJ TAKŻE:

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: NASZE GRUBSZE

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: PAMIĄTKI Z WAKACJI

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: SMAK DZIECIŃSTWA

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: NABICI W BUTELKĘ

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: PUNKT WIDZENIA

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: EGZAMIN DOJRZAŁOŚCI

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: CELEBRYCI NASZYCH CZASÓW

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: CUKIERNIKIEM TO JA JUŻ NIE ZOSTANĘ