Artykuły
  • Register

Mordy trwały w okolicy Folwarku, jednak nie dotknęły kolonii bezpośrednio, aż do 11 listopada 1943 r. Ludność zagrożona była tak przez banderowców, jak i ze strony sowieckich partyzantów. Za przyjęcie ich groziła nieuchronnie pacyfikacja niemiecka (kontynuacja: poprzednie części tu).

W Niedzielę Palmową 1943 r., która przypadała 18 kwietnia, w Folwarku jednocześnie zjawili się Niemcy i sowieccy partyzanci.

Z Dołhego wozem konnym przyjechało trzech Niemców. Przemieszczali się po «kątku Felińskich», tj. za szkołą i krzyżem. Jeden jechał wozem, a dwóch chodziło po domach i szukało jedzenia, które było skrzętnie ukryte, albo nie było go wcale. Niemcy z posterunku, chroniącego tory z Dołhego, zapuszczali się do odległych wsi. Kupowali żywność, którą potem sami jedli lub wysyłali swoim rodzinom do Rzeszy. W zamian płacili uczciwie markami lub przynosili różne towary np. nici, igły, guziki, naftę, zapałki, sól, sacharynę itp. Wszystkie te towary były trudno dostępne. Czynili to nielegalnie, bez wiedzy dowództwa. Żołnierze nawiązywali znajomości z gospodarzami, byli normalnymi ludźmi, nikomu krzywdy nie zrobili. Rodziny wywiezionych na roboty wykorzystywały okazję, podawały listy do bliskich. Żołnierze nadawali je i one szybko dochodziły do adresatów, nigdy nie ginęły.

Huta 35 03

Droga z Folwarku w kierunku Ostów

Tamtej niedzieli kupowali jajka, chodzili od domu do domu, za towar jak zawsze płacili. Ludzie jednak nie chcieli sprzedawać pożywienia, bieda pustoszyła zapasy i nie było co jeść. Kupno u niechętnych polegało na tym, że Niemcy wchodzili do komory, stepki lub na strych i sami szukali, a jak znaleźli to brali, a potem płacili. W domu Antoniego Brzozowskiego w ten sposób zabrali jajka, a ze strychu fasolę. Zapłacili i poszli do sąsiada Stanisława Koteckiego. Tam rozegrał się dramat.

Dzień wcześniej, w sobotę 17 kwietnia, do domu Anastazego Rudnickiego mieszkającego «na kątku Dziekańskich» przyszli partyzanci, «minerzy». Było ich sześciu lub siedmiu. Nie pytając o zgodę, zabrali Anastazego, aby w nocy pokazał drogę do torów. Poszli, ale rano wrócili, nie mogąc wysadzić torów, które były dobrze pilnowane. Zjedli śniadanie, pokładli się do spania i odpoczywali. Anastazy miał za zadanie pilnować, czy ktoś nie nadchodzi. Za fatygę i gościnę dostał od nich stary długi karabin, którego noszenie było kłopotliwe. Nowy właściciel postawił go w kącie za niewysoką szafą, ale bagnet był taki długi, że nad nią wystawał.

Kiedy Niemcy przeszukiwali chatę Koteckiego, w której nic nie było, przybiegł z ostrzeżeniem chłopiec Felińskich, wysłany przez Anastazego Rudnickiego. Mówił do Niemców, jak kazał mu Anastazy: «Banda idzie, uciekajcie». Jeden żołnierz był Ślązakiem, powiedział coś do drugiego na wozie i poszedł szukać tego, który nie słyszał rozmowy. Zapewne myślał, że kolega z wozem poczeka, a on uciekł z ich bronią, pozostawiając kolegów na pastwę losu.

Wszystko działo się bardzo szybko, większość gospodarzy nawet nie wiedziała, co się wtedy stało. Nie wiadomo skąd wziął się u Rudnickiego Marian Feliński. Obudził partyzantów i powiedział, że we wsi są Niemcy. Mówił, żeby poszli ich pozabijać. Dowódca «minerów» był bardzo niechętny takiemu rozwiązaniu, mieli niszczyć tory i cicho się wycofywać. Przekonywał, że Niemcy spalą wieś i wymordują ludzi. To nie uspokoiło Mariana. Powiedział: «Towarzysz Stalin kazał wszystkich Niemców zabijać». Dowódca, zakłopotany, wysłał z Marianem jednego podkomendnego, na odczepkę. Raczej żeby się rozejrzał, co się dzieje, a nie strzelał.

Nadchodzącego partyzanta zobaczył Niemiec i widząc, że wozu już nie ma, rzucił się do ucieczki wzdłuż kanału w kierunku Janówki. Drugi pozostawiony bez broni żołnierz wyszedł z domu z workiem prosto na partyzanta. Ten puścił krótką serię, na miejscu zabijając go pod studnią u Stanisława Koteckiego, na której przesiadywała porzucona przez chłopca Kalinka (patrz nr 16 z 27.08.2020). Romualda Brzozowska c. Antoniego podaje, że partyzant nie chciał strzelać, a Marian zabrał mu pepeszę i sam bezbronnego żołnierza zastrzelił.

W kolonii zapanowała wielka złość na Mariana. Wszyscy mu złorzeczyli, stukali się po głowach, co zrobił. Przychodzili i oglądali trupa, trwożąc się, co teraz będzie? Marian zabrał wóz i razem z partyzantami wywiózł żołnierza do horodzieckiego lasu. Tam go rozebrali do naga i przykryli kupą gałęzi. Partyzanci już nie wrócili do Folwarku, odeszli. Prawdopodobnie mieli zamiar w nocy dalej iść «na tory». Gospodarze wysyłali Krysię Kunicką, aby powiadomiła tatę sołtysa, który wtedy przebywał w Sarnach, co się stało. Razem poszli do komisarza i Krysia opowiadała to, co jej nakazali: «Banda zabiła żołnierza». Niemcy jednak już wiedzieli o śmierci od tych, którzy uciekli.

W okolicy sytuacja była bardzo napięta, banderowcy kolejno napadali na polskie osiedla. Niemcy nie zareagowali natychmiast, musieli sprowadzić batalion pacyfikacyjny, który operował w terenie. Sam oddział był zagrożony, sotnie banderowskie nabierały siły. Większym problemem było jednak spotkanie z sowieckimi partyzantami, które mogło zakończyć się unicestwieniem batalionu. Zanim więc nadciągnął, w międzyczasie banderowcy wymordowali Janową Dolinę, wysadzili także kościół w Stepaniu. A ludność z Folwarku wyczekiwała, kiedy przyjdą Niemcy. Wiele osób opuściło kolonię i zamieszkało u rodzin w innych osiedlach.

Folwark został otoczony za dwa tygodnie, w Niedzielę Przewodnią 2 maja. Niemcy nadeszli od strony Ostów, zatoczyli koło i okrążyli kolonię. Kto zdążył, to uciekł, wielu jednak nie zdołało tego uczynić. Najpierw spędzili z domów wszystkich mężczyzn i kazali im kopać doły strzelnicze, do których wtoczyli trzy lekkie działka i poustawiali karabiny maszynowe, obawiając się ataku. Następnie zebrali kobiety i dzieci, nie łapali jednak wszystkich, a tych, którzy się nie schowali np. na strychu lub w słomie. Razem z mężczyznami zamknęli ich w szkole i trzymali jako zakładników.

Przeszukując w poszukiwaniu jedzenia domy natknęli się na karabin stojący za szafą Rudnickiego. Razem z bronią zabrali Anastazego i poprowadzili do dowództwa. Od tego jednak momentu szczęście zaczęło sprzyjać mieszkańcom. Prowadzony do komendy Anastazy został zobaczony przez żołnierza, który go rozpoznał jako sąsiada z Kopaczówki. Niemiec został wysiedlony do Rzeszy, tak jak pozostali jego rodacy, w styczniu 1940 r. Poszedł z nim do dowództwa, żeby go bronić. Musiał być kimś znaczącym w szeregach niemieckich, bo mówił za Anastazego. Przyniesiony karabin demonstracyjnie położył na progu i skoczył na niego, wykrzywiając lufę. Dowódca kazał ostatecznie podsądnego wypuścić.

Przez trzy dni Niemcy czekali na przyjazd sądu, nie spiesząc się z odejściem. Kiedy ten się wreszcie zjawił, rozpoczęła się rozprawa. Sprowadzono żołnierza, który uciekł i to jego zeznanie zadecydowało o odstąpieniu od pacyfikacji. Niemcy jednak postawili warunek, że muszą zabrać zwłoki żołnierza. Chcąc nie chcąc, Marian Feliński zobligowany przez gromadę musiał pokazać miejsce ich ukrycia. Psujące się ciało odwoził sam do Dołhego, skąd żołnierz przyszedł. Niemcy zabrali jako «odszkodowanie» dwa wielkie woły, nałapali kur, przeszukali komory i opuścili Folwark.

Wytchnienie nie trwało długo, tydzień później, bo już 12 maja, banderowcy wymordowali sąsiednie, położone za lasem Ugły. Spalone zostały też domy Polaków w Konstantynówce, doszczętnie spłonął Mały Radzież i przysiółek Matyjaszczykówka. Duży Radzież był broniony przez samoobronę i chwilowo ocalał. Te wydarzenia w okolicy były ostatecznym alarmem do wyjazdu z Folwarku. Ludność masowo opuszczała kolonię i zajmowała domy po Żydach w Sarnach. Ale w mieście panował głód, trzeba było wracać po jedzenie na wieś.

Najpierw z wielką obawą przejeżdżano przez ukraińską Orłówkę i zamieszkaną po spaleniu jedynie przez Ukraińców Konstantynówkę. Nie dochodziło jednak do znaczących trudności. Za wyjątkiem odebrania koni Anastazemu Szumskiemu pod Sarnami przez obcych Ukraińców. Okoliczni Ukraińcy byli życzliwi Polakom lub pozostawali w najgorszym razie obojętni. Z każdym tygodniem jeździli więc ludzie coraz śmielej, aż doszło do tego, że dzieci niejednokrotnie same powoziły furmankami. Coraz więcej też gospodarzy nocowało w Folwarku, gdzie w stajniach zostały ich zwierzęta.

W połowie lipca przez kolonię przejechały pojedyncze wozy z uciekinierami z Huty Stepańskiej i Wyrki. Końcem lipca spalone zostały ostatnie polskie kolonie za Horyniem, przy Antonówce. W całej okolicy nie pozostało wiele polskich osiedli, jedynie przy Sarnach i niemieckich posterunkach ochrony kolei. A Folwarku banderowcy nie ruszali. Co było tego przyczyną, mieszkańcy snuli różne przypuszczenia. Zaprzyjaźnieni Ukraińcy, którzy niejednokrotnie należeli do banderowców, a wszyscy do Kuszczowych Samoobronnych Oddziałów, twierdzili, że mordów dokonują ci od Lwowa i Tarnopola, a najgorsi są ci od Stanisławowa (dzisiaj Iwano-Frankiwsk). Miejscowi banderowcy zapewniali, że Folwarku nie będą ruszać, bo tam mieszkają «dobrzy ludzie». Nie bardzo wierzono tym zapewnieniom, jednak z konieczności pocieszano się tymi obietnicami. Innego wyjścia nie było.

Zaraz po upadku Huty Stepańskiej i Wyrki rozpoczęły się żniwa. Pola sąsiednich Ugłów stały niekoszone. Ukraińcy nie spieszyli się, by je sprzątać. Wtedy Polacy z Folwarku, ale i duża część mieszkańców Sarn, rzuciła się kosić zboża. Nikt nie przeszkadzał w żniwach. Sabina Drzewiecka i Marian Feliński nie z potrzeby, a z zachłanności też pojechali i kosili. Wozili to wspólnie do stodoły, a potem mieli się podzielić. Jak przyszło do podziału, dawni «małżonkowie», a wtedy wspólnicy, pokłócili się zawzięcie o to, czego nie siali, a zebrali.

Sabina nie mogąc poradzić sobie z Marianem, pod wpływem złości poszła do Sarn i na Gestapo opowiedziała, jak to było z zabiciem żołnierza i jaką w tym rolę odegrał Marian. Wskazała też miejsce, gdzie przebywa. Niemcy natychmiast go aresztowali. Wtedy przyszło opamiętanie. Sabina z powrotem poszła na Gestapo i prosiła o zwolnienie Mariana. Niemiec zapytał życzliwie: «Czy chcesz dołączyć do niego?» Po trzech dniach Anna Sawicka z domu Kunicka, mieszkająca w Sarnach, zobaczyła jak o piątej rano na skrzynię ciężarówki Niemcy wsadzają dwóch związanych ludzi. Jednym z nich był Marian. Powieźli ich na Żydowskie Doły Śmierci i tam zabili. Anna obserwowała, kiedy wróci ciężarówka. Jak przyjechała, to ze skrzyni żołnierz zrzucił ubrania po zabitych. Bez żadnej wątpliwości poznała czerwony sweter z mankietami należący Mariana.

Huta 35 01

W prawo rozciągał się kątek Felińskich, widziany od strony horodzieckiego lasu

Po wojnie brat Mariana, Zygmunt, chciał zgłosić Sabinę jako osobę współpracującą z Niemcami. Przyjechał pod Sławno, tam, gdzie przesiedlono wielu dawnych mieszkańców Folwarku. Nikt nie zgodził się składać zeznań. Jedna z moich rozmówczyń, świadek naoczny, powiedziała: «Jak żył, tak skończył». (Pierwszy odcinek historii z Folwarku w gminie Niemowicze znajdą Państwo tu, drugi – tu, trzeci – tu, ciąg dalszy tu).

Huta 35 02

Za krzyżem był kątek Felińskich

Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻAŁOSNE ŻNIWA W SARNACH I DROGA DO ŚMIERCI MARIANA FELIŃSKIEGO

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SĄD NAD JADWIGĄ FELIŃSKĄ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KŁOPOTY MIŁOSNE W FOLWARKU KOŁO OSTÓW

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: POLICJANCI I PRZESTĘPCY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OBRONA HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: AZOR, PIES PIOTRA BRZOZOWSKIEGO Z SIEDLISKA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: EPIDEMIE PUSTOSZĄCE WOŁYŃ

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1