Rozmowy
  • Register

W siedzibie Ukraińsko-Polskiego Sojuszu im. Tomasza Padury w Równem odbyło się spotkanie ze znanym artystą, malarzem, grafikiem, ilustratorem i liderem zespołu «Ot Vinta» Jurijem Żurawlem z Równego.

Poruszając kwestie kulturowe nie ominęliśmy także zagadnień wspólnych dla narodu polskiego i ukraińskiego, które sprzyjają przezwyciężaniu stereotypów. W poniższym wywiadzie zostanie Państwu przedstawione nasze postrzeganie historii, wybitnych postaci wspólnej polsko-ukraińskiej przeszłości oraz stanu relacji pomiędzy naszymi narodami.

– Panie Juriju, zrealizował Pan udany projekt – kalendarz «Poznaj naszych» zawierający wizerunki znanych Ukraińców. Gdyby miał Pan coś podobnego zrobić, tyle że o wspólnych bohaterach Polski i Ukrainy, kogo przede wszystkim włączyłby Pan do swojego projektu?
– Na przykład, Tadeusza Kościuszkę i Konstantego Ostrogskiego. Trudno jednoznacznie określić ich narodowość: Ukrainiec, Polak, Białorusin czy Litwin, ponieważ są to postacie kluczowe dla całej Europy Wschodniej. Można tu również wymienić znanego Ukraińca o polskim nazwisku Skibicki, który w Ameryce Łacińskiej towarzyszył Szymonowi Bolivarowi, a także Jurija Drohobycza, rektora Uniwersytetu Bolońskiego i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, u którego jednym ze studentów był Mikołaj Kopernik. Mamy więcej wspólnego niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka.

– Czy znane są te fakty tzw. przeciętnemu Ukraińcowi?
– Tego nie wykładają w szkołach, nie piszą też w podręcznikach do historii. Ostatnio to właśnie ja muszę się tym zajmować, gdyż uważam, że poruszenie tej tematyki jest sprawą nad wyraz aktualną. Kiedy zbliżamy się, na przykład, do liceum wojskowego w Kijowie, widzimy przed nim pomnik Suworowa – tego, który niszczył nasze pragnienie wolności oraz był otwartym wrogiem zarówno Ukrainy, jak i też Polski. Trudno sobie wyobrazić, żeby gdzieś w Izraelu stanął pomnik Hitlera. A gdyby któregoś z licealistów lub wykładowców zapytać, dlaczego ten pomnik tu się znajduje, można byłoby usłyszeć w odpowiedzi: «Przecież było to ‘suworowskie uczyliszcze’».

Nie znamy własnej historii, a tym bardziej historii polskiego i litewskiego narodu. Jakie zatem wnioski należy wyciągnąć, aby wydarzenia z ciemnych kart historii nie powróciły? Mamy w równym stopniu pamiętać o dokonaniach pozytywnych, a także o błędach. Tragedia wołyńska nie miałaby tak ogromnej skali, gdybyśmy wtedy zdali sobie sprawę z tego, kto naprawdę skorzysta na tym konflikcie.

– Rok 2017 w Polsce ogłoszony jest rokiem Kościuszki. Pański potencjał artystyczny umożliwia podjęcie wyzwania i wykonanie – obrazu? – kompozycji muzycznej?
– Spróbuję. A propos uhonorowania wybitnych osób na szczeblu państwowym, zdradzę mały sekret. Mamy zamiar postawić pomnik Konstantemu Ostrogskiemu przy jednym z wjazdów do miasta Równego. Zasługą owego księcia była victoria orszańska, kiedy to wojska moskiewskie zostały pokonane. Wtedy, czy przypadkiem nie po raz pierwszy w historii, doszło do zastosowania artylerii polowej. Przedtem działa funkcjonowały wyłącznie w systemie obronnym, książę zaś przemieszczał je ustawiając w coraz to nowych lokacjach. Ostrogski aktywnie też stosował wykonaną z beczek przeprawę pontonową, dzięki której wojsko mogło zaskoczyć nieprzyjaciela w ciągu jednej nocy forsując rzekę.

– W tym kontekście chciałoby się zapytać Pana o losy projektu «Rysowanej historii Niepodległości Ukrainy». Czy cieszy się powodzeniem?
– Owszem, książka jest kupowana, cieszy się więc popularnością. Dobrze by było, gdyby zainteresowała się nią edukacja państwowa. Mam wrażenie, że robimy to mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, z góry zaś spływają świadome dyrektywy, aby dzieci nie uczono tego, czego należy uczyć. Kiedy podczas spotkania w Kolegium Pedagogicznym w Sarnach zarzucano mi obnoszenie się z patriotyzmem i wysłanie córki na studia do Polski, odpowiedziałem, że uważam, że polska edukacja rozwija się dynamiczniej.

– Co Pan odczuwa wchodząc do siedziby polskiego ośrodka w Równem?
– Jest mi równie przyjemnie i miło, jak wtedy, gdy wstępuję do Ośrodka Ukraińców w Kanadzie czy Domu Ukraińskiego w Odessie. Jest poza tym bardzo miło, że macie tu sporo rysunków dziecięcych, panuje atmosfera życzliwości i gościnności, a obok polskiej jest także ukraińska flaga.

– Wcześniej zespół «Ot Vinta» sporo koncertował w różnych polskich miastach. Czy planujecie nadal jakieś występy w Polsce?
– Zakaz wjazdu do Polski nie został nam cofnięty. Chodzi o to, że tą kwestią miałaby się zająć Ambasada Ukraińska w Polsce. Na własną rękę też nie chcielibyśmy się zwracać w naszej sprawie do Ambasady Polskiej na Ukrainie, ponieważ jest to w gestii odpowiednich przedstawicieli dyplomatycznych. A więc czekamy.

– Podobna historia przydarzyła się Prezydentowi Przemyśla, ale zakaz wkrótce został cofnięty. Być może zachodzi pewne podobieństwo między tymi dwoma przypadkami?
– Sytuacja, w której znaleźliśmy się, wywołała wręcz zachwyt u wielu ludzi. Później na Ukrainę nie został wpuszczony Prezydent Przemyśla. Tak naprawdę nie ma w tym nic dobrego. I bez tego między naszymi narodami przez długi czas zionęła przepaść. Jednak zagłębiając się w historię można dostrzec, że wówczas, gdy byliśmy razem, mogliśmy pokonać każdego. Sądzę, że z czasem dowiemy się o powodach, dla których Prezydent Przemyśla dał się przekonać kilku miejscowym kibolom o radykalnym usposobieniu.

– Czy nie wydaje się Panu, iż ten konflikt mógł być zainspirowany z zewnątrz, przez stronę trzecią?
– Naturalnie, należy rozumieć, że nasze narody zawsze miały jednego wspólnego wroga, oraz że wszystkie radykalne nastroje w Polsce podsycane są z kremlowskich pieniędzy. Z opowieści przekazywanych w mojej rodzinie, która pochodzi z Wołynia – z Kamienia Koszyrskiego i Równego – wiem, że w miasteczkach wołyńskich odbywały się wieczornice, mówiąc współcześnie – dyskoteki: w jednym tygodniu grano muzykę polską, w inne zaś – ukraińską, czeską i żydowską. Na tych terenach w pokoju żyli ze sobą ludzie różnych narodowości. Ale podczas wojny zewnętrzne potęgi imperialne – nazistowskie i sowieckie – zainteresowane były wspieraniem ruchów radykalnych, co skutkowało pogorszeniem się sytuacji. Dokładnie to samo dzieje się teraz.

– Czy zmienił się Pański stosunek do Polaków po zakazie wjazdu do Polski?
– Ależ nie. Nie będę zmieniał zdania o całym narodzie wskutek uprzedzonego stanowiska 10–20 radykałów. Odebrałem wówczas sporo telefonów i powiadomień od przedstawicieli polskich mediów z przeprosinami oraz wyrazami solidarności w zaistniałym nieporozumieniu.

– Zakaz ten dotyczy zespołu rockowego jako całości, czy także Pana personalnie?
– Być może chodzi o zespół. Chociaż po tym zdarzeniu nikt już z jego członków nie wyjeżdżał osobno. Tak upłynął rok. Prawdę powiedziawszy, obawialiśmy się, że zostaniemy deportowani z Polski z zakazem wjazdu do strefy Schengen. Na przejściu, gdy byliśmy w gabinecie Straży Granicznej, zapytałem, czy oni w ogóle słyszeli naszą muzykę. Odpowiedź była przecząca. Poprosiliśmy więc, by wysłuchali piosenki «Nakurzyła baba żurawia», po czym długo śmiali się mówiąc, że jest bardzo wesoła. Wysłuchali jeszcze kilka utworów. Tak bardzo im się to spodobało, że zrozumieliśmy, iż nasze perypetie zawdzięczamy niczym nieuzasadnionej dyrektywie z góry. Ale zagrożenie, że otrzymamy decyzję o deportacji lub anulowanie wizy, wciąż istnieje.

– Czy zostały wam oficjalnie postawione zarzuty?
– Zaproponowano nam, aby drogą sądową domagać się odszkodowania za wszystkie odwołane koncerty. Nie mieliśmy na to czasu. Mówiąc szczerze, trzeba też, aby trochę czasu upłynęło, tym bardziej, że coraz częściej odnoszę wrażenie, iż nastroje społeczne w Polsce znacznie radykalizują się.

– Jest to tendencja, którą można zaobserwować w wielu krajach. Czym jest ona spowodowana, jak Pan sądzi?
– Sęk w tym, iż rozmaite wypowiedzi oparte na stereotypach bądź przypuszczeniach wywierają z kolei wpływ na relacje międzynarodowe i międzypaństwowe. Przykładem tego jest chociażby niedawne przemówienie izraelskiego polityka w ukraińskim parlamencie. Parę tygodni temu byłem w Izraelu i z ust wielu obywateli tamtego kraju usłyszałem słowa poparcia dla narodu ukraińskiego. Świadczy to wyłącznie o utkwieniu co niektórych w systemie skostniałych stereotypów historycznych i o tym, że temu politykowi ktoś podpowiedział mówić właśnie tak, a nie inaczej. Gdyby zaś ludzie studiowali i znali historię, byliby bardziej odporni na umizgi i manipulacje strony trzeciej.

Rozmawiali Ewa MAŃKOWSKA, Mariana JAKOBCZUK i Witalij LEŚNIAK
Ukraińsko-Polski Sojusz im. Tomasza Padury w Równem

CZYTAJ TAKŻE:

Z JACKIEM MILEREM O DZIEDZICTWIE I ODPOWIEDZIALNOŚCI

1. Jurij Żurawe...
2. Rysunek Juri...
3. Rysunek Juri...
4. Rysunek Juri...

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1