Artykuły
  • Register

Bolszowce 2

Miejsce: Bołszowce – wieś koło Halicza w obwodzie iwano-frankowskim. Termin: 6–18 lipca 2015. Organizator: krakowska fundacja Brat Słońce. Cel: mogiłę pradziada ocalić od zapomnienia.

 

Dokładnie tyle informacji wystarczyło mi, by zgłosić się na wolontariat. Zachęciłam do tego również mojego przyjaciela, by mógł pierwszy raz w życiu zobaczyć Ukrainę. Zależało mi na pokazaniu mu tego, czym się zachwycam od kilku lat. Sama szukałam jakiegokolwiek sposobu, by znów trafić do tego kraju, by móc odkrywać kolejne jego części.


Bołszowce to wieś w pełnym tego słowa znaczeniu. Mieszka tu około 2,5 tys. mieszkańców, jest kościół, jest cerkiew, kilka sklepów. Społeczność tworzą Ukraińcy, Polaków już się tu nie uświadczy. W miejscowości stoi dworek z okresu dwudziestolecia międzywojennego, należący niegdyś do rodu Krzeczunowiczów. Obecnie znajduje się w nim dom opieki społecznej.


W Bołszowcach jest również cmentarz. A na nim polskie i ukraińskie groby. Najstarsze pochodzą z XIX wieku, najnowsze z XXI. Prezes fundacji Brat Słońce, ojciec Bronisław Staworowski, postanowił zaopiekować się nekropolią. Do Bołszowiec przyjeżdża od lat, gdyż corocznie odbywają się tu Franciszkańskie Spotkania Młodych (FSM), które współorganizuje. Gdy zobaczył, w jakim stanie są polskie nagrobki, postanowił coś z nimi zrobić.


Ojciec Bronisław zgłosił się z inicjatywą do Studia Wschód TVP Wrocław, które od kilku lat organizuje akcję «Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia». Jej celem jest ratowanie polskich nekropolii na dawnych kresach. Do tej pory udało się uprzątnąć blisko 50 cmentarzy. W lipcu tego roku ponad 800 wolontariuszy z polski ocaliło kolejnych 36, głównie z Tarnopolszyzny, Żytomierszczyzny, Ziemi Lwowskiej i Stanisławowskiej. Bołszowce wzięły udział w akcji po raz pierwszy, ale prace są zaplanowane na kolejne lata.


O naszym bołszowieckim cmentarzu nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Ojciec Bronisław był tam w maju, więc opowiedział nam, co zastał. Rzeczywistość była dużo gorsza. Cmentarz porastały chwasty, krzewy i drzewka przekraczające wysokość dwóch metrów. Wiele grobów było zniszczonych i zdewastowanych, nie można było odczytać epitafiów. Niektóre z nich połamały się, inne leżały zakopane w ziemi. Byliśmy przerażeni – jak grupa dziewiętnastu młodych ludzi, z których piętnaście to kobiety, może cokolwiek tu zrobić?


Pierwsze dni pracy były trudne, na szczęście pomogli nam wynajęci pracownicy, którzy skosili trawy i krzewy. Obowiązków było dużo, gdyż cmentarz nie był sprzątany od lat. Po usunięciu chwastów przyszła kolej na oczyszczanie nagrobków. Gruba warstwa mchu, kurz, pył i zabrudzenia przysłaniały cenne napisy. Kiedy dotarliśmy już do epitafiów można było je spisać – przynajmniej te, które się ostały. Zauważyliśmy, że wiele z nich ma błędy w zapisie, np. wśród polskich liter pojawia się ukraińska bukwa. Łącznie udało się nam odkryć i udokumentować ponad 30 grobów, a to jeszcze nie wszystkie. Nie zajmowaliśmy się polskimi pomnikami, które zapisano cyrylicą, tę pracę zostawiliśmy na przyszły rok. Po powrocie do Polski zostanie nam już tylko stworzenie bazy grobów, które udokumentowaliśmy. Dzięki temu osoby pochodzące z tych ziem będą mogły je odnaleźć.


Gdy po zakończonych pracach spojrzeliśmy na nekropolię, byliśmy zachwyceni. Skoszone trawy, odsłonięte, czyste groby robiły wrażenie, i to nie tylko na nas. Ekipa TVP Wrocław, która nas odwiedziła, również była zachwycona. Jak na pierwszy raz świetnie daliśmy sobie radę, ale już myślimy nad kolejnymi przyjazdami do Bołszowiec.


Nasza praca przyniosła owoce – władze miasteczka zobowiązały się do opieki nad cmentarzem. Trawa ma być regularnie koszona i spryskiwana środkiem eliminującym chwasty. Miejscowa ludność okazała nam dużo szacunku i uznania. Bołszowianie często przychodzili na cmentarz, by popatrzeć, co robimy, zaczepiali nas na ulicach i pomagali, częstując kawą lub oferując podwiezienie do klasztoru. Wiele osób było zawstydzonych stanem nekropolii, zatem w czasie naszych prac również Ukraińcy sprzątali groby swoich bliskich.


Ale wróćmy do początku – w Bołszowcach stoi Sanktuarium Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, z którego pochodzi cudowny obraz Matki Bożej Bołszowieckiej, obecnie umieszczony w gdańskim kościele św. Katarzyny. Sanktuarium ufundował w 1624 r. polski hetman Marcin Kazanowski. Kościół i klasztor przed wojną należały do karmelitów, a w czasach ZSRR znajdował się tu skład zboża i nawozów sztucznych, stajnia dla bydła oraz chlew. W latach 90. katolicy odzyskali budynek, który w 2001 roku w stanie ruiny trafił w ręce ojców franciszkanów. Sanktuarium udało się odbudować z środków Senatu RP oraz polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. – Nic tu nie było. Tylko ruina, bród, ateistyczne i satanistyczne napisy – wspominają ojcowie. Obecnie sanktuarium przeżywa drugą młodość – do pięknie wyremontowanego kościoła i klasztoru zjeżdżają tłumy wiernych i turystów. I tu od 2002 roku odbywają się Franciszkańskie Spotkania Młodych archidiecezji lwowskiej.


Kolejnym celem naszego wolontariatu była pomoc przy obsłudze XIV FSM, które trwały od 11 do 15 lipca. Do naszych zadań należało posprzątanie obiektu, rozlokowanie pielgrzymów, wydawanie im posiłków, pilnowanie porządku itp. Nie była to praca tak ciężka, jak na cmentarzu, a mieliśmy okazję uczestnictwa w programie spotkania. W tym roku pielgrzymi ze Lwowa, Tarnopola, Kołomyi i Iwano-Frankowska w sposób szczególny modlili się o pokój na Ukrainie. Nie zabrakło konferencji poświęconych życiu świętych, świadectw osób nawróconych na katolicyzm, a nawet żołnierzy walczących na rosyjsko-ukraińskim froncie. Odbywały się msze święte, adoracje Najświętszego Sakramentu, uwielbienia. Gościem specjalnym FSM był arcybiskup Mieczysław Mokrzycki, który na koniec jednego z kazań rzekł do wiernych: – Bardzo was wszystkich kocham.


Idea pielgrzymek czy katolickich spotkań młodych nie jest mi obca, gdyż wielokrotnie uczestniczyłam w podobnych przedsięwzięciach w Polsce. Jednak między katolikami z mojego kraju, a tymi z Ukrainy jest jedna wielka różnica. Wierni kościoła rzymskokatolickiego znad Dniepru są dużo bardziej spontaniczni i emocjonalni w przeżywaniu swojej religii. My w Polsce mamy większy dystans i szacunek do tego, co święte i przestrzegamy wielu zasad oraz konwenansów. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ukraińską pielgrzymkę, wchodzącą do bołszowieckiego kościoła, byłam w szoku. Śpiewy, krzyki, radość, tańce, swawole, polne kwiaty, balony, flagi – i to wszystko w sanktuarium! U nas takie rzeczy są możliwe, ale poza budynkiem kościoła. Nie wiem, który model zachowania wiernych jest lepszy, gdyż każdy ma wady i zalety. Ale w głowie świta mi refleksja – jedna wiara, a tak inna w różnych krajach.


Wolontariat dobiegł końca. Na jego zakończenie zwiedziliśmy jeszcze Iwano-Frankowsk oraz Lwów. Wraz ze swoim przyjacielem pojechałam na kilka dni do Łucka, gdzie czuję się, jak u siebie. Wspomnienia z Bołszowiec zostaną we mnie na długo, gdyż był to bardzo pożytecznie spędzony czas. Praca na cmentarzu dała mi wiele satysfakcji, a w jej trakcie czułam, że robię coś ważnego, odkryłam nowe oblicze patriotyzmu. Ocaliliśmy Bołszowce od zapomnienia.


Agnieszka BĄDER
Foto: Bartłomiej CHUDY

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1