Artykuły
  • Register

Anastazja Chorąża wywożona z całą rodziną 13 kwietnia 1940 r. na Sybir w ramach drugiej deportacji (pierwsza rozpoczęła się w nocy z 9 na 10 lutego 1940 r.), zeskoczyła z wozu przed samym wyruszeniem z Huty Stepańskiej. Pobiegła do domu, aby zabrać białą sukienkę ślubną.

Mąż Władysław zapytał: «Po co ci biała sukienka, gdzie się wystroisz?» Kiedy zachorowała na tyfus i zmarła w marcu 1943 r., została w niej pochowana. Biel sukienki kontrastowała z szarzyzną wokoło i nieociosanymi deskami skrzyni, w której zakopano jej ciało. Kapłana i żałobników nie było.

Sowieci przyszli przed świtem przede wszystkim po Franciszka, brata Władysława Chorążego. Był policjantem w Komendzie Głównej Policji Państwowej w Warszawie, a do Huty Stepańskiej wrócił w 1939 r. po upadku Polski. Został wcześniej ostrzeżony, że jego nazwisko, razem z wieloma innymi, wymieniają sowieci i podają miejsce przebywania. Ukrywał się więc w Wilczym i w domu go nie zastali.

Huta 22 07

Anastazja i Władysław Chorąży z córką Stanisławą i synem Janem w uzdrowisku «Słone Błoto». Zdjęcia rodziny Chorążych udostępniła redakcji Stanisława Berkowska, córka Anastazji i Władysława Chorążych

Huta 22 08

Anastazja Chorąża, zdjęcie z 1938 r.

Huta 22 09

Władysław Chorąży, zdjęcie zrobione w latach 1950–1960

Huta 22 10

Stanisława Berkowska, córka Anastazji i Władysława Chorążych

Huta 22 11

Jan Chorąży, syn Anastazji i Władysława Chorążych, zmarł w 2012 r.

Łącznicę telefoniczną na poczcie w Hucie Stepańskiej od kilku przedwojennych lat obsługiwał Konstanty Skrzybalski. Za sowietów pozostał na tym stanowisku. W największej tajemnicy podsłuchiwał rozmowy, pomagało mu w tym kilku zaufanych. Słuchali dzień i noc, bo obawiali się następnej deportacji, takiej niespodziewanej, jaka miała miejsce 10 lutego. W ten sposób przed wywózką została uchroniona cała rodzina legionisty Stanisława Romana i kilka innych.

Boze Narodzenie Huta 2

Filipina i Konstanty Skrzybalscy na poczcie w Hucie Stepańskiej

Masowe deportacje Polaków w głąb ZSRR rozpoczęły się już w 1935 r., kiedy sowieci w ramach kolejnej fali rozkułaczenia wywieźli z pasa przygranicznego na budowę Kanału Białomorsko-Bałtyckiego także Niemców, Ukraińców, Czechów, Mołdawian oraz przedstawicieli innych narodowości. Kolejną masową wywózką uderzono w polską ludność w 1936 r. Tysiące Polaków z zachodnich obwodów ZSRR przemieszczono wówczas do Kazachstanu. W latach 1937–1938 w Związku Radzieckim zorganizowano tzw. operacje narodowościowe wymierzone w Niemców, Rumunów, Łotyszy, Greków, Bułgarów i innych. Szczególnie okrutnie jednak rozprawiono się z Polakami w ramach tzw. operacji polskiej NKWD nr 00485, podczas której rozstrzelano ponad 111 tys. osób.

Zajęcie Kresów Wschodnich nie zwiastowało niczego dobrego. Sowieci urządzili podbitym narodom i swoim obywatelom «wędrówkę ludów». Najpierw w nocy z 9 na 10 grudnia 1939 r. była tzw. Noc Sierowa i Canawy. NKWD uwięziło wówczas ok. 4800 Polaków, a następnie wywiozło ich w głąb ZSRS. W styczniu 1940 r. wywieziono «ciepłuszkami», tj. krytymi wagonami towarowymi z piecykami, Niemców do Kraju Warty wokół Poznania (Kraj Warty – nazwa regionu administracyjnego utworzonego na terenie III Rzeszy – red.). Początkiem lutego na stacjach w Antonówce, Rafałówce i w Sarnach na nowo pojawiły się te same wagony. Każdego dnia ich przybywało, a wiadomości o nich szybko rozeszły się po okolicy. Nikt jednak nie przypuszczał, co to oznacza. Machina deportacji ruszyła z zaskoczenia, a w jej szpony wpadły też wsie wokół Huty Stepańskiej.

Przy gospodarstwie Włodarczyków w Dworcu k. Stepania przydział otrzymał i osiedlił się piłsudczyk Władysław Laskowski z rodziną. Polaków, mimo że walczyli w różnych armiach, łączyła wyczekiwana z dziada, pradziada Polska. Sąsiedzi szybko się zaprzyjaźnili. Spotykali się wieczorami i razem z innymi weteranami rozpamiętywali czasy wojny, co bardzo zbliżało ich do siebie. Razem też pocieszali się w smutku, obu bowiem zmarły żony. Włodarczyk miał ośmioro dzieci, a Laskowski siedmioro, najmłodsze z nich miały po kilka lat.

Pod dom Laskowskiego nocą z 9 na 10 lutego 1940 r. podjechało kilka sań. Przyjechały całą kolumną i rozjechały się pomiędzy inne domy. Tej nocy wywożono prawie 50 rodzin z przysiółka Batory. Włodarczyk, zbudzony przez psa, obserwował ze swojego okna, co się dzieje. Na wszelki też wypadek pobudził i ubrał dzieci. Z sowietami, choć z nakazu restrykcyjnie traktowali Polaków, w indywidualnych kontaktach można było nawiązać normalne relacje. Kiedy Laskowscy zaczęli wynosić swoje rzeczy, Włodarczyk mimo obaw zdobył się na odwagę, wziął kule, bo był wojennym kaleką, i poszedł zapytać, gdzie zabierają sąsiada. Oficerowi zameldował się jak żołnierz 100 Dywizji 397 Pułku Piechoty Armii Carskiej. On salutując potraktował go jak weterana, nie odpowiedział jednak na pytanie, ale pozwolił pożegnać się z wywożonymi.

Deportacja była całkowitym zaskoczeniem, wiele rodzin nie było na to w ogóle przygotowanych. Laskowskim brakowało zapasów jedzenia i ciepłych ubrań. Włodarczyk wrócił więc do domu, przygotował tobołek z żywnością, zebrał ciepłe swetry i poszedł z powrotem do sąsiada. Wręczył też Laskowskiemu 15 dolarów i serdecznie się pożegnali. Wszystkie sanie na nowo utworzyły kolumnę i około drugiej w nocy wyruszyły w drogę. Już sama podróż do Sarn w mroźną zimę dla niektórych zapowiadała szybką śmierć. Prawie wszystkich z okolicy wywieźli pod Wołogdę do osady Katromskij.

Huta 22 01

Michał Włodarczyk z Dworca, ur. w 1893 r.

Huta 22 02

Michał Włodarczyk z dziećmi (od lewej): Helena, Wiktor, Władysława i Stanisława. Zdjęcie zrobione ok. 1969 r.

Spośród wielu opowieści wywożonych na Sybir, wtedy dzieci, najbardziej w pamięci zapadły mi słowa Pawła Sadowskiego (ur. w 1929 r.), syna Adolfa, gajowego z lasów koło Romejek.

Od wybuchu wojny byli zatrwożeni o swój los, pełni obaw, co się z nimi stanie. Ukraińcy rozebrali wybudowaną tuż przed wojną gajówkę, a Adolf ze strachu nie powiedział ani słowa sprzeciwu. Zamieszkali w pomieszczeniu przy stajni. Sowieci nie reagowali na zachowanie Ukraińców, mimo że we wsi był posterunek milicji, a ci robili, co chcieli. Nie było ani możliwości by bezpiecznie się ukryć, ani uciec. Wszystko, co miało jakąś wartość, w tym kożuchy, Adolf zakopał, żeby zdziczeni sąsiedzi nie rozkradli.

Przyjechali po rodzinę Sadowskich około drugiej w nocy. Powiedzieli, że będą ich wywozić do kolonii po Niemcach, kazali się pakować. A wszystko było zakopane w beczkach, w zamarzniętej ziemi. Adolf nie wierzył w to, co mówią, protestował, domagał się rozmowy z komendantem i wyjaśnienia nieporozumienia. Jego żona Aleksandra z d. Wołoszyn z Wyrki, w zaistniałej sytuacji zemdlała, nie wiedząc, co robić. Wtedy Adolf wyrwał jednemu żołnierzowi karabin, aby się zastrzelić, a drugi w tym czasie uderzył go kolbą w plecy, wtedy padł na ziemię. Czas mijał, a sowieci powiedzieli, że zaraz wyjeżdżają i zabiorą ich tak, jak stoją – bosych i gołych. Starsze dzieci zbierały, co mogły, w międzyczasie ratując matkę. Zabrali niewiele ubrań i mało jedzenia, którego w domu i tak nie było za wiele.

Na stacji w Antonówce rodzinę wsadzili do wagonu razem z Gregorowiczami (lub podobne nazwisko) i rodziną Ukraińców. Na środku stał piecyk, do którego opał się szybko wyczerpał. W podłodze jako toaleta była dziura. Tamte rodziny miały jedzenie, a Sadowscy nic. Prosili więc, a oni dawali po kawałku chleba. Pociąg czasem po kilka dni stał na bocznicy. Ludzie na postoju wołali informując, kto zmarł w ich wagonie. Na ścianach był lód powstały z wydychanego powietrza. Podróż do Katromskiego trwała ponad dwa tygodnie. Sowieci ani razu nie wypuścili więzionych z wagonów.

W takich strasznych warunkach śmierć zawitała i do wagonu Sadowskich. Młodsza siostra Pawła, Genia, chudła w oczach, ale zmarła najpierw Basia. Była niemowlakiem przy piersi. Ciągle płakała i ssała piersi matki, w których nie było mleka, ssała krew. Matka ukrywała śmierć Basi, aby ją pochować w ziemi. Wartownicy bowiem na postojach wyrzucali z wagonów zmarłych. Tak stało się i z Basią.

Po dotarciu do kolonii umieszczono ich stłoczonych w świetlicy, gdzie żyli do czasu wybudowania szałasów z bali sosnowych. Zmuszani byli do katorżniczej pracy. Za wykonaną normę deportowani otrzymywali 400 gramów chleba i coś, co nazywali zupą. Tata Adolf tracił siły i nie wykonywał wyznaczonego planu, dlatego «brygadzista» (tak Paweł określał wartownika) musiał mu zmniejszyć rację żywieniową do 200 gramów chleba. Kiedy błagalnie prosił o niezmniejszanie racji, brygadzista powiedział, że musi to zrobić, bo inaczej za niewykonanie «normy» on będzie więźniem, a ma małe dzieci.

Minęła zima, potem następna, deportowani oswajali się z trudami życia. Najsłabsi, starzy i chorzy już umarli, silniejsi jeszcze walczyli o przeżycie. Gajowego Kołodyńskiego z sąsiedniej gajówki koło Romejek zjadły w lesie «meszki», jak poszedł po czosnek niedźwiedzi. Wtedy wybuchła wojna 1941 r. Wszyscy zdrowi mężczyźni poszli na front, pozostali wartownicy. 31 sierpnia 1941 r. ogłoszono amnestię. Jednak głodowe porcje nadal prowadziły do śmierci. Szybko zmarła siostra Pawła, Genowefa, potem mama Aleksandra i brat Tadeusz, ur. 1935.

Ludzie po amnestii wyjeżdżali, ale Adolf z powodu niedożywienia nie miał już sił na jakąkolwiek próbę wyjazdu. Racje żywieniowe jeszcze bardziej ograniczono, wszystko szło dla frontu. Wartownicy widząc umierającego Adolfa niejednokrotnie oddawali mu swoje jedzenie. Umierał w oczach, tego co dostawał nie zjadał, a przynosił jeszcze żywym dzieciom.

Dzieci chodziły do szkoły, otrzymywały tam po 200 gramów chleba, ale po szkole mogły dorobić następne 200 gramów pracując w lesie przy porządkowaniu karczowisk. 12-letni Paweł miał do wyboru umrzeć z głodu lub z wycieńczenia pracując za dodatkowy przydział chleba. Głód zmusił go do pracy w strasznych warunkach zimy z 1941 na 1942 r.

Po śmierci taty, wiosną 1942 r., Paweł z dwoma żyjącymi siostrami Antoniną (ur. w 1923 r.) i Marią (ur. w 1926 r.) wyruszyli latem w drogę do Stalingradu. Jednym z zesłanych był leśniczy, który miał mapę Rosji. Przekonał kilkudziesięcioosobową grupę ludzi, że trzeba się tam udać, bo jak Niemcy zajmą miasto, to oni będą mogli wrócić do domów. Po długiej drodze barką po Wołdze dotarli do miasta, ale ich plan się nie powiódł: sowieci ewakuowali ludność cywilną do Kazachstanu i ich też wywieźli.

Kończąc wywiad zapytałem: «Pawle, jak Tobie udało się przeżyć?» «To chciałem właśnie zachować na koniec» – najpierw musiał się jednak wypłakać i od nowa rozpoczął.

Polacy byli wolni, ale innych więźniów dalej pilnowali wartownicy. Kiedy Paweł pracując na chleb z braku sił usiadł na śniegu, żeby umrzeć, wartownik podszedł do niego i powiedział: «Mam takiego samego syna. Chodź, dziecko, ze mną». Podniósł go ze śniegu, poprowadził do baraku wartowników i zlecił mu codziennie po szkole tu przychodzić i palić w piecu, w zamian miał zaliczoną pracę. Przy tym piecu przetrwał zimę. Jego ciepło czuł codziennie przez długie powojenne lata. Kim był wartownik, nigdy się nie dowiedział. Widział tylko codziennie, jak otrzymywaną porcję zupy nalewał do słoika i dwie kromki chleba chował dla kogoś do kieszeni. Sam jadł dwie postne kromki, wycierając nimi pustą miskę.

Wzruszony Paweł mówił: «Wartownik uratował mnie od śmierci, od tego dnia modlę się za niego, tak jak za zmarłych z głodu Mamę, Tatę i rodzeństwo».

Huta 22 03

Petronela i Franciszek Jucewiczowie z kolonii Ugły w gminie Stepań z córką Haliną. Rodzinę Jucewiczów też deportowano na Sybir

Huta 22 06

Cecylia Jucewicz, córka Petroneli i Franciszka, ur. w 1928 r.

Huta 22 Deportacja 00

Stary i nowy krzyż w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się kolonia Borek w okolicach Huty Stepańskiej

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: UZDROWISKO SŁONE BŁOTO, DRUGA, CIEMNA STRONA MEDALU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEDNÓWEK I WOŁYŃSKA BIEDA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: BAL SZKOLNY W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WIARA MOJŻESZOWA PEŁNA TAJEMNIC

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEKLĘTA GORZELNIA W HORODŹCU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OBÓRKI TRUSIEWICZOWSKIE W GMINIE KOŁKI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PIOSENKA O PIĘKNEJ HELENIE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: GAJOWY I KOCHANKA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1