Artykuły
  • Register

IMG 1686Trzy dni w Łucku gościli Waldemar Michalski i Łukasz Janicki – pracownicy redakcji ukazującego się w Lublinie kwartalnika «Akcent». To czasopismo poświęcone jest literaturze pięknej, sztukom plastycznym i naukom humanistycznym, ukazuje się w nim wiele tekstów o kulturze polsko-ukraińskiego pogranicza.

Nasza rozmowa w redakcji rozpoczęła się od spraw wołyńskich, o których opowiadał urodzony we Włodzimierzu Wołyńskim w 1938 roku pan Waldemar Michalski. Pod koniec wojny jego rodzina musiała opuścić rodzinną ziemię i przenieść się do Polski. Przyjeżdżał później kilka razy na Wołyń z rodziną. Opowiadał, że jego żona, czerpiąc wiedzę z prasy o Ukraińcach i tragicznych wydarzeniach na Wołyniu z lat 1943-44, bała się przyjechać na Ukrainę. Jednak kontakty z miejscowymi ludźmi uświadomiły jej, że Ukraińcy to przede wszystkim przyjaźni i życzliwi ludzie.

– Jak w latach komuny, zwłaszcza w latach 80-tych, kiedy powstał «Akcent», polska prasa opozycyjna traktowała Ukraińców?

– Zarówno w prasie opozycyjnej, jak i w «Akcencie», mimo pamięci o dramacie 1943 roku, zawsze głównym punktem widzenia było patrzenie w przyszłość, dążenie do pojednania poprzez wzajemne uświadomienie sobie nawet bolesnych krzywd. Bo proszę też pamiętać, że ataki ukraińskich grup nacjonalistycznych na wioski polskie – to jedna strona tej bolesnej prawdy. Ale w odwecie oddziały polskie także niszczyły wioski ukraińskie. To była często wzajemna walka, w której największy dramat ponosiły osoby bezbronne, przede wszystkim dzieci, kobiety, osoby starsze. Dużą rolę w sprawie pojednania zawsze odgrywał kościół katolicki, który nawoływał w imię zasad chrześcijańskich do przebaczenia nawet największych win.

Od samego powstania «Akcentu» uważaliśmy, że sztuka i literatura powinny budować most ponad podziałami. Mieliśmy świadomość tego, że sztuka i bezpośredni kontakt ludzi najbardziej łagodzą bolesne rany. Współczesna sztuka młodych Polaków i Ukraińców nastawiona jest na budowę wspólnej przyszłości, bez osądzania i rozdzierania ran. Ale proszę pamiętać, że ludzie, którzy stracili najbliższych – czy to Polacy, czy Ukraińcy – są ciągle obarczeni wizją i pamięcią dramatu swojej rodziny. To trzeba zrozumieć i o tym pamiętać wtedy, kiedy osoby dotknięte bolesną przeszłością w dalszym ciągu chcą jakiegoś zadośćuczynienia, chociażby poprzez słowo «wybaczcie». Odnoszę takie wrażenie, że Polacy są gotowi do takiego przeproszenia. Natomiast na Ukrainie, szczególnie młodzi ludzie, nie zawsze mają świadomość, co się w ogóle stało.

– Nie znają historii?

– Ja to obserwuję na podstawie własnych doświadczeń. Pamiętam, jak na szkoleniach języka polskiego dla obcokrajowców, pewna młoda Ukrainka z Włodzimierza Wołyńskiego, której pokazywałem zdjęcia tego przedwojennego miasta, powiedziała: «To chyba Włodzimierz, ale tu są polskie napisy». Powiedziałem jej wówczas, że Włodzimierz przed wojną był w obszarze państwa polskiego i to są zdjęcia z 1936 roku. Ona na to, że to niemożliwe: «Mnie w szkole tego nie powiedziano». I na tym polega dramat. Dlatego trudno jest w tej chwili od współczesnych młodych Ukraińców oczekiwać zrozumienia bolesnej przeszłości, ponieważ oni często nie wiedzą, co się działo. My, jako pokolenie schodzące, próbujemy budować mosty porozumienia z nadzieją, że przyjdzie niebawem czas, kiedy wszystkie swoje wady, winy, krzywdy uświadomimy i na zasadzie braterskiego podania ręki powiemy: «Było tragicznie, ale otwieramy nowy rozdział, żyjemy jako ludzie, którzy zachowując pamięć, chcą budować wspólną sąsiedzką normalność bez ciągłego rozdrapywania bolesnych ran».

Żeby ludzie siebie mogli poznać, muszą się kontaktować. Politycy nie wystarczą, muszą być kontakty bezpośrednie. Ale niestety w tej chwili te kontakty są utrudnione przez granicę, która dzieli Unię Europejską i Ukrainę.

Gdy wybuchł Majdan, w Polsce we wszystkich kościołach modlono się za pokój na Ukrainie, za to żeby nie zaczęły się bratobójcze walki. W kościołach były w tej sprawie czytane listy pasterskie dostojników kościoła do wiernych. Odbywały się różnego rodzaju koncerty na rzecz Ukrainy, były zbierane pieniądze i inne dary. Obecnie jest odpowiedni klimat do nawiązania przyjacielskich bezpośrednich kontaktów, także do wzajemnego przebaczenia win. Potrzebne są tylko normalne kontakty międzyludzkie. Budujmy wspólny dom, na zasadzie wzajemnego zrozumienia, wzajemnej sympatii, zaufania, podania ręki.

– Jak by Pan określił rolę «Akcentu» w tym pojednaniu?

– Od początku istnienia «Akcentu» mieliśmy świadomość, że sztuka jest powołaniem i misją. Należymy chyba do pokolenia idealistów i naszym patronem mógłby być Zbigniew Herbert, który uważał, że poprzez sztukę i słowo można zmieniać mentalność człowieka, budować mosty bardziej trwałe, niż budowane przez polityków. Doszliśmy do wniosku, że Lublin, który jest miastem partnerskim dla wielu miast ukraińskich, powinien być bramą na wschód dla całego europejskiego obszaru.

Przez taką bramę powinny przechodzić w obydwu kierunkach osoby, które myślą podobnie jak my, piszą ważne, potrzebne teksty, które mogą być z zainteresowaniem czytane w Polsce i na Ukrainie. Nasz od lat aktualny program redakcji to budowanie wspólnego pogranicza bez względu na różnice językowe, religijne, kulturowe czy etniczne. Po 1989 roku zacząłem jeździć jako członek Związku Literatów w delegacjach do Kijowa, do Lwowa. Spotkałem ludzi żyjących podobną ideą, zainteresowanych budowaniem wolnej i sprawiedliwej przyszłości. Ze starszej generacji był to Dmytro Pawłyczko. Poznałem też Mykołę Riabczuka i jego żonę, poetkę Natalię Biłocerkiweć. Przy kolejnym pobycie poznałem m.in Oksanę Zabużko, Oleksandra Irwanecia, Jurija Andruchowycza, Hałynę Kruk i Andrija Lubkę, a ostatnio Olenę Paszuk z Łucka. W «Akcencie» prezentowaliśmy ponad 100 współczesnych poetów, prozaików i eseistów ukraińskich.

– W jaki sposób prezentowano te osoby?

– Zapraszaliśmy ich do Lublina, mieli spotkania autorskie i zostawiali u nas teksty do druku – prozę, poezję, ale także krytykę literacką. Jeżeli chodzi o krytykę, to przez dłuższy czas drukowaliśmy głównie wypowiedzi Mykoły Riabczuka jako eseisty i publicysty. Ale nie tylko, bo równocześnie szukaliśmy krytyków i specjalistów od literatury ukraińskiej w Polsce. To oni w swoich publikacjach stwierdzali, że literatura ukraińska jest literaturą europejskiego poziomu. Odwołałbym się tutaj do nazwisk osób, z którymi stale się kontaktujemy. Na przykład Bohdan Zadura, który najpierw zaczął tłumaczyć poezję ukraińską, a teraz jego teksty tłumaczone są na język ukraiński. Jurij Andruchowycz był tłumaczony i drukowany w «Akcencie», ale także on tłumaczył naszych autorów na język ukraiński. Gościliśmy na naszych łamach Oleksandra Irwanecia, Wiktora Neboraka jak przedstawicieli grupy Bu-Ba-Bu, Iwana Łuczuka oraz Nazara Honczara jako reprezentantów grupy «Łuhosad» Zainteresowaliśmy wielu badaczy polskich tematem ukraińskim. Teksty, które pojawiały się w «Akcencie» zostały zauważone przez historyków czy krytyków literackich w Polsce. Drukowaliśmy np. teksty śp. Floriana Nieuważnego, specjalisty od literatury ukraińskiej. Jest nadal bardzo aktywny w ukraińskich sprawach literackich autor mieszkający w Poznaniu prof. Bogusław Bakuła. W jednym z najnowszych numerów opublikował tekst pokazujący znaczenie dzisiejszej poezji ukraińskiej dla świadomości młodego pokolenia ukraińskiego. Jest kilku innych młodych autorów, którzy podejmują tematy ukraińskie już nie tylko w «Akcencie». I to także jakaś nasza drobna zasługa w promowaniu literatury ukraińskiej w Polsce. Cieszy nas bardzo to, że zmieniliśmy pojęcie literatury ukraińskiej jako literatury postkomunistycznej, ludowej. Pokazaliśmy ją jako literaturę europejską.

Odwołujemy się często do tradycji polsko-ukraińskich literackich powinowactw. Jedną z postaci, którą często przypominamy na łamach «Akcentu» jest Józef Łobodowski. To on kiedyś napisał w wierszu «Pochwała Ukrainy»: «Idziemy serce przy sercu, dłoń w dłoni minione winy nawzajem przebaczać». Całe życie poświęcił budowaniu mostów polsko-ukraińskich. Chciałbym tu także wspomnieć o poecie Józefie Czechowiczu, który swoje wiersze zaczął pisać we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie pracował jako nauczyciel, był m.in. nauczycielem mojej matki. Czechowicz tłumaczył poetów ukraińskich, m.in. Pawła Tyczynę i Jewhena Małaniuka. Był zafascynowany Wołyniem, jako miejscem, gdzie autentycznie żyje poezja. W Chełmie przed wojną ukazywało się poetyckie czasopismo «Kamena», którego redaktorem naczelnym był poeta Kazimierz Andrzej Jaworski. On tłumaczył prawie 60 poetów ukraińskich w okresie międzywojennym.

Wspólna kulturalna tradycja to dzieło wielu pokoleń. To nie jest wymysł tylko «Akcentu». My po prostu kontynuujemy piękną, dobrą i szlachetną tradycję wspólnego powinowactwa polsko-ukraińskiego poprzez sztukę. To wszystko w jakiejś mierze pozytywnie owocuje. Współczesny Lublin stał się stolicą poetów wschodu i to cieszy.

IMG 1695– Czy można powiedzieć, że ukraińskie czasopisma kulturalno-literackie w podobny do «Akcentu» sposób promują literaturę polską na Ukrainie?

– Dotknęła Pani takiej sprawy, która jest naszą nadzieją. To wcale nie znaczy, że nie są znane nam podobne sytuacje. Proszę pamiętać, że we Lwowie ukazują się tomiki poetów polskich tłumaczonych na język ukraiński. W Kijowie pracują tłumacze polskiej literatury. Mógłbym tu wymieniać liczne przykłady i tytuły – polska literatura jest więc obecna na Ukrainie.

– Ale nie w takim stopniu, jak literatura ukraińska w «Akcencie»...

– Na pewno nie. Nie raz rozmawialiśmy w redakcji, że w zasadzie nie ma czasopisma na Ukrainie, które w podobny partnerski sposób prezentowałoby literaturę polską. Z drugiej strony nie dziwimy się, bo Ukraina w tej chwili wybija się na europejskość w sensie literackim i często dla ukraińskiego czytelnika bardziej atrakcyjne są teksty tłumaczone z języka angielskiego czy niemieckiego. My już ten etap mamy za sobą, bo coraz więcej naszej młodzieży wyjeżdża na Zachód, zna języki obce, czytamy więc utwory w oryginale. Natomiast na Ukrainie fascynacja Zachodem «przeskakuje ponad Polską» i sięga zachodnich autorów. Trzeba ten etap przejść, a później bardziej zainteresować się sąsiadem, bo jesteśmy sobie najbliżsi.

– Tłumaczenia jakich polskich pisarzy i poetów ukazują się w ukraińskich czasopismach literackich?

– W tej chwili możemy mówić o sporadycznych, ale dosyć często występujących tłumaczeniach literatury polskiej na język ukraiński. Oczywiście najczęściej tłumaczone są utwory Wisławy Szymborskiej, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza, Zbigniewa Herberta, Karola Wojtyły. Jeszcze w czasach sowieckich widziałem u Mykoły Riabczuka w Kijowie przetłumaczone przez niego na język ukraiński m.in. teksty Andrzeja Bursy, Karola Wojtyły i Zbigniewa Herberta.

Natomiast literatura ukraińska jest nieustannie obecna na łamach «Akcentu». W co drugim numerze są bloki ukraińskie. Przełomowy był wydany przez nas w 2000 r. numer «Czytanie Ukrainy», który pokazywał i zapowiadał ukraińską literaturę jako literaturę europejską. Pawłyczko, Riabczuk, Zabużko i inni pisarze z Ukrainy nie mogli się nadziwić, że w Polsce taka prezentacja się ukazała. Wtedy pytaliśmy, czy coś podobnego jest na Ukrainie. Odpowiedzieli: «Jeszcze nie dojrzeliśmy do tego».

– Czy w «Akcencie» poświęca się uwagę tylko Ukrainie, czy też innym krajom?

– Dominuje Ukraina. Chociaż dużo uwagi poświęcamy także literaturze węgierskiej. To tradycyjne związki polsko-węgierskie. Węgrzy zawsze wspierali Polskę w walce o niepodległość. Mieliśmy tematyczne numery poświęcone także Niemcom, Kanadyjczykom, Amerykanom, mamy zamiar zrobić numer włoski. Wydaliśmy też trzy numery tematyczne «Na pograniczu narodów i kultur», gdzie znalazły się też m.in. utwory białoruskie i litewskie.

– Czego Państwo szukają i co znaleźli na Ukrainie?

– Spodziewamy się normalnego ludzkiego partnerstwa, wzajemnego zrozumienia i zaufania, budowania wspólnej bezpiecznej i spokojnej przyszłości. Cieszymy się, że na Ukrainie są ludzie twórczy, gotowi do współpracy, otwarci, szczerzy, gościnni. Jest bardzo ważne, żebyśmy żyli w normalnym, otwartym świecie i siebie wzajemnie wspierali, bo człowiek oczekuje partnerstwa i chce mieć obok dobrego sąsiada i życzliwego przyjaciela.

Rozmawiała Natalia DENYSIUK

 

Matka Boska Wołyńska

Szła po grudzie Matka Boska

ukraińska niby polska –

suche trawy zaszumiały

zabłyskały lustra wody.

Ponad brzegiem na Horyniem

niesie światło w wąskich dłoniach

gdzie nienawiść – daje miłość

gdzie śmierć była – teraz życie.

Usłyszała pieśni z cerkwi

przystanęła nad popiołem –

śpiewał chór anielskich głosów

sprzed ołtarza w Kisielinie.

Trudnej wiary rozpal ogień

Święta Pani z Poczajowa

chustą okryj bose stopy

weź kropelkę wina…

Szła po grudzie Matka Boska

widziało ją wielu z bliska

uśmiechała się do dzieci

łaski pełna – promienista.

Waldemar Michalski