Artykuły
  • Register

IMG 4537Na jego przedstawieniach nigdy ani reżyser, ani aktorzy nie wychodzą na brawa. To, że spektakl Leszka Mądzika w Łucku nie miał, według wielu wielbicieli sztuki teatralnej, logicznego końca, chyba wywołało w widzach pytanie – „Co to było?"

W sobotę 1 grudnia b.r. w Katedrze Św. Piotra i Pawła w Łucku, aktorzy Sceny Plastycznej KUL wystąpili ze spektaklem „Bruzda", którego reżyserem, scenografem i jednocześnie odtwórcą głównej roli, był Leszek Mądzik.

O tym spektaklu mówią, że dotyka kondycji człowieka, że jest egzystencjalny, że mówi o drodze krzyżowej, że ma nietypową strukturę. Reżyser natomiast uważa, że chcąc wytłumaczyć spektakl, próbując go intelektualizować, oddalamy się od prawdy.

- Spektakl raczej jest skierowany na emocję, niż na jakąś analizę intelektualną. W tym spektaklu trzeba się znaleźć, a nie być tylko obserwatorem. To nie jest spektakl, który jest grany aktorsko. On jest pewnym stanem przeżyć, który w sobie wyzwalamy. Ten nasz dialog jest autentyczny – mówi Leszek Mądzik.

Cały dramat dzieje się bez słów. Reżyser jako przewodnik sztuki, wwozi na taczkach i zrzuca na ziemię papierowe kokony. Kieruje na nie strumienie ziarna. Wykluwają się z nich cztery osoby, którym mistrz pomaga przebić się przez przegrody i przejść przez wypełnioną wodą bruzdę. Postacie kolejno znikają za kurtyną. Następnie ich śladem, bez najmniejszych przeszkód, przechodzi ubrane w białe szaty dziecko, które siada z nimi za jednym stołem.

IMG 4518

Fabuła jest pewnym skrótem drogi krzyżowej człowieka i wędrówki w czasie. To właśnie czas, według reżysera, jest bohaterem tego spektaklu. Rodzi się z kokonu, od którego rozpoczyna się nasz proces przemijania, proces, który nas powoli zabiera... Spektakl, mimo napięcia, nie pokazuje tragedii człowieka, który staje się bezsilny w walce z czasem. Uzmysławia nam, że człowiek nosi w sobie jakąś tajemnicę i że nic w naszym życiu, nie dzieje się przypadkiem. To moment, kiedy na scenie pojawia się dziwny, biały anioł w postaci dziecka - symbol czystości, niewinności i wiary. Apogeum sztuki jest zupełna cisza na widowni, i może jeszcze pewny „niedosyt", który towarzyszy widzom dłuższy czas.

Janusz Buchoski, jeden z aktorów, którzy zagrali w „Bruździe", mówi, że nauczył się w niej dystansu do siebie, do życia, pozbycia się własnego ja w imię sztuki, przemyślenia swojego życia, odnalezienia siebie i swojego miejsca w przestrzeni. Jego zdaniem po tym spektaklu widz pozostaje z obrazem, jakim się spektakl zakończył i powinien przeżyć sobie to wszystko.

Scena Plastyczna KUL występuje z tym spektaklem już od kilku lat. „Bruzda" zazwyczaj jest grana w świątyniach. Powstała także w świątyni – w Kazimierzu Dolnym. Grana była także w salach teatralnych i na klasycznych scenach. „Ale ten spektakl najlepiej czuje się w świątyni. Po prostu ta naturalność widzów daje przeczucie, które nas prowadzi jednak do sacrum, a przecież nic silniej w architekturze tego nie odda, jak świątynia" – mówi Leszek Mądzik.

Spektakl gościł już na Litwie, w Niemczech, w Czechach, w Peru. Na Ukrainie pokazywano go m.in. w Drohobyczu i we Lwowie. Reżyserem i autorem scenariusza jest Leszek Mądzik. Kopalnią, z której reżyser, jak sam mówi, czerpie, jest KUL, skąd zawsze ma młodych ludzi na bieżąco grających w teatrze. Z tą uczelnią reżyser jest związany od ponad 40 lat. Zespół, który gra „Bruzdę", jest zmienny. Autorem muzyki jest estoński kompozytor, wielki sakralny twórca Arvo Pärt.

 IMG 4527

Reżyser pozytywnie mówi o ukraińskiej widowni, uważając, że nie jest jeszcze skalana chorobą komercjalizacji, materializacji.

- Po prostu przeczuwam tutaj taką widownię, która szybciej w tę naszą materię wchodzi, w tę ekspresję i dramat, który chcemy pokazać. Jest coś szybszego w kontakcie. To pomaga i daje taką wiarę, że jest sens, by ten spektakl istniał nadal.

Gdy powiedzieliśmy reżyserowi, że widzowie po ukończeniu spektaklu nie wychodzili, siedzieli w zupełnej ciszy, ponieważ oczekiwali na to, że reżyser i aktorzy wyjdą do nich, Leszek Mądzik powiedział:

- Ten spektakl ma taką potrzebę, żeby samemu chcieć więcej zobaczyć, ale w sobie. My go w pewnym momencie przenosimy na wrażliwość i na wyobraźnię widza. Nigdy u nas aktorzy nie wychodzą do braw, aby nie zburzyć nastroju i napięcia, które było przez cały spektakl budowane.

Natalia DENYSYUK