Rozmowy
  • Register

Plast

Ania Tymiec ma 22 lata i studiuje dietetykę oraz filologię ukraińską w Lublinie. Jest Ukrainką, lecz urodziła się i wychowała w Polsce. Pochodzi z Górowa Iławieckiego. Od kilku lat pełni funkcję wychowawcy ukraińskiej organizacji skautowej Płast. O jej działalności społecznej, poczuciu przynależności narodowej i różnicach między Ukraińcami na Ukrainie i w Polsce rozmawia Agnieszka Bąder.

 

– W jaki sposób Twoja rodzina trafiła do Polski? Domyślam się, że w wyniku Akcji Wisła?
– Pochodzę z Warmii i Mazur, z Górowa Iławieckiego koło Olsztyna. Moi dziadkowie zostali przesiedleni tu w ramach Akcji Wisła. Wcześniej zamieszkiwali wieś Tymce niedaleko Lubaczowa (województwo podkarpackie – przyp. autora). Zarówno moi rodzice, jak i ja, urodziliśmy się w Polsce. Ukończyłam tu szkołę z ukraińskim językiem nauczania.


– Rozumiem, że wychowywałaś się w kulturze ukraińskiej?
– Tak, w domu rozmawiamy po ukraińsku, kultywujemy naszą kulturę, chodzimy do cerkwi greckokatolickiej. Wychowałam się z Ukraińcami, w Górowie stanowimy ok. połowę populacji. Tutaj też dołączyłam do Płastu.


– A jak patrzysz na polsko-ukraińską historię, momentami tragiczną?
– Tłumaczę to sobie tak: każdy walczył o swoją niepodległość. UPA walczyła o swoją, tak jak AK w Polsce. Staram się to rozumieć.


– Jesteś Ukrainką mieszkającą w Polsce. Miałaś kiedyś nieprzyjemności z powodu Twojego pochodzenia?
– Zdarzyło mi się słyszeć coś nieprzyjemnego na swój temat, np. od mojego sąsiada. Co zabawne, nigdy nie powiedział mi tego wprost, zawsze za moimi plecami. Ale mój inny kolega został pobity z powodu swojego pochodzenia.


– Od kilku lat działasz aktywnie w Płaście. Jak dołączyłaś do organizacji?
– Starsza koleżanka, która była w Płaście, zapytała mnie kiedyś, czy nie chciałabym zostać ukraińskim harcerzem. Zgodziłam się, miałam wtedy 14 czy 15 lat. Pojechałam na swój pierwszy obóz, a po powrocie postanowiłam stworzyć z koleżanką drużynę. Do tej pory jedyna drużyna płastów istniała w Giżycku, ale dawno temu się rozpadła. Zaczęłyśmy zbierać osoby chętne, ogłaszałyśmy się m.in. w cerkwi. Przyszło ok. 20 dzieciaków!


– A czym obecnie zajmujesz się w Płaście?
– Wszystkim. Do Płastu trafiłam, gdy byłam za stara na zabawę, ale mogłam pomagać w przygotowywaniu zbiórek i wyjazdów. Współorganizuję również zloty z okazji święta wiosny.


– Czym się zajmujecie w organizacji?
– Mamy zbiórki, na których nabywamy różne umiejętności, np. z zakresu kartografii, pierwszej pomocy, przyrodoznawstwa itp. Rozwijamy się poprzez zabawę, chociażby bawiąc się w podchody, gry intelektualne czy różnego typu zawody. Jeździmy na obozy, uczymy się ukraińskich piosenek i tańców, postaw patriotycznych. Wraz ze starszą grupą płastunów od kilku lat bierzemy udział w wyjazdach, podczas których odnawiamy i sprzątamy zapomniane ukraińskie cmentarze i wsie, organizujemy też święto wiosny.


– Ilu jest Płastunów w Polsce?
– W Polsce jest kilkudziesięciu płastunów i jesteśmy mocno porozrzucani po całym kraju.


– Współpracujecie z polskimi harcerzami?
– Kiedy mieszkałam jeszcze w Górowie Iławieckim nasza drużyna była kilkakrotnie zapraszana przez polskich harcerzy na różnego typu występy. A już tu, w Lublinie, młodzież ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej pomagała nam w organizacji święta wiosny.


– Jakie masz plany na przyszłość? Chciałabyś wyjechać na Ukrainę?
– Ja od zawsze wiedziałam, że będę mieszkała na Ukrainie! Rodzice już się z tym pogodzili. Miałam trzech chłopaków i każdy pochodził ze Lwowa, obecny również. To znak. Od dziecka powtarzałam swoim bliskim, że nie chcę innego męża, niż Ukraińca. Planuję w przyszłości zamieszkać we Lwowie.


– Zauważyłaś jakieś różnice między Ukraińcami z Ukrainy a tymi z Polski?
– Oni nie potrafią tańczyć! Mówię to, gdyż sama znam bardzo dużo ukraińskich piosenek i tańców, wymiękają przy mnie nawet moi znajomi z Ukrainy. U nas śpiewa się przy każdej okazji. Poza tym mieszkańcy Ukrainy mają trochę inną mentalność, np. nie przywiązują aż tak dużej wagi do tradycji czy poszanowania ukraińskiego stroju. Na szczęście płynnie mówię po ukraińsku, gdyż nie znam rosyjskiego, w przeciwieństwie do osób mieszkających na Ukrainie. Niektórzy mówią, że mi tego zazdroszczą.


– A jak wspierasz swoją ojczyznę w tak trudnych dla niej chwilach?
– Biorę udział w zbiórkach pomocy humanitarnej, uczestniczyłam również w Euromajdanie w Kijowie. Pomogłam znaleźć w Polsce wykwalifikowaną pomoc medyczną dla rannego w wojnie pułkownika – zapadł w śpiączkę i musiałam nawiązać kontakt z lekarzem zajmującym się wybudzeniami.


– Pochodzisz z miejscowości oddalonej kilkanaście kilometrów od polsko-rosyjskiej granicy. Zapewne nie raz spotkałaś Rosjan. Jak reagowałaś na ich widok?
– Zgadza się, mieszkam niedaleko granicy z Obwodem Kaliningradzkim. Wielu Rosjan przyjeżdża do nas na zakupy. Szczerze mówiąc jest mi ich szkoda, bo opowiadają, jak jest im ciężko..


– Czego życzysz Ukrainie?
– Żeby się wyzwoliła. Jeśli już do tego dojdzie, jestem w stanie wybaczyć Rosjanom.

 

Agnieszka BĄDER

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1