Artykuły
  • Register

mur

20 lat temu został zburzony - mur berliński

Betonowa granica

Jesienią 1949 roku w centrum Europy, w Berlinie dokonał się podział Niemiec, wskutek czego powstały dwa państwa: Republika Federalna Niemiec (RFN) i Niemiecka Republika Demokratyczna (NRD). Właśnie tu w okresie powojennym dokonano sztucznego podziału świata na tak zwany «zgniły Zachód» i «kwitnący socjalizm». Jednak od tej pory dziesiątki tysięcy ludzi zaczęło uciekać z komunistycznego reżimu w kierunku, gdzie zachodzi słońce. Z takim stanem rzeczy absolutnie nie zgadzały się ówczesne władze partyjne ZSRR. W sierpniu 1961 r. władze radzieckie i wschodnioniemieckie podjęły decyzję o zamknięciu granicy pomiędzy dwiema częściami Berlina. Obudziwszy się rano 13 sierpnia mieszkańcy Berlina zobaczyli, że droga do zachodniej części miasta jest zablokowana przez uzbrojonych żołnierzy. Ulica została zamknięta zasiekami z drutu kolczastego i wzięta pod ochronę. Na granicy między dwiema częściami miasta z szarych betonowych płyt został zbudowany słynny mur berliński.
O ile po wschodniej stronie ściana znalazła się pod ochroną, to po zachodniej  kilka razy próbowano ją zburzyć. Kraje zachodnie wyraziły protest z powodu podziału miasta. W październiku konflikt osiągnął swe apogeum. Przy Bramie Brandenburskiej w pobliżu głównych przejść granicznych po zachodniej stronie stały amerykańskie czołgi, a po wschodniej — radzieckie maszyny bojowe. W ciągu prawie doby amerykańskie i radzieckie maszyny bojowe stały ze skierowanymi do siebie lufami. Jednak do starcia, które groziło początkiem kolejnej wojny światowej, nie doszło.
Oficjalnie o podziale miasta zdecydowano w 1971 roku po podpisaniu umowy pomiędzy czterema krajami (ZSRR, USA, Wielka Brytania i Francja). W całym świecie budowę muru berlińskiego uważano za symboliczne dokończenie powojennego podziału Europy.
W latach 80-tych odbywały się masowe ucieczki obywateli NRD do RFN. Obywatele Wschodnich Niemiec wykorzystywali do ucieczki otwartą granicę między Węgrami i Austrią. Pieriestrojka w ZSRR wywołała otwarte niezadowolenie ze strony kierownictwa NRD, które pragnęło zrobić wszystko, żeby zmniejszyć jej wpływ. Ale szerokie masy ludności niemieckiej wyraziły poparcie dla zmian. Przyjazd Gorbaczowa w październiku 1989 roku, na uroczyste obchody 40-lecia NRD doprowadził do rozwoju masowego ruchu  odnowy. Walka z tym ruchem była już niemożliwa.
W dniu 4 listopada 1989 roku w Berlinie odbyła się półmilionowa demonstracja, 7 listopada rząd podał się do dymisji a 9 listopada mur berliński został zburzony. Kawałki ze zburzonego muru zostały pomalowane w jaskrawe kolory symbolizujące pokój i zjednoczenie Europy.
Obalenie muru berlińskiego stało się dla wszystkich państw Europy Wschodniej kolejnym bodźcem do pokojowych zmian i odrodzenia niepodległości. Przykład Niemiec zademonstrował bezsens i nieskuteczność sztucznych podziałów. Żadne granice nie mogą powstrzymać wyrażania woli ludzi i procesu tego nie może pohamować żadna ideologia.

... i granica polityczna

Niestety większość współczesnych polityków już niepodległej Ukrainy nie wyciągnęła wniosków z tego doświadczenia. Wraz ze zbliżaniem się  kolejnych ogólnoukraińskich wyborów, politycy  budują «mury berlińskie» w naszym państwie przyciągając w ten sposób minimalny procent elektoratu i powodując konflikty między Ukraińcami z różnych części kraju. Podczas prezydentury Krawczuka i Kuczmy jedną z niewielu ich zasług było zjednoczenie Ukraińców, odnalezienie wspólnych korzeni.

Pamiętamy separatystyczne oświadczenia prorosyjskich polityków nawołujące w 2004 roku do utworzenia odrębnego państwa przez wschodnie obwody Ukrainy. Od tej pory z odrazą odbieramy oświadczenia niektórych polityków, którzy  uważają, że i Krym nie może być ukraiński. Starają się akcentować, że w żyłach mieszkańców Wschodniej i Zachodniej Ukrainy płynie zupełnie inna krew i ich mentalność diametralnie się różni. Czy coś takiego możemy zobaczyć podróżując przez  Ukrainę? Spotykając się z Ukraińcami z różnych regionów zauważyłem, że w naszych rozmowach nie  ujawniają się żadne różnice ideologiczne, konflikt może zostać wywołany chyba tylko przez politykę. Po co więc nadeptywać na stare zardzewiałe grabie przeszłości, żeby do potłuczonej głowy przyszła bezmyślna idea budowy murów w naszych sercach i mnożenia granic w państwie, zamiast budowy przedszkoli i szkół? W ciągu szarych 18 lat niepodległości Ukraina nie znalazła tej  optymalnej drogi, która poprowadziłaby nas w prawidłowym kierunku. Nasi zachodni sąsiedzi znaleźli dla siebie drogę do otwartego europejskiego domu, my natomiast idziemy kierując się kilkoma jednocześnie wektorami w swojej polityce. Odnoszę wrażenie, że nasi liderzy nie zrozumieli najsłynniejszej baśni Kryłowa z programu szkolnego. Istnieją nawet tacy, którzy marzą o przywróceniu starego reżimu.

Sytuacja na Ukrainie zmienia się  każdego dnia, chmury się zagęszczają. Jeżeli dzisiejszy stan rzeczy nie zmieni się, to obudziwszy się pewnego ranka po długim śnie, ze zdziwieniem zauważymy, że zamiast jednoczącego nas z Europą Bugu będzie stała nowiutka otynkowana na szaro wysoka ściana, na której nawet pisać nie będzie nam wolno. Miną lata i ona prędzej czy później  zostanie zburzona.  Jednak my możemy tego nie doczekać, więc czy są nam potrzebne takie eksperymenty?

 

Wiktor JARUCZYK