Artykuły
  • Register

Na przestrzeni wieków Wołynianki nie tylko dzielnie wspierały mężczyzn w walce o wyzwolenie spod rosyjskiego jarzma i wychowywały kolejne pokolenia patriotów i bojowników o wolność. Niejednokrotnie same brały udział w działalności niepodległościowej.

Za tę działalność cierpiąły prześladowania – jak więziona i przesłuchiwana za udział w spisku Szymona Konarskiego matka słynnego romantycznego poety Salomea Słowacka-Becu, jak skazana na zesłanie do Berezowa nad Obem matka przyszłego arcybiskupa warszawskiego Zygmunta Szczęsnego FelińskiegoEwa Felińska czy deportowana do Tobolska po powstaniu styczniowym Eufrozyna z Wierzbickich Grocholska, autorka «Pamiętnika Wołynianki».

Kiedy w 1918 r., po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, polskie kobiety zyskały prawa wyborcze, wzorem swych poprzedniczek, wzorem Aleksandry Piłsudskiej, zapragnęły już nie tylko walczyć o kraj, ale całym życiem służyć wolnej Ojczyźnie. Na początku lat 20. ubiegłego wieku pierwsze Wołynianki zaczęły wstępować w strzeleckie szeregi i niejednokrotnie w swej działalności stanowiły ewenement w skali kraju.

W zdominowanym przez mężczyzn świecie organizacyjne początki nie były łatwe. Nie tylko dlatego, że w sferze materialnej tuż po wojnie brakowało dosłownie wszystkiego: pieniędzy na strzelecką działalność, na umundurowanie i broń, nie było lokali na strzeleckie świetlice, posiadanie boiska czy strzelnicy stawało się marzeniem, a musztrę ćwiczono z własnoręcznie wystruganymi z drewna karabinami. Kobietom nie było łatwo przede wszystkim w sferze obyczajowej. Niekiedy włożenie munduru czy krótkie obcięcie włosów skazywało na plotki bądź towarzyski ostracyzm. Kto chciałby przyjmować w swoim domu pannę, która zamiast szyć, haftować i wybornie gotować ubiera się po męsku i święci triumfy na strzelnicy?!

Mam tę satysfakcję, że wśród pierwszych strzelczyń była moja ciocia Janina Marcinkowska, później po mężu Porębska, którą do organizacji wprowadził jej brat, a mój dziadek Jan Marcinkowski, wówczas Komendant Powiatu Łuck.

strzelczynie 01

Pierwsza z lewej – Janina Marcinkowska, strzelczyni z Łucka, członkini strzeleckiej sekcji teatralnej w Łucku. Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Marcinkowskiego

U zarania kobiecej działalności strzeleckiej zdarzały się momenty tyleż zabawne, co przykre. Oto po pierwszych zajęciach w strojach gimnastycznych na łuckim boisku, za sprawą panów, którzy podglądali ćwiczące dziewczęta przez dziury w płocie, wybuchł niemały skandal. Zamiast pochwał za kształtowanie tężyzny fizycznej młodego pokolenia padły oskarżenia o brak moralności.

Tym, które jako pierwsze odważyły się na jazdę w męskim stroju na rowerze, a później, w latach 30. na szusowanie na nartach po wołyńskich bezdrożach, towarzyszyły na początku grupki miejscowych urwisów i niewybredne komentarze. A już kwestia strzelania przez kobiety z tak zwanej broni długiej wywołała prawdziwą dyskusję w prasie ogólnopolskiej. Z łuku do tarczy – tak, ale nie z karabinka małokalibrowego! Karabinek po prostu nie pasował do wizerunku delikatnej, eterycznej, wymagającej męskiego wsparcia kobiety.

W tej ogólnopolskiej polemice nad «militaryzacją kobiet», «kobiecym strachem przed ciemnym pokojem», «zniszczeniem wypielęgnowanych białych rączek» oraz «brakiem estetyki strzelających pań» wzięły udział także Wołynianki. Na łamach związkowego pisma «Strzelec» przekonywały: «Prawdziwa sportsmenka ma tyle spokoju i rozwagi, że w każdym niebezpieczeństwie daje sobie radę, a to dlatego, że nie stawia na pierwszym planie swej kobiecości. A co do estetyki, to powiem, że strzelczyni w czystym i porządnie uszytym mundurze estetyczniej przy sporcie wygląda, aniżeli panienka ubrana w białą sukienkę, w pantofelkach na wysokich, wykrzywionych obcasach, z łukiem ozdobnym kokardami» (Stanisława Kobrynowiczowa, «Raz jeszcze o broni długiej i kobiecie», «Strzelec», 1927, nr 27, s. 10.).

Efektem ogólnopolskich dyskusji nad «ochroną kobiecości» były oburzające strzelczynie zmiany w regulaminie największej propagandowej imprezy, a mianowicie Marszu Szlakiem Kadrówki.

Pierwszą Komendantką Okręgu Wołyńskiego Związku Strzeleckiego była Helena Małecka. To postać na tyle ciekawa, że warto jej poświęcić choć kilka słów. Zaradna, wysportowana, obdarzona charyzmą i urokiem osobistym działaczka z Wołynia została wyznaczona przez Komendę Główną w Warszawie na komendantkę pierwszego obozu sportowego dla kobiet na Grodzieńszczyźnie. Dla Komendy Głównej Związku Strzeleckiego była to prestiżowa impreza. Brały w niej udział strzelczynie z całej Polski: z Warszawy, Krakowa, Katowic, Kielc, Lwowa, Lublina, Torunia, Przemyśla czy Łodzi, a przewodziła im właśnie Wołynianka! Funkcja Komendantki na tak ważnej ogólnopolskiej imprezie była dowodem ogromnego uznania i zaufania ze strony dowództwa organizacji. Helena Małecka prowadziła też ogólnopolskie kursy dla komendantek.

strzelczynie 02

Helena Małecka, pierwsza Komendantka Wołyńskiego Okręgu Związku Strzeleckiego. Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Marcinkowskiego

Zakładała nowe oddziały strzelczyń w Okręgu Wołyńskim. Pierwsze oddziały żeńskie prócz Tuczyna (tu ważna była inicjatywa Stanisławy Kobrynowiczowej) powstały w Łucku, Palczy, Horochowie, Kostopolu, Lubomlu i Kowlu, następne w Zagajach, Zdołbunowie, Przebrażu, Dubnie, Radziwiłłowie, Kiryłówce, Helenówce i Balarce.

Dzięki jej wytężonej pracy i zapałowi w 1928 r. na Wołyniu działało już 17 oddziałów żeńskich, dla których instruktorki i pomocniczki instruktorek szkolono na dwóch kursach: w Łucku i Kostopolu. Sama organizacja kursu nie była łatwym zadaniem. Ileż trzeba było starań, ileż zabiegów, by nie doszło do kompromitacji Okręgu Wołyńskiego przed warszawską Komendą Główną Związku Strzeleckiego, gdy w 1929 r. na kursy przysłano surowego i wymagającego instruktora Urbaniaka. Oto zamiast przewidzianych trzydziestu słuchaczek z Łucka zgłosiło się zaledwie siedem, z kolei strzelczynie z ogromnego terenu województwa wołyńskiego zjeżdżały się bez mała przez tydzień i, zważywszy na trudności komunikacyjne spowodowane pogodą i miejscowymi warunkami, trudno było mieć do nich jakiekolwiek pretensje.

Helena Małecka wspominała: «Martwię się, czekam, wychodzimy na dworzec kolejowy na każdy prawie pociąg...» (Helena Małecka, «Ob. Małecka o kursie żeńskim», «Strzelec», 1929, nr 18, s. 8). Kolejne zmęczone podróżniczki przybywały po jednej. Strzelczynie, oczekujące na kurs, trzeba było przenocować i nakarmić. Tu naprawdę wiele zależało od talentów organizacyjnych Heleny Małeckiej.

W końcu, gdy przybyły wszystkie uczestniczki, praca na kursie mogła się rozpocząć. Pod okiem warszawskiego instruktora dziewczyny ćwiczyły gry sportowe i lekką atletykę, «aż kosteczki trzeszczały przy zaprawach treningowych», a i tak gość z Warszawy wyjechał niezadowolony, że «w całym Łucku nie ma koszy» do gry w koszykówkę, czemu niestety dał wyraz na łamach «Strzelca» (Urbaniak, «Ob. Urbaniak o swej pracy w Łucku», «Strzelec», 1929, nr 18, s. 8).

W trakcie prowadzonych kursów Helena Małecka potrafiła odkrywać wśród podopiecznych prawdziwe talenty, umiała zachęcać do dalszego działania – to właśnie z jej inspiracji komendantka oddziału w Kostopolu Wiera Dąbrowska w dwa dni po zakończonych zajęciach stanęła do zawodów w Równem i zdobyła strzeleckie mistrzostwo 13 Dywizji Piechoty. Zresztą Komendantka Okręgu Wołyńskiego sama z powodzeniem stawała w strzeleckie szranki. Na Zjeździe Komendantów w Warszawie w 1928 r. okazała się najlepsza w strzelaniu wśród Komendantek z całej Polski. Na 100 możliwych punktów zdobyła 71. Od tego roku zasiadała również w Zarządzie Podokręgu Związku Lekkoatletycznego w Łucku.

Helena Małecka działalność związkową łączyła z darem pięknego pisania. Była korespondentką «Strzelca». Jej artykuły często gościły na łamach związkowego pisma.

Publikowała też artykuły w «Przeglądzie Wołyńskim». W zespole redakcyjno-wydawniczym popularnego tygodnika zasiadali między innymi Prezes Okręgu Wołyń Związku Strzeleckiego mec. Antoni Staniewicz oraz komendant Okręgu Wołyń Związku Strzeleckiego Bolesław Sarankiewicz. We wrześniu 1928 r. to właśnie Helena Małecka wraz ze Stanisławą Sarankiewiczową pełniła rolę gospodyni pawilonu «Przeglądu Wołyńskiego» w czasie Wołyńskiej Wystawy Rolniczo-Przemysłowej w Łucku. Z dumą prezentowała zwiedzającym kolejne numery pisma, a kolegom strzelcom najnowszy obraz Wojciecha Kossaka «Piłsudski na Kasztance», którego właścicielem był wołyński adwokat mec. Jan Zaleski. Żal, że 1 października 1929 r. przestała pełnić funkcję komendantki Podokręgu Łuck. W ciągu kilku lat wytrwałej pracy potrafiła dokonać naprawdę wiele.

Drugą indywidualnością wśród wołyńskich strzelczyń była Stanisława Kobrynowiczowa, która strzelecką karierę rozpoczynała w malutkim Tuczynie w powiecie rówieńskim. W 1923 r. jej liczący 18 członkiń oddział był ewenementem nie tylko w skali województwa, ale i kraju. To właśnie ona założyła pierwszy żeński oddział strzelecki na Wołyniu. Trzy lata później w Tuczynie działały już 44 strzelczynie, a mec. Antoni Staniewicz, od 1922 r. prezes Okręgu Wołyń, na łamach «Przeglądu Wołyńskiego» z rozrzewnieniem wspominał tuczyński oddział «prowadzony sprężystą ręką p. Kobrynowiczowej» (Bolesław Sarankiewicz, «Związek Strzelecki na Wołyniu», «Przegląd Wołyński», 1929, nr 25, s. 33).

Stanisława Kobrynowiczowa była kolejną osobą, której działalność trudno pominąć milczeniem, wszak to właśnie ona poprowadziła strzelczynie do zwycięstwa w trakcie historycznego (po raz pierwszy oficjalnie startowały w nim drużyny żeńskie) Marszu Szlakiem Kadrówki w 1927 r. Jej talent i umiejętności natychmiast zostały docenione przez Zarząd Główny i w tym samym roku została instruktorką wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego w Referacie Pracy Kobiet w Warszawie.

Już jako mieszkanka stolicy strzelczyni z Wołynia triumfowała w I Ogólnopolskich Igrzyskach Sportowych Związku Strzeleckiego, między innymi w kolarstwie i w strzelaniu (Ida Szydłowska, «Po raz pierwszy na starcie», «Strzelec», 1927, nr 23, s. 13). Dzielna Wołynianka, często jako jedyna kobieta w stawce, na równi z mężczyznami stawała do zawodów strzeleckich, odnosząc przy tym sukcesy. W 1928 r. została mianowana komendantką Okręgu Kraków, ale nigdy nie zapomniała o Wołyniu.

Wołyńskie strzelczynie swoją postawą, zaangażowaniem w pracę organizacyjną, przygotowaniem do służby oraz urokiem osobistym wzbudzały mnóstwo sympatii na ogólnopolskich imprezach. Jedną z nich w 1927 r. upamiętniono nawet na łamach «Strzelca» w stylizowanym na dziewczęcy pamiętnik felietonie: «Zaraz po naszym przyjeździe do koszar wydano nam prawdziwe wojskowe płaszcze i furażerki. [...] Jedna nawet, ogromnie morowa strzelczyni z Łucka, której strzelectwo nie pierwszyzna, wydostała z kuferka kompletny mundur strzelecki i przebrała się w pół pacierza, ale komendantka zaraz kazała jej to zdjąć, chociaż bardzo ładnie w tym stroju wyglądała» («Na marginesie», «Strzelec», 1927, nr 4).

Panowie strzelcy początkowo mieli tendencję, by z pobłażliwym uśmiechem traktować usiłowania płci pięknej. Pierwsze strzelczynie zdawały się stanowić ozdobę strzeleckich oddziałów. Redaktorowi «Strzelca» w tonie wypowiedzi sekundował bowiem korespondent z Łucka, który w sprawozdaniu z odprawy komendantów Obwodów Strzeleckich Okręgu Wołyńskiego pisał żartobliwie: «Nie przyjechał inspektor Komendy Głównej; nie miałby u nas żadnej krzywdy, chyba, że sam by zrobił krzywdę komu, a na wszelki wypadek komendantka pracy kobiet miała w rezerwie zmobilizowany oddział żeński, z góra pół kopy bojowych i w dodatku śliczności markietanek» («Strzelec na Wołyniu», «Strzelec», 1927, nr 9, s. 13–14).

W początkach swej działalności, mimo apelu Aleksandry Piłsudskiej i innych legionowych działaczek, panie musiały zacięcie walczyć o swoje miejsce w strzeleckich szeregach, walczyć przede wszystkim o poważne traktowanie. Nie chciały być li tylko «śliczności markietankami». Podnosiły kwalifikacje i osiągały sukcesy w pracy kulturalno-oświatowej, w strzelaniu, w sporcie.

W 1927 r. uczestniczyły we wspomnianym obozie w Grzędzicach, który w pewnym sensie stworzył podstawy do sportowo-strzeleckiej działalności kobiet. Brały udział w trzy-czterotygodniowych kursach w Toruniu, Wilnie, Krakowie, Przemyślu czy Łucku, w czasie których szkolono komendantki oddziałów żeńskich. W 1928 r. uczestniczyły w ogólnopolskich obozach strzeleckich w Grabowie pod Gdynią – tu zastępczynią komendantki obozu była Stanisława Kobrynowiczowa, oraz w Przyborowie, gdzie funkcję komendantki obozu pełniła Komendantka Okręgu Wołyńskiego, Helena Małecka (Ida Szydłowska, «Strzelczynie w obozach», «Strzelec», 1928, nr 36).

Już sam wyjazd z Wołynia był dla strzelczyń ogromnym przeżyciem. Długa droga. Całonocne oczekiwanie na następny pociąg w «damskim pokoju» w Kowlu. Kolejne przesiadki. Drwiące komentarze panów: «I na cóż nam to spódniczkowe wojsko?!». Chełm i coraz większe zmęczenie, aż wreszcie długo oczekiwana stacyjka w Przyborowie.

Dziewczęta zakwaterowano w namiotach. Program obozów obejmował gimnastykę, lekką atletykę, gry sportowe i ruchowe, higienę, szkołę strzelca, terenoznawstwo, naukę służby, musztrę, wiadomości dotyczące organizacji Związku Strzeleckiego, łucznictwo, naukę jazdy na rowerze, a w wypadku położonego nad jeziorem Przyborowa również pływanie. Zajęcia trwały niemal cały dzień, zatem wieczorem, po ostatnich tonach pieśni «Wszystkie nasze dzienne sprawy…», w namiotach zalegała cisza. Chyba, że któryś z miejscowych urwisów chciał sprawdzić czujność strzeleckich wart i postraszyć «babskie wojsko».

Dla strzelczyń z obozu w Grabowie ważnym wydarzeniem był udział w powitaniu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w «rozkwitającym polskim porcie Gdyni». Z kolei strzelczynie z Przyborowa długo wspominały surowego instruktora łucznictwa. Ulubienicą wymagającego «mistrza łuku» okazała się Wołynianka – strzelczyni Kowalska z Sarn, która osiągała w tej dyscyplinie doskonałe wyniki.

Jedna z horochowskich strzelczyń wzięła też udział w obozie w Wągrowcu. Był to trzytygodniowy kurs dokształcający dla instruktorek wychowania fizycznego. Tu prócz intensywnych ćwiczeń fizycznych nowością okazały się «lekcje pląsów i tańców ludowych». Słuchaczki kursu wzięły udział w wycieczkach do Poznania, Gniezna, Inowrocławia oraz nad morze. Umiejętności, zdobyte w trakcie kursów i obozów, przekładały się na kolejne osiągnięcia.

(Ciąg dalszy nastąpi)

Małgorzata ZIEMSKA

CZYTAJ TAKŻE:

ZIMA W STRZELECKICH SZEREGACH. CZĘŚĆ 2

O ZWIĄZKU STRZELECKIM NA WOŁYNIU W 80. ROCZNICĘ ZBRODNI KATYŃSKIEJ. CZĘŚĆ 4