Rozmowy
  • Register

Szyrokoradiuk

Z okazji 25. rocznicy święceń kapłańskich biskupa Witalija Skomarowskiego, ordynariusza diecezji łuckiej Kościoła Rzymskokatolickiego na Ukrainie, 27–30 maja w Łucku z wizytą przebywał biskup Stanisław Szyrokoradiuk, ordynariusz diecezji charkowsko-zaporoskiej. Redakcja «Monitora Wołyńskiego» skorzystała z tej okazji, aby porozmawiać z biskupem.

 

 

Walenty Wakoluk: Dziękujemy Księdzu Biskupowi za działalność, za to, że Ksiądz Biskup znowu nas odwiedził. W lipcu 2012 r. Wasza Ekscelencja został mianowany administratorem apostolskim diecezji łuckiej. Ksiądz Biskup pełnił również funkcję przewodniczącego Rady ds. Opieki Duszpasterskiej przy Ministerstwie Obrony Ukrainy. W kwietniu 2014 r. Waszej Ekscelencji przydzielono diecezję na terenach przyfrontowych Ukrainy. Jest to dla Księdza Biskupa misja czy wyzwanie?
Stanisław Szyrokoradiuk: Wie Pan, nigdy nie wolno powiedzieć «Nie» wtedy, kiedy coś się dzieje. Na przykład, kiedy po raz pierwszy zwrócono się do mnie w imieniu Papieża i powiedziano, że Papież prosi, żebym poszedł do Łucka, i że sytuacja tam nie jest prosta, bez namysłu powiedziałem «Tak», chociaż nie czułem wielkiej radości. Kiedyś, na początku swego kapłaństwa, jeździłem do Łucka i Równego. Znałem te tereny jako niełatwe. Ale najważniejsi byli ludzie. Więc poszedłem do nich. Następnie, po dwóch latach znowu zwrócono się do mnie w imieniu Papieża. Mówią, że sytuacja jest jeszcze gorsza, należy pójść na Wschód i objąć bardzo dużą i trudną diecezją, na terenie której do tego wszystkiego, trwają działania wojenne. Mieli nadzieję, że nie odmówię. Jak mógłbym odmówić Papieżowi? Nie świadczy to o żadnym bohaterstwie, jestem tylko posłuszny Kościołowi. A to, jak dalej potrwa nasza posługa, zależy od nas i Bożego błogosławieństwa, o które prosimy. I ja bardzo dziękuję, że za mnie tu się też modlą. Potrzebna jest wzajemna modlitwa. Dzięki niej da się uzyskać Boże błogosławieństwo.


W. W.: Gdzie się kończy osoba duchowna, a zaczyna się człowiek, obywatel?
S. Sz.: Pełnię posługę jako osoba duchowna, jako ten, kto głosi prawdę. Każde moje kazanie musi wypływać z moich przeżyć wewnętrznych. Prawda powinna być nie tylko w Kościele. Ona powinna być w społeczeństwie, wszędzie, gdzie obcujemy z ludźmi. Chciałbym też widzieć tę prawdę w szkołach i w przedszkolach. Uważam, że tu nie ma jakiegoś podziału, po prostu służę swojemu narodowi. Oczywiście, nie wolno mówić o jakichś partiach czy siłach politycznych. Jednak mogę opowiadać o tym, co się dzieje i jak należy bronić ludzi. Ludzie powinni znać prawdę. Prawda drogo kosztuje. To za prawdę Jan Chrzciciel został ścięty. Proszę mi powiedzieć, czy on postąpił jako osoba duchowna, czy jako człowiek?


W. W.: Uważam, że postąpił zgodnie ze swoim sumieniem.
S. Sz.: O to chodzi! On postąpił prawidłowo. Można by było postawić pytanie, czy miał on prawo wtrącać się w życie osobiste króla? A jednak on otwarcie powiedział to, co musiał powiedzieć. I poniósł śmierć. To samo uczynił święty Stanisław, mój patron niebieski z Krakowa. Też zginął za prawdę. Dzisiaj żyjemy w takich czasach, że i dziennikarze, za ukazywanie prawdy płacą życiem. To dlaczego osoba duchowna ma stwarzać sobie jakiś azyl, który by go chronił? Ja też, jako człowiek boję się tego, aby czasem nie zacząć się chronić w takiej skorupie.


W. W.: Pamiętam prorocze słowa Księdza Biskupa na Majdanie o Ukrainie, w szczególności o tym, że jeśli się nie połączymy, zaczną nas dzielić. Skąd Ksiądz Biskup o tym wiedział?
S. Sz.: Wydaje mi się, że o tym wiedzieli wszyscy. Nie powiedziałem nic nowego. Po prostu wypowiedziałem to, o czym wszyscy myśleli. Obserwując rządzących, da się przewidzieć ich dalsze kroki. To jest tak, jak w maratonie. Błędy Janukowycza powtarza Putin, dlatego czeka go to samo. On ściga naród ukraiński, podobnie jak faraon ścigał naród żydowski, więc czeka go to samo morze, może tylko nie Czerwone, a Czarne. Spodobał mi się ostatni występ prezydenta Ukrainy. Powiedział, że Putin nie potrzebuje Krymu, przecież on i tak ma bardzo duże tereny. On potrzebuje Ukrainy słabej, rozbitej Ukrainy, przebywającej w niewoli rosyjskiej.


W. W.: Na początku konfrontacji na Wschodzie prawie wszystkie wyznania, w tym też rzymskokatolickie, mówiły o tych wydarzeniach jako o bratobójczym konflikcie. A po Wielkim Poście retoryka nagle się odmieniła – w końcu nasz Kościół uznał to za wojnę. Jest w tym, w pewnym stopniu, zasługa Waszej Ekscelencji. Czy trudno było to zmienić i dlaczego Ksiądz Biskup to uczynił?
S. Sz.: Trudno powiedzieć dlaczego. Ciągle walczę. Nawet teraz, gdy jeżdżę za granicę, zaznaczam, że na Ukrainie nie ma wojny domowej, Ukraina przeżywa otwartą agresję. Musimy również powiedzieć prawdę: połowa konferencji biskupów to są osoby, które urodziły się nie na Ukrainie, natomiast druga połowa to są Ukraińcy. Ukraińcy mają prawo do tego, aby powiedzieć, jak jest naprawdę, «cudzoziemcy» myślą nieco dyplomatycznie, w sposób przyjęty na Zachodzie. Na to, co mówiłem na Majdanie, wysłuchałem dużo uwag również na naszej małej konferencji. Jednak miałem bardzo prostą odpowiedź – tutaj dorastałem, tutaj mieszkam, wiem, co mówię.


W. W.: Czy «cudzoziemcy» się zmieniają? Czy obecna Ukraina zmienia ludzi?
S. Sz.: Tak, ludzie zmieniają się. Oni są obywatelami Ukrainy, większość z nich mówi po ukraińsku. Życie zmusza ich do zmiany. Nasi ludzie bardzo dobrze uczą nas i pracować, i modlić się, i cierpieć. Zwykli ludzie uczą duchowieństwo. I jeśli osoba duchowna przypatruje się swoim ludziom, słucha, to może wiele od nich się nauczyć. Ja osobiście uczę się od zwykłych ludzi mądrości. Niejednokrotnie widziałem, jak cierpią, jak z pokorą znoszą wszystkie trudności. A my, jako duchowieństwo, jesteśmy powołani do tego, aby to rozumieć. Tego nam obecnie brakuje, należy do tego się przyznać.


W. W.: Ksiądz Biskup wydał modlitewnik dla uczestników ATO, dla żołnierzy na wojnie. Czy Wasza Ekscelencja uważa, że taka książka jest potrzebna ludziom?
S. Sz.: Tak, gdy oni jadą na ATO, odprowadzam ich, daję błogosławieństwo i wszystkim rozdaję różańce, które oni bardzo szanują i o które proszą. Obiecuję, że zawsze będziemy za nich się modlić, i nie tylko my, lecz też ci, którzy już się stali ofiarami tej wojny. Charków jest miastem specyficznym. Kiedy głosiłem tam pierwsze kazania, powiedziano mi: «Uważaj. Tutaj nie można mówić tak, jak na Ukrainie Zachodniej». Ale jestem na Ukrainie, Zachodniej czy Środkowej, jednak na Ukrainie. Dlatego podejmuję kwestie ukraińskie i mówię na ukraińskie tematy. Udało się mi uczynić tak, że połączyłem «prorosyjskich i proukraińskich» w jedno. Zacząłem w każdą sobotę odprawiać nabożeństwo wieczorowe za tych, którzy zginęli. I to nas połączyło. Każdej soboty o 18.30 – msza w kościele. Kiedyś mi powiedziano: «Dlaczego przyniosłeś flagę ukraińską do świątyni? Tutaj ona od razu zostanie wyniesiona. Oskarżą o nacjonalizm». Teraz w świątyni spokojnie stoi flaga ukraińska, na niej jest czarna wstążka, modlimy się za tych wszystkich, którzy zginęli. Nabożeństwo w kościele prowadzimy w języku ukraińskim, częściowo też w języku rosyjskim. I słyszę od ludzi, że nawet nie podejrzewali, że modlitwy tak pięknie brzmią w języku ukraińskim. Przychodzą lokalni mieszkańcy i przesiedleńcy, którym też zginęli krewni, może też po drugiej stronie barykady. Jednak to, że modlimy się za zmarłych – łączy nas. I im gorliwiej będziemy to robić, tym szybciej oni z zaświatów wybłagają dla nas pokój, o który prosimy Boga. Każdej niedzieli przed nabożeństwem wspominam tych, którzy ucierpieli. Nie zapominamy również o tych, którzy dziś modlą się w okopach o to, żebyśmy tutaj mieli możliwość modlić się. I to daje swoje. Wydrukowałem «Malutki katechizm. To, co powinien znać każdy chrześcijanin». Tam są rzeczy najprostsze – modlitwy, przykazania Boże. Rozdajemy je bezpłatnie. Zostały wydane w języku ukraińskim i rosyjskim nakładem 15 tys., ale rozeszły się błyskawicznie. Teraz znowu zamówiliśmy je w drukarni, ale już 25 tys.


W. W.: Czy wojna łączy ludzi?
S. Sz.: Tutaj wojna rzeczywiście łączy ludzi. Modlę się o tych chłopców każdego dnia. I oni za to dziękują. Często dzwonią z frontu i wysyłają sms-y. Jeden z naszych seminarzystów podjął pracę w szpitalu wojskowym w miejscowości Szczastia. Pomagaliśmy im, bo tam nic nie było. On mi stale wysyła sms-y z listą potrzebnych rzeczy, lekarstw itp. Zawsze jesteśmy wśród wolontariuszy i tego nie reklamujemy. Wiem nawet, ilu ludzi ginie każdego dnia. W sobotę informuję, ile osób zginęło w ciągu tygodnia, ile zmarło w szpitalu, w Charkowie, Dniepropietrowsku. Te siedem obwodów są najtrudniejszymi obwodami. W Charkowie, obok katedry, szybko zbudowaliśmy z kontenerów schronisko dla uciekinierów. Zostało ono zaplanowane i opracowane w Austrii według mojego projektu. Tam umieściliśmy punkty rozdzielania pomocy humanitarnej, stołówkę na sto osób. Codziennie na obiad przychodzi tam około 80-120 osób. Jest punkt rozdawania ubrań, artykułów spożywczych, jest też własna przychodnia. Otwieramy jeszcze drugą część, dla dzieci, ponieważ jest dużo rodzin wielodzietnych.


Inny przykład. Gdy budowaliśmy te schroniska, znalazł się człowiek, który dowoził i montował wagoniki. Odpowiednio opłacałem jego prace. Po kilku dniach pracy zobaczył, jak ci biedni ludzie przychodzą na obiad. Później powiedział: «Zobaczyłem, jaką dobrą sprawę czynicie. A ja na was zarabiam. We wszystkie pozostałe dni będę pracował bezpłatnie, też chcę złożyć ofiarę». Skończyliśmy prace i poprosiłem go: «Andrzeju, przyjdź na poświęcenie». Przyszedł z synem, którego zaprowadził najpierw do świątyni i mówi: «Synku, zobacz, jak wygląda Kościół Chrystusowy».


Lepszej nagrody być nie może.


W. W.: Czy ludzie nie odbierają takiej działalności Księdza Biskupa, jako narzucanie katolicyzmu i polskości?
S. Sz.: Grupy 30 dzieci wysyłamy do naszych ośrodków wypoczynkowych. Organizujemy wyjazd jeszcze dla 90 dzieci w Karpaty. Wtedy padały pytania, czy nikt nie będzie nawracać dzieci na katolicyzm. Odpowiadam, że nie prowadzimy ateistycznych obozów pionierskich, nasz program jest minimalnie religijny, chrześcijański. Jednak nikt do niczego nikogo nie zmusza. Zapewniamy wyżywienie, odpoczynek, kursy, również dyskoteki, ale jeszcze dajemy Boga – «Ojcze nasz» będą odmawiać wszyscy. To nikomu nie zaszkodzi. Jesteśmy misją religijną, jest regulamin, jest też msza święta. Ale nikt nikogo nie zmusza. Dzieci chodzą, z dziećmi nigdy nie ma problemów, są problemy z wychowawcami. Przyszedł pewien leninowiec: «Nie puszczę dzieci». Jakie masz prawo nie puszczać, jeśli dzieci same chcą? Są problemy z tymi, u kogo w sercu Lenin zawsze jest żywy, a z dziećmi problemów nie ma.


W. W.: Czy Ksiądz Biskup może określić, ile procent ludzi w przyfrontowych regionach chce Ukrainy, ile ufa nam, wierzy w naszą państwowość, integralność kraju?
S. Sz.: Uważam, że nie mniej niż 60 % jest jednak po stronie Ukrainy. Jest pewien procent ludzi wątpiących. Oni nie są po stronie Rosji, oni boją się. W samym Charkowie mieszka bardzo dużo Rosjan. Wielu z nich poszło walczyć przeciw agresji Rosji do ATO. Ta wojna wszystkim nam dała do myślenia. Byłem zaskoczony tym, co powiedziała mi jedna przesiedlona: «Dostaliśmy za swoje, zasłużyliśmy. Czy to nie my staliśmy za pieniądze i krzyczeliśmy «Putin, przyjdź»? Chodziliśmy masowo, bo nam za to pieniądze płacili. I doczekaliśmy się». Gdy ludzie uświadamiają sobie swoje błędy, to już jest nadzieja.


W. W.: Czy duchowny ma prawo brać do rąk broń w okresie wojny?
S. Sz.: Nie. Osoba duchowna ma prawo umrzeć razem z tymi ludźmi, którym służy. To jest jej prawo. Wysyłam na wojnę kapłanów, błogosławię, ale mówię: «Nie masz prawa brać do ręki broni. Naszą bronią jest różaniec i modlitwa. Nikogo nie uratujesz, jeśli do kogoś strzelisz. Nasza broń jest duchowa. Ale masz prawo umrzeć razem z nimi». Powinniśmy być na to przygotowani.


W. W.: Czy w obliczu realnego zagrożenia życia ważne jest, jakiego wyznania są ludzie?
S. Sz.: Żołnierzy, którzy przed walką przyszli na modlitwę, nie pytają, kto do jakiego wyznania należy. Na Majdanie, gdy rozstrzelano ludzi w Czarny Czwartek, podchodzili do mnie kapłani: «Ekscelencjo, proszę o błogosławieństwo…» Nie wiedziałem, jakiego wyznania są ci kapłani, czy grekokatolickiego, czy moskiewskiego, czy kijowskiego patriarchatu. Oni przybiegali do mnie, ręce we krwi, prosili o błogosławieństwo, wynosili zastrzelonych, zamykali tym chłopcom oczy.


Mimo wszystko, myślę, że te wydarzenia uczyniły nas mocniejszymi. Opowiem o takim przypadku. Chłopiec przed odejściem na wojnę przychodzi i mówi: «Jestem nieochrzczony. Proszę o chrzest». Jest z nim jego rodzina, mama. Zaczęliśmy, daliśmy mu różaniec, a on nic nie wie, nie umie. Zorganizowaliśmy dla niego przyśpieszony kurs, żeby świadomie człowieka ochrzcić. Pytam jego matki: «Dlaczego Pani nie ochrzciła syna?» «Sama też jestem nieochrzczona. Wszyscy jesteśmy nieochrzczeni. To niech Ksiądz Biskup ochrzci nas wszystkich razem» – mówi. Odpowiadam: «Nie. Was to już nie. On idzie na wojnę, dlatego robimy to szybko. A wy macie czas do namysłu. Może macie korzenie prawosławne, zechcecie ochrzcić się w cerkwi prawosławnej». A ona na to: «Jak to? Ksiądz Biskup nas obraża. Cerkiew Moskiewska nie jest wierna. Widzę, czym się zajmują».


Na Ukrainie Wschodniej otwarcie modlili się za Putina, a nie za Ukrainę. Ten ochrzczony chłopak odsłużył, przetrwał Ilowajsk, wrócił bez żadnych obrażeń i przyszedł podziękować.


W. W.: Co może Ksiądz Biskup powiedzieć o tych ludziach, którzy zarabiają na ATO?
S. Sz.: Żal mi tych ludzi, którzy na krwi i czyimś nieszczęściu zarabiają pieniądze. Jeszcze ich dzieci i wnuki będą pokutować z powodu winy bezgłowych rodziców. Oni tego nie rozumieją. Ludzie handlują obecnie wszystkim, w tym też Ojczyzną. Teraz korupcja przeszła do wojska. Wie Pan, Judasz dostał pieniądze, ale z nich nie skorzystał. I to samo czeka tych wszystkich, którzy zarabiają pieniądze w ten sposób.


W. W.: Wracając do ważnego tematu, czy rzeczywiście nieszczęście nas łączy, jak Ksiądz Biskup uważa, czy mamy szansę na pojednanie Kościołów w prawosławnej Ukrainie?
S. Sz.: Na razie nie mamy. Muszę otwarcie o tym powiedzieć. Dlaczego? Bo one jeszcze nie dojrzały. Ten poziom prawosławia, który dziś mamy, to, można powiedzieć, ochrzczeni ateiści. Do jedności należy dojrzeć. I nawet wojna nie pomoże. Póki trwa wojna, będziemy się łączyć, ale jak tylko nastąpi pokój, oni dalej będą szarpać się za brody.


W. W.: Jest to problem wiernych czy pasterzy?
S. Sz.: Jest to problem Cerkwi, dlatego że Cerkiew za daleko weszła do polityki. Cerkwi dobrze było w Związku Radzieckim. Wtedy połowa kapłanów miała bilety partyjne, większość biskupów była funkcjonariuszami KGB, oni tak mocno w to weszli, że dzisiaj ich wyleczyć się nie da. Trzeba jeszcze parę pokoleń, żeby z tego wyrośli. Wtedy może nastąpić jakieś pojednanie.


W. W.: Jak naprawić Ukrainę?
S. Sz.: Zapraszam do wspólnej modlitwy. Weźmy do rąk różaniec. W maju dużo modliliśmy się do Matki Bożej. Uważam, że poprzez orędownictwo Marii można wyleczyć Ukrainę. Nasze modlitwy są połączone z Przenajświętszą Marią Panną. Ona zawsze była obrończynią Ukrainy. Zawsze osiągaliśmy sukces wtedy, gdy ludzie do Niej się zwracali. I te fatimskie proroctwa o nawróceniu dotyczą również nas. Myślę, że to nas uzdrowi. Już długo się leczyliśmy, a teraz wracamy do zdrowia.


Rozmawiał Walenty WAKOLUK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1