Artykuły
  • Register

DSC00421Jak wiele może znaczyć fotografia w naszym życiu? Jaki wpływ wywiera na nasz los? Jaki był los ludzi, których na niej widzimy? 

 

6 września 2013 roku odbyło się w Łucku otwarcie wystawy fotograficznej «Polska i Polacy na przełomie wieków» autorstwa Małgorzaty i Jerzego Karnasiewiczów z Krakowa. To szczególna wystawa, bowiem zawiera fotografie opisane. Opowieści przy zdjęciach, pozwalają poznać historię ludzi, przez co praca fotografika staje się bardziej zrozumiała dla odbiorcy, ponieważ sztuka wizualna jest dla oglądającego nie lada wyzwaniem. Światło, kompozycja, emocje oraz informacje zawarte obok prac, pokazują ile trzeba dać z siebie, aby pokazać człowieka drugiemu człowiekowi.

Jerzy Karnasiewicz znalazł chwilę czasu, aby odwiedzić Stowarzyszenie Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, spotkać się z jego członkami, a także z redakcją «Monitora Wołyńskiego». Opowiedział o swojej Rodzinie i o tym jak ważne jest, aby znać swoją tożsamość, o pierwszych spotkaniach i przygodach z fotografią i o tym, że fotografię można i należy czytać.

 

Spotkanie z fotografią

– Pierwszy kontakt z fotografią był dla mnie przerażający. Jako małe dziecko nie jeden raz widziałem, jak rodzice wyciągają z szafy jakieś pudła, rozkładają coś na stole i oglądają. W wieku około 5 lat wyciągnąłem z szafy jedno pudełko, a ONE (fotografie – red.) rozsypały się na podłodze w pokoju. I nagle ja lekko zdębiałem. Ludzie rozsypani po podłodze, patrzyli na mnie z pretensją i jakby zadawali pytania: Dlaczego mnie wyciągnąłeś z tej szafy? A ty wiesz, kim ja jestem? Ty mnie chcesz skrzywdzić? Ty chcesz mi co, kredką posmarować może? Dolepić oko albo ucho? Przeraziłem się patrzeniem na mnie postaci z tych fotografii. Byłem tak przerażony, że nie słyszałem wołania mamy na śniadanie. Gdy wkroczyła do pokoju zdenerwowana, oczywiście dostałem odpowiednią reprymendę, ale zaczęliśmy zbierać fotografie z podłogi. I o dziwo! W tym momencie, po raz pierwszy zobaczyłem, że moja mama płacze. Usłyszałem po prostu szloch, kiedy wzięła do ręki jakieś zdjęcie i próbowała mi coś powiedzieć. Ta fotografia, przy której moja mama tak bardzo płakała, to była fotografia jej brata Dymitra.

 

Rodzina i stare fotografie

– Rosłem. Kiedy już wspólnie z mamą wyciągaliśmy to pudełko, ona przy różnych fotografiach powtarzała historię naszej rodziny.

W jaki sposób zacząć przygodę z fotografią? Warto dowiedzieć się, kto jeszcze z rodziny żyje i szybciutko zabrać dyktafon, wziąć aparat i ruszyć, żeby zebrać o niej relacje. Zacząć trzeba od najbliższych. Najgorsze jest to, żeby wytrzeć z mózgu obraz najbliższych.Najgorsze jest to, gdy z mózgu «wyciera się» obraz najbliższych. Dlatego, kiedy było pięć minut, żeby uciec, to nikt nie brał byle czego, tylko była wzięta rzecz najważniejsza – wizerunek rodziców i najbliższych.Ja też w podróż zabieram wizerunki najbliższych – zdjęcia mojej żony i córki.

Z tej serii «uratowanych» zdjęć w mojej rodzinie, było zdjęcie Dymitra z kolegami. Żeby się dowiedzieć coś więcej o moim wujku, czekałem 25 lat. Czekałem, aż się rozpadnie Związek Radziecki, aż Archiwum Wschodnie Ośrodka «Karta» przyśle mi konkretne adresy archiwów w Związku Radzieckim, gdzie mogłem napisać, bo być może tam są dokumenty.

 

Wujek Dmitrij Richert

– On akurat nie zdążył. Wszystko działo się na Donbasie, w Kramatorsku. Miał 28 lat, był rok 1938, właśnie miał się żenić.

Mój wuj był fotografikiem. Dowiedziałem się o tym dopiero w 2009 roku w Doniecku. Zginął dlatego, że był z pochodzenia Niemcem, i dlatego, że miał sześć aparatów fotograficznych, w tym trzy zagraniczne. Więc jaki musiał dostać wyrok? Tylko jeden. Strzał w tył głowy.

 

Teczka

– Wydawało mi się, że jestem gotowy po tylu latach, aby usiąść w archiwum ukraińskim i z zimną krwią przejrzeć dokumenty. Kiedy pani oficer podała mi teczkę i tam było 20 stron, jak zabić człowieka – ja powinienem spokojnie ją otworzyć i spokojnie przeczytać: szpieg, dywersant, organizuje szajkę, która ma zniszczyć Związek Radziecki. Pani oficer, zanim podała mi teczkę, powiedziała do mnie tak: «Tylko proszę nie ochać i nie achać! I proszę tutaj nie robić scen. Proszę spokojnie sobie przeczytać».

Kiedy otworzyłem teczkę, to ja już niczego nie widziałem, literki popłynęły. Nie ochać i nie achać! – pomyślałem sobie. Chyba niejeden spadł tu z tego krzesła. Ale tobie się to nie podoba. Ty nie rozumiesz. Tobie nikogo nie zabili?

Matko Jedyna! Jednak, człowieku, nie jesteś gotowy. Życie cię nic nie nauczyło. Ta sytuacja cię przerasta. I każdego przerasta. Nie ma takiego, który będzie spokojnie czytał! Bo to jest ktoś z twojej rodziny!

Czytaj fotografię

– Czasami trzeba pójść głębiej. Bo dopiero wzruszenie, kiedy zadrgają nasze struny na sercu, doprowadza do tego, że będziemy rozumieli fotografię i wizerunek człowieka, że będziemy mieli wielki szacunek dla fotografii archiwalnej, dokumentalnej i inaczej spojrzymy na starą fotografię. Można powiedzieć, że sami nauczymy się ją czytać.

Czytając fotografię, zawsze zadajemy sobie pytanie: Dobry czy zły? Zdrowy czy chory? Skrzywdzi czy nie skrzywdzi? Co było dalej? Co cię spotkało?

A jak czytać wystawę? To jest trudne wyzwanie, bo my tak naprawdę przed chwilą, powiedzmy obieraliśmy ziemniaki, odbieraliśmy jakieś telefony… i nagle mamy odbierać coś zupełnie nowego. Jedna rzecz, jeden obraz na wystawie musi nas zauroczyć, reszta jest nieważna.

 

Czytaj przyrodę jak człowieka

– W przyrodzie drzewo jest człowiekiem. Jeżeli pochylimy się nad historią drzewa, łatwo zauważyć, że drzewo jest zdrowe i chore, że płacze, że usycha z tęsknoty. Drzewo jest fantastycznym tematem do fotografowania. To jest rzecz niezwykle cudowna. Ale fotografia pejzażowa, jest jedną z najtrudniejszych fotografii. Chociaż najwyżej ceni się portretowanie człowieka, to najtrudniejszy do uchwycenia jest pejzaż.

Swoje zdjęcia zrobiłem i przeżyłem. Teraz, na wystawie, daję szansę komuś wrażliwemu. I ja zezwalam na «Och!» i «Ach!» Bo fotografia jest po to, aby wzruszać.

Jadwiga DEMCZUK