Artykuły
  • Register

Po kilku tygodniach podróży z Syberii powróciła Jadwiga Felińska zesłana tam w 1940 r. za przeprowadzane aborcje. Jej skazanie było wybawieniem, przeszła przemianę duchową i stała się inną kobietą.

Pracowała ze wszystkich sił w fabryce amunicji, w zamian została przedterminowo ułaskawiona (kontynuacja: poprzednie części są tu).

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji w Sarnach, Jadwiga wysiadła i nie poznała miasta, do którego dniami i nocami tęskniła. Wojna dopiero co się zakończyła i rany po bezlitosnym bombardowaniu nie zostały jeszcze zaleczone.

Uciekający w 1941 r. sowieci wysadzili mosty kolejowe na Horyniu i Słuczy, co w istotny sposób utrudniało zaopatrzenie frontu. Wkraczający na powrót nocą z 3 na 4 stycznia 1944 r. sowieci jakby w prezencie powitalnym otrzymali od Niemców niezniszczoną infrastrukturę kolejową i całe mosty. Nieliczni Niemcy wsiedli po południu 3 stycznia do pociągu pancernego i tak zakończyła się ich okupacja Sarn.

Na drugi dzień przyjechały pierwsze pociągi sowieckie i zatrzymały się na stacji. W nocy nadleciały niemieckie bombowce i się zaczęło. Bombardowania stacji i okolicy trwały do czasu zdobycia Kowla w maju. Były to przede wszystkim ataki nocne, wywołujące wielki strach wśród ludności. Sowieci rozstawili duże ilości działek przeciwlotniczych i próbowali nie dopuścić bombowców. Kiedy te nadlatywały, niebo oświetlały reflektory tworząc widowisko świetlne. Niemcy najpierw zrzucali flary na spadochronach. Jednocześnie rozsypywali też paski folii aluminiowej, które powoli opadając skutecznie myliły światła reflektorów. Niemal jednocześnie spadały bomby, które wybuchając nie kończyły strachu i paniki wśród ludzi. Z samolotów przy zrzucaniu bomb wyrzucano też puste beczki, które miały ponacinane lotki. Lecąca powoli beczka wydawała przeraźliwy odgłos. Stacja i okolice zostały całkowicie zniszczone.

Dla ludności, która schroniła się przed banderowcami w mieście, skończył się spokojny czas. Zaraz w pierwszych dniach z byłych mieszkańców Folwarku zginęła Stanisława Felińska ż. Anastazego i Maria Kotecka ż. Adama. Wstrząsem dla ludzi była śmierć Rozalii Felińskiej ż. Władysława. Mąż został powołany do Wojska Polskiego, a ona pozostała z dziećmi. W czasie nalotu położyła się na swoim synku Julianie, aby go chronić, odłamek rozerwał jej plecy i zmarła w męczarniach po dwóch dniach. Ludność polska na powrót rzuciła się do swych spalonych wsi, koczować w pogorzeliskach. Istribitielnyje bataliony (bataliony niszczycielskie – formacja paramilitarna stworzona pod koniec II wojny światowej w strukturze NKWD – red.) utworzone z młodocianych Polaków otrzymały broń do obrony.

Jadwiga o tym wszystkim dowiadywała się od nielicznych w mieście Polaków. Pozostałych w pięciu deportacjach od stycznia do maja 1945 r. wywieziono za Bug. Zatrzymała się u Stanisławy Felińskiej c. Stanisława. Wszystko, czego się dowiedziała, było jak zły sen. Prawdziwym szokiem była wieść o śmierci męża Mariana i zniszczeniu wszystkich polskich wsi w 1943 r. Niezwłocznie zgłosiła chęć wyjazdu do Polski, ale deportacje zostały już zakończone. Czekając na zgodę zapoznawała się po kolei z całą historią Folwarku, jaka wydarzyła się po jej zesłaniu. Każdy mógłby spisać grubą księgę wspomnień. Stanisława, wypytywana dlaczego nie wyjechała, rozpoczęła opowieść od swoich przeżyć.

Huta 36 3

Stanisław Feliński, ojciec panny Stanisławy

Wojna wojną, a ona będąc panną zaszła w ciążę z kawalerem Stefanem Kunickim. Nie była jednak osamotniona, jej koleżanka Leontyna Kotecka również była w ciąży z Apolinarym Felińskim. Chłopcy nie byli jednak zainteresowani ożenkiem, obaj znajdowali się pod wpływem matek, które sprzeciwiały się ślubowi. Twierdziły, krzywdząc nieroztropne panny: «Nie wiadomo czyje dzieci i kto w wojnę się żeni». Obie matki solidarnie poszły i zgłosiły synów na roboty do Niemiec. Obaj pojechali w kwietniu 1942 r. Zrozpaczone panny, niewiele myśląc, też się zgłosiły i pojechały za kawalerami. Nie znały języka, chłopców nie udało im się odszukać. Po czterech miesiącach Niemcy odesłali je z powrotem, aby urodziły w domach i nie były obciążeniem dla Rzeszy. Po powrocie Stanisława urodziła córkę Stefanię i tak poniewierała się z nią w czasach banderowskich (Stanisława poznała po wojnie rosyjskiego oficera i wyszła za niego za mąż. Zmarła 7 stycznia 2015 r. w Sarnach. Przed śmiercią przywoływała nazwiska ludzi z Folwarku, aby przyszli do niej).

Huta 36 4

Bronisław Kopij, jeniec na robotach w Niemczech. 1942 r.

Życie Jadwigi na zesłaniu, które było straszną karą, wydawało się szczęśliwe w porównaniu do losów pozostałych mieszkańców Folwarku. Od pierwszego mordu u Teodorowiczów w dniu 3 lutego 1943 r. żyli w potwornym strachu. Porąbane głowy ośmiu osób stały ludziom ciągle przed oczami. Później trochę się uspokoiło. Na nowo rozpoczęło się 12 maja w sąsiednich Ugłach, tam banderowcy wymordowali ponad 100 osób. W tym czasie tj. nocą, atakowali też pobliski Radzież. Mieszkańcy Folwarku uciekali w panice do lasów, ale o świcie zaczęli wracać do wsi. Wtedy banderowcy wycofujący się grupami do swoich domów w kierunku Kryczylska, a obchodzący kolonię bokiem, zaczęli na nowo strzelać. Ludzie od nowa rzucili się do młodego lasu.

Feliks Orzechowski widząc chłopców idących od Dziekańskich zaczął za nimi wołać, aby poczekali na niego. Ci nie zrozumieli, co on mówił i zaczęli szybko iść, aby schronić się w lesie. Wtedy Feliks puścił się biegiem, żeby nie stracić ich z oczu. Oni się przestraszyli i zaczęli uciekać, a Feliks za nimi ciągle pędził wołając, żeby się zatrzymali. Ostatkiem sił dopędził ich w głębi lasu. Wtedy zrozumiał, że goni banderowców. Mieli wprawdzie karabin, ale pewnie bez amunicji, za ich pasami znajdowały się jednak siekiery.

Od razu poznał dwóch synów Ukraińca Haretki z Kryczylska, często ich widywał jak chodzili do Sarn koło jego domu. Jego sytuacja stała się tragiczna, nadzieję na łaskę upatrywał właśnie w tych, których znał. Prosił o litość, przypominał dawne spotkania, pozdrowienia, zapewniał o przyjaźni z ich ojcem, mówił wszystko, co mogło go uratować. Dwaj obcy banderowcy zlitowali się nad nieszczęśnikiem i chcieli go puścić, na co nie wyrazili zgody synowie Haretki. Aby ich nie wydał, że chodzili z bandami. Wiedzieli, że po wojnie Polska rozliczy się z nimi. Jeden z nich podszedł od tyłu i niespodziewanie zadał cios obuchem siekiery, kładąc Feliksa bez życia na ziemi. Ten jednak po jakimś czasie oprzytomniał, leżał w kałuży krwi. Ręką narwał mchu, który przyłożył do głowy i jakoś doszedł do Folwarku, gdzie naprzeciw wyszli już ludzie. Krew przeciekała pomiędzy mchem i palcami. Siadł na ławce pod pierwszym domem Feliksa Dziekańskiego, poprosił o wodę i normalnie mówił. Opowiedział wszystko w szczegółach. Nie pozwolił oderwać sobie ręki od głowy. Twierdził, że już mu lepiej, a ból przechodzi. Ludzie, którzy widzieli pomordowanych przy pomocy toporów, mieli nadzieję, że to jakoś się zagoi, zaczęli nawet żartować, jak to Felek pędził banderowców, a oni pognali jego. Wreszcie kobiety uprosiły, żeby opatrzyć mu ranę, puścił wtedy rękę i odsłonił głowę. Krew zaczęła nagle pulsująco wytryskiwać, jednocześnie osunął się z ławki, a chwilę później zmarł.

Nieszczęścia chodziły parami. Zaraz rano za Ostami w kierunku Konstantynówki Bronisław Sawicki spotkał w czasie ucieczki Niemca. Ten przywołał go i Sawicki podszedł w jego kierunku. Wszystko się zgadzało, mundur esesmana, buty, ale czapka wydawała się jakaś inna. Nie było na niej trupiej czaszki, a tryzub. To był banderowiec. Bronisław, jak zrozumiał w jakiej sytuacji się znalazł, rzucił się do ucieczki. Banderowiec wtedy strzelił i trafił prosto w kręgosłup. Po dwóch dniach Sawicki zmarł, męcząc się niemiłosiernie w sarneńskim szpitalu.

Nad niektórymi ludźmi czuwała Opaczność Boża. Przykładem tego był Władysław Markiewicz z sąsiedniej Janówki (dziś Iwaniwka). Na kilka dni przed napadem przyjechał do Ugłów, gdzie chciał kupić węgla drzewnego do swojej kuźni. Złapali go jednak przebywający tam uzbrojeni ludzie i bez wyjaśnień poprowadzili do lasu. Ludność wtedy nie wiedziała, że to banderowcy, bo twierdzili, że są sowieckimi partyzantami. Łudzili się nadzieją, że może to sowieci, ale broń mieli byle jaką i to nie wszyscy. Podejrzewano, że to huculi, używali przekleństw, które były obce, tak na Wołyniu jak i u Rosjan, a znane właśnie na Przykarpaciu. Miejscowi ruszyli w ślad za nimi. Uzbrojeni kazali kopać Władysławowi dołek i chcieli go zabić, aby nie zdradził, że partyzanci są w Ugłach. Ludzie jednak prosili, że to nie szpieg, ci jednak upierali się, by go zabić. W końcu jednak, pod naciskiem zebranych, puścili Władysława. Wrócił do życia znad grobu, był potwornie przestraszony i przez kilka dni nie mógł się uspokoić. Ten strach pozostał w nim do końca życia.

Dni pobytu Jadwigi w Sarnach przedłużały się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Jej głowa chłonęła coraz to nowe opowieści. Wszystkie dążyły do nieuchronnego końca Folwarku.

Huta 36 1

Od lewej: Władysław Bober, Władysław Markiewicz i Piotr Feliński s. Jana

Huta 36 2

Jadwiga Janicka c. Adama i jej mąż Cyprian Feliński s. Michała

Huta 36 5

Od lewej: Teofila Żarczyńska, Kazimierz Kunicki, Janina Janicka i w mundurze Władysław Żarczyński. 1938 r.

28 lipca 1943 r. przyszedł pod Folwark oddział AK pod dowództwem por. Władysława Kochańskiego. Sformowany za Horyniem w Terebuni, Perespie, Parośli II i Suni, składał się w ogromnej większości z obrońców Huty Stepańskiej i Wyrki. Celem kilkudniowego pobytu było uzupełnienie uzbrojenia i amunicji. Mieszkańcy Folwarku pomagali przemycać ją z Sarn. Helena Dziekańska ż. Szczepana kilkakrotnie pod małym dzieckiem przenosiła granaty. Długą broń wywożono przy pomocy furmanki Mieczysława Drzewieckiego, która posiadała drugą podłogę. Wcześniej używano jej do przemytu mięsa do miasta. Niemcy, niewierzący już w zwycięstwo, chętnie wymieniali broń za jedzenie.

31 lipca w czasie czyszczenia broni Antoni Wiatr niechcący spowodował wystrzał pistoletu, w wyniku czego zabita została jego narzeczona pochodząca tak jak on z Siedliska, Genowefa Sulikowska. Pogrzebana została «tymczasowo» bez księdza «Na dziewiczym brodzie», 2 kilometry od kolonii w horodzieckim lesie. Kochański próbował zwerbować do swojego oddziału chętnych, ale nie znalazł. Prawie wszyscy młodzi, bo aż 24 osoby, byli na robotach w Niemczech.

We wrześniu Anastazy Feliński s. Feliksa z dziećmi: c. Hanką i s. Edkiem, w grupie około 10 furmanek, pojechali do Ugłów. Tam kopali ziemniaki wokół spalonej kolonii. Kilku gospodarzy miało broń. Wykopki trwały kilka godzin i za dnia wrócili do domów. Niektóre furmanki pojechały prosto do Sarn. Anastazy mimo ponagleń, został jeszcze chwilę dłużej i zaraz miał wszystkich dogonić. Kiedy nie wrócił na noc, było wiadomo, że coś złego się stało. Rano uzbrojeni sąsiedzi wyruszyli na poszukiwanie. Wóz bez koni został znaleziony pod Ubereżem. Anastazy z synem leżał zabity na wozie, a kilkunastoletnia córka leżała obok. Miała ucięty palec, na którym nosiła mosiężny pierścionek, pamiątkę po odpuście w Kazimierce. Wszyscy zostali uduszeni «nawłokami» od postołów.

Nieszczęścia się mnożyły, śmierć coraz częściej zaglądała w opłotki Folwarku. Koniec był już bliski. (Pierwszy odcinek historii z Folwarku w gminie Niemowicze znajdą Państwo tu, drugi – tu, trzeci – tu, czwarty – tu, ciąg dalszy – tu)

Huta 36 6

Droga przez Folwark, tylko domów od 1943 r. przy niej brak

Huta 36 7

Folwark widziany z kątka Felińskich

Huta 36 8

Karabin znaleziony na Folwarku

Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZABICIE NIEMCA W FOLWARKU I ŚMIERĆ MARIANA FELIŃSKIEGO

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻAŁOSNE ŻNIWA W SARNACH I DROGA DO ŚMIERCI MARIANA FELIŃSKIEGO

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SĄD NAD JADWIGĄ FELIŃSKĄ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KŁOPOTY MIŁOSNE W FOLWARKU KOŁO OSTÓW

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: POLICJANCI I PRZESTĘPCY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OBRONA HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: AZOR, PIES PIOTRA BRZOZOWSKIEGO Z SIEDLISKA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1