Artykuły
  • Register

Mikołaj Zahorujko wiele razy podkreślał, żeby nie kojarzyć milionów Ukraińców z nielicznymi banderowcami. Zamyślony, wpatrzony w dal powtarzał: «Po co to wszystko zło było potrzebne?».

Powiedziałem mu: «Mikołaju Fedorowiczu, naród ukraiński może poszczycić się ludźmi szlachetnymi, którzy uratowali oblicze Ukrainy». Dodał wtedy: «Pośród banderowców byli też normalni ludzie. Jednym z takich był Iwan Hryszczenko, zamordowany przez nich w 1947 r.» (początek tu).

Początkiem 1943 r. historia przypomniała sobie o na pozór spokojnej kolonii Ostrówki, położonej w pobliżu Huty Stepańskiej. Nastawały banderowskie czasy. Iwan Hryszczenko wierzył w powstanie wolnej Ukrainy. Ukończył szkołę szucmanów, miał posłuch pomiędzy ludźmi, wzmacniany szacunkiem, jaki posiadali jego trzej bracia. Wiele razy młodzieniec Mikołaj Zahorujko był świadkiem jego żarliwych dyskusji ze współbraćmi Ukraińcami. Snuł wizje, jak to Ukraińcy będą mieli swój kraj, będą rządzić sprawiedliwie i nikt ich nie będzie prześladował. Ukrainiec będzie policjantem, nauczycielem, gajowym, urzędnikiem, kolejarzem i sklepowym. Naród mający ziemię po rozparcelowanych majątkach «pańskich» nie będzie cierpieć głodu. Nie trzeba będzie pożyczać pieniędzy u Żydów, tylko w kasach należących do narodu. Dzieci będą chodzić do szkoły w butach, będzie tam można rozmawiać po ukraińsku. Szpitale będą dostępne dla wszystkich i za darmo. Nie trzeba będzie kupować kwitu na zbieranie runa leśnego i wolno będzie paść krowy w lasach. Podatki będą małe, a sekwestrator nie będzie gnębił biednych. Słuchacze z powątpiewaniem słuchali, ale wielu z nich mówiło: «Prawdu każe» (pol. «Prawdę mówi»). Wiele razy Iwan Hryszczenko powoływał się na słowa Mykoły Łebedia, był pod wpływem jego osoby, zapewne znał go osobiście.

W żadnej jego wypowiedzi nie było nic o zabijaniu Żydów i Polaków. W Ukrainie Iwana Hryszczenki mieliśmy żyć razem: tak jak za Polski wspólnie żyli Polacy, Ukraińcy i Żydzi, tak za Ukrainy żyć mieli Polacy z Żydami przy Ukraińcach. Bracia Iwana byli zwolennikami ideologii Tarasa Borowcia ps. Bulba i taką wizję propagowali (większość ówczesnych Polaków nie odróżniała bulbowców od banderowców, a wręcz nagminnie określała wszystkich jako bulbowcy). Zahorujkowie najchętniej nie zabieraliby głosu, ale nie można było być obojętnym, to spotykało się z wrogością. Byli Ukraińcami, więc musieli trzymać ze swoimi i którąś ze stron popierać. Potakiwali więc prowadzonym rozmowom twierdząc: «Nadzieja w Siczy Poleskiej». Tak prawie cały ich ogół, czy to dobrowolnie, czy z przymusu, stał się częścią żywiołu, który już bez ich indywidualnego wpływu zalał Wołyń falą zbrodni.

Pierwszą ofiarą nadchodzącej Rzezi Polaków był Bolesław Bańkowski z futoru Laski tuż koło Ostrówek. Żył biednie z trojgiem dzieci, żona go pozostawiła i poszła w świat. Jego córka Jadwiga zastąpiła braciom matkę, do czasu aż wyszła za mąż. Jej mężem został podobnie biedny Fiodor Niczypor z Ziwki Starej. Prowadził z bratem polową kuźnię, w której na chleb ciężko było zarobić. Dwaj synowie Bańkowskiego, Aleksander i Władysław, za radą ojca poszli za siostrą, a rodzina Niczypora przyjęła ich jak «rodzonych». W wielkiej, jedynej w domu izbie dostawili dwie ławki i to było ich miejsce na świecie. Ojciec niczego nie mógł im zapewnić, a Niczyporowie byli dobrymi ludźmi. Wcześniej bracia przychodzili do Zahorujków, żeby coś zjeść, kolegowali się także z Mikołajem.

Jedynym źródłem utrzymania Bolesława była aparatura do samogonu, pędził go w lesie koło domu. Wszyscy o tym wiedzieli, chodzili do niego i kupowali w zamian za różne produkty rolne. Był przyzwoitym człowiekiem, jednak niezaradnym, nie pił pędzonego samogonu, ale to niewiele zmieniało w biednym życiu. Przed samym Bożym Narodzeniem w grudniu 1942 r. do domu Bolesława przyszło pięciu mężczyzn. Przed wieczorem szli pijani kierując się na Perespę, z radością śpiewali ukraińskie piosenki. Hryszczenkowie z Ostrówek poznali ich, to byli Ukraińcy z Romejek. Po kilku dniach sąsiedzi zaniepokojeni nieobecnością Bolesława poszli zobaczyć, gdzie się podziewa. Leżał w izbie martwy, a ciało było zmasakrowane. Z nędznej chaty nic nie zostało zrabowane.

Iwan Hryszczenko jako szucman nie podjął żadnego działania, mającego na celu wykrycie sprawców. Rygorystycznie natomiast wykonał polecenie ukarania Sulikowskiego z Wyrki, który po niestawieniu się na obowiązkowy szarwark został dotkliwie pobity. Polacy mówili, że Iwan znał morderców Bańkowskiego osobiście, skoro zostali rozpoznani. Zbrodnie po Holokauście Żydów były taką codziennością, że jeden zabity więcej lub mniej nie robił żadnej różnicy. Nikt też z sąsiadów nie zamierzał zgłaszać Niemcom o mordzie, bandyci mogli wrócić i się zemścić.

Na okolicznych mieszkańców padł strach, bo skoro zabity został biedak, to co może spotkać zamożnych gospodarzy? W domach do obrony trzymano już siekiery i widły, przerabiano widełki do ściągania garnków z ognia na zaostrzone szpikulce – piki. Kowale prostowali zakrzywione widły do ściągana gnoju z wozu, tworząc z nich trójzęby, jak u Neptuna. Po zmierzchu nikt z domu nie wychodził, nawet za potrzebą, a ojcowie zaczęli czuwać nocami przy oknach. Kto miał dobrego psa, mógł spać nieco spokojniej.

Zdarzały się już wcześniej pojedyncze napady, ale bez ofiar. Jesienią do domu Piotra Rudzkiego, położonego na skraju wsi w sąsiednim Siedlisku, przyjechało sześciu ukraińskich rabusiów. Dwóch miało broń, pozostali siekiery za pasami, po sterroryzowaniu rodziny przystąpili do rabunku. Zagrabili wszystko, co można było, włącznie z poduszkami, garnkami, jedzeniem i krzesłami.

Huta42 1

Władysława z domu Piotrowska, Mikołaj Zahorujko, Roman Piotrowski i Jan Domański. Spotkanie pod cerkwią w Butejkach w 2011 r. Wszyscy już zmarli

Huta42 2

Mikołaj Zahorujko i Szczepan Horoszkiewicz przy cerkwi w Hucie. 2008 r.

Huta42 3

Mikołaj Zahorujko i Szczepan Horoszkiewicz w Hucie. 2008 r.

Huta42 4

Autor przedstawia Mikołaja Zahorujkę sekretarzowi Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzejowi Kunertowi. 2011 r.

Większość stycznia 1943 r. Ukraińcy świętowali, ale przywódcy banderowscy (aby nie gmatwać i tak zawiłych szczegółów pod nazwą banderowców, co jest niezbyt ścisłym określeniem, zawieram również działalność bulbowców i melnykowców; to temat na oddzielny artykuł) planowali rozpoczęcie usuwania wszelkimi sposobami Polaków z Wołynia. Z Galicji nadciągali fanatyczni, bezlitośni agitatorzy.

Czuć było atmosferę napięcia, wiele znaków świadczyło, że nadchodzi coś złego. Genowefa Wawrzynowicz, c. Jana z Wyrki, wracając ze Stepania po ślubie w urzędzie 21 stycznia 1943 r., z mężem Bolesławem Janickim zajechali saniami pod dom Fiodora Hryszczenki zaprosić jego córkę Lonię na przyjęcie weselne w niedzielę 24 stycznia. Nikt nie prosił ich do domu, a przed próg wyszła Lonia i powiedziała po ukraińsku: «Wybacz Geniu, było zebranie. Zapomniałam, jak mówić po polsku» i z powrotem weszła do domu zamykając drzwi.

W 2010 r., kiedy do Wyrki przybyła V Pielgrzymka parafian z Huty Stepańskiej i Wyrki, Lonia spotkała się z pielgrzymami. Rozmawiała z rówieśniczką – ur. w 1925 r. córką Bronisława Piotrowskiego, Władysławą. Płakała nad losem swojej rodziny, pytała o Genię, trzymała Władzię za rękę i brakowało jej słów. Kiedy chciała coś powiedzieć, wybuchała płaczem. Tak, jak wielu starych Ukraińców, powtarzała wiele razy: «Za Polski żyliśmy szczęśliwie».

Zanim została wymordowana Parośla, przedwojenny gajowy Leopold Jucewicz z Sosznik pojechał po drewno pod Rafałówkę do leśnej gajówki. Dobiegał koniec stycznia 1943, mroźna i śnieżna zima trwała w najlepsze (zima z 1943 na 1944 r. do stycznia była ciepła). Widok licznych sań z końmi mocno go zdziwił. Niezauważony i niezatrzymywany przez nikogo wszedł do środka gajówki, a tam odbywała się narada Ukraińców. Skonsternowani jego przybyciem chwycili za broń. Uspokoił ich miejscowy gajowy, do którego przyjechał Jucewicz, powiedział, że «to swij» i wyprowadził go na zewnątrz. Kazał mu bez wyjaśnień natychmiast opuścić to miejsce. Leopold poznał wśród zebranych Iwana Hryszczenkę w mundurze szucmana. Odjeżdżając zobaczył za stodołą, pod lasem, płonące ognisko, a wokół niego stali woźnice, którzy przywieźli uczestników narady. Był przy nich też szucman Trochim Kowalczuk z posterunku w Wyrce. Aby nie narażać się szucmanom, o tym, co widział, od razu nikomu nie powiedział, dopiero po jakimś czasie.

Sam Leopold Jucewicz został zabity 16 lipca 1943 r. w czasie ataku i spalony w ognisku pod domem. Zięć po kilku dniach zakopał jego szczątki w ogrodzie. Na pielgrzymkę w 2010 r. przyjechała jego córka, Wacława Płoszaj. Wieziona wozem konnym udała się na miejsce swojego domu i ogrodu. Woźnica, młody chłopiec, pomagał Wacławie zejść z wozu. Kiedy mu podziękowała słowami: «Dziękuję Panu», on odpowiedział: «Paniw my wże wyrizały» (pol. «Panów już wyrżnęliśmy») i radośnie się uśmiechnął. Widocznie nie wiedział, co, gdzie i do kogo mówi. Wacława nie mogła pojąć, dlaczego tak odrzekł? Opowiedziałem to Mikołajowi Zahorujce, on odpowiedział: «Pacan, nie wie nic, dziadek mu nie powiedział». Po chwili dodał: «Bandyci nie chwalili się tym, co robili, a w szkole go nie nauczyli».

Sprawy potoczyły się nie tak, jak wyobrażał sobie Iwan Hryszczenko, a w pamięci młodzieńca Mikołaja Zahorujki wyryły niezapomniany ślad. Z dnia na dzień następowały kolejne mordy. Niedziela 7 lutego 1943 r. w sąsiednich do Ostrówek Butejkach nie zapowiadała niczego złego, we wsi odbywało się wesele. Zarządca Ligenszaftu, tj. majątku ziemskiego przejętego przez Niemców, Eugeniusz Sokołowski i księgowy Edward Kalus zaproszeni byli jako goście. Kiedy oni się bawili, do majątku, którego przed wojną właścicielką była pani Chamcowa, saniami przyjechali nieproszeni goście (pani Chamcowa zmarła w poczekalni stacji kolejowej w Chełmie, uciekając przed sowietami w 1939 r.).

Skrępowanych drutami domowników pilnowali w salonie, nie wychodzili na zewnątrz. Bandyci czekali na mężczyzn, kiedy wrócili wieczorem, tak samo ich powiązali. Zanim zaczęli mord, torturowali ich. Następnie kazali Ukraińcom z sąsiednich domów przynieść topór i pniak. Postawili go w salonie i kolejno odrąbywali głowy. Zamordowani zostali Eugeniusz i Zofia Sokołowscy (52 i 50 lat), ich zamężna córka Maria Bratkowska (24 lata) będąca w dziewiątym miesiącu ciąży wraz z trzyletnim synem Andrzejkiem oraz narzeczeństwo Edward Kalus (23 lata) i Eugenia Jucewicz (20 lat).

Mordercy byli z Kryczylska, ich akcent nie budził żadnych wątpliwości. Był z nimi też Misza Lender, Ukrainiec ze Stepania, kolega Edwarda Kalusa. Siostra Edwarda, Stanisława Jaworska (1931–2012) mówiła mi, że był wcześniej pomiędzy nimi konflikt o jakąś stepańską dziewczynę. Kiedyś się przyjaźnili, mieli nawet wspólne zdjęcie zrobione na łódce.

Bandyci zrabowali konie i sanie, zapakowali też co wartościowsze wyposażenie i odjechali w kierunku młyna, a potem na Werbcze Wielkie. Nazajutrz liczni mieszkańcy sąsiednich wsi ruszyli oglądać miejsce potwornej zbrodni. Przybyli Niemcy ze Stepania, którzy wykonali zdjęcia i w koło powtarzali: «Sowiet banditen». Szucmani z okolicznych posterunków bez emocji potakiwali Niemcom i na tym się zakończyło dochodzenie. Wśród gapiów był i Mikołaj Zahorujko, który zapytał szucmana Iwana Hryszczenkę: «Wujku, kto to zrobił?», a on odparł: «Kto wie? Nie ludzie». Od pogrzebu Sokołowskich Polacy przestali jeździć do Stepania, a msze święte odbywały się w prawie pustym kościele. Ukraińcy również omijali polskie wsie, zaczęło źle się dziać.

Nikt jeszcze nie wiedział, że to kolejna ze zbrodni (wcześniej, bo 3 lutego, wymordowano również toporami osiem osób u Teodorowiczów w Janówce za Horyniem) rozpoczynających rzeź na Polakach. W Stepaniu jeszcze normalnie działały urzędy i poczta. W Szkole Rolniczej od długiego czasu młodzież ukraińska zbierała się na przerwach lekcyjnych i śpiewała narodowe pieśni, które nie brzmiały przyjaźnie wobec Polaków. Powszechnie słychać było wypowiedzi typu: «Żyto już wykoszone, teraz będzie koszona pszenica», miano na myśli wymordowanych już Żydów i Polaków. Wrogość Ukraińców ciągle narastała, życzliwi Polakom siedzieli cicho, aby nie narobić sobie kłopotu. Następnie 9 lutego wymordowana została Parośla I (nad Horyniem koło Suni była Parośla II), a w sąsiedniej Hucie Stepańskiej Ukraińcy z Telcz dokonali mordu rabunkowego u Piotrowskich, zabijając cztery osoby.

W Hucie Stepańskiej powołano po tych mordach, tj. 10 lutego 1943 r., samoobronę, pierwszą na Wołyniu. Osaczeni Polacy stracili wszelką nadzieję na uspokojenie sytuacji, zapanował niewyobrażalny strach, potęgowany nadejściem każdej kolejnej nocy. Zdesperowani starali się bronić w różny sposób, byle skutecznie. Iwan Hryszczenko zrozumiał, że musi na siebie bardzo uważać, obawiał się szczególnie braci Naumowiczów z Siedliska, którzy nie odczuwali żadnego strachu. Choć był szucmanem, mógł paść tak samo ofiarą zemsty. Oni to właśnie w kwietniu 1943 r. złapali jego brata Fiodora i zaprowadzili do Huty na sąd, zakończony wyrokiem śmierci.

Mniej ostrożnym był Ukrainiec z Ziwki Nowej Fedor Golonko, za Niemców sekretarz w Siedlisku. Uniemożliwiał on swoją obecnością tworzenie jakiejkolwiek struktury samoobrony. W żaden sposób nie chciał zrezygnować z nachodzenia zakłopotanych Polaków. Przychodził najeść się, napić, przespać koło pieca i tak co dnia. Był przy tym bardzo podejrzliwy, wszystkim się też interesował. Zapadła więc decyzja, aby pozbyć się sekretarza i nie narazić Niemcom, ani Ukraińcom. Fedor został wciągnięty w śmiertelną pułapkę. Zaproszono go na wesele do Sosznik, ugoszczono obficie samogonem. Jednocześnie posłaniec został wysłany do Rafałówki, aby powiadomić Niemców o przebywającym na weselu sowieckim partyzancie. Niemcy niezwłocznie przybyli i zabrali Fedora, który nigdy już do domu nie wrócił.

Losy pojedynczych ludzi były tylko zwiastunem nadchodzących wydarzeń, które utopiły Wołyń we krwi.

Huta42 5

Huta42 6

Huta42 7

Huta42 8

Werbcze Wielkie

Huta42 9

Pomnik w Werbczu Wielkim

(Ciąg dalszy nastąpi)

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OTO UKRAINIEC MIKOŁAJ ZAHORUJKO. CZĘŚĆ 1