Artykuły
  • Register

i89.2009.242.001.001a.001

Wielu europejskich polityków od dłuższego czasu  ma wspólne marzenie. Tym marzeniem jest trwała dywersyfikacja źródeł energii. Trudno nie zauważyć, że w ciągu ostatnich lat uzależnienie państw europejskich od dostaw rosyjskiego gazu staje się coraz bardziej odczuwalne. Ten cenny surowiec stał się „błękitną bronią” w ręku Gazpromu i ostatnio bywa wykorzystywany do realizacji polityki zagranicznej Moskwy. Dobrym tego przykładem jest Ukraina, która zamiast podniesienia bezpieczeństwa dostaw  gazu i poszukiwania alternatywnych  źródeł surowców energetycznych, z powrotem wbiła się na „rosyjską igłę”. Co gorsza stało się to kosztem bezpieczeństwa narodowego. W ostatnim okresie także i Białoruś odczuwa aktywność rosyjskiej  „bratniej ręki”  na gazowym zaworze.

Tymczasem w Polsce, jak i w innych krajach europejskich, podejmowane są intensywne działania w celu rozwoju nowych technologii, obniżających zużycie energii oraz zmniejszających  uzależnienie od importu surowców. Od kilku lat szczególnie mocno dyskutowane są zagadnienia poszukiwań gazu ziemnego w złożach niekonwencjonalnych, takich jak tzw. gaz łupkowy i gaz zamknięty.  Temat stał się szczególnie głośny w związku z faktem, że ostatnio rozpoczęto prace poszukiwawcze nowych pokładów gazowych.

W dyskusjach ekspertów pojawiają się informacje, że Polska może posiadać znaczne zasoby gazu łupkowego - jak szacują naukowcy - od 1 do 3 bln m sześciennych. Oznacza to w praktyce możliwość zaspokojenia własnych potrzeb energetycznych a nawet  perspektywę zostania znaczącym eksporterem błękitnego surowca. Gaz z łupków skalnych (metan) ma podobne właściwości jak surowiec uzyskiwany z tradycyjnych złóż, a w porównaniu do paliw pochodzenia naftowego emituje zdecydowanie mniej CO2. Różnica polega na sposobie wydobycia i jego kosztach. Chodzi bowiem o to, że gaz łupkowy jest uwięziony i rozproszony w szczelinach mas skalnych. Cały proces jest skomplikowany technicznie i droższy, ponieważ wymaga większej ilości otworów eksploatacyjnych co generuje  znaczne koszty. Rewolucję w tej dziedzinie wywołało jednak zastosowanie nowej technologii, opracowanej przez amerykańskie firmy gazowe. W Stanach Zjednoczonych eksploatuje się obecnie złoża gazu łupkowego na ogromną skalę. Aktualnie szereg dużych koncernów światowych planuje zastosowanie tej technologii w krajach Europy środkowo-wschodniej, w tym w Polsce. Ocenia się jednak, że proces poszukiwań geologicznych i przygotowania do przemysłowej eksploatacji gazu łupkowego nad Wisłą może zająć nawet 10 lat. W tym okresie Polska, która zużywa rocznie około 13,5-14 mld m sześciennych gazu może dostać w postaci gazu łupkowego swoją wymarzoną „rewolucję energetyczną”. Dla Europy jest to zaś okazja do zmniejszenia  swojej zależności energetycznej od Rosji.

 

Dla rosyjskiego Gazpromu projekty dotyczące wydobycia w Polsce i Europie gazu z łupków skalnych mogą być poważnym zagrożeniem dla realizacji swojego flagowego projektu Nord Stream. Tak zwany Gazociąg Północny ma transportować przez Morze Bałtyckie gaz ze złoża Sztokman, które jest największym na świecie podmorskim polem gazowym i znajduje się w rosyjskim sektorze szelfu kontynentalnego w centralnej części Morza Barentsa. Jego potwierdzone zasoby wynoszą ok. 3,8 bln metrów sześciennych gazu. Koszty budowy podmorskiego gazociągu są jednak ogromne, a sam projekt rozłożony na lata. Stąd perspektywa możliwego przekształcenia się głównych odbiorców w eksporterów gazu stawia to strategiczne przedsięwzięcie pod znakiem zapytania.

W związku z gwałtownie wzrastającymi cenami gazu ziemnego na rynkach światowych w ostatnich piętnastu latach nastąpił dynamiczny rozwój eksploatacji złóż niekonwencjonalnych. Przykładem są wspomniane już Stany Zjednoczone oraz Kanada, które są pionierami poszukiwań i wydobycia gazu ziemnego ze złóż niekonwencjonalnych. Wydobycie gazu łupkowego przekształciło rynek gazowy USA z deficytowego w samowystarczalny. Obecnie powszechnie mówi się o ogromnym potencjale wydobycia gazu łupkowego w Europie wschodniej, który może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy.

Jest szansa, że ta pięknie zapowiadająca się perspektywa nie skończy się jak w przypadku odkrycia polskich naukowców z Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej. Prawie rok temu media podały sensacyjną wiadomość o udanym eksperymencie polegającym na zamianie CO2 w wysokooktanowe paliwo. Sprawa wywołała zainteresowanie w polskim Ministerstwie Gospodarki. Ale dalej zapadła cisza i spokój. Temat nie doczekał się jak na razie rozwinięcia. Czyżby nikogo nie interesowały dalsze losy tego przełomowego odkrycia?

Walenty WAKOLUK