Rozmowy
  • Register

Muzeum II W S 4

6–9 lipca na Wołyniu przebywała grupa przedstawicieli powstającego w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej. Jego otwarcie planowane jest na początek 2017 r. Głównym celem wizyty było sporządzenie notacji filmowych ze świadkami historii. Mieliśmy okazję przeprowadzić rozmowę z polskimi historykami w redakcji Monitora Wołyńskiego.

 

 

 

Walenty Wakoluk: Na postsowieckiej przestrzeni Ukrainy II wojna światowa często jest nazywana Wielką Wojną Ojczyźnianą. Znajdujecie się Państwo na tych terenach, gdzie jeszcze nie do końca uporano się z tą «usterką historyczną».
Waldemar Kowalski, major w stanie spoczynku, reprezentuje Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku: Nie tylko na tych terenach. Z tym się spotykaliśmy również w innych krajach, chociażby w Kazachstanie, gdzie byliśmy w maju. Zwiedziliśmy tam Muzeum Narodowe, w którym cześć ekspozycji poświęcona jest II wojnie światowej, ale poprzez perspektywę właśnie Wojny Ojczyźnianej. W wielu wschodnich ekspozycjach muzealnych wszystko wciąż jest przesycone wieloletnią propagandą komunistyczną, widać to i poprzez dobór materiałów, jak i przez sposób ekspozycji. My podchodzimy do tego zupełnie inaczej. Staramy się, aby to, co tworzymy, było oparte o konkretne materiały źródłowe. Kolegium Programowe, które czuwa nad treścią wystawy głównej, składa się z grona międzynarodowych historyków, nie tylko z różnych krajów Europy, ale nawet ze Stanów Zjednoczonych.


W. W.: Jak zrodziła się idea stworzenia takiego Muzeum?
W. K.: Tak naprawdę, takiego muzeum, jakie my tworzymy, jeszcze na świecie nie ma. Początkowo to miało być muzeum Westerplatte, ale szybko to wszystko przerodziło się w szerszy kontekst. Idea zrodziła się w 2008 r. Są muzea tej wojny w każdym kraju, ale one przede wszystkim przedstawiają kontekst II wojny światowej poprzez doświadczenia tylko i wyłącznie danego narodu. Szerokiego kontekstu – skąd to się wzięło, jak to przebiegało – tego nie ma. Staramy się w naszej narracji pokazać ten konflikt bardzo szeroko. Wychodzimy od okresu międzywojennego, pokazujemy źródła nazizmu, faszyzmu, jak polityka kształtowała narody, które później weszły w konflikt poprzez propagandę, no i oczywiście wybuch, przebieg i skutki II wojny światowej.


Otwarcie Muzeum nastąpi prawdopodobnie na początku przyszłego roku. Jest to potężny obiekt, w którym przeznaczono ponad 5.000 mkw. przestrzeni wystawienniczej na wystawę stałą, 1.500 mkw. do wystaw czasowych. Obecnie dysponujemy już ponad 40-tysięczną kolekcją eksponatów.


W. W.: Na Wołyniu «prawdziwa» wojna zaczęła się 17 września 1939 r.
W. K.: Dla nas – i dla świata też – wojna zaczęła się 1 września. Teraz często pada pytanie: dlaczego Muzeum właśnie w Gdańsku? Dla nas to jest oczywiste: wojna zaczęła się w Gdańsku, przecież był to główny pretekst propagandowy dla Hitlera.


Sytuacja Polski w Wolnym Mieście Gdańsku była trudna, jedyną w miarę ufortyfikowaną placówką było Westerplatte. Ale nikt się nie spodziewał, że będzie się broniło aż siedem dni. To miejsce dla nas, Polaków, jest ważnym symbolem.


Przy okazji chciałbym powiedzieć, że Westerplatte stanowi osobny teren, a nasze Muzeum jest położone nad Motławą, blisko historycznego centrum miasta. W tej chwili toczą się spory, nawet była idea, żeby to nasze było muzeum Westerplatte, lecz na razie pozostaliśmy przy poprzedniej wizji Muzeum II Wojny Światowej. To pytanie rozstrzygnie się na przestrzeni kilku tygodni: czy Westerplatte będzie naszym oddziałem czy też inną integralną częścią, lub czy nastąpi jeszcze inna zmiana struktury Muzeum? Dla nas najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby Westerplatte było oddziałem naszego Muzeum.


W. W.: Czy Pańska wizyta na Ukrainie jest związana z uzupełnianiem zbiorów muzealnych?
W. K.: Nie, wystawa stała jest praktycznie już całkowicie skompletowana. Ja osobiście zajmuję się zbieraniem pamiątek już do przyszłych wystaw czasowych. Drugie moje zadanie to docieranie do świadków historii i wykonywanie notacji, również notacji filmowych w terenie. Trzecią moją działką jest reprezentacja muzeum w kontaktach ze środowiskami kombatantów i seniorów. Te notacje wykonujemy nie tylko w Polsce i w niemalże we wszystkich krajach Europy, ale i daleko dalej. Bez względu na polityczne spojrzenia w tej chwili, te notacje były robione m.in. w Kazachstanie, w Rosji, na Kaukazie, a kilka lat temu również z Tatarami na Krymie. Nie zapominamy o różnych narodach, ponieważ trauma II wojny światowej dotknęła wiele narodów. Wykonujemy to także dlatego, że w Muzeum funkcjonuje bardzo prężny dział naukowy, prowadzimy również działalność wydawniczą. Już później, jak Muzeum będzie w pełni działało, planujemy szerszej wejść w działalność produkcji filmów dokumentalnych i paradokumentalnych.


W. W.: Czy dokumentujecie spotkania ze świadkami «żywej historii»?
W. K.: To warto robić, bo jest to przysłowiowo mówiąc «ostatni gwizdek», żeby dotrzeć do tego typu świadków. Są to już ludzie 80 i 90-letni, a zdarzało się nam rozmawiać i ze stulatkami. Oczywiście, ci 80-latkowie byli w czasie wojny dziećmi i postrzegają wojnę poprzez perspektywę dziecka. Ale to też bardzo ważne, bo często tragiczne wydarzenia zapadają głęboko w pamięć. Parę dni temu rozmawialiśmy z bezpośrednim świadkiem zbrodni w Janowej Dolinie. Ta pani, mając wówczas niecałych 7 lat, strasznie przeżyła to, co widziała. Dość że powiem, że do dzisiaj ma wstręt do mięsa – widziała szczątki pomordowanych ludzi, od tamtej pory dokuczają jej też koszmary.


Zbieramy obszerny materiał, bo nie jesteśmy typowym muzeum tematycznym, np. muzeum militarnym. Oczywiście obok cywili nagrywamy też żołnierzy – nie tylko polskich, nagrywamy żołnierzy różnych armii, bo staramy się odzwierciedlić spojrzenie z różnych stron. Są i Rosjanie, są i Niemcy, i Ukraińcy. W tym wszystkim interesuje nas przede wszystkim człowiek. To jest dla nas bardzo ważne: kontekst II wojny staramy się pokazać poprzez pamiątki i indywidualne historie ludzi. To ma dla nas największą wartość. Dokumenty, archiwa – to jest potrzebne, oczywiście, ale doświadczenia ludzkie są dla nas bardzo ważne. Mówimy nie tylko o trudnych i tragicznych zdarzeniach, ale i o życiu codziennym przeciętnego człowieka przed wojną, podczas wojny i po wojnie. Naszą podstawową narrację kończymy rokiem 1956 – symbolicznie, bo był to pewien przełom czasowy.


W. W.: Wasza wizyta na Wołyniu wypada w okresie obchodów kolejnej rocznicy rzezi wołyńskiej.
W. K.: Ten wyjazd, podobnie jak i poprzednie na Wołyń jest dla mnie bardzo mocnym wątkiem sentymentalnym, dlatego że moja mama urodziła się pod Łuckiem, na terenie gminy Torczyn. W czasie wojny większość mojej rodziny została wymordowana. Na początku zastanawiałem się, jak to będę odbierał, bo będę spotykał się nie tylko z Polakami, a i z Ukraińcami, również z ludźmi, którzy należeli do UPA. Było pewne takie mocne przeżycie – jeden z takich upowców uściskał mnie. Ściskając mnie powiedział: «Musiało minąć tyle lat – ponad 70 – żebyśmy z wrogów stali się przyjaciółmi».


W. W.: Katalog wystawy Muzeum jest bardzo ciekawy…
Dmitri Panto, specjalista działu naukowego Muzeum: W tym szerokim kontekście, w którym ujmujemy II wojnę światową, nie zapominamy o losie ludności cywilnej na całym świecie. Mamy osobne sale, w których pokazujemy, jak wyglądała okupacja w Danii, na Ukrainie, na Białorusi, jak wyglądał ruch oporu w różnych krajach. Człowiek może sobie porównywać i sam wyciągnąć wnioski. Wcale nie narzucamy swego zdania.


W. K.: Zbieramy rzeczy z całego świata, nie tylko z Europy. Mamy niesamowitą ilość darczyńców i depozytariuszy m.in. również z Chin, Australii, Stanów Zjednoczonych, czy z Japonii. I co jest bardzo ważne, robią to ludzie o bardzo różnych opcjach politycznych i odmiennym niejednokrotnie spojrzeniu na historię.


W.W.: Jesteście już po raz trzeci na Wołyniu. Czy korzystacie z pomocy i współpracujecie z tutejszymi muzeami?
Bartłomiej Garba, główny specjalista działu wystawienniczego Muzeum II WŚ: Nawiązaliśmy kontakty i współpracę z wieloma tutejszymi muzeami. Otrzymaliśmy pomoc m.in. z muzeów Łucka, Równego, Kowla, Lubomla, Włodzimierza Wołyńskiego i z Sarn. Podczas spotkań nie unikamy też dyskusji na trudne tematy wspólnej i niejednokrotnie tragicznej polsko-ukraińskiej historii. Wydaje mi się, że wspólnym mianownikiem dla działalności wszystkich wymienionych, jak i naszego muzeum jest przede wszystkim pokazanie tragedii wojny i tworzenie przesłania, które jest i ma być ostrzeżeniem dla przyszłości.


W. W.: Polacy z Kazachstanu, Polacy z Ukrainy, Polacy z Ziem Odzyskanych – co nas łączy?
Dominik Jagodziński, realizator techniczny notacji filmowych: Udało się nam zebrać dużo ciekawych relacji z różnych perspektyw. Najważniejsze dla nas jest uchwycenie emocji. Nie interesują nas suche fakty, interesują nas indywidualne przeżycia każdej osoby, którą spotykamy. Bez względu na to, gdzie nakręcaliśmy film, wszędzie spotykaliśmy podobny obraz człowieka, człowieka doświadczonego trudną historią. To próbujemy uchwycić i przekazać.


Rozmawiał Walenty WAKOLUK

 

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1