Artykuły
  • Register

100_0957Ten cytat z wiersza Stanisława Ignacego Witkiewicza jest nazwą spektaklu, czy raczej widowiska, które odbyło się w Wołyńskim Obwodowym Teatrze Lalek wieczorem 9 października.

Swoją wizję twórczości słynnego Witkacego reprezentowała trupa teatru jego imienia z miasta Zakopane. Teatr niedawno obchodził 25 rocznicę powstania i w związku z tym aktorzy postanowili odwiedzić grób swego patrona. Na zaproszenie Konsulatu Generalnego RP w Łucku wystąpili po drodze w naszym mieście.

Сóż to był za wieczór! Najpierw widzów zaskoczyło to, że przebrani aktorzy, już w rolach, przechadzali się w teatralnym holu, częstując wszystkich obecnych różnymi przywiezionymi z Tatr smakołykami przy akompaniamencie żywej muzyki góralskiej. A kiedy aktorzy zaczęli grać fragmenty przedstawienia tam, wśród publiczności, niektórzy łucczanie byli naprawdę zaskoczeni. Padały strzały, błyskała szabla, bohaterowie umierali i ożywali, rechotali i płakali, tańczyli i śpiewali. Dalej akcja toczyła się na scenie teatru fragmentami z dramatów: „Wariat i zakonnica”, „Kurka Wodna”, „Sonata Belzebuba”, „Pragmatyści” i „Witkacy-autoportret”. Zadziwiające było to, jak głęboko aktorzy przeżywają swoje role, jak łatwo je zmieniają. Byliśmy pod wrażeniem plastyki ich ruchów, obrazowości i pięknych głosów wszystkich aktorów, bez wyjątku. Łuck nie tak często gości tak wysokiej klasy teatry. W najlepszej tradycji swego patrona i „modernistów młodopolskich” teatr z Zakopanego szokował, przerażał i inspirował publiczność.

Jednak „różnorodność przeżyć” na tym się nie skończyła. W niedzielę rano trupa wyruszyła do wsi Wełyki Ozera (obwód rówieński), aby oddać hołd Wybitnemu Polakowi, zawieźć reprodukcje obrazów, książki i prezenty dla dzieci z miejscowej szkoły. Miałam szczęście uczestniczyć w tej ekscytującej podróży.

Z zamierającym sercem wchodzę do autobusu. Czy naprawdę będę z nimi jechać, wśród ludzi, którzy wczoraj na zawsze zmienili moje rozumienie teatru ?!?... Wszyscy serdecznie witają, odnajduję wolne miejsce, cichutko siadam i wytężam słuch. Każdy z aktorów był zajęty czymś innym: ktoś odpoczywał, ktoś czytał, ktoś inny cicho rozmawiał, zupełnie jak zwykli ludzie. Niebawem gdzieś na tyle autobusu zaczęli śpiewać różne piosenki, słychać było dziwne odgłosy (jakieś mruczenie i głęboki gardłowy indiański śpiew), cytaty, żarty i śmiech. Nie, oni jednak nie są zwyczajni!

100_0917

Po południu dotarliśmy w końcu do punktu przeznaczenia. Choć nie jest to daleko, to droga jest paskudna: od czasu do czasu trafia się na starą nawierzchnię i autobus musi zwolnić. Wieś Wełyki Ozera nie jest duża (około 1200 mieszkańców). Są tu szkoły (podstawowa i średnia), kościół, kilka sklepów, apteka, rada wsi, punkt medyczny i Wiejski Dom Kultury. Wszystko to znajduje się w centrum wioski, a obok - stary cmentarz, dokąd od razu wyruszyliśmy, niosąc wiązanki i znicze. Aktorzy przebrani w teatralne kostiumy. Muzycy niosą instrumenty, by zagrać na grobie Witkacego piosenki jego kraju. Reżyser teatru Andrzej Dziuk przemawia wnikliwe słowa, aktorzy składają kwiaty i zapalają znicze. Potem wieszają wiązankę przywiezionych z gór dzwonków na świerk, który otula czarny marmurowy nagrobek. Poruszająca malownicza miejscowość, jasny jesienny dzień i melancholijne tatrzańskie piosenki ludowe. Niebo odzwierciedla się w czystych jeziorach, wyglądających zza drzew.

Następnie ma odbyć się spotkanie z miejscową ludnością w celu przekazania prezentów i obrazów. Teraz to aktorzy musieli być zdziwieni, ponieważ do Wiejskiego Domu Kultury przyszła cała wieś, od starego do małego, przyszli też ludzie z sąsiednich wsi. Okazało się, że krążyły pogłoski o występie artystów, a tutaj już dawno koncertów nie było. Przestarzała sala starego klubu jest przepełniona: widzowie stoją w bocznych nawach, siedząc na krzesłach i schodach, zaglądają z korytarza. Aktorzy musieli więc wystąpić „na żywo”, nie tylko bez fonogramów, ale i bez mikrofonów.

Tak mieszkańcy wsi już od dawna nie hulali! Był i koncert, i tańce – aktorzy zeskoczyli ze sceny i zaprosili do tańca kobiety. Na początku gospodarze wstydzili się, ale niebawem wszyscy już krążyli w takt porywającej góralskiej muzyki. Po koncercie do artystów, którzy zbierali się już do powrotu, wpadł mężczyzna i zaczął gorączkowo czegoś żądać. Okazało się, że prosi, aby zagrali raz jeszcze, bo biedaczek nie zdążył się wytańczyć.

Następnie goście zwiedzili pokoik Stanisława Ignacego Witkiewicza przy szkole, zrobili zdjęcia na tle  plakatów pozostałych z sowieckiej epoki i spróbowali przygotowanych dla nich potraw: gotowane raki, grzyby, karp.

Wreszcie odwiedzili dąb, pod którym artysta zmarł, w lesie, trzy kilometry od wioski. Tam również złożyli kwiaty i zagrali. Potem nadszedł czas na pożegnanie i autobus udał się na granicę.

Naprawdę podróż dla zakopiańskich aktorów i ich widzów okazała się być bogatą w różnorodne przeżycia. Witkacy miał rację: różnorodność przeżyć nigdy nie zaszkodzi.

 

Oleksa ROGOZA