Rozmowy
  • Register

Latem w «Monitorze Wołyńskim» pojawiały się publikacje poświęcone Wołyńskiemu Muzeum Krajoznawczemu. W czerwcu 2014 roku ta instytucja obchodziła 85-lecie. O działalności Muzeum od momentu powstania do chwili obecnej opowiadała Natalia Puszkar – główny kustosz Muzeum. Dzisiaj proponujemy Państwa uwadze rozmowę z nią.

 – Pani Natalio, rozpoczęła Pani pracę w Muzeum przypadkowo czy wcześniej planowała powiązać z nim życie? Jak długo Pani pracuje w sferze muzealnej?
– Pani Olga Rutkowska, moja pierwsza nauczycielka w Łuckiej Szkole Średniej nr 3, pewnego razu przeprowadziła, jak się teraz mówi, ankietowanie na temat: Kim chcesz zostać? Doskonała w nauce Ola odpowiedziała bez namysłu: Chcę sprzedawać bułeczki, podobnie jak ciocia Ania. Na początku lat 50-tych wszyscy chcieliśmy być bliżej tych bułeczek, których było tak dużo w szkolnej stołówce, ale pani Olga Olę poskromiła, przecież ona tak dobrze się uczy i może zostać lekarką, inżynierem, nauczycielką. Więc odpowiedzi następnych uczniów były już takie, jakie nauczycielka chciała usłyszeć, bo nikt nie chciał, żeby go poskromiono. Odpowiedziałam, że chcę zostać nauczycielką. Później sama się przyzwyczaiłam do tej myśli, przyzwyczaiły się do niej matka i nauczyciele, więc na balu maturalnym w 1959 roku pani Halina Syrowatczenko, zastępca dyrektora szkoły nr 9, którą ukończyłam, życzyła mi: zostaniesz dobrą nauczycielką i życzę, żeby w twojej klasie była chociażby jedna rozrabiara, taka jak ty.

Marzyłam także o geologii. Jednak nie miałam za co wybrać się na studia do innego miasta. Dlatego po dwóch latach pracy (staż pracy dla dostania się na studia był wtedy obowiązkowy) kuriera kancelarii w Wołyńskim Obwodowym Komitecie Partii, w 1961 roku wstąpiłam do Łuckiego Instytutu Pedagogicznego na Wydział Historyczno-Filologiczny.

Powoli, lecz nieubłagalnie zbliżało się rozczarowanie. Brakowało literatury, natomiast zbyt dużo było zbędnych przedmiotów, które powtarzały się w różnych postaciach: historia partii komunistycznej, podstawy marksizmu-leninizmu, materializm dialektyczny, materializm historyczny… Zanim ukończyłam naukę miałam męża i córkę, ale nie miałam mieszkania. Dlatego w trakcie studiów pracowałam – latem jako wychowawczyni na obozach, przez resztę czasu – jako maszynistka w archiwum partyjnym. Więc po studiach wróciłam do pracy w obwodowym komitecie partii i nadal pisałam na maszynie w biurze. Pod koniec grudnia 1966 roku zaproponowano mi stanowisko naukowego pracownika muzeum. Najpierw przestraszyła mnie nazwa tego stanowiska. Myślałam: przecież na nauce się nie znam. Ale przekonano mnie, że wszystko da się poznać. W muzeum jako placówce kulturalnej, byłam jeszcze w dzieciństwie, gdy ono się jeszcze znajdowało pod adresem Sienkiewicza 1. Pamiętam jedynie, że przed wejściem leżała duża armata (obecnie wystawiona na terenie Zamku).

7 stycznia 1967 roku, pierwszy dzień Bożego Narodzenia, stał się pierwszym dniem pracy w Wołyńskim Muzeum Krajoznawczym. Teraz jestem przekonana: tak miało być.

– Praca kustosza muzeum może się wydać nudna i nieciekawa. A jaka jest naprawdę?
– Przed tym, jak zostałam kierownikiem działu zbiorów (później – głównym kustoszem), pięć lat byłam pracownikiem naukowym w dziale historii okresu przedradzieckiego. Moją przełożoną była Rimma Kaszewska, która, nie wdając się w sentymenty i nie darząc mnie szczególną sympatią, zapoznała z podstawami pracy w muzeum. Ona wyznaczała mi zadania i kontrolowała ich wykonanie. Z okazji 50. rocznicy Rewolucji Październikowej uzupełnialiśmy odpowiedni temat w nowe eksponaty. Polecono mi dla przyszłej ekspozycji zdobyć aparat telegraficzny Morse’a, podobny do tego, przez który jakoby została przekazana informacja z Piotrogrodu do Łucka o zamachu stanu w 1917 roku. To był mój pierwszy eksponat w muzeum.

Uważam, że praca muzealnika nie może być nudna i nieciekawa, pod warunkiem, że pragniesz zdobycia nowej wiedzy, stale się rozwijasz i przestrzegasz starożytnej mądrości: «Wiem, że nic nie wiem».

Obowiązki kustosza przede wszystkim przewidują nadzór nad gromadzeniem i przechowywaniem zbiorów muzeum. Wymaga to często dość szczegółowych prac. Wystarczy powiedzieć, że każda rzecz, zanim zostanie eksponatem muzealnym, ma przejść drogę 15-20 szczebli. Najwięcej kłopotów mamy z brakiem wyposażenia w muzealnych archiwach – jest to problem powszechny prawie wszystkich muzeów krajoznawczych. Zbiory muzeum corocznie powiększają się o 3-4 tys. przedmiotów, a miejsce do przechowywania eksponatów się nie zwiększa.

– Czym się różni praca kustosza dziś i powiedzmy 30-40 lat temu?
– Na początku lutego 1972 roku, kiedy wybrano mnie kierownikiem działu zbiorów, liczba przedmiotów muzealnych wynosiła 46 tys., obecnie mamy ich około 150 tys., a z pomocniczymi materiałami naukowymi – powyżej 270 tys.

Jeśli 30-40 lat temu odpowiedzialny za zbiory był tylko kierownik działu zbiorów, to od końca lat 90-tych każdy pracownik naukowy działu jest opiekunem pewnej grupy lub kilku grup eksponatów i każdy kustosz odpowiada za pewną część zbiorów, do których dostęp osobom nieupoważnionym jest zakazany. Dział ewidencji i przechowywania jest najbardziej konserwatywny. Działa on zgodnie z instrukcjami, zaleceniami metodycznymi itp. Ale praca tu gwarantuje taką przyjemność, jaką jest prawie nieograniczony dostęp do źródeł, zbiorów i poszczególnych przedmiotów, rękopisów.

– W jednym z artykułów poświęconych muzeum opowiedziała Pani o tym, że wcześniej pracownicy Muzeum robili wpisy do ksiąg inwentarzowych odręcznie. Jak i kto obecnie wypełnia te księgi? Czy wpłynął na to postęp techniczny? Ile ksiąg inwentarzowych jest obecnie w muzeum?
– Wpisy do ksiąg inwentarzowych muzeum nadal wykonywane są odręcznie. Każdy przedmiot muzealny, przed dodaniem go do zbioru, musi przejść akt przyjęcia i uzyskać kartę inwentarzową, kilka kart w katalogu (co najmniej dwie). Dane z tych dokumentów są zamieszczane w Głównej Księdze Inwentarzowej i Księdze Inwentarzowej odpowiedniej grupy zbiorów, a w poszczególnych przypadkach również do jednej z sześciu ksiąg ewidencji specjalnej. Elektroniczna ewidencja nie zwalnia od ewidencji wykonywanej odręcznie nawet w tych muzeach, gdzie już dawno istnieje. Księgi inwentarzowe są wypełniane przez pracowników naukowych działu zbiorów. Obecnie w muzeum są 63 tomy czynnych ksiąg wstępnych (Głównych Ksiąg Inwentarzowych). Ogólna liczba ksiąg inwentarzowych wynosi ponad 320.

– Skąd obecnie pochodzą nowe eksponaty? Jak, Pani zdaniem, źródła eksponatów i same eksponaty zmienią się w najbliższej przyszłości? Z jakiego wieku pochodzi najstarszy eksponat?
– Źródła eksponatów muzealnych są różnorodne: są to ekspedycje archeologiczne, ekspedycje etnograficzne i wyprawy, mające na celu badanie świątyń, współpraca z kolekcjonerami, którzy bezpłatnie przekazują do muzeum cenne przedmioty, zakup przedmiotów muzealnych u poszczególnych osób. Materiały dotyczące problemów współczesnych otrzymujemy od różnorodnych przedsiębiorstw państwowych i prywatnych, od organizacji pozarządowych. Około 10 tys. przedmiotów w okresie niepodległości przekazała nam Państwowa Służba Celna wraz z Zarządem SBU w Obwodzie Wołyńskim: dzieła sztuki, ikony, przedmioty codziennego użytku, wzorce broni, poszczególne eksponaty i zbiory numizmatyczne, falerystyczne, filatelistyczne, które mogły się stać przedmiotem przemytu, czemu przeszkodzili celnicy i służba graniczna. Nie sądzę, żeby w najbliższej przyszłości zaszły kardynalne zmiany w źródłach pozyskania eksponatów. My, kustosze, bardziej martwimy się o warunki przechowywania tych bogactw, które muzeum uzyskało dotychczas. Najstarsze są znaleziska paleontologiczne – rdzenie z odbiciem pozostałości świata organicznego, skamieniałe rośliny i zwierzęta, kości zwierząt wykopaliskowych.

– Czy Muzeum może kupić u sprzedawców antyków lub na czarnym rynku bezcenne dla Wołynia artefakty?
– Taką możliwość mamy, ale nie zawsze z niej korzystamy: przecież każdy przedmiot muzealny, który w przyszłości ma się stać eksponatem, ma posiadać swoją legendę (o pochodzeniu przedmiotu, poprzednich właścicielach itp.). W antykach tej legendy często nie znają, a «czarni archeolodzy» celowo ukrywają pochodzenie przedmiotu.

– Czy często muzeum gości obcokrajowców, indywidualne czy grupowe wycieczki? Jakie eksponaty i wystawy ich najbardziej interesują? Czy muzeum planuje bardziej się otworzyć na osoby z zagranicy, np. przy pomocy tłumaczenia opisów eksponatów w różnych językach?
– Obcokrajowcy zwiedzają muzeum rzadko. Głównie są to wizyty indywidualne. Dla nich są przeprowadzane wycieczki oglądowe w ekspozycjach wszystkich działów. Wcześniej, gdy w obozach wołyńskich uczestniczyli polscy harcerze, często zwiedzali muzea. Muzeum nigdy nie było dla nikogo zamknięte. Opisy eksponatów, podobnie jak inna dokumentacja muzealna, według Instrukcji, są robione wyłącznie w języku państwowym. Badacze, których gości Muzeum, znają język ukraiński albo rosyjski. Nie przypominam sobie, żeby ktoś korzystał z pomocy tłumaczy.

– Historia Muzeum Wołyńskiego nierozerwalnie jest związana z okresem międzywojennym historii Polski, dlatego że właśnie wtedy ono powstało. Czy współpracujecie obecnie z polskimi kolegami?
– Współpraca z polskimi kolegami zaczęła się jeszcze na początku lat 60-tych i skutecznie trwa do dzisiaj. Polega na wymianie wystaw, udziale WMK w różnych projektach muzeów Warszawy, Lublina, Zamościa, udziale pracowników naukowych z polskich muzeów w konferencjach odbywających się na Wołyniu i odwrotnie; na wspólnych publikacjach. WMK ma dobre stosunki z polskimi muzeami. Np. w sierpniu 1993 roku w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie była eksponowana wystawa ze zbiorów WMK «Tradycyjne stroje ludowe Wołynia». W październiku-listopadzie tegoż roku w Muzeum Okręgowym w Zamościu wystawiano «Stare zdjęcia XIX – pocz. XX w.» ze zbiorów WMK. Muzeum brało udział we wspólnych projektach «Wołyń i Polska. Na styku kultur», «Skarby wschodnich Gotów», «Bug. Rzeka, która łączy». W najbliższym czasie ma pojawić się szósty tom «Zamojsko-Wołyńskich Zeszytów Muzealnych», których pierwszy tom ukazał się w 2003 roku kosztem Muzeum Zamojskiego. Na łamach periodyku są drukowane prace wołyńskich i polskich badaczy, w których omawiane są kwestie dotyczące naszej wspólnej historii.

– Jak wygląda zorganizowanie stałych i czasowych wystaw, kto decyduje o ich realizacji? Jakie wystawy są planowane w najbliższym czasie?
– Jeszcze pod koniec lat 60-tych wystawy były rzadkością: nie było działu masowej pracy naukowo-edukacyjnej, nie było miejsca dla wystaw. Wystawy fotokopii były wysyłane centralizowanie z państwowych muzeów z Kijowa i Moskwy, ich tematy były poświęcone znanym datom z historii ZSRR. Cenzurowano je, aprobowano, sporządzano gotowe teksty, niektóre z nich dotychczas są przechowywane w muzeum.

W 1973 roku w muzeum na Chopina 7 robiono remont kosmetyczny i ponawiano ekspozycje wszystkich działów. W maju, gdy sale na parterze, gdzie znajdował się dział historii okresu przedradzieckiego, zostały wyremontowane, kierownik działu Rimma Kaszewska postanowiła stworzyć wystawę etnograficzną, żeby nie były puste. Była to moja pierwsza wystawa i robiłyśmy ją z panią Rimmą z wielkim entuzjazmem. Z ręczników i spódniczek haftowanych tworzyłyśmy wizerunki na ścianach, piękno to umieszczałyśmy w okienkach wystawowych – stroje kobiece, męskie i dziecięce, koce, tkane i haftowane wzory wizerunków, zebrane przez naszych poprzedników jeszcze w latach 30-tych, warsztat i krosna do tkania, różną ceramikę. Działu etnografii wtedy jeszcze nie było, ale muzeum posiadało niezłe zbiory. Ta wystawa była bardzo piękna.

Ale nikt jej nie obejrzał. Oczywiście, nie chodzi o pracowników muzealnych. Nie zezwolono nam nawet na otwarcie tej wystawy. Zachwycone twórczością, całkiem zapomniałyśmy o cenzurze i nie uwzględniłyśmy sytuacji politycznej w kraju. Właśnie w tych dniach zwolniono ze stanowiska zastępcy prezesa Rady Ministrów ZSRR Piotra Szełesta – z powodu «błędów ideologicznych», «idealizacji» przeszłości Ukrainy, «lokalności i przejawów nacjonalizmu», walki o samoistność Ukrainy. Otóż dostałyśmy za swoje – za idealizację przeszłości Ukrainy na terenie wołyńskim. Nawet haftowane ukraińskie koszule i ręczniki wydawały się okupantom niebezpieczną bronią. Obecnie zakazanych tematów wystaw nie ma, oby tylko były materiały.

Rozmawiały Natalia DENYSIUK i Agnieszka BĄDER

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1