Artykuły
  • Register

anna hejman fotoMisją Fundacji Towarzystwo Demokratyczne Wschód jest rozwój społeczeństwa obywatelskiego w Polsce oraz krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Ostatnio przeprowadziła ona szkolenia dla dziennikarzy mediów polskich na Wschodzie. Uczestniczyli w nim także przedstawiciele Monitora Wołyńskiego. Przy okazji porozmawialiśmy z prezesem Fundacji TDW Anną Hejman.

– Pani Prezes, jak długo Fundacja działa w temacie Wschodu?

– Fundacja Towarzystwo Demokratyczne Wschód w tym roku obchodzi 10-lecie istnienia, ale tworzyły ją osoby, które pracę dla Wschodu zaczęły w pierwszej połowie lat 90-tych. Właściwie można powiedzieć, że to były pierwsze takie działania, które obejmowały pomoc Polaków dla Wschodu, nie była to jednak pomoc dla Polaków na Wschodzie. Prowadziliśmy projekty m.in. dla Ukraińców, Białorusinów. Dużym projektem było np. wsparcie organizacji pozarządowych na Krymie, program na Kaukazie itd. W tej chwili z tych programów pozostał program dla mediów, który realizowaliśmy w Gruzji i w Mołdawii. W 2005 roku prowadziliśmy program dla prasy polskiej i polonijnej ze Wschodu. Obecnie też działamy na rzecz mediów polskich na Wschodzie.

– Skąd taka inspiracja Wschodem?

– W niektórych fundacjach i organizacjach pozarządowych tworzonych po 1989 roku, kiedy Polska zaczynała być samodzielnym krajem, znalazła się po prostu grupa ludzi, których ten problem interesował. Wiedzieliśmy wtedy, że na Wschodzie dzieje się też mnóstwo ciekawych rzeczy. To było zainteresowanie i pasja. Jeden kolega interesował się Białorusią, dzisiaj prowadzi własną organizację, która wspiera Białoruś na różne sposoby. Koleżankę fascynował Kaukaz, w tej chwili jest ambasadorem w jednym z krajów Kaukazu. Zatem inspiracja Wschodem wynika właśnie z takich zainteresowań i fascynacji.

– W jakiś sposób implantujecie zasady demokracji w te kraje?

– Nasza organizacja nazywa się Towarzystwo Demokratyczne Wschód i to jest sygnał, że tradycje demokracji są nam bliskie. Nigdy natomiast nie działaliśmy w ten sposób, że mieliśmy jakiś gotowy pomysł i jechaliśmy z tym, wmawiając ludziom, że to jest najlepsze. Po pierwsze zawsze staraliśmy się rozpoznać teren, na którym działamy, jakie tam są potrzeby i co z polskich doświadczeń może się przydać. Nigdy zaś nie działaliśmy na takiej zasadzie, że my tutaj znamy jakąś prawdę ogólną i przekażemy ją. Raczej mówiliśmy tak, że np. u nas w Polsce to się robi tak i tak i opowiadamy wam o tym. A co wy z tym zrobicie, to już jest wasz wybór. Często było tak, że tylko część naszych polskich doświadczeń była przekładalna, ze względu na tradycje, specyfikę danego kraju, itd.

img 4286

– Jak Pani uważa, czy te 10 lat nie poszły na marne? Jaki Pani zdaniem jest Wschód – w rozwoju, w stagnacji?

– Mój kolega, który prowadzi program białoruski, czasami ma takie właśnie poczucie, że dużo działań poszło na marne. Nie wiem, czy to tak jest. Oczywiście, zawsze to staraliśmy się skupiać na małych środowiskach i robić bardzo konkretne rzeczy. My nigdy nie organizowaliśmy dużych konferencji, okrągłych stołów itd., które pewnie też są potrzebne. Zawsze natomiast skupialiśmy się na konkretnych grupach. Jeżeli na organizacjach pozarządowych, to na kilku-kilkunastu w określonym regionie. Jeżeli na mediach, to np. na prasie lokalnej. Czy to poszło na marne? Myślę, że nie. Tylko to się wszystko znacznie wolniej dzieje, niż myśleliśmy, kiedy zaczynaliśmy naszą pracę.

Bardzo lubię takie działania, jak np. szkolenie z szaty graficznej gazet, które robiliśmy w Mołdawii. Na następnym szkoleniu widzimy, że 50 % gazet uczestniczących w szkoleniu zmieniło swoją szatę graficzną: unowocześniło i uatrakcyjniło ją. My zawsze staramy się działać do pewnego momentu. Jak już się okazuje, że wspomniane gazety mołdawskie świetnie sobie same radzą, my już tam nie proponujemy swojej pomocy. Np. na Krymie powstało dzięki naszej pomocy kilka takich organizacji pozarządowych, które teraz lepiej sobie radzą niż my– nauczyły się pozyskiwać fundusze, robią ciekawe rzeczy, wiedzą, czego chcą i o to chodzi.

– Jak Pani uważa, te pieniądze polskich podatników nie są utopione marnie na Wschodzie?

– Jako polski podatnik ja akurat mam takie poczucie, że jest naszym obowiązkiem wobec ludzi, którzy tam zostali, udzielanie pomocy i wsparcia. Nie chciałabym jednak, żeby te pieniądze były marnowane, chciałabym, żeby one były dobrze wydawane i skrupulatnie rozliczane.

img 4291

– Pani prywatne zdanie, czy w przypadku mediów, które są reprezentowane na tym szkoleniu – z Litwy, Białorusi, Ukrainy – czy te pieniądze są dobrze zagospodarowane? Jakie są owoce tej pracy?

– Na pewno jest w tych gazetach dużo rzeczy dobrych i ważnych. Na pewno jest też dużo rzeczy, które można i warto byłoby zmienić. Między innymi po to się spotykamy. Mnie co innego nastraja optymistycznie, jak patrzę na uczestników naszego szkolenia. Pamiętam szkolenie sprzed paru lat i teraz widzę, że jest duży odsetek ludzi młodych, którzy studiowali w Polsce i wrócili. Zajmują się mediami. Czasami mają już zupełnie inny sposób patrzenia na te media, niż ci, którzy je zakładali. Potrafią sprostać wyzwaniom czasów, w których żyjemy, co nie znaczy, że się odcinają od tradycji czy wartości.

– Jacy są ludzie zza wschodniej granicy?

– Serdeczni, łatwo z nimi nawiązać kontakt. Lubię się spotykać z nimi. Poza tym mam wrażenie, że ludziom na Wschodzie chce się coś robić.

– Czy nie sięgacie po ich optymizm?

– My się uczymy Wschodu od wielu lat. To nie jest tak, jak moje pokolenie było wychowane, że Związek Radziecki to jest wszystko to samo. Przecież różnice między Gruzją, Armenią, Białorusią, Litwą, czy nawet Ukrainą Wschodnią, Zachodnią i Południową są wielkie. To jest ogromne bogactwo.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK