Rozmowy
  • Register

«Po prostu przyszli i zniszczyli nasze życie, stwierdzili, że mamy żyć inaczej» – mówi Aza Hołoszczapowa, prezes organizacji pozarządowej «Przesiedleńcy Krymu i Donbasu». Do Łucka przyjechała z Doniecka w roku 2014.

Rozmawialiśmy z nią podczas festiwalu międzykulturowego «Paleta Kultur», na którym «Przesiedleńcy Krymu i Donbasu» wraz z lokalnymi organizacjami mniejszości narodowych przedstawiali mieszkańcom Łucka swoją działalność.

Czy wewnętrzni uchodźcy przystosowali się do Łucka?
– Jestem w Łucku od ponad pięciu lat i nie znam osób, które nie przyzwyczaiły się do miejscowego życia. Wszyscy tu mieszkają, pracują. W ciągu pięciu lat nasza organizacja zrobiła wiele, aby Ukraińcy mieszkający na Zachodniej Ukrainie dowiedzieli się, kim są ich rodacy ze wschodniej części kraju.

Niestety, przez lata niepodległości władze nie zrobiły prawie nic, aby lepiej zintegrować regiony ze sobą. Pociągi jadące ze wschodu na zachód, na przykład z Mariupola do Lwowa, były najgorsze w taborze Ukrzaliznyci. Nie jest to tylko moja opinia, wiele osób z Łucka mówiło mi to samo. My, wschodniacy, wiedzieliśmy jedynie, że jest Lwów, turystyczna mekka, wizytówka Zachodniej Ukrainy. O Łucku niestety nie słyszeliśmy prawie nic. Podobnie jak mieszkańcy Wołynia i Łucka niewiele wiedzieli o Doniecku.

Ogólnie rzecz biorąc, funkcjonowało i nadal funkcjonuje wiele stereotypów na temat osób mieszkających na wschodzie lub zachodzie Ukrainy. Często straszono nas: ci to banderowcy, a tamci to bandyci. Chociaż w obu częściach kraju mieszkają dobrzy, gościnni, ciepli ludzie. Ukraińcy na ogół są życzliwym narodem. Oczywiście, ludzie są różni, ale w większości Ukraińcy reagują na czyjeś nieszczęście i pomagają sobie nawzajem.

Odczułam to, kiedy przybyłam na Wołyń. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez lokalną społeczność. Wielu zwykłych ludzi, naszych sąsiadów, pomagało moim rodakom, dawnym mieszkańcom obwodu donieckiego, ługańskiego, Krymu, urządzić się w nowym miejscu. Bardzo trudno jest zostawić cały majątek gromadzony przez lata i zacząć życie od zera. Jeśli masz tylko jedną walizkę, jeśli wcale nie liczyłeś, że wyjeżdżasz na długo, jeśli nie miałeś pojęcia, że możesz opuścić swój dom, swoje otoczenie, swój sposób życia... Dla osób w wieku dojrzałym jest to szczególnie trudne. Młodzież i dzieci łatwiej przechodzą przez takie zmiany.

Nie sądziliśmy, że będziemy musieli wyjechać na długo. Bardzo liczyliśmy na władze, oczekiwaliśmy od nich pewnych kroków. Niestety nie spełniły one naszych oczekiwań ani na Krymie, ani w Donbasie. Cały kraj czekał, kiedy będzie odpowiedź na agresję. Widzieliśmy, jak nasi ludzie śpiewali hymn Ukrainy, płakali, kiedy przejmowano ukraińską flotę. Zdawaliśmy sobie sprawę, że dzieje się coś złego, ale nie rozumieliśmy, dlaczego władze nie reagowały.

Podobnie niczego nie rozumieliśmy, kiedy Girkin został wyrzucony ze Słowiańska, a rosyjscy żołnierze z «opołczeńcami» cofali się kolumną, 60 km przez pola. Mogliby przecież zostać rozbici, można było nie oddawać Doniecka. Nie rozumiemy, dlaczego nasz prezydent Poroszenko nie dał takiego rozkazu. Gdyby wówczas zostali rozbici, nic by się nie wydarzyło. Donbas można było odbudować za rok, maksymalnie dwa. A teraz Rosja go zniszczyła.

Jak Pani sądzi, dlaczego akurat Donbas?
– Uważam, że Donbas zawsze był dla nich konkurentem, ponieważ tutaj jest produkcja stali i węgla. Jest tylko jeden światowy rynek, a my mieliśmy potężne firmy, które miały umowy z całym światem. Konkurowaliśmy z Rosją, dlatego w czasie wojny wywieziono stąd 26 zakładów z całym wyposażeniem. Teraz Donbas już nie jest dla Rosji konkurentem. Aby go odbudować, potrzebne są ogromne środki. Region stał się dla Rosji nieciekawy. Co więcej, Rosja osłabiła Ukrainę nie tylko gospodarczo, ale również moralnie i psychologicznie.

Co ma Pani na myśli?
– Część ludności Donbasu uległa rosyjskiej propagandzie. Są święcie przekonani, że jesteśmy tutaj uciskani za posługiwanie się językiem rosyjskim. Nie powiem, czasem zdarza się, że ktoś się do nas doczepi, kiedy usłyszy język rosyjski, poleci przejście na ukraiński. Mówimy płynnie po ukraińsku, ale na co dzień używamy ukraińskiego lub rosyjskiego zamiennie. Wiadomo, gdy osoba doświadcza silnych emocji, mimowolnie przechodzi na język ojczysty. A my dorastaliśmy w środowisku rosyjskojęzycznym, dlatego przechodzimy na rosyjski. A powiem, że rozmawiamy nawet nie po rosyjsku, tylko rosyjsko-ukraińskim «surżykiem», mieszanką, lokalnym dialektem, w którym jest wiele ukraińskich słów. Nigdy na przykład nie mówiliśmy «prud», tylko «stawok» (ros. prud, ukr. stawok, pol. staw – przyp. tłum.), nie mówiliśmy «dom» (po rosyjsku – przyp. tłum.), tylko «chata» (po ukraińsku – przyp. tłum.). Takich słów jest wiele, nauczyli nas ich nasi dziadkowie.

Jak Pani myśli, dlaczego ludzie uwierzyli w tę propagandę?
– Ponieważ w Donbasie mieszkali przedstawiciele ponad 100 narodowości, od lat kultywowana była wielokulturowość, ludzie zawsze byli z tego dumni. Rosja znalazła wątek, od którego można było zacząć. A teraz widzi pan, co z tego wyszło.

Od pięciu lat nie była Pani w Doniecku. Nie chce Pani pojechać do domu?
– Nie. Nie chcę, bo to jest dla mnie bolesne miejsce. Urodziłam się tam, a kiedy podróżowałam za granicą, mówiłam: «Donieck to najlepsze miasto na świecie». Donieck naprawdę był dla mnie najlepszy, bardzo wygodny, dobrze przemyślany, ciekawy. To było miasto młodzieży – ponad 100 tys. studentów! Przecież to połowa Łucka! Miasto wielu możliwości. Studenci na przykład w większości pracowali, zarabiali własne pieniądze, szybko robili karierę. Donieck był miastem kapitalistycznym, nawet rygorystycznym. Chcesz żyć lepiej – musisz ciężko pracować, spełniać wymagania stawiane w zakładzie pracy. Musisz udowodnić, że jesteś czegoś wart, nie słowami, ale czynami. Jeśli dobrze pracujesz, będziesz miał przyszłość, bez względu na to, kim jest twój brat, ojciec lub chrzestny. Mieliśmy oczywiście kumoterstwo, ale w mniejszym stopniu niż w innych miastach Ukrainy.

Nawet nasi oligarchowie prowadzili taki sposób życia. Na przykład Achmetow. Zbierał utalentowanych młodych ludzi z całej Ukrainy, aby pracowali w jego firmach. Dawał im «kijowską» pensję, płacił czynsz, żeby tylko dla niego pracowali. To było naprawdę innowacyjne miasto. Do tego Doniecka już się nie da wrócić. Jeśli będzie ukraiński, na pewno tam pojedziemy. Nie wiem, czy zamieszkamy, czy po prostu przejdziemy się ulicami. A teraz zdecydowanie nie chciałbym tam jechać. Nie chcę czuć tego bólu, spotykać tam zupełnie innych ludzi, uświadamiać, że to oni odebrali mi wszystko, na co pracowałam przez całe życie. Po prostu przyszli i odebrali, stwierdzili, że mamy żyć inaczej.

Na własnej skórze zobaczyliśmy, że tak się zdarza, że prawda nie jest ani czarna, ani biała, jest różna. Kiedy Wołyń został zajęty w 1939 r., a potem ponownie w 1941 r., kolejne władze dyktowały mieszkańcom Wołynia, jak powinni żyć. Nie podobało im się to, dlatego powstawały te wszystkie formacje wojskowe, pojawiały się różne konflikty.

Trudno to wszystko zrozumieć, ale niech historia nas oceni. Spróbujmy wczuć się w tę sytuację. Weźmy przykład OUN-UPA. Walczyli o życie na swojej ziemi, bronili prawa do decydowania w swoim imieniu. Każdy był w jakiejś swojej sytuacji. Ludziom trudno było się zdecydować. Ktoś walczył przeciwko nazistom, a ktoś przeciwko sowietom.

Ukraińcy są wolnym narodem. Nie znosimy, gdy narzuca się nam czyjeś zdanie. Dlatego ci, którzy nie chcieli żyć zgodnie z zasadami «russkiego miru», opuścili Donieck, bo pokojowe protesty kończyły się rozlewem krwi. Cokolwiek mówią desperaci, nie da się walczyć z czołgami i pociskami gołymi rękami. Dlatego przyjechaliśmy tutaj, na Wołyń.

– Czy został tam ktoś, z kim Pani utrzymuje kontakt?
– Tak. Zostało wielu ludzi, którzy z różnych powodów nie wyjechali: nie zdążyli, nie zrozumieli, nie uwierzyli, że to na długo, byli chorzy, nie mogli opuścić rodziców. Ci, którzy mają prywatne domy, przeważnie żyją na dwa miejsca, często tam jeżdżą. Domy są częściej rabowane, z mieszkaniami jest mniej zachodu: sąsiedzi mogą przypilnować, są bardziej bezpieczne.

– Czy mieszkający tam ludzie boją się z Panią otwarcie rozmawiać?
– Nie, normalnie rozmawiają. Oczywiście nikt nie może tam otwarcie wyrażać poglądów proukraińskich. Ludzie są zakładnikami, zawsze można pozbawić ich czegoś cennego. Mieszkańcy obwodu ługańskiego i donieckiego doświadczyli biedy, widzą, że nie ma miejsc pracy, że młodzież ucieka – ktoś na Ukrainę, ktoś do Europy, a ktoś do Rosji. Już na własne oczy się przekonali, do czego to doprowadziło. Wyjeżdżają ludzie, którzy mają jakieś zawody, którzy mogą coś zmienić.

Najgorsze jest to, że uciekają lekarze. Chociaż są też tacy, którzy zostali. Mieliśmy w Doniecku jeden z najlepszych ośrodków onkologicznych w Europie, z unikalnym sprzętem. Pracujący tam lekarze rozumieją, że jeśli zostawią ten sprzęt, będzie po nim. Dlatego zostali i pracują, bo jest dużo chorych na raka. Znam pacjentów onkologicznych z Kurachowego lub Marjinki, którzy jeżdżą leczyć się do Doniecka, takie jest ich życie. Widzi pan, ideologia swoją drogą, a życie swoją. I te puzzle się nijak nie układają.

– Nie uważa Pani, że problem Donbasu powstał, dlatego, że państwo lekceważyło człowieka jako najwyższą wartość?
– Myślę, że to największe nieszczęście krajów poradzieckich. Widzimy, jaki jest stosunek do człowieka w Europie, jak jest doceniany przez państwo. A Izrael? Przecież to wzór dla wszystkich! Życie ludzkie jest najcenniejsze. A w krajach poradzieckich tak nie jest. W Rosji sytuacja jest jeszcze gorsza. Tylko co nas to ma obchodzić? My sami mamy złą sytuację! Człowiek, który zdobywa władzę, zapomina, że jest takim samym obywatelem, jak inni. A kiedy ma już stołek, ludzie stają się nieistotni. Dopóki tak jest, będzie to szkodziło naszemu krajowi, nawet jeśli nastąpi poprawa gospodarcza. Dopóki na Ukrainie nie zmieni się stosunek do ludzi, nie będzie zmian jakościowych.

Rozmawiał Anatolij OLICH
Na zdjęciu udostępnionym przez Azę HOŁOSZCZAPOWĄ –
posiedzenie członków organizacji «Przesiedleńcy Krymu i Donbasu»

CZYTAJ TAKŻE:

KU PAMIĘCI ŻOŁNIERZY UKRAIŃSKICH, KTÓRZY ZGINĘLI W OBWODZIE DONIECKIM

DZIENNIKARZE ZE WSCHODU I POŁUDNIA UKRAINY ODWIEDZILI ŁUCK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1