Artykuły
  • Register

Niewątpliwie była to jakaś niezwykle ważna, nie z tej ziemi okazja, z której warto było urządzić proszoną kolację dla wszystkich bliskich sercu gospodarzy przyjaciół. Dziadkowie, bo o nich tu mowa, jak to było w kanonie przedwojennego savoir-vivre’u, swoich gości witali przy drzwiach.

Ponieważ czas był jesienny, przeto każdy przychodzący miał na sobie płaszcz lub palto chroniące od chłodu. Na wieszaku wisiał także elegancki płaszcz babci, uszyty ze znakomitej bielskiej wełny. Jedni z pierwszych, którzy przekroczyli tego wieczora próg domu był pan Staś i jego urocza żona pani Niusia – powiedzmy Kowalscy.

Z dziadkami znali się od zawsze, szanowali i lubili się ogromnie. Po wstępnych powitaniach wzrok kobiety padł na wiszące okrycie gospodyni domu. Przyjaciółka stanęła jak wryta, a na jej twarzy zastygł uśmiech. Powodem były dwa identyczne płaszcze. Jeden na wieszaku a drugi spoczywający na zgrabnych kształtach pani Niusi. Oba w tym samym kolorze, tak samo uszyte, z tymi samymi dodatkami.

Można rzec tragedia antyczna. Dla wielu byłby to zapewne zwykły zbieg okoliczności, który można skwitować uśmiechem nieśmiało wymykającym się spod wąsa. Ludzie przecież czasem kupują jednakowe rzeczy i zdarza się, że podobają się im identyczne przedmioty. Jednakże w tym przypadku nie było to takie proste.

Małżeństwo Kowalskich znane było z tego, że nabywało i posiadało tylko wyjątkowe okazy, o których reszta świata mogła tylko śnić na jawie. Dobra, jakimi władali, musiały być jedyne i niepowtarzalne. Tak przynajmniej zwykle prezentowali się otoczeniu. Prócz tego była im właściwa jeszcze jedna niezwykła cecha. Zawsze mieli rację, zawsze wszystko wiedzieli najlepiej, zawsze udzielali najlepszych rad, albowiem znali się na świecie jak mało kto.

Należeli do tej części populacji ludzkiej, która zjadła wszystkie rozumy i należało mieć do nich anielską cierpliwość, a także ogromną wyrozumiałość. Po pierwszym szoku, jakiego doznała koleżanka babci, przyszło opanowanie. Pani Niusia najpierw wykrztusiła krótkie «O!», po czym podeszła do wieszaka, dotknęła materiału i ze stoickim spokojem, tonem nie znoszącym sprzeciwu, zakomunikowała: «Nasze grubsze».

Dziadkowie wymienili szybkie spojrzenia i dla świętego spokoju oraz udanej kolacji skwapliwie przytaknęli. Lata mijają, świat się zmienia, a jedynie gatunek ludzki pozostaje, przynajmniej w pewnej części, taki sam. Nieodmiennie znajdzie się ktoś, kto mimo ewidentnego braku racji będzie udowadniał nam swoją absolutną wszechwiedzę. Wszak nasze zawsze musi być grubsze!

Okazja nie z tej ziemi, czyli wyjątkowa, szczególna, niepowtarzalna.

Stanąć jak wryty – oznacza zaskoczenie, szok, ogromne zdziwienie.

Uśmiech spod wąsa, czyli dyskretny, ukryty przed otoczeniem.

Śnienie na jawie oznacza niespełnione marzenia, myślenie o czymś, co nie może się wydarzyć.

Zjeść wszystkie rozumy – czyli być człowiekiem zarozumiałym i przemądrzałym.

Stoicki spokój to wielki spokój i opanowanie, niezależnie od tego, co się wydarzyło.

Święty spokój – właśnie dla niego staramy się unikać kłopotów, problemów i zamieszania.

Skwapliwie przytaknąć to zgodzić się z czymś natychmiast, bez protestowania.

Nasze grubsze – w przenośnym znaczeniu: zawsze to my musimy mieć rację, niezależnie od okoliczności.

Gabriela WOŹNIAK-KOWALIK,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG

CZYTAJ TAKŻE:

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: PAMIĄTKI Z WAKACJI

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: SMAK DZIECIŃSTWA

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: NABICI W BUTELKĘ

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: PUNKT WIDZENIA

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: EGZAMIN DOJRZAŁOŚCI

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: CELEBRYCI NASZYCH CZASÓW

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: CUKIERNIKIEM TO JA JUŻ NIE ZOSTANĘ

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: WEHIKUŁ CZASU