Artykuły
  • Register

Dwa ostatnie top newsy w ukraińskim Internecie: pierwszy ciekawy dla konsumentów gazu, drugi zaś dla osób, podróżujących po Ukrainie autobusem.

Pierwszy news mówi o tym, że jeden z deputowanych Rady Najwyższej zaproponował obywatelom Ukrainy mającym długi za gaz, żeby sprzedać psa i za zarobione pieniądze zapłacić rachunki. To dla mnie żadne rozwiązanie, bo nie mam psa. Jednak pojawiające się potem komentarze były śmieszne: «A czy, jak sprzedam psa i on wróci do mnie, to będzie to odnawialne źródło energii?» albo «Czy będzie to liczyć się jak cash back?»

A potem drugi news. Po latach milczącego przyzwolenia na prześladowania pasażerów autobusów przez kierowców filmami i muzyką w Radzie Najwyższej Ukrainy wreszcie wniesiono projekt zmian do ustawy regulującej tę sytuację. Los tak chciał, że zainicjował go i złożył znany Polakom Wołodymyr Wiatrowycz – były dyrektor ukraińskiego IPN-u.

Film jest integralną częścią podróży ukraińskim środkiem transportu. Kto myśli, że ukraińskie drogi to najgorsze co może być w podróży po tym kraju, myli się. Najgorsze są filmy, które trzeba po tej drodze oglądać. Wsiadasz, płacisz za bilet i obowiązkowo musisz obejrzeć film. Reszta się nie liczy. Pasów nie musisz zapinać, bo po pierwsze ich nie ma, a po drugie to nie sprawa kierowcy dbać o bezpieczeństwo podróżnych. Poza tym to przecież nie my wylecimy przez okno w wypadku drogowym. Toalety w autobusie są, ale zamknięte na trzy spusty, bo jak kiedyś się dowiedziałam, ich czyszczenie jest zbyt kosztowne. Służą więc jako dodatkowy luk do przewozu bagażu niewymiarowego. Natomiast przejście ewakuacyjne między rzędami siedzeń zawalone jest torbami, workami i walizkami, bo to najprawdopodobniej nie my będziemy uciekać z pojazdu w razie pożaru. Wszystkie te błahe sprawy jednak nie mają znaczenia. W ramach zadośćuczynienia ewentualnym niewygodom kierowca zapewnia wszystkim pasażerom intelektualną rozrywkę, czyli wspólne oglądanie filmu. Klubu dyskusyjnego po emisji co prawda nie ma. Ale za to pozostają wspomnienia.

CZYTAZJ TAKŻE:
STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: IKONY, CHANSONY I GOŁA BABA

Wracasz sobie np. busem z Kijowa do Równego. Po całym dniu biegania po stolicy lub po podróży samolotem mościsz sobie miejsce na maleńkim foteliku i chcąc nie chcąc przytulasz się do pasażera obok. Latem można się poocierać, ale zimą już nie, bo kurtek raczej nikt nie zdejmuje. Na dystansie 380 km można się rozgrzać gdzieś dopiero w okolicach Żytomierza. Maraton filmowy zaczyna się zwykle po wyjeździe z miasta. Na prostej. Wsiadasz o 20.00 i do 4.00 w nocy oglądasz dwóch nieogolonych facetów goniących się po ulicach miasta i bijących się po głowach, palące się samochody i obowiązkowo przewracające się śmietniki. Jeśli czasem zdarzy ci się przysnąć, w półśnie i tak docierają efekty dźwiękowe filmu w postaci sapania biegnącego, strzału z pistoletu, syreny policyjnej, krzyku mordowanego itp. Kierowca nie pytając o nic może zaproponować też komedię, w której facet załatwia się do hotelowego basenu. Może być to nawet komedia erotyczna w stylu «American Pie», gdzie nie wiadomo o co chodzi, ale jest wesoło, bo koleś zobaczył dziewczynę bez stanika i spadł z krzesła. W tym czasie większość osób patrzy we własne telefony i w słuchawkach ogląda własne filmy.

Kiedy Julia Tymoszenko siedziała w więzieniu w Charkowie, opinia publiczna i Amnesty International biły na alarm, że oto łamane są prawa skazanej, bo całą dobę ma włączone światło w celi. Kiedy pasażerowie zatłoczonych busów muszą godzinami oglądać w podróży gangsterskie filmy jeden po drugim, mało kto reaguje.

Po skandalu, kiedy dwie pasażerki protestujące przeciwko oglądaniu rosyjskich produkcji w ukraińskich autobusach opuściły pojazd, ponieważ kierowca nie chciał wyłączyć filmu, sprawa nabrała nareszcie rozgłosu. Jeśli chodzi o mnie osobiście, jest mi obojętne, do jakiego filmu zmusza mnie kierowca: rosyjski horror, ukraiński thriller, film oscarowy, komedia wszech czasów czy polska, hiperpatriotyczna produkcja. Kiedy jestem w podróży, chcę mieć prawo wyboru do oglądania lub nieoglądania czegoś.

Kiedy się siedzi we własnym fotelu w domu i czyta swoją lubioną książkę, łatwo można gniewać się na Wiatrowycza i jego poglądy oraz wizje polsko-ukraińskich stosunków. Jednak, kiedy jedziesz pięć godzin busem i musisz oglądać gonitwę jakichś kolesi, a Wiatrowycz właśnie składa projekt ustawy o prawie pasażerów do ciszy – wszelkie argumenty historyczne stają się drugorzędne. To jak stanie w kościele podczas mszy świętej. Możesz być świętszy od papieża, ale 40 minuta na nogach robi swoje. Mniej więcej w połowie zaczynają boleć mnie plecy i wtedy nawet najgłośniej śpiewany psalm mnie nie uratuje. Zaczynam wzywać imię Pana Boga nadaremno.

Tak samo jest, kiedy siedzę w busie i kierowca skazuje mnie na film. Jest mi wtedy obojętne, co Wiatrowycz sądzi o polsko-ukraińskiej historii. Kiedy mój organizm potrzebuje ciszy, każdy, kto mi ją zapewni, jest moim dobroczyńcą. Trudno. Czynnik ludzki bierze górę. Zaryzykuję słowa wdzięczności pod adresem byłego dyrektora ukraińskiego IPN-u. A kto z rodaków zarzuci mi kolaborację z nieprzyjacielem, niech się przejedzie busem relacji Równe–Kijów i popróbuje pooglądać w podróży film o mordobiciu. Dopiero wtedy będzie Sława Wiatrowyczowi! I możecie się na mnie obrazić!

Ewa MAŃKOWSKA,
Ukraińsko-Polski Sojusz imienia Tomasza Padury w Równem

CZYTAJ TAKŻE:

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: PYTANIA NA NOWY ROK

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: KONIEC ŚWIATA JEST BLISKO

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: JAK PRZEŻYŁAM LISTOPAD

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: U NAS NA OSIEDLU

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: OGÓLNOAFRYKAŃSKIE DYKTANDO Z JĘZYKA POLSKIEGO W RÓWNEM

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: START-UP NA POZIOMIE B2

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: BLONDYNKA NA POLSKICH BLACHACH

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1