Artykuły
  • Register

Sobotnio-niedzielne szkoły, działające na Wołyniu przy Stowarzyszeniach Kultury Polskiej niedługo rozpoczną nowy rok szkolny. Dzisiejsza nasza rozmowa – z polonistką Jadwigą Demczuk, która po wakacjach zaczyna drugi rok pracy z uczniami tych szkółek w Łucku.

– Jadwigo, co byś powiedziała o roku zeszłym? Co się udało, co nie udało?

– Poprzedni rok szkolny 2011/2012, to pierwszy rok mojej pracy i mojej przygody z Ukrainą. Skupiłam się przede wszystkim na nauce języka polskiego. Prowadziłam zajęcia w Stowarzyszeniu Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu i w Towarzystwie Kultury Polskiej im. Tadeusza Kościuszki. Miałam pod opieką około 150 uczniów z obu organizacji. Uczniowie zaczynali naukę języka polskiego praktycznie od podstaw. Z perspektywy tych kilku miesięcy mogę powiedzieć, że jestem z nich ogromnie dumna i uważam, że są bardzo pracowici, ambitni i zasługują na najwyższe moje uznanie.

– Mieszkałaś sobie spokojnie w Polsce i nagle znalazłaś się na Ukrainie. Dlaczego wyjazd na Ukrainę?

– Całe życie byłam związana ze szkołą. Przepracowałam jako nauczycielka 28 lat. Stwierdziłam, że czas zrobić coś dla innych. Szukałam różnych rzeczy, jednak moje miejsce jest w klasie.

Ośrodek Polskiej Edukacji za Granicą poszukiwał nauczycieli języka polskiego do pracy na Wschodzie. Zakwalifikowano mnie i jestem. Dlaczego Ukraina i Łuck? Bo to tylko 200 kilometrów od mojego domu.

– Nie przerażał cię wyjazd do innego państwa?

– Ja już miałam doświadczenie z wyjazdem na Zachód Europy i nie wiem dlaczego, ale będąc tam, bardzo tęskniłam. Po miesiącu czasu musiałam wracać do domu. Tutaj okazało się, że spotkałam na tyle przyjazne warunki i życzliwych ludzi, że nie było czasu tęsknić.

– Jak odbierasz ukraińskie dzieci? Są podobne, czy odmienne od polskich?

– Dzieci jak dzieci – wszędzie są jednakowe, ale każdego trzeba traktować indywidualnie. W dodatku życzliwość i serdeczność, zrozumienie drugiej osoby powodują, że nawiązaliśmy jakąś nić.

– Zauważyłem, że właśnie dzieci pod twoją batutą bardzo dobrze sobie radzą z językiem polskim. Autorytet robi swoje – autentyczna nauczycielka to jest jednak „moc". Jak uważasz, czego szukają w języku polskim? Przecież zauważyłaś, że to nie są sami Polacy.

– Oczywiście. Dzisiaj świat to mix kultur, języków i ludzi. Język obcy to bogactwo człowieka, to okno na świat. Myślę, że jeżeli ktoś uczy się języka polskiego, to ma nadzieję na naukę, na pracę, na lepsze jutro. Może pojechać na studia, nawiązać kontakty, poznawać kulturę, podróżować. Język obcy to dzisiaj podstawa komunikacji.

DSC04358

– Czy nie uważasz, że u tych dzieci z rodzin pochodzenia polskiego pozostało jeszcze dużo takiego wyczucia, że język polski to jest część integralna kultury własnej? Bo przecież Wołyń kiedyś był bardzo mocno związany z Państwem Polskim.

– Mnóstwo ludzi ma korzenie polskie i nawet jak już ich rodzice nie mówią po polsku, to świadomość, że ma się takie korzenie, może być motywacją do poszukiwań i odnalezienia własnej tożsamości.

– Cała sowiecka doba wypaliła w nas pojęcie tak zwanych korzeni. I tu nagle widzę, że dzieje się coś w innym kierunku. Urodzeni w Łucku Ukraińcy, których dziadkowie urodzili się w Polsce, tak zwani Zabużanie, doszukują się korzeni nie po to, żeby się spolonizować, tylko że po prostu oni chcą wiedzieć, jaki jest ich ciąg genealogiczny.

– Człowiek ma taki moment w życiu, kiedy chce wiedzieć, skąd pochodzi.

– Czy można powiedzieć, że społeczeństwo ukraińskie wyleczyło się od tego sowieckiego obciążenia i wraca do korzeni?

– Myślę, że tak i ta świadomość jest bardzo ważna. To, że ludzie doszukują się swoich korzeni, w tym tych polskich, nie wstydzą się tego i nie boją się o tym mówić, to jest bardzo ważna rzecz.

– W tym roku dużo dzieci wyjechało na letnie kolonie do Polski i jestem ciekawy, jak teraz będą odbierać język polski.

– Ja też czekam z niecierpliwością na spotkanie z nimi i na wrażenia z Polski. Ciekawa jestem, czy nasza całoroczna praca nie poszła na marne, czy dzieci potrafiły się dogadać, czy znalazły jakichś nowych kolegów.

– Nie jesteś tylko nauczycielką języka polskiego, ale bierzesz także aktywny udział w życiu polonijnym...

– Staram się być obecna w życiu Polskich Stowarzyszeń w Łucku. Cennym doświadczeniem dla mnie jest praca przy gazecie „Monitor Wołyński". Pomagam przy korekcie, a od czasu do czasu piszę własne artykuły w związku z ważnymi wydarzeniami w Polsce i na Ukrainie. Cieszę się z tego, że dane mi jest współpracować z „Monitorem Wołyńskim", bo to unikalna gazeta polsko-ukraińska w skali całej Ukrainy. I świetny dodatek do nauki języka polskiego. Miałam zaszczyt pracować przy produkcji filmu, który powstał z okazji 20-lecia SKP im. Ewy Felińskiej, jako narratorka. Wielkim wydarzeniem była też organizacja Literackich Sezonów Nadbużańskich- spotkanie literatów z Białorusi, Ukrainy i Polski. Wiele satysfakcji mam ze spotkań z Kołem Literackim Stowarzyszenia. Staram się brać udział w różnych uroczystościach organizowanych przez polskie organizacje i Konsulat Generalny RP w Łucku, które promują kulturę polską na Ukrainie.

– Czy tematy, poruszane w gazecie, twoim zdaniem, dają coś obu stronom – Polakom i Ukraińcom?

– Myślę, że tak. Sprawy polityczne, kulturalne, ciekawi ludzie i wydarzenia, historia, spotkania, konkursy informacje o edukacji – to przecież dotyczy życia. Ta gazeta wydawana tutaj przybliża wydarzenia z Polski Ukraińcom, a Polakom wydarzenia z Ukrainy.

– Jak Twoja rodzina reaguje na długą rozłąkę z Tobą?

– Myślę, że przywykli do mojej nieobecności w domu. Zresztą ja lubię nowe wyzwania i moja rodzina tzn. mąż i synowie godzą się na to i akceptują moje pomysły. Jestem w Łucku, a to przecież niedaleko.

– Co twoim zdaniem jest na plusie, co na minusie na Ukrainie?

– Ja mam taki charakter, że się przyzwyczajam do każdych warunków. Jeżeli ludzie są życzliwi i serdeczni, to ten kawałek ziemi staje się automatycznie, chociaż na krótko, moim domem.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK