Artykuły
  • Register

DSCN0620

Na początku kwietnia „Monitorowi Wołyńskiemu” udzielił wywiadu Prezes Fundacji „Pro Bono Futuro” dr Jacek Szczot z Lublina, który był gościem Stowarzyszenia Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu.

Panie Prezesie, Pro Bono Futuro już ma legendę na Wołyniu. Przez ile lat trwa współpraca z organizacjami z Wołynia?

Mija półtora roku ścisłej współpracy. Kiedyś postanowiliśmy, że będziemy współpracować z różnymi organizacjami z Ukrainy. Wybór padł na Wołyń, dlatego że większość polskich organizacji koncentrowała swoją aktywność na okręgu lwowskim. Stwierdziliśmy, że Wołyń jest może bardziej pomijany, zatem chcemy pewne działania tutaj koncentrować. Działamy w gospodarce, bowiem zawsze gospodarka jest promotorem różnych działań i zmian. Nie stronimy od współpracy szerszej – naukowej, kulturalnej – i w tym zakresie służymy pomocą. Fundacja  Pro Bono Futuro jest organizacją o charakterze charytatywnym, nie korzysta z pieniędzy publicznych i swoją aktywnością chce pomagać tym, którzy tej pomocy i współpracy chcą. Trafiliśmy na bardzo przyjazne środowisko – Stowarzyszenie Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu – i mamy nadzieję, że nasza współpraca będzie się rozwijała.

Jak brzmi główne motto organizacji i jak wygląda instrument do realizacji tych założeń?

Jesteśmy skoncentrowani na wsparcie społeczeństwa obywatelskiego, wspieramy ludzi, którzy swoją aktywnością chcą coś zmienić w swoim życiu. Jesteśmy nastawieni na tych, którzy nie czekają, aż im się przyniesie coś, tylko sami starają się o lepsze warunki. Pomagamy młodzieży w wymianie, pomagamy różnym instytucjom na Ukrainie. Chcemy wymieniać nasze doświadczenia.

Zauważyliśmy jedną bardzo niepokojącą rzecz – młodzież na przykład w Lublinie jest przekonana, że znacznie atrakcyjniej jest jechać do Anglii, Francji, Holandii niż na Ukrainę, ale tylko dlatego, że w mentalności polskiej Ukraina leży bardzo daleko. To nie jest 100 km z Lublina do granicy, to jest epoka. Kiedy zaproponowałem młodzieży ze szkoły zorganizować wyjazd na Wołyń, to zastanawiali się: „Ukraina? To gdzieś tak daleko leży...” Nie chcą jechać – granica, mentalność, zakorzenione uprzedzenia, niechęci, jeszcze żywy jest w pamięci ten strach przed tym co się działo tutaj w czasie II wojny światowej.

Ale jakie Pana zdaniem jest z tego wyjście?

Można na to spojrzeć z dwóch stron. Po pierwsze Polacy mogliby robić tutaj dobre interesy, oczywiście z korzyścią również dla przedsiębiorców z Ukrainy. Po drugie Polacy mogą tutaj przyjeżdżać ze względu na sentyment do tych ziem, bo wielu obecnych młodych Polaków wie z przekazów rodzinnych, że ich przodkowie gdzieś tutaj się urodzili. Ale jest też  druga rzecz – bardzo dużo Ukraińców studiuje w Polsce. W większości już nie chcą wracać na Ukrainę. Porównują sobie warunki życia, warunki pracy i stwierdzają – skoro podjęliśmy studia w Polsce, to tutaj zostajemy. Pojawia się pytanie: czy my mamy kształcić przyszłych obywateli europejskiej Rzeczypospolitej, czy jednak Ukraińców, którzy będą chcieli wrócić i przywieźć tutaj swój kapitał intelektualny, wykorzystać go na Ukrainie. Mam co do tego duże wątpliwości, ale bardzo mało znam studentów z Ukrainy, którzy mówią o tym, że wrócą.

Czy jest nadzieja na resentymenty? Czy może się zdarzyć, że ludzie uzbroiwszy się w dobry kapitał zaczną wracać po to, żeby robić tu swoje? Czy czeka to Ukraińców?

Polacy w latach 80-tych jeszcze chcieli wracać do Polski z Ameryki, żeby tutaj już umrzeć. Natomiast dzisiaj jadą do Ameryki po to, żeby zarobić, nauczyć się czegoś i robić lepsze interesy w Polsce. I to jest pozytywne – korzystamy z doświadczenia, uczymy się, wracamy, żeby ten zdobyty kapitał zainwestować. Natomiast obawiam się o Ukrainę. Obawiam się, czy to ta sama mentalność, to same myślenie dzisiaj występuje. Raczej wydaje mnie się, że Ukraińcy jak wyjadą, nie chcą już wracać. Wracać czasowo do rodziny – jak najbardziej, ale żeby wracać na stałe... W mojej fundacji działa wielu Białorusinów, Ukraińców, którzy współpracują przy programach wschodnich, ale niestety ten powrót na Ukrainę kojarzy im się z jednym – z problemami dnia codziennego. Nawet jeżeli nie powodzi im się dobrze materialnie, mają poczucie, że lepiej im się żyje w Polsce. Być może ze względu na inne podejście człowieka do człowieka. Można stwierdzić, że to samo może dotyczyć Polaków, którzy wyjadą do Anglii, oni też tam żyją trochę inaczej. Ale też dlaczego mamy ograniczać naszych ludzi. Jeżeli chcą wyjechać, to jest tylko jedna ważna rzecz – muszą pamiętać, skąd są.

Dzisiaj granic nikt nie przesunie, ale my możemy zmniejszyć uciążliwości tej granicy, możemy pozwolić, żeby Polak z Wołynia czuł się dobrze po obu stronach, Ukrainiec mógł swobodnie funkcjonować w Polsce. Jestem przekonany, że Ukraińcy są nam bliżsi niż inne nacje. To z Ukrainą wiążą nas wieki wspólnej historii. Powinniśmy otworzyć się na szerszą współpracę. Problem jest tylko w tym, czy na pewno Ukraińcy tego chcą.

Czy w Polsce Ukraina jest odbierana jako jednolita społeczność?

Mogę powiedzieć, że często ten podział na Ukraińców zachodnich i wschodnich jest dość widoczny. Często Ukraińcy z zachodniej Ukrainy próbują rekompensować sobie niedostatki życia codziennego pewną formą agresji wobec Polaków, zrzucając winę na Polaków. Być może wynika to stąd, że w naszej słowiańskiej duszy ktoś musi być winny naszych nieszczęść, ale nie my sami. Dla Ukraińca ze wschodniej Ukrainy Polak już nie jest jakimś „straszydłem”, często ma przyjacielskie kontakty i nie ma pretensji do Polaków.

Ostatni realizowany dobry uczynek Pro Bono Futuro – goszczenie u siebie parę tygodni temu przedstawicieli Koła Lekarzy z SKP im. Ewy Felińskiej. W Pana ocenie – jaka była reperkusja ich wizyty w Polsce?

Ze strony dyrektorów i lekarzy szpitali oraz urzędników ani na chwilę nie zauważyłem poczucia wyższości lub obawy. Otwartość była pełna, poświęcenie czasu bardzo duże. Chcieli podzielić się swoimi doświadczeniami. My też przeżywaliśmy kiedyś kryzysy, też chcieliśmy od kogoś się uczyć i też nie chcieliśmy, żeby ktoś pokazywał jakąś wyższość nad nami. Mimo że mogli czy Niemcy, czy Holendrzy pokazać, że cywilizacyjnie są znacznie dalej. Nie zobaczyłem nawet odrobiny tego po stronie polskich przedstawicieli, wręcz odwrotnie, było to takie nastawienie – jesteśmy gotowi udzielić wsparcia.

Identyczne było odczucie całej wołyńskiej delegacji. Jak powiedział jeden z lekarzy uczestniczących w tej wizycie, Fundacja Pro Bono Futuro wyeksponowała całą polską perspektywę.

Jesteśmy przekonani, że jest to zasianie ziarna, które w przyszłości może zaowocować wzajemnymi kontaktami, współpracą.

Jaki jest cel dzisiejszej wizyty na Wołyń przedstawicieli Fundacji?

Złożyliśmy na ręce księdza biskupa trochę darów, które zebrała młodzież Lublina. Są to na przykład zeszyty dla młodzieży z Łucka. Działo się to za sprawą Młodzieżowej Rady miasta Lublina. Zostawiliśmy też książki, płyty. Mieliśmy spotkanie na Uniwersytecie Wołyńskim rozmawiając o możliwościach wymiany młodej kadry naukowej i studentów.  Mamy również w planach wizytę w parafii w Torczynie.

Czy chciałaby Fundacja przyłączyć się do tego, żeby młodzież polska i ukraińska wspólnym wysiłkiem razem uporządkowywały jeden cmentarz ukraiński po stronie polskiej i cmentarz polski po stronie ukraińskiej?

Jest to bardzo dobry pomysł, ale wymaga zgody władz. Prowadzimy rozmowy, żeby taką akcję zrealizować. Powiem szczerze, że entuzjazmu po stronie ukraińskiej nie ma. Natomiast po stronie polskiej nie ma żadnych przeszkód, bo nawet gdyby administracja próbowała w czymś przeszkadzać, to dzisiaj mamy taką demokrację, że organizacje społeczne są w stanie robić to samodzielnie, oczywiście po zgłoszeniach, ustaleniach, ale zablokować nam nikt tego nie może. Jest jeszcze jedna ważna rzecz – w Polsce jest inny stosunek do miejsc pochówku zmarłych, niezależnie od tego czy są to katolicy, prawosławni, grekokatolicy czy protestanci te miejsca z reguły są utrzymywane w dobrym porządku.

Ale nie mówimy o cmentarzach wojskowych, tylko o parafialnych.

Mówimy o parafialnych cmentarzach.

Dlaczego Zabużanie krzyczą, że w ogóle jest tam stan opłakany?

Możemy spojrzeć na jedne i na drugie cmentarze. Możemy zrobić zdjęcia i w Polsce, i na Ukrainie i zobaczymy, jaka jest różnica.

To może być dobra idea – zrobić wspólny album pod tytułem na przykład „Stan pamięci”.

Ale poszedłbym krok dalej. Ten album to byłby takim początkiem tego lepszego działania, o którym Pan Redaktor mówił. Te porządkowe działania, opisywanie stanu cmentarzy byłyby wzmocnione przez to, że Polacy i Ukraińcy razem wykonywaliby prace na swoich cmentarzach. Bo tu chodzi też o integrację, o przełamanie barier w naszej świadomości. Jestem na to otwarty, jestem w stanie zorganizować pobyt młodzieży ukraińskiej w Polsce uczestniczącej w takiej akcji.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK