Rozmowy
  • Register

W Łucku od roku nie było Konsula Generalnego RP. W kwietniu 2017 r. stanowisko to objął Wiesław Mazur. Dziś publikujemy tekst wywiadu, którego udzielił redakcji Monitora Wołyńskiego nowy Konsul Generalny.

– Panie Konsulu, Pana misja dyplomatyczna na Ukrainie nie rozpoczyna się od Łucka. Proszę powiedzieć kilka słów o pracy w poprzednich placówkach.

– Karierę dyplomatyczną zaczynałem od Mongolii, gdzie byłem kierownikiem administracyjno-finansowym z uprawnieniami konsularnymi. Później przez sześć lat kierowałem Wydziałem Konsularnym RP w Kairze, a następnie moja droga była ukierunkowana na Ukrainę. Od 2010 r. byłem Konsulem Generalnym RP w Odessie. Następnie zostałem Konsulem Generalnym RP w Sewastopolu. Odkrywałem ten konsulat, od początku go organizowałem, ale niestety również musiałem go zamknąć – po aneksji Krymu przez Rosję. 8 marca 2014 r. w ciągu 24 godzin musiałem zamknąć placówkę i uciekać przed moskalami z Krymu. Następnie przez ponad rok byłem Konsulem Generalnym RP we Lwowie i ze Lwowa miałem przyjemność przyjechać do Łucka.

– Czy Konsulat RP był jedynym konsulatem UE na Krymie?
– To był jedyny konsulat UE, dlatego informacje o wydarzeniach na Krymie, które szły w świat wysyłane były właśnie z polskiego konsulatu. Nasze życie było narażone na niebezpieczeństwo. Chcieli nas palić, wyrzynać łącznie z tym, że Rosjanie przygotowali na mnie zasadzkę i chcieli mnie porwać. Ale im to się nie udało.

– Rosjanie jako wojsko regularne czy tak zwani ochotnicy?
– Proszę Pana, oficjalnie tam nie było wojska rosyjskiego, tam były «zielone ludziki». Ale wiadomo, kto to był.

– Panie Konsulu, jakie są obecnie losy Polonii na Krymie?
– Trudna sprawa, ponieważ wiele osób po aneksji musiało przyjąć rosyjskie obywatelstwo, trochę osób wyjechało.

Mam kontakty z tymi ludźmi. Wielu z nich znałem wcześniej jeszcze jako Konsul Generalny RP w Odessie. Na Krymie było osiem organizacji polskich. 15 listopada 2013 r. odkryliśmy Centrum Nauki i Języka Polskiego w filii Rosyjskiego Uniwersytetu Ekonomicznego imienia Gieorgija Plechanowa w Sewastopolu. Te organizacje działają teraz w zupełnie innym formacie. Teraz podlegają pod Konsulat Generalny RP w Odessie.

Co tu dużo mówić. Dopóki Krym nie będzie wolny, to znaczy Rosjanie nie zostaną wypędzeni, to polscy obywatele czy osoby pochodzenia polskiego nie będą mieli tam spokoju i możliwości do normalnej działalności.

– Ale możemy się upominać przed ONZ czy innymi instytucjami.
– Oczywiście to robimy. Ja osobiście nigdy się nie zgodzę, żeby Krym nie był ukraiński i nie wrócił do Ukrainy. Agresorzy nie powinni tam dalej być. Polski rząd nigdy tego nie uznał. Przykładem tego, że nie chcemy uznać aneksji Krymu, było właśnie zamknięcie jedynego konsulatu UE na Krymie.

– Później pracował Pan we Lwowie…
– Najpierw była praca w MSZ, a następnie oczywiście Lwów.

Jest to największa polska placówka dyplomatyczna na świecie. Tam przed sobą miałem zupełnie inne zadanie. Głównym problemem tu, na Ukrainie, jest sprawa dostępu do wiz. Moim zadaniem i moją ambicją było, żeby mieszkańcy Lwowskiego Okręgu Konsularnego mieli łatwiejszy dostęp do wiz. Powiem nieskromnie, że to mi się udało z powodzeniem, ponieważ w ciągu roku przy tym samym zestawie kadrowym zwiększyliśmy z 380 tys. wydanych wiz w 2015 r. do 516 tys. w 2016 r., czyli o prawie 40 proc. To samo udało się nam z Kartą Polaka.

– W Łucku będzie miał Pan mnóstwo pracy.
– Uchodzę za dość dobrego organizatora, dlatego nie przyjechałem tu na wczasy. Przede wszystkim chciałbym, żeby to, co było do tej pory bardzo ważne w mojej pracy, było realizowane. Po pierwsze, żeby konsulat był otwarty dla ludzi. Mogę zadeklarować, że moje działania będą zmierzały do tego, żeby wszyscy pracownicy wychodzili naprzeciw i starali się pomagać tym osobom, które przychodzą do nas.

– Jaką funkcję będzie pełnił Konsulat Generalny w nowych, bezwizowych realiach?
– Jestem przekonany, że w niedługim czasie zostanie zlikwidowany ruch wizowy w strefie Schengen dla posiadaczy paszportów biometrycznych. Polska dyplomacja, i my również, bardzo lobbuje to, żeby Ukraina miała ruch bezwizowy. Niemniej jednak będzie on obejmował posiadaczy paszportów biometrycznych, w dalszym ciągu będzie aktualna sprawa wiz krajowych. Zdaję sobie sprawę, jakie jest zapotrzebowanie na tego rodzaju wizy i nie ukrywam, że cały czas polskie MSZ i my, jako pracownicy konsulatu, robimy wszystko, żeby usprawniać naszą działalność.

– Jak Pan sądzi, czy uda się wreszcie zlikwidować tzw. biznes wizowy?
– Ostatnio zmieniliśmy sposób rejestracji w systemie wizowym. Obecnie Centrum Wizowe samo dzwoni do osoby, która zapisuje się na złożenie dokumentów. Człowiek nie musi płacić komuś, żeby go zarejestrował. Obserwujemy, że ten system jest bardzo sprawny. Będziemy się starali, żeby osoby ubiegające się o wizy nie musiały korzystać z usług pośredników, ale żeby mogły w sposób naturalny i normalny zarejestrować się i złożyć dokumenty na wizę.

– W Łucku nadal jest wiele różnego rodzaju wizowych usług pośredniczych. Często się słyszy, że konsulat też jest wmieszany w ten «interes».
– Jeżeli mój pracownik – konsul czy pracownik miejscowy, ukraiński – działa nieuczciwie, to wtedy ja jestem za to odpowiedzialny. Uwagi do tego, co się dzieje wewnątrz, zdecydowanie przyjmujemy do siebie. Natomiast, proszę mi wybaczyć, ale za to, co dzieje się poza konsulatem i poza Centrum Wizowym, strona polska nie może ponosić odpowiedzialności.

– Lwów to miejsce zdecydowanie patriotyczne. Czy nie miał Pan tam żadnych problemów z władzami ukraińskimi?
– Wręcz przeciwnie. Jak wyjeżdżałem tu, do Łucka, spotkałem się z Olegiem Syniutką, przewodniczącym Lwowskiej Państwowej Administracji Obwodowej, z Oleksandrem Hanuszczynem, przewodniczącym Lwowskiej Rady Obwodowej, z merem miasta Andrijem Sadowym. Rozstaliśmy się z nimi w sposób bardzo przyjacielski.

Otrzymałem również pisemne podziękowanie za bardzo dobrą współpracę oraz utrwalanie dobrosąsiedzkich stosunków. Moją rolą jako konsula jest ścisła robocza współpraca z władzami miejscowymi, poprzez częste osobiste spotkania z nimi oraz wspólne rozmowy, rozwiązywanie problemów, analiza sytuacji, zapobieganie pewnym zjawiskom. Wspomnę chociażby o sprawie wysadzenia pomnika w Hucie Pieniackiej. Nasze wspólne działania z przewodniczącym obwodowej administracji spowodowały, że szybko opanowaliśmy sytuację.

– Są siły, tak w Polsce, jak i na Ukrainie, którym zależy na tym, żeby zepsuć dobrosąsiedzkie relacje między obu narodami.
– Historia Polski i Ukrainy ma nie tylko białe, ale i czarne strony. Uważam, że tymi sprawami powinni się zajmować historycy. Jak nie doprowadzimy do wspólnej oceny trudnych wydarzeń, to zawsze będziemy mieli problem z porozumieniem się.

– Czy w dobrą przyszłość możemy wejść dzięki wspólnemu polsko-ukraińskiemu podręcznikowi z historii?
– Zostało powołane Polsko-Ukraińskie Forum Partnerstwa składające się po obu stronach z historyków oraz ludzi nauki. Oni spotykają się, rozmawiają i próbują znaleźć wspólne stanowisko, które nie powodowałoby tylu emocji, co obecnie. Uważam, że te działania idą w dobrym kierunku.

Podstawowym elementem jest sprawa przyszłości. Tu jest bardzo dużo do zrobienia. Polska była i jest orędownikiem wstąpienia Ukrainy do UE. Mamy wiele do zrobienia na niwie współpracy samorządowej, jest mnóstwo programów unijnych i będę dążyć do tego, żebyśmy mogli zrealizować jak najwięcej projektów, które służą wspólnym sprawom, m.in. bezpieczeństwu Ukrainy.

– Czy ostrzał konsulatu stanie się punktem zwrotnym w relacjach polsko-ukraińskich?
– Nie ma tu żadnego punktu zwrotnego. To są kolejne działania grup, środowisk ludzi, które próbują skłócić Polskę z Ukrainą. I tutaj dla mnie nie ma żadnego tematu, który rzutowałby na współpracę. Wręcz przeciwnie – pokazanie jedności, współdziałanie, wspólne rozwiązywanie problemów powoduje, że tym grupom, nieprzyjaznym Polsce i Ukrainie, wytrącamy argumenty.

– Być może, takim momentem zwrotnym, sprawdzianem naszych relacji byłoby otwarcie pomników w Sahryniu i Ostrówkach…
– Nie stawiałbym tak spraw, że jak czegoś nie zrobimy, to będzie złe. To skrajne opinie. Mnie się wydaje, że ocena wzajemnych stosunków musi przebiegać inaczej. Ważne jest to, jak my ze sobą rozmawiamy, co reprezentujemy, jak do siebie się odnosimy, jak rozumiemy się nawzajem, czy możemy rozmawiać.

– Panie Konsulu, cały czas odwołujemy się do tej trzeciej strony. Ostatnio w wywiadzie dla Radio Maryja pewien profesor z Lublina krytykował taki sposób tłumaczenia wydarzeń w relacjach polsko-ukraińskich. Powiedział, że powstała «sekta wyznawców trzeciej siły», do której należą ambasadorzy RP na Ukrainie i Ukrainy w Polsce oraz szereg wybitnych dyplomatów.
– Trudno zabronić ludziom wypowiadać różne opinie. Są to poglądy tego profesora, a nie poglądy rządu, czyli nie jest to oficjalne stanowisko państwa. Dlatego ja nie przywiązuję wagi do tych słów. O mnie też się różne rzeczy wypowiada, ale jak mnie człowiek poznaje, jak ze mną rozmawia, oceni moją pracę, zaangażowanie, jak działam, to dopiero może powiedzieć, jakim jestem człowiekiem. Jest demokracja i ludzie mają prawo mówić różne rzeczy. Ja będę się koncentrował na oficjalnym stanowisku rządu polskiego, a przykładów współpracy na poziomie prezydentów, parlamentarzystów, marszałków mamy dużo.

– Poznał Pan Polaków na Krymie, w Odessie, we Lwowie. Jakie słowa skierowałby Pan do miejscowych Polaków na początku swojej misji?
– Przede wszystkim chcę Państwa zapewnić, że konsulat jest dla Państwa, a ja jestem do Państwa dyspozycji. Chciałbym podziękować wszystkim polskim organizacjom za ich działalność, za krzewienie kultury polskiej, za pokazanie jak można żyć w społeczeństwie i godnie współpracować na rzecz rozwoju dobrych relacji między Polską a Ukrainą.

Jak będę kończył swoją pracę w Łucku, to chciałbym się tak z Państwem rozstać, jak rozstałem się z Polakami we Lwowie.

– Na Wołyniu Polaków ubywa, natomiast przybywa tak zwanych polskich organizacji, które niekoniecznie skupiają wokół siebie osoby polskiego pochodzenia. Czasem odnoszę wrażenie, że powstają one tylko po to, żeby wydawać Kartę Polaka czy załatwiać swoim członkom wizy.
– Pierwsza podstawowa sprawa – żadna organizacja polska nie jest od zajmowania się wizami czy Kartą Polaka. Jeżeli jakieś organizacje miały przywileje, to z tym momentem ich nie będą miały, bo nie organizacja ubiega się o Kartę Polaka, ubiega się człowiek, który powinien spełniać kryteria zgodnie z Ustawą o Karcie Polaka. Moim zadaniem jest spowodowanie, żeby była możliwość dostępu do konsula, złożenia dokumentów, przeprowadzenia rozmowy i ubiegania się o Kartę Polaka.

Nie jest moją rolą dzielić mieszkańców okręgu na lepszych i gorszych Polaków, bo to jest ocena bardzo subiektywna. Przede wszystkim dla mnie się liczy aktywność tych ludzi, to, co oni robią, z jakimi inicjatywami wychodzą.

– Panie Konsulu, proszę powiedzieć, co lubi Pan czytać, jakiej muzyki słuchać i czym zajmować się w wolnym czasie?
– Czytam głównie książki filozoficzne i historyczne. Lubię poważną muzykę. A w tych wolnych chwilach lubię gotować. Jestem niezłym chyba kucharzem. Poza tym lubię podróże. Z żoną już jesteśmy 40 lat, jesteśmy normalną rodziną, mamy jednego dorosłego syna. Mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem szczęśliwym w tym zakresie. A to, że jestem dyplomatą, powoduje, że muszę być bardziej oficjalny niż na luzie.

– Jakie miejsca chciałby Pan odwiedzić na Wołyniu?
– Jak byłem we Lwowie, to uczyłem się Lwowa. Teraz przyjechałem na Wołyń i będę się uczył Wołynia. Nie będę miał dużo czasu na zwiedzanie, ale przede wszystkim chciałbym poznać te główne miasta. Rozpocząłbym od Łucka, od zwiedzania twierdzy i klasztorów. Chciałbym poznać również Równe, Ołykę, Tarnopol…

– Panie Konsulu, jeżeli ktoś będzie «rzucał w Pana kamieniami», to czy z tych «kamieni» nie będzie Pan budował muru między Polską a Ukrainą?
– Są różne opcje wpisane w środowisko i one będą, czy to mi się podoba, czy nie. I teraz ważna tylko podstawowa sprawa – na ile, jeżeli się nie zaprzyjaźnimy, będziemy się tolerować i ze sobą współpracować. Jeżeli ktoś się ze mną nie zgadza, to ma prawo, ale to nie znaczy, że od razu trzeba rzucać we mnie kamieniami. Ja nigdy nie staram się rewanżować tym samym, bo to bez sensu. Trzeba wzajemnie się szanować, to powoduje, że możemy lepiej się zrozumieć.

Będę chciał, żeby środowisko mnie poznało, żeby zobaczyło, że jestem godnym zaufania człowiekiem. Ja Ukrainę kocham. I przyjechałem do Łucka, bo to ja go wybrałem. Uważam, że moje miejsce jest na Ukrainie. To jest piękny kraj, wspaniali ludzie. To jest sąsiad Polski i tutaj widzę możliwość dołożenia swojej cegiełki w tę dobrą relację, żeby nasze kontakty były naprawdę bardzo dobre.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK
Foto: Anatolij OLICH

CZYTAJ TAKŻE:

KONSUL DOROTA DMUCHOWSKA: «TO NIE JEST KONKURS WIEDZY O POLSCE»

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1