Artykuły
  • Register

Święta zbliżają się milowymi krokami. To szczególny okres w życiu każdego przeciętnego zjadacza chleba. Nawet jeśli kiedyś tam złożyliśmy sami przed sobą przyrzeczenie, że już nigdy nie damy się uwieść temu świątecznemu szaleństwu, to i tak w następnym roku, wraz z całą rzeszą innych, podobnych nam obywateli, poddajemy się w końcu bez reszty aurze dzwoneczków, aniołków, choineczek, Mikołajów i oczywiście przygotowań do nadchodzących dni, tak przecież uroczystych.

Na świąteczną gorączkę zapadają właściwie wszyscy. Wcześniej czy później zaczynają nerwowe wyliczanki w swoim skołatanym umyśle, co też już zakupili, co jeszcze jest im potrzebne, a czego nie mają. Z obłędem w oczach i na ostatnich nogach przemierzają dziesiątki kilometrów po sklepach różnego autoramentu w celu nabycia drogą kupna dodatkowych kilogramów mąki, cukru, maku, śledzi, kapusty, grzybów, kaszy, śliwek. Można jeszcze długo tak wymieniać.

Na dodatek prezent dla cioci Zosi i wujka Henia kupić trzeba, ponieważ w tym roku myśl wielce cudowna do głowy im strzeliła, aby nas odwiedzić. Słysząc tę wieść czujemy, że nogi się pod nami uginają, a serce zamiera. Przez telefon oczywiście zapewniamy cioteczkę, że jesteśmy po prostu w siódmym niebie i nie posiadamy się ze szczęścia. Większej radości nie mogli nam sprawić.

W głowie zaś kołacze się myśl natrętna, że oto szanownym wujostwem trzeba będzie się przynajmniej miesiąc zajmować, tak jak dwa lata temu, a Henio ma wyjątkowo przykry i swarliwy charakter, o ciotce nie wspominając. Poranny jej widok w papilotach na głowie pojawia się nam do dzisiaj w koszmarach sennych.

Rozmyślamy już, w rozpaczy straszliwej będąc, nad fortelem, dzięki któremu uda się natrętnych gości pozbyć z naszego domostwa. Żałujemy przy tym bardzo, że numer z remontem całego mieszkania aż do lutego już nie przejdzie. Zbyt grubymi nićmi szyte – dwa generalne remonty w dwu kolejnych latach?

Gdy już wreszcie uda nam się wszystko dopiąć na ostatni guzik, oddychamy z ulgą. Kamień spada nam z serca, ponieważ ciasta wyrosły, żadna potrawa się nie przypaliła, a jodła pachnie, jakby cały las wszedł do domu. Gdy cała rodzina zasiądzie przy suto zastawionym, uginającym się stole, kiedy wydaje nam się, że oto chwile szczęśliwości są naszym udziałem, wówczas następuje, przez niektórych z niecierpliwością oczekiwany, czas gremialnego otwierania prezentów. Ale to już zupełnie inna historia.

Zbliżać się milowymi krokami, czyli bardzo szybko.

Przeciętny zjadacz chleba to zwykły, normalny, niczym się niewyróżniający człowiek.

Bycie na ostatnich nogach oznacza krańcowe zmęczenie, stan tuż przed całkowitym opadnięciem z sił.

Powiemy, że komuś myśl jakaś strzeliła do głowy wówczas, gdy nagle i niespodziewanie doszedł do jakichś wniosków, coś wymyślił.

Nogi się uginają i zamiera serce wówczas, gdy się czegoś bardzo przestraszymy.

Być w siódmym niebie, czyli być bardzo szczęśliwym, zadowolonym.

Coś jest szyte grubymi nićmi – jakieś działanie jest zbyt łatwe do rozszyfrowania, kiepsko zamaskowane.

Dopięcie czegoś na ostatni guzik – oznacza idealne załatwienie jakiejś sprawy.

Kamień spada komuś z serca, gdy bardzo się czymś martwił, a cała sprawa potoczyła się po jego myśli.

Gabriela WOŹNIAK-KOWALIK,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG

CZYTAJ TAKŻE:

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: PROROCZE SNY

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: MEDYCZNE SŁÓWKA

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: TAKIE SOBIE SPOTKANIA

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: SPOŻYWCZE ALIANSE

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: DAMSKIE TOREBKI

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: DOMOWE PORZĄDKI

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: SAVOIR-VIVRE NA CO DZIEŃ

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: SEZON OGÓRKOWY