Artykuły
  • Register

Trzecia część wspomnień Władysława Lechowicza z Przeworska poświęcona jest m.in. reorganizacji Brygady Strzelców Karpackich, ostatniemu spotkaniu z bratem, Tadeuszem Lechowiczem, ćwiczeniom z udziałem generała Wladysawa Sikorskiego.

 Wczesnym rankiem 20 września 1942 r. jednostka Władysława Lechowicza wyjechała w kierunku Suezu, gdzie oczekiwał na nią statek linii indyjskich. To nie był angielski «Liverpool». Panowała ciasnota i zaduch. Jedynie oficerowie mieli trochę lepsze pomieszczenia. Aby wojsko czymś zając, urządzano po kilka razy dziennie alarmy ćwiczebne. Trzeba było stawić się w wyznaczonym dla oddziału miejscu na okręcie z bronią, żelazną racją żywnościową w plecaku i korkami ratunkowymi na plecach. Statek płynął w kierunku Adenu po Oceanie Indyjskim, w tym czasie mocno zagrożonym przez lotnictwo i łodzie podwodne.

Do Adenu żołnierze przybyli 23 września, czyli dzień później niż planowano. Opóźnienie zostało spowodowane trafieniem przez niemiecką łódź podwodną i uszkodzeniem dziobu statku.

CZYTAJ TAKŻE: BYŁ ON BRATEM MOJEGO DZIADKA

Przymusowy wyładunek w Adenie na czekające już samochody, miał miejsce w wielkim upale. Na dodatek przełożeni poganiali żołnierzy i wszystko odbywało się w wielkim pośpiechu. Samochody ruszyły i po przejechaniu około 18 mil angielskich dotarły do celu. Obóz zlokalizowany był na pustyni, otoczony zasiekami z drutu kolczastego. Przeznaczony był do przyjęcia jeńców. Na szczęście prowizorycznym rurociągiem była do niego doprowadzona woda. Pierwsi, którzy chcieli z tej wody skorzystać, poparzyli się, gdyż była ona tak gorąca. O tej porze roku temperatura w Adenie może sięgać nawet 70 stopni Celsjusza. Postój w takich warunkach trwał pełny miesiąc.

Niedzielny wyjazd na mszę do kościoła w Adenie był także okazją do obejrzenia miasta. Mieszkańcy miasta, nauczeni tego przez negatywne kontakty z Anglikami, byli początkowo nieufni wobec Polaków. Jednak szybko to nastawienie się zmieniło. Nierzadkie były odwiedziny i poczęstunki przy oczywistej niechęci z angielskiej strony. Jedną z przepustek w owym czasie wystawił Władysławowi Lechowiczowi porucznik Stanisław Szymański.

Na zaproszenie szejków arabskich dzisiejszego Jemenu były urządzane przyjęcia na świeżym powietrzu w gajach bananowych. Do picia była woda z lodem, do jedzenia – baranina z ryżem i rodzynkami. Nie podawano sztućców. Konsumpcja miejscowym zwyczajem odbywała się palcami, a serwowana wcześniej woda w kubkach służyła zarówno do picia jak i do umycia rąk.

Oficerowie byli przyjmowani przez stacjonującą w Adenie elitę angielską, ich rodziny oraz miejscowych co możniejszych władców. Na te okazje musieli oni być wystrojeni w galowe mundury. Dla rodzin urządzających te przyjęcia i dorastającej młodzieży były one swojego rodzaju urozmaiceniem i niemałym przeżyciem.

28 października 1942 r. żołnierze zostali załadowani na statek francuski o nazwie «H.T.Felix Roussel». Kilku podoficerów i szeregowców z tzw. cenzusem (czyli mających przynajmniej zdaną maturę lub tzw. mała maturę albo tytuł majstra), w tym i Władysław Lechowicz, zostali wyznaczeni do zadań kwatermistrzowskich – zabezpieczenia kwater swoim jednostkom.

Statek płynął pod ochrona kontrtorpedowca wzdłuż wybrzeży Omanu. Wody te nawiedzane były przez niemieckie łodzie podwodne. Cieśninę Ormuz minęli o wschodzie słońca. Statek ze spokojem omijał wybrzeże cypla Trucial Oman, szereg różnej wielkości wysepek, a po przejściu siatki zapór i pól minowych, znaleźli się prawie u celu, bo w Zatoce Perskiej. Wszyscy byli kompletnie spakowani i gotowi do zejścia na ląd. Zapewne coś było nie tak, gdyż skierowano Polaków inną drogą. Do Basry wpłynęli kanałem przy ujściu rzeki Szatt-al-Arab. Wszyscy byli zachwyceni pięknem otaczających terenów, wszak według Biblii były to tereny, na których żyli Adam i Ewa. Był to teren mitycznego raju.

Wraz z wojskiem podróżowała ich maskotka, małpka Basia. Żołnierze różnych jednostek niańczyli różne zwierzęta. Do historii przeszedł jedynie niedźwiedź Wojtek, ale podobnych zwierzaków było więcej. Małpka Basia została kupiona od załogi statku «Warszawa». Nieświadoma niczego żyła sobie spokojnie, była bardzo figlarna, ale i mądra. Umiała składać ubrania w kostkę. Miała także inne przywary, o których z początku nie wiedziano. Basia lubiła przywłaszczać sobie drobne przedmioty, a potem je chowała. O kleptomanii pupilki dowiedziano się przypadkowo. Dwóch żołnierzy wzajemnie posądzających się o kradzież pieniędzy podczas wyjaśniania sobie tej kwestii przewróciło namiot. Stawiając go ponownie, odkryto zakopane w piasku pieniądze. Potrafiła być także mściwa, jeśli ktoś jej zrobił coś złego. Obrzucała go na przykład zgniłymi pomarańczami lub go opluwała.

Po opuszczeniu statku, 7 listopada 1942 r. polscy żołnierze dotarli do obozu. Trzeba było rozbić namioty i przygotować cały obóz do funkcjonowania, rozkwaterować się. Klimat na tym terenie nie był łaskawy. W dzień skwar słoneczny wypalający wszystko, a wieczory, noce i poranki przenikliwie zimne i wietrzne. Na dodatek roiło się od owadów wszelkiej maści i węży. Znaczne dobowe wahania temperatur były przyczyną licznych ciężkich zachorowań wśród żołnierzy. Zapalenia oskrzeli czy płuc były na porządku dziennym. Na zapalenie płuc zachorowała także Basia. Pomimo wielkich starań lekarzy nie udało się jej uratować. Wszyscy żołnierze bardzo jej żałowali. Pochowano ją z honorami wraz z zapasem bananów przywiezionych z Adenu, które były jej przysmakiem.

Zapowiedziano reorganizacje. Łącznościowców również to czekało, z tym, że część kompanii miała przejść jako kadra do organizowanej 3 Dywizji Strzelców Karpackich, a część pozostać jako zalążek 5 Kresowej Dywizji Piechoty i 11 Batalionu Łączności Korpusu.

14 listopada 1942 Władysław Lechowicz znalazł się w 11 Batalionie Łączności Korpusu w miejscu postoju Quizil Ribat. Dowódcą łączności korpusu został pułkownik dyplomowany Mieczysław Zaleski. Dowódcą 11 Batalionu Łączności – podpułkownik Eugeniusz Łysak. Dowódcą Batalionu Łączności 3 Dywizji Strzelców Karpackich – major Henryk Niedziałkowski, 5 Kresowej Dywizji Piechoty – major Marian Zimmer. Dowódcą kompanii Władysława Lechowicza był porucznik Szymański, a w późniejszym okresie major Bronisław Machowski, dowódcą plutonu – porucznik Stanisław Ziemniak, jego zastępcą w późniejszym czasie – podporucznik Jabłoński, zaś szefem starszy sierżant Aleksander Przygórski.

Rozpoczęła się ciężka praca w niekorzystnych warunkach klimatycznych. Trzeba było przeszkolić się w nowym sprzęcie już bardziej zmechanizowanym, nabyć całkowitej wprawy do pracy z nim w dzień i w nocy.

Pod koniec grudnia Władysław Lechowicz otrzymał urlop, w trakcie którego odwiedził kolegów w Mosulu. Większość mieszkańców tego miasta stanowili muzułmanie, około 22 tys. było chrześcijanami, a jakieś 4 tys. to Żydzi. Z ciekawszych budowli to kościół świętego Jacka Odrowąża, katedry, w tym jedna z IX wieku, meczet Dżami-el-Kebir, cytadela turecka Basz-Tabija, ruiny pałacu Badr-ed-Din. Żydzi mieli w Mosulu pięć synagog, a pod jedną z nich była grota Eliasza. Żydzi ci szczycili się, że byli potomkami rodów, które przetrwały niewolę asyryjską. Trudnili się różnymi zawodami, ale większość z nich zajmowała się kupiectwem.

CZYTAJ TAKŻE: WSPOMNIENIA ZYGMUNTA WIRPSZY Z WOŁYNIA, SYBERII I KAZACHSTANU 

Z powodu rozpoczęcia się pory deszczowej trzeba było przenosić namioty na wyższe tereny. Przyspieszyło to powrót Władysława Lechowicza z Mosulu, jednak w drodze powrotnej miał dość czasu, aby zwiedzić Bagdad. Urzekały w zaułkach arabskie malutkie kawiarenki pachnące kawą, wanilią, innymi nieznanymi przyprawami i miodem. Władysław Lechowicz chodził po starym i nowym mieście, rozkoszował się urokiem gaju nad rzeką, śródmiejskim lasem palmowym służącym tu za park i miejsce odpoczynku. Podziwiał arabskie budowle i stare arabskie wąskie uliczki, pałace firm naftowych, monumentalny most na Tygrysie.

Do obozu wrócił zmęczony. Miejsca siedzące były zajęte przez oficerów, którzy wracali często od swych bogdanek, obgadywali je niesamowicie, nie zostawiając na nich suchej nitki. Przechwalali się, jakimi to metodami utrzymują żołnierzy w posłuszeństwie.

Z obserwacji własnych Lechowicz wiedział o przypadkach, gdy inżynierowie, a nawet doktorowie prawa byli zwykłymi pisarczykami, a doktorzy medycyny byli zwykłymi sanitariuszami. Nie byłoby to do pomyślenia w jednostkach amerykańskich lub angielskich, więc wykorzystując taki stan rzeczy przejmowali niektórych wartościowych wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Cześć starszej kadry oficerskiej przywykła do pruskiego drylu i miała w niewielkim poważaniu zdrowie żołnierzy. Robiono na przykład nikomu niepotrzebne zbiórki w pełnym umundurowaniu w gorącym słońcu. Nie dziwota, że marzeniem większości żołnierzy było służyć w Brygadzie Strzelców Karpackich, gdzie generał Kopański zabraniał obarczania żołnierzy bezsensownym wysiłkiem. Dbał o ludzi, zdawał sobie sprawę, jak ciężkie były ich przeżycia. Nie zmniejszało to ich zdolności bojowych. Przeciwnie, zaskarbiając sobie ich serca, podnosił ogromnie morale.

12 stycznia 1943 r. Władysława Lechowicza odwiedził jego brat Tadeusz Lechowicz. Przyjechał autostopem z Chanakinu, gdzie załatwiał sprawy służbowe. Pędził bardziej ludzkie życie. Będąc oficerem znającym bardzo dobrze kilka języków europejskich, w tym angielski i francuski, pracował w Służbie Kwatermistrzowskiej Ośrodka Organizacyjnego Armii. Wycinkiem jego działalności była organizacja i nadzór nad obozami cywilnych rodzin z dziećmi i szkół dla małoletnich w Iranie i Egipcie. W Iraku przebywał zaledwie kilka dni przed wyjazdem na dłuższy pobyt do Teheranu, a następnie do Kairu. To było ich ostatnie w życiu osobiste spotkanie. Potem już do końca życia jedynie utrzymywali kontakt listowny.

Duszne powietrze nocami powodowało, że niemożliwy był sen pod opuszczoną moskitierą. Ludzie nie wytrzymywali i podnosili je. Była to z drugiej strony duża nieodpowiedzialność, bo narażali się na ukłucia komarów roznoszących malarię, która zaczęła się szerzyć w zastraszający sposób, pomimo stosowania chininy czy mepakryny. W wyniku tejże choroby w lutym 1943 r. Władysław Lechowicz wraz z grupą chorych kolegów znalazł się w szpitalu polowym nr 3. Podczas pobytu w szpitalu bardzo zżył się z Józefem Zakrzewskim – po wojnie zamieszkałym na stałe w Kanadzie. W pamięci zachował także siostrę szpitalną Janinę Kwapis, która bardzo oddanie pełniła swoje obowiązki.

Niedziela była zawsze uroczysta, bo z obowiązkową mszą świętą, a następnie odbywały się rozgrywki piłki nożnej czy siatkowej. Brak było natomiast innych rozrywek, jak choćby książek do czytania. Czasami zawitała czołówka teatralna z Józkiem Bielawskim, Lopkiem Krukowskim, Ludwikiem Lawińskim, Jadzią Andrzejewską czy Renatą Bogdańską.

Iracka pustynia jest skalisto-gliniasta. W marcu kwitnie różnobarwnym kwieciem, by w maju stać się jedynie żółtym piachem parzącym stopy. W dzień noszono korkowe hełmy i szorty, a wieczorami trzeba było ubierać długie spodnie jako ochronę przed insektami. Wieczorami przenikliwie wyły szakale, by ustąpić nocą popiskiwaniom pustynnych szczurów i jaszczurek. Obowiązkowo na pocenie trzeba było przyjmować pigułki z soli. Plagą następną była maleńka muszka zwana «papataczi». Jej ukąszenie wywoływało wysoką gorączkę, trwająca nawet tydzień.

Niezwykle dokuczliwe były hamsiny – straszliwe wiatry, które wiały nieraz po kilka godzin. Nieprzyzwyczajony Europejczyk już na dwa dni wcześniej czuł nadejście tego wichru. Wpadał w stan depresyjny do tego stopnia, że nawet po jego ustaniu trudno było wracać do równowagi fizycznej i psychicznej. Następstwem tejże pustynnej psychozy, połączonej zapewne i z innymi czynnikami, był szereg samobójstw zarówno wśród żołnierzy, jak i oficerów. Dochodziło do buntów ludzi, nie mogących wytrzymać w tych warunkach ciągłych ćwiczeń marszowych, biegania w miejscu, kopania rowów w piasku, a potem ich zasypywania, czyszczenia do połysku Sidolem puszek konserwowych, a potem ponownego ich zakopcenia ropą naftową, aby trudniej było je doczyścić.

W pierwszej połowie maja Władysław Lechowicz z kilkoma rodakami udał się do jednostek pancernych, by odwiedzić rodaka, Wincentego Szulara z Mackówki, oraz w niedalekim od niego sąsiedztwie dwie siostry Rzepówny z Przeworska.

22 maja 1943 r. nastąpiła ponowna zmiana miejsca kwaterowania: przenosiny do Kirkuku nieopodal rafinerii nafty narażonej na ataki partyzantów kurdyjskich, zaopatrywanych poprzez stronę niemiecką za pomocą samolotowych zrzutów w nowoczesną broń. Początkowo trudno było się przyzwyczaić do wszechobecnego, mocnego zapachu śmierdzącego jaja, typowego odoru gazu ziemnego. Zdarzyło się, że Władysław Lechowicz uległ z tego powodu wypadkowi. W zasznurowanym namiocie zgromadził się gaz ziemny i po zapaleniu zapałki wybuchł, odrzucając Go na odległość kilkunastu metrów, na szczęście w piach. Trochę Go popiekło i okopciło. Namiot jak papier, spłonął w jednej chwili porwany do tego mocnym podmuchem.

Pod koniec maja na Środkowy Wschód przyjechał Naczelny Wódz, generał broni Władysław Sikorski. W pierwszych dniach czerwca wziął udział w wielkich ćwiczeniach. Obserwował je przez lornetkę ze wzgórza, na którym poprzedniego dnia był przygotowany schron z głębokim, na co najmniej dwa metry, dojściem chodnikowym. Władysław Lechowicz obsługiwał telefon naczelnego dowódcy. Generał Sikorski, jak też towarzyszący mu brygadier brytyjski, nie skorzystali z tego schronu. Pozostała świta wraz z generałem Andersem przebywała w nim. W czasie nawału ognia dywanowego, dla osłony nacierającej piechoty, niedaleko Naczelnego Wodza padł, ryjąc się w piasku, zabłąkany pocisk, który na szczęście nie wypalił. Nastąpiła wielka konsternacja, rozdzwoniły się telefony.

5 lipca 1943 r. podana została oficjalna wiadomość o śmierci generała Sikorskiego. Aż nie chciało się wierzyć. Dla wszystkich żołnierzy, jak i cywilów na Bliskim Wschodzie, był jak ojciec. Dużo ludzi nie wierzyło w przypadek. Na ten temat było także dużo komentarzy radiowych, nadających w języku polskim. W oficjalnych komunikatach nikt nie zaprzeczał żadnym pomówieniom i teoriom spiskowym.

Wspomnienia Władysława Lechowicza opracowała Danuta Wielgosz

CZYTAJ TAKŻE:

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA LECHOWICZA: Z PRZEWORSKA DO SOWIECKICH ŁAGRÓW

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA LECHOWICZA: TO BYŁ INNY ŚWIAT. CZĘŚĆ 2

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1