Artykuły
  • Register

afganec

30 lat temu wojska radzieckie  weszły do Afganistanu. O tej wojnie dużo już powiedziano, opublikowano sporo wspomnień, artykułów naukowych, materiałów krytycznych, nakręcono wiele filmów. Niektórzy uczestnicy wojny afgańskiej nawet nie chcą wspominać o Afganistanie, a niektórzy natomiast pragną, żeby ta część historii nie pozostała zapomniana.

Anatoli Sierkow obecnie pełni funkcje wiceprezesa wołyńskiego stowarzyszenia „Afgański Syndrom” łącząc je ze stanowiskiem prezesa Wołyńskiego Stowarzyszenia Kolekcjonerów „Parytet”. Przed służbą w wojsku uzyskał wykształcenie medyczne, jednak teraz pracuje w instytucji finansowej. Aktywny, ciekawy, towarzyski i wesoły – trudno uwierzyć, że uczestniczył w wojnie.

– Trafił Pan do Afganistanu w bardzo młodym wieku, podobnie jak wielu innych żołnierzy. Czy oskarża Pan dzisiaj władze radzieckie, że używały młodych ludzi do własnych celów?

– Nie chcieliśmy uczestniczyć w walkach. Początkowa taktyka polegała na czymś innym, lecz nie udało się jej urzeczywistnić. Myśleliśmy, że postraszymy bronią, wszyscy się nas przestraszą i nie będzie ataku. Ponadto, Brieżniew oficjalnie ogłosił, że po roku wojska zostaną wycofane z Afganistanu. Jednak władze radzieckie nie przewidziały wielu czynników. Między innymi również tego, że mieszkańcy Afganistanu są bojownikami, których nie da się zwyciężyć… Jest to bardzo zacofany, lecz jednocześnie ciekawy kraj, który żyje z dwóch rzeczy – narkotyków i broni.

– To wojska radzieckie ani fizycznie, ani moralnie nie były przygotowane do wojny w Afganistanie? Ponadto, jak wiadomo, wprowadzenie wojska do tego kraju odbyło się pod ścisłą tajemnicą? Co Pan na to powie?

– Rzeczywiście o niczym nie wiedzieliśmy – nikt nas nie uprzedził, o co chodzi. Jestem wojskowym i służyłem w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Gdy zostaliśmy poinformowani, że w związku z 30-tą rocznicą powstania republiki nasze wojska zostaną wycofane na terytorium Związku Radzieckiego, usiedliśmy do samolotu i nikt nie wiedział, że wylądujemy w Afganistanie. Samolot wylądował w Taszkencie, przesiedliśmy do drugiego samolotu i w krótkim czasie już byliśmy na granicy z Afganistanem. Ówczesna polityka była bardzo skomplikowana…

9thCompanyAwarded

– Jak odbierała was ludność muzulmańskiego kraju?

– Nie mieliśmy z nią do czynienia, było to zakazane. Jednak było widać, że się nas bali. Ale tak naprawdę, to oni w ogóle chyba nikogo się nie boją. Afgańczycy ze swojej natury są handlarzami – oni ciągle coś sprzedawali, kupowali, prowadzili wymianę. Wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy japońskie magnetofony, dżinsy, kożuchy. Żołnierze oddawali swoje rzeczy wymieniając je na towary egzotyczne, żeby zawieźć je do domu.

Jest to bardzo niezwykły lud o ciekawych tradycjach. Na przykład, do dnia dzisiejszego działa u nich zakaz picia napojów alkoholowych. Narkotyki natomiast znajdziesz na każdym kroku. Nie ma tam rozwodów, ponieważ rozwodzić się im nie wolno. Jednak kobiety nie są dopuszczane do głosu, a mężczyzna może zakładać kilka rodzin.

Już dawno wpadłem na pomysł zorganizowania spotkania z muzułmanami, aby wytłumaczyli nam Koran. Podczas wojny niejednokrotnie słyszeliśmy, że Koran mówi: „Zabij nieczystego”. Afgańczycy nas zabijali broniąc swojego terytorium, kraju i rodziny. Patrząc w przeszłość zdaję sobie sprawę z tego, że Biblię i Koran powinniśmy byli przeczytać jeszcze 30-40 lat temu.

– Ze wspomnień „Afgańczyków” widzimy, że pobyt naszych żołnierzy w Afganistanie stał się dla nich strasznym doświadczeniem. Upał, zakażenia, jadowite owady i gady. Życie stało się walką o przetrwanie. A jak przetrwał tam Pan?

– Upał był niesamowity. Temperatura powietrza na słońcu sięgała 70 stopni Celsjusza. I nie było prawie żadnego cienia. Dlatego chodziliśmy rozebrani do pasa, co bardzo gorszyło lokalną ludność i wywoływało protesty.

W taki upał nie chciało się jeść, ale pamiętam także „atak” nostalgii za przetworami w słoikach wyprodukowanymi we Włodzimierzu Wołyńskim.

W Afganistanie czyhały na nas choroby zakaźne – w tamtych czasach była poszerzona epidemia, o której nic nie wiedzieliśmy. Dur brzuszny, dur rzekomy, Botkin – chorowaliśmy na to cztery razy z rzędu. Przeciw zakażeniom piliśmy wodę chlorowaną, co niszczyło ciało. A jeszcze gryzły nas skorpiony i różne pająki.

Nie trzeba było walk, starczyło nam samych warunków do przetrwania… Ministerstwo Obrony ZSRR obiecało, że po pięciu latach nas wymienią. Proszę sobie wyobrazić, jak można w takich warunkach przeżyć pięć lat?! Nasi wojskowi stosowali radykalne środki: uciekali, źle się zachowywali, aby ich wyrzucono z wojska, chorowali, popełniali samobójstwa, znajdowali różne powody, aby wydostać się z tego piekła.

– Każdy dzień mógł się stać ostatnim… Zwykły żołnierz był bezbronny?

– Służyłem w logistyce batalionu. Zapewnialiśmy wojsku rzeczy niezbędne: broń, węgiel, zabieraliśmy rannych i transportowaliśmy ich do szpitali wojskowych. Należy zauważyć, że na początku byliśmy zdani na łaskę losu, nasz konwój przejeżdżał bez żadnej ochrony. Ostrzeliwano nas, rabowano i wysadzano w powietrze. Byliśmy żywą tarczą strzelniczą. Później dowództwo zaczęło myśleć w jaki sposób nas bronić, zaczęły towarzyszyć nam helikoptery, pojazdy z piechotą z przodu i z tyłu.

Afgańczycy wiedzieli, kiedy wyruszamy i co wieziemy. Ich zwiad funkcjonował precyzyjnie i prawidłowo. A jeszcze otrzymywali wynagrodzenie pieniężne za każdego zabitego żołnierza radzieckiego, za każdy zepsuty wojskowy pojazd czy helikopter – to była ich praca, której uczono od dzieciństwa.

Nie mieliśmy żadnych kamizelek kuloodpornych. Radziecki żołnierz był słabo wyposażony. Zakazane było zdejmowanie butów, w których w takim upalnym klimacie trudno było się poruszać, a tym bardziej wspinać się w górach. Mówiono, że traci się ducha wojownika. To, że człowieka mogą zabić, było obojętne. Kupowaliśmy na własny koszt trampki i tenisówki, w których o wiele łatwiej było się poruszać.


afgan1

– Liczba ofiar po stronie Związku Radzieckiego jest szacowana na dziesiątki tysięcy. Po afgańskiej stronie było miliony ofiar. W tej wojnie nie ma ani zwycięzców, ani przegranych. Po co była potrzebna ta wojna? I co  przyniosła, zwłaszcza dla Ukrainy?

– Oczywiście, nie było w tym żadnego zysku dla Ukrainy i jej mieszkańców. Po wycofaniu wojsk radzieckich z Afganistanu nie wiedzieliśmy, kim jesteśmy. Wojny nie wygraliśmy, jednak nie zostaliśmy też pokonani. Kraj przyjął nas w milczeniu. Dopiero po jakimś czasie określono nasz stan…

Trafiliśmy tam bez własnej woli. Określenie „wojskowy”, dla mnie zupełnie nie pokrywa się z definicją słowa „sadysta”. Nasza obecność z bronią w ręku w obcym kraju, gdzie toczy się wojna – to jest wielki grzech, z powodu którego mamy prosić o przebaczenie. Jednak wojna ujawnia i inne strony ludzkiej egzystencji – przyjaźń, bohaterstwo, grabieże, tchórzostwo, stosunek władz do ludzi. Bez wątpienia, pokój jest lepszy od wojny. Właśnie dlatego podczas ostatniego posiedzenia żołnierzy walczących w Afganistanie, w zeszłym roku omawiano temat „Na rzecz pokoju na całym świecie”.

Kiedyś byłem patriotą Związku Radzieckiego i dlatego wstąpiłem do wojska. Teraz jestem patriotą Ukrainy. I jeśli, broń Boże, na Ukrainie rozpocznie się wojna, będę bronił swojej Ojczyzny.

Wywiad przeprowadziła Ania TET
FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1