Artykuły
  • Register

To miał być artykuł o koncercie «Pikkardijskiej Tercji» w Doniecku. Ale chyba nie uda się. Za dużo się wydarzyło.

Kiedy obudziłam się w czwartek 22 maja i przeczytałam w wiadomościach o zabójstwie żołnierzy pod miasteczkiem Wołnowacha, to zrozumiałam, że ciężko będzie mi pisać o koncercie. Po raz któryś zadaję sobie pytanie, na które nie mam odpowiedzi: dlaczego i po co zginęli ci chłopcy? Ile jeszcze matek będzie opłakiwać swoich synów? Ile jeszcze żon nie doczeka się mężów? Ile jeszcze dzieci zostanie bez ojców?..

Ludzka pamięć ma dziwną, wręcz niezbędną właściwość: negatywne wspomnienia zapomina się szybciej. Ale tego, co się dzieje teraz w moim kraju, ja nie zapomnę nigdy. Obiecuję. Płakałam, kiedy pobito studentów na Majdanie, płakałam, kiedy w lutym strzelano do ludzi. Dziś już nie płaczę. Wiem, co mam robić.

Jeszcze na początku tych wszystkich wydarzeń, przeglądając sieci społeczne, obiecałam sobie, że nie będę zamieszczać postów, które niosą nienawiść, agresję, niezależnie od tego, w którą stronę będą skierowane. Dotrzymałam obietnicy do dziś.

Podróż do wolnej Ukrainy

Na majówkę pojechałam do domu, do obwodu lwowskiego. W pracy zażartowałam: «Trochę pożyć na wolnej Ukrainie». Niektóre koleżanki szczerze się cieszyły i zazdrościły. Od innych usłyszałam o juncie i o tym, że Majdan niczego nie zmienił, a tylko jedne twarze zamieniły się na inne. Możliwe, że teraz wszystko tak właśnie wygląda. Ale zmienili się ludzie. Odczułam to od razu na dworcu we Lwowie. Okazywali mi pomóc zanim jeszcze ich o to prosiłam. Jakiś pan przy wysiadaniu z pociągu pomógł mi z walizką. Pracownik dworca autobusowego, zauważywszy mój pogubiony wygląd przed taką «obfitością» rejsów autobusowych, sam zaproponował mi swoją pomoc. Już przy wyjeździe z dworca zobaczyłam stojącego pod drzewem chłopca, obok którego na ziemi leżały rowery i plecaki. Chyba czekał na przyjaciół. Był ubrany w t-shirt z dwugłowym orłem i napisem «Россия». I nikt nie zwracał na niego uwagi. Ciekawe, pomyślałam, czy ja stałabym teraz tak spokojnie w Doniecku ubrana w barwy narodowe…

W domu kwitły drzewa i tak pięknie śpiewały słowiki. Dziesięć dni bez internetu, bez ciągłego czytania wiadomości, bez obcych symboli na ulicach i bez uzbrojonych ludzi.

Musiałam pojechać na jeden dzień do miasta. Już od dawna nie chodziłam po Lwowie, jakoś zawsze przejazdem. A miasto się zmieniło, stało się bardziej otwarte i komfortowe. Wysiadłam z tramwaju na Ruskiej i skierowałam się do przejścia. Właśnie zapaliło się czerwone światło, więc czekam. Podszedł chłopak z dziewczyną i wcisnęli przycisk, który zapala zielone światło dla przechodniów. O, coś takiego widziałam tylko w Warszawie. Śmiali się. Jakaś starsza pani, nie czekając, zaczęła przechodzić przez ulicę. Usłyszałam od dziewczyny: «Proszę pani, ale tu nie wolno przechodzić na czerwonym, tu Europa». Tak, naprawdę, tu Europa. Ale nie tylko dzięki wygodnym przejściom. Europa jest już w głowach ludzi. I to, czy Ukraina kiedykolwiek stanie się członkiem Unii Europejskiej, już nie ma większego znaczenia. Oczywiście ja nie mam iluzji, że wszystko się zmieni w ciągu kilku dni, dzięki magicznej różdżce. Czeka nas ciężka praca, ale zmiany już się zaczęły. I czy władze chcą tego czy nie, już nigdy nie będzie jak dotąd. I lepiej by było, żeby mężowie stanu – byli, obecni i przyszli – o tym nie zapominali.

Donbas musi zadecydować sam, czy chce iść tą samą droga, co Lwów, Dniepropietrowsk, Zaporoże, Kijów. Nikt inny za nich tego nie zrobi. Kiedy na początku marca stałam się świadkiem protestu, na którym wykrzykiwano: «Путин придёт, порядок наведёт» («Putin przyjdzie, zrobi porządek»), wtedy zrozumiałam na czym polega różnica pomiędzy zachodem a wschodem. Na zachodzie ludzie już nauczyli się liczyć na siebie i na własne siły, a tu czekają, aż ktoś przyjdzie i wszystko zrobi. Mam wrażenie, że komunizm się skończył, tylko wódz zapomniał o tym powiedzieć narodowi.

Półtorej godziny w innym świecie

Koncert «Pikkardijskiej Tercji» w Doniecku jednak się odbył, dzień wcześniej — w Ługańsku. Bilety kupowaliśmy z przyjaciółmi jeszcze w marcu, kiedy Donbas nie był w ogniu, a teraz wątpiliśmy czy przyjadą. Ale artyści wyruszyli na Wschód. Nie wiem, czy oni wyobrażali sobie, jak to jest ważne dla ludzi. W mieście nie było reklamy występu, w odróżnieniu od zeszłego roku, tylko jedna czwarta najdroższych miejsc została wykupiona. Atmosfera przed koncertem była nieco trwożna. Ciężko było przewidzieć, co przyjdzie do głowy ludziom, w czyich rękach jest teraz broń. Przyjaciele zabrali ze sobą dzieci. Sześcioletnia Masza dopytywała się jak będzie po ukraińsku to lub inne słowo. Jechaliśmy przez prawie puste miasto. To dziwne — Donieck bez korków.

Przed salą koncertową grała orkiestra, obok w parku na placu zabaw, pod okiem rodziców, bawiły się dzieci. Trudno było uwierzyć, że kilkadziesiąt kilometrów stąd toczą się bitwy i giną ludzie. Ten moment, kiedy w czasie okupacji chodziło się do teatru, kina, grało się w piłkę, zawsze mnie dziwił w książkach o wojnie... Ciężko było zrozumieć jak to możliwe, a teraz jestem wdzięczna artystom za możliwość, aby na półtorej godziny zapomnieć o tym, co się dzieje wokół i zanurzyć się w inny świat. Świat bez wojny.

Ostatnio byłam na koncercie «Pikkardijskiej Tercji» we Lwowskim Budynku Muzyki Organowej i Kameralnej prawie 20 lat temu, a wydawałoby się całkiem niedawno. Myślami wróciłam do lat młodości, nauki we Lwowie. Niesamowita atmosfera, akustyka byłego kościoła świętej Marii Magdaleny, czarujące głosy śpiewaków — tego się nie zapomina. Teraz, patrząc na artystów, uświadomiłam sobie, jak dużo czasu upłynęło. A w tym czasie na scenie śpiewano nowe i stare pieśni, wtórowała im sala. Napięcie, które było przed koncertem, powoli znikało. Podczas utworu «Пливе кача» («Pływie kacza» – pieśń żałobna Majdanu – red.) łzy po raz kolejny pojawiły się w oczach, ludzie słuchali stojąc, ale nie wszyscy. Kilka osób siedziało. Po koncercie moja przyjaciółka powiedziała: «Może oni nie wiedzieli, o co chodzi?». Ja tak nie myślę, w dzisiejszych czasach to niemożliwe. Chyba mają inne wartości, innych bohaterów. Mam nadzieję, że wkrótce czas wszystko porozstawia na swoje miejsca.

Oksana OLSZANECKA