Artykuły
  • Register

Batruch 2Ksiądz Stefan Batruch jest Proboszczem Parafii Greckokatolickiej w Lublinie oraz prezesem Fundacji Kultury Duchowej Pogranicza. Organizacja, którą kieruje, zajmuje się zbieraniem środków przeznaczonych na pomoc Ukrainie oraz jej dystrybucją. Sam odwiedził Euromajdan trzykrotnie, świadcząc pomoc humanitarną, o czym opowiedział w wywiadzie dla „Monitora Wołyńskiego”.

– Proszę Księdza, jakie są ogólne wrażenia z Euromajdanu?

– Jest wiele wrażeń, wszystkie są bardzo mocne. Na pewno czuję podziw dla wytrwałości uczestników Euromajdanu. Większość z nich odczuwała potrzebę bycia tam. Byłem zaskoczony świetną organizacją Majdanu, trzeba było tam być, by zobaczyć. Wyżywienie, porządek, zabezpieczenie medyczne... Ludzie byli oddani sprawie. Wolontariusze odpowiadali za różne sprawy, chociażby za to, by z głośników płynęła wartościowa muzyka, by zawsze coś się działo na scenie. Piękna była również harmonijna współpraca duchownych oraz świadectwo jedności między różnymi wyznaniami i religiami. Na Majdanie odczuwało się troskę i życzliwość. Ludzie nie byli zdesperowani, choć gotowi walczyć do końca, nawet do śmierci.

– Widzę, że towarzyszy Księdzu wiele pozytywnych wspomnień. Czy doświadczył Ksiądz jakichś negatywnych przeżyć?

– Była druga strona medalu – jakieś 100 metrów od Majdanu życie toczyło się własnym trybem. Nie mogę powiedzieć, że tamci ludzie byli wrogo ustosunkowani, bardziej zdziwieni. Majdan spowodował utrudnienia w całym mieście, jednak nie było złości ze strony mieszkańców. Nieprzyjemna była również bezwzględność i cyniczność władz.

– Ile czasu spędził Ksiądz w Kijowie?

– Łącznie ponad dwa tygodnie, choć z przerwami. W Kijowie gościłem trzy razy – w grudniu, w Nowy Rok oraz w lutym.

– Czy każdy z tych okresów różnił się w jakiś znaczący sposób?

– Atmosfera się zmieniała. W grudniu Majdan był jeszcze świeżym zjawiskiem, dopiero się organizował i jego uczestnikom towarzyszyło uczucie nadziei. W Nowym Roku można było poczuć świąteczną atmosferę, którą podsycały m.in. choinka czy szopka. W czasie ostatniej wizyty, na Placu Niepodległości trwała już walka informacyjna, Majdan stał się bojowy, a władza dążyła do jego zlikwidowania.

– Jaka była Księdza rola na Majdanie? Zajmował się Ksiądz sprawami duchownymi?

– Zajmowałem się, przede wszystkim, dostarczaniem pomocy humanitarnej. Nie udzielałem się szczególnie, jako duchowny, choć kontaktowałem się z innymi kapłanami. Chciałem poczuć atmosferę Euromajdanu.

– Dużo dobrych opinii słyszałam na temat odrodzenia duchowego uczestników Euromajdanu. Jak to wyglądało na żywo?

– Religijna atmosfera była obecna, ale miała ona charakter naturalny, nie fanatyczny, pozbawiony presji. Co ciekawe, protestujący sami prosili o modlitwę. Niezwykle ważna okazała się obecność duchownych, towarzyszyli oni ludziom w ważnych momentach, choć nie powstrzymali przelewu krwi. Majdan wydawał się być walką duchową między dobrem a złem.

– Z mediów dochodziły do nas informacje o blokadzie pomocy humanitarnej, wysyłanej z Polski. Ksiądz też doświadczył tego typu problemów?

– Tak, władza na granicy nie chciała nas przepuścić, tłumacząc się przepisami. Przetrzymywano nas przez kilka dni, mimo próśb. Interweniowała Ambasada Polska na Ukrainie, kontaktując się tamtejszym Ministrem Polityki Społecznej. Pomoc była niezbędna, więc w rezultacie przewieźliśmy ją nielegalnie, a dzień później dostaliśmy pozwolenie.

– Skąd pomysł na pomoc Ukraińcom? Efekt prośby z zewnątrz, czy decyzja własna?

– Na Majdanie było spore zapotrzebowanie na pomoc, przebywały tam osoby z różnymi dolegliwościami i obrażeniami, a środki się zużywały. Dlatego w naszych głowach zrodził się pomysł, by zwrócić się do pewnego kręgu osób z prośbą o środki dla Ukraińców. Odzew okazał się większy, niż się spodziewaliśmy, zewsząd pojawiły się inne propozycje pomocy. Powstał Lubelski Euromajdan Kulturalny, idea pomocy rozlała się na całą Polskę. Dzwoniono do nas z różnych miast, gdyż był problem z przewiezieniem środków na Ukrainę, a lubelskie jest województwem graniczącym z Ukrainą. Lublin stał się centrum pomocy z Polski.

– Jak duża była ta pomoc?

– Łącznie kilkanaście ton. Zebraliśmy odzież, medykamenty, śpiwory, koce itp.

– Majdan był też, w jakimś sensie, wielokulturowy. Osoby jakiej narodowości można było tam spotkać?

– Uczestnicy Euromajdanu mieli pokojowe nastawienie do innych narodowości oraz osób innej świadomości etnicznej, byli otwarci. Nie było zgrzytów z tego tytułu. Widziałem pomagających Polaków, Białorusinów i Gruzinów oraz dziennikarzy z różnych państw. Majdan nie był festynem wielokulturowości, lecz inicjatywą skierowaną na pokazanie swojego niezadowolenia w stosunku do władzy. Każdy mógł tam wejść, ochrona pilnowała jedynie sztabu głównego.

– Czym się różnił obraz Euromajdanu przedstawianego w mediach od tego, który Ksiądz widział na własne oczy?

– Znaczną rolę odegrały programy na żywo, dzięki którym można było zobaczyć różne aspekty Majdanu. Kampania stacji rosyjskich była skierowana na pokazanie Ukraińców jako faszystów czy ekstremistów. Według ich doniesień, celem protestów była żądza przejęcia władzy przez grupę nacjonalistów, a nie wprowadzenie pokoju. Na szczęście, w tym czasie powstało wiele niezależnych telewizji internetowych, ukazujących wydarzenia bez manipulowania faktami.

– Czy obecna sytuacja na Ukrainie była do przewidzenia?

– Nie ma racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego stało się tak, jak się stało. Majdan nie był ani zaplanowany ani przez kogokolwiek przewidziany. Wielokrotnie ewoluował i trwał, choć próbowano go osłabić i zniszczyć.

– A jaka, w takim razie, może być przyszłość Ukrainy?

– Ostatnie wydarzenia pokazały, iż sytuacja Ukrainy jest mocno powiązana z Federacją Rosyjską. Nowa władza musi obnażyć swój charakter, a społeczność międzynarodowa powinna przejrzeć na oczy i zacząć działać. Moim zdaniem jest szansa, by wszystko się zmieniło na lepsze.

– Majdan się skończył, lecz potrzeb nadal jest wiele. Czy planuje, Ksiądz, zrobić coś jeszcze w tym kierunku?

– Nadal zbieramy środki na rzecz Ukrainy. Uważam, że naszym Sąsiadom jest obecnie potrzebna ogromna pomoc humanitarna. Gospodarka ukraińska jeszcze bardziej się rozchwiała, obywatele zostali okradzieni. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to na pewno pomożemy.

Rozmawiała Agnieszka BĄDER

 

Ksiądz Stefan Batruch jest Proboszczem Parafii Greckokatolickiej w Lublinie oraz prezesem Fundacji Kultury Duchowej Pogranicza. Organizacja, którą kieruje, zajmuje się zbieraniem środków przeznaczonych na pomoc Ukrainie oraz jej dystrybucją. Sam odwiedził Euromajdan trzykrotnie, świadcząc pomoc humanitarną, o czym opowiedział w wywiadzie dla „Monitora Wołyńskiego”.

 

Proszę Księdza, jakie są ogólne wrażenia z Euromajdanu?

– Jest wiele wrażeń, wszystkie są bardzo mocne. Na pewno czuję podziw dla wytrwałości uczestników Euromajdanu. Większość z nich odczuwała potrzebę bycia tam. Byłem zaskoczony świetną organizacją Majdanu, trzeba było tam być, by zobaczyć. Wyżywienie, porządek, zabezpieczenie medyczne... Ludzie byli oddani sprawie. Wolontariusze odpowiadali za różne sprawy, chociażby za to, by z głośników płynęła wartościowa muzyka, by zawsze coś się działo na scenie. Piękna była również harmonijna współpraca duchownych oraz świadectwo jedności między różnymi wyznaniami i religiami. Na Majdanie odczuwało się troskę i życzliwość. Ludzie nie byli zdesperowani, choć gotowi walczyć do końca, nawet do śmierci.

Widzę, że towarzyszy Księdzu wiele pozytywnych wspomnień. Czy doświadczył Ksiądz jakichś negatywnych przeżyć?

– Była druga strona medalu – jakieś 100 metrów od Majdanu życie toczyło się własnym trybem. Nie mogę powiedzieć, że tamci ludzie byli wrogo ustosunkowani, bardziej zdziwieni. Majdan spowodował utrudnienia w całym mieście, jednak nie było złości ze strony mieszkańców. Nieprzyjemna była również bezwzględność i cyniczność władz.

Ile czasu spędził Ksiądz w Kijowie?

– Łącznie ponad dwa tygodnie, choć z przerwami. W Kijowie gościłem trzy razy – w grudniu, w Nowy Rok oraz w lutym.

Czy każdy z tych okresów różnił się w jakiś znaczący sposób?

– Atmosfera się zmieniała. W grudniu Majdan był jeszcze świeżym zjawiskiem, dopiero się organizował i jego uczestnikom towarzyszyło uczucie nadziei. W Nowym Roku można było poczuć świąteczną atmosferę, którą podsycały m.in. choinka czy szopka. W czasie ostatniej wizyty, na Placu Niepodległości trwała już walka informacyjna, Majdan stał się bojowy, a władza dążyła do jego zlikwidowania.

Jaka była Księdza rola na Majdanie? Zajmował się Ksiądz sprawami duchownymi?

– Zajmowałem się, przede wszystkim, dostarczaniem pomocy humanitarnej. Nie udzielałem się szczególnie, jako duchowny, choć kontaktowałem się z innymi kapłanami. Chciałem poczuć atmosferę Euromajdanu.

Dużo dobrych opinii słyszałam na temat odrodzenia duchowego uczestników Euromajdanu. Jak to wyglądało na żywo?

– Religijna atmosfera była obecna, ale miała ona charakter naturalny, nie fanatyczny, pozbawiony presji. Co ciekawe, protestujący sami prosili o modlitwę. Niezwykle ważna okazała się obecność duchownych, towarzyszyli oni ludziom w ważnych momentach, choć nie powstrzymali przelewu krwi. Majdan wydawał się być walką duchową między dobrem a złem.

Z mediów dochodziły do nas informacje o blokadzie pomocy humanitarnej, wysyłanej z Polski. Ksiądz też doświadczył tego typu problemów?

– Tak, władza na granicy nie chciała nas przepuścić, tłumacząc się przepisami. Przetrzymywano nas przez kilka dni, mimo próśb. Interweniowała Ambasada Polska na Ukrainie, kontaktując się tamtejszym Ministrem Polityki Społecznej. Pomoc była niezbędna, więc w rezultacie przewieźliśmy ją nielegalnie, a dzień później dostaliśmy pozwolenie.

Skąd pomysł na pomoc Ukraińcom? Efekt prośby z zewnątrz, czy decyzja własna?

– Na Majdanie było spore zapotrzebowanie na pomoc, przebywały tam osoby z różnymi dolegliwościami i obrażeniami, a środki się zużywały. Dlatego w naszych głowach zrodził się pomysł, by zwrócić się do pewnego kręgu osób z prośbą o środki dla Ukraińców. Odzew okazał się większy, niż się spodziewaliśmy, zewsząd pojawiły się inne propozycje pomocy. Powstał Lubelski Euromajdan Kulturalny, idea pomocy rozlała się na całą Polskę. Dzwoniono do nas z różnych miast, gdyż był problem z przewiezieniem środków na Ukrainę, a lubelskie jest województwem graniczącym z Ukrainą. Lublin stał się centrum pomocy z Polski.

Jak duża była ta pomoc?

– Łącznie kilkanaście ton. Zebraliśmy odzież, medykamenty, śpiwory, koce itp.

Majdan był też, w jakimś sensie, wielokulturowy. Osoby jakiej narodowości można było tam spotkać?

– Uczestnicy Euromajdanu mieli pokojowe nastawienie do innych narodowości oraz osób innej świadomości etnicznej, byli otwarci. Nie było zgrzytów z tego tytułu. Widziałem pomagających Polaków, Białorusinów i Gruzinów oraz dziennikarzy z różnych państw. Majdan nie był festynem wielokulturowości, lecz inicjatywą skierowaną na pokazanie swojego niezadowolenia w stosunku do władzy. Każdy mógł tam wejść, ochrona pilnowała jedynie sztabu głównego.

Czym się różnił obraz Euromajdanu przedstawianego w mediach od tego, który Ksiądz widział na własne oczy?

– Znaczną rolę odegrały programy na żywo, dzięki którym można było zobaczyć różne aspekty Majdanu. Kampania stacji rosyjskich była skierowana na pokazanie Ukraińców jako faszystów czy ekstremistów. Według ich doniesień, celem protestów była żądza przejęcia władzy przez grupę nacjonalistów, a nie wprowadzenie pokoju. Na szczęście, w tym czasie powstało wiele niezależnych telewizji internetowych, ukazujących wydarzenia bez manipulowania faktami.

Czy obecna sytuacja na Ukrainie była do przewidzenia?

– Nie ma racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego stało się tak, jak się stało. Majdan nie był ani zaplanowany ani przez kogokolwiek przewidziany. Wielokrotnie ewoluował i trwał, choć próbowano go osłabić i zniszczyć.

A jaka, w takim razie, może być przyszłość Ukrainy?

– Ostatnie wydarzenia pokazały, iż sytuacja Ukrainy jest mocno powiązana z Federacją Rosyjską. Nowa władza musi obnażyć swój charakter, a społeczność międzynarodowa powinna przejrzeć na oczy i zacząć działać. Moim zdaniem jest szansa, by wszystko się zmieniło na lepsze.

Majdan się skończył, lecz potrzeb nadal jest wiele. Czy planuje, Ksiądz, zrobić coś jeszcze w tym kierunku?

– Nadal zbieramy środki na rzecz Ukrainy. Uważam, że naszym Sąsiadom jest obecnie potrzebna ogromna pomoc humanitarna. Gospodarka ukraińska jeszcze bardziej się rozchwiała, obywatele zostali okradzieni. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to na pewno pomożemy.

 

Rozmawiała Agnieszka BĄDER