Artykuły
  • Register

Był wybitnym poetą i świetnym wykonawcą swoich piosenek. Wspólnie z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim stworzył niezwykłe trio bardów śpiewających «ku poznaniu własnych serc i umysłów». Pisał teksty piosenek, wiersze i powieści, komponował muzykę. 

Jacka Kaczmarskiego nie da się zamknąć wyłącznie w szufladce barda «Solidarności» i ograniczyć do jednej piosenki uznanej za jej hymn.

Dalekim krewnym Jacka Kaczmarskiego był Jakub Jasiński – literat, żołnierz i rewolucjonista. Być może dlatego jego przeznaczeniem było zostanie bardem «Solidarności» i jednym z symboli walki z komunistycznym reżimem zamiast oficjalnego zaliczenia w poczet wybitnych poetów.

O czym śpiewał? Jego piosenki są wielką opowieścią o ludziach jako zbiorowości i jednocześnie o każdym z nas, są poszukiwaniem sensu życia, uczą rozróżniania dobra od zła. Mówił o naszych pragnieniach, uleganiu iluzji, o szukaniu szczęścia i Boga (sam ochrzcił się przed śmiercią). Śpiewał tak, jakby pragnął ocalić w nas coś, co odróżnia nas od innych istot na ziemi, co pozwala wierzyć, że ludzkość jednak robi postępy w swoim rozwoju i moralności.

Żył w takich czasach, tworzył tak, że stał się bardem «Solidarności» i opozycjonistą, kiedy znalazł się na emigracji po wprowadzeniu stanu wojennego. Został w Paryżu. Śpiewał za granicą. Żył głownie z koncertów. Od roku 1984 do 1994 pracował w «Radiu Wolna Europa». Prowadził tam program «Kwadrans z Kaczmarskim». Najsłynniejszą jego piosenką okresu «Solidarności» stały się «Mury». Były one wołaniem o godność jednostki i wolność każdego człowieka. Pamiętamy też piosenkę «Przejście Polaków przez Morze Czerwone».

Po roku 1989 Kaczmarski powrócił do kraju i dalej z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim występowali, tworząc wielką trójkę bardów, którzy pisali wspaniałe piosenki i dawali cudowne koncerty. Współpracowali w latach 1978–1995. Stworzyli razem programy: «Mury», «Muzeum», «Raj», «Wojna postu z karnawałem» i inne. Na ich koncerty przychodziły tłumy. Płyty uzyskiwały miano złotych. Potem Jacek wyjechał ponownie. Tym razem z własnej woli. Do Australii. Pisał i śpiewał jednak dalej. W końcu na zawsze wrócił do ojczyzny. Został pochowany na warszawskich Powązkach.

W twórczości Jacka Kaczmarskiego pojawia się dojmujący opis ciemnych stron natury człowieka, przytłacza nas i wprawia w osłupienie, że to właśnie my – ludzie jesteśmy bohaterami jego piosenek, wierszy i prozy powstających w różnych okolicznościach historycznych dawniej i dzisiaj.

W jego piosenkach nie ma tekstów bez znaczenia. Nie ma też niepotrzebnych słów. Jest chirurgiczna precyzja, tak jak w poezji Stanisława Barańczaka. Każda piosenka to modlitwa, traktat, nauka i przestroga. Jest zarówno do posłuchania, zaśpiewania, jak i do przemyślenia. Jeśli chodzi o teksty, to pisał o wolności, o postaciach historycznych, o swoim losie, o pokoleniu, z którym wchodził w młodość, w dorosłość, w wiek męski i w wiek klęski, kiedy zachorował i musiał zmierzyć się z ostatnią rzeczą w życiu – ze śmiercią.

Moja dziesiątka jego piosenek przedstawia się dziś następująco: «Rozmowa», «Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego», «Nasza klasa», «Jan Kochanowski», «Modlitwa o wschodzie słońca», «Arka Noego», «Źródło», «Kantyczka z lotu ptaka», «Powrót», «Konfesjonał». A tuż za nimi znajdują się: «Luter», «Obława», «Ballada wrześniowa», «Jałta», «Ballada katyńska», «Lalka, czyli polski pozytywizm»… Można tak wymieniać bez końca.

Jeśli chodzi o grę na gitarze, to trzeba powiedzieć, że Kaczmarski nie był leworęczny, ale tak zaczął grać i stwierdził, iż odwrotne trzymanie gitary daje ciekawsze dźwięki basowe, kiedy nie zmienia się też położenia strun gitary, tak jak robią leworęczni piosenkarze.

W swych utworach często nawiązywał do malarstwa. Obrazy inspirowały go do opowiadania o ludzkich losach. Wielokrotnie udzielał głosu postaciom, które dawno nie żyją – poetom, malarzom czy postaciom historycznym. Genialnie streścił «Lalkę» w refrenie piosenki śpiewając: «Rzeckiemu śni się Bonaparte, Wokulski kocha Izabelę», podsumował Jałtę, przejście Polaków przez Morze Czerwone, naszą wolność i radość z odzyskania podwórka do zabawy w roku 1989. Powieści Henryka Sienkiewicza wykorzystał także do opowieści o naszych przodkach.

Kaczmarski umiejętnie wcielał się też w role postaci dawno nieżyjących, a przemawiających przez jego usta do nas. Polecenia godne są takie piosenki jak: «Jan Kochanowski», «Epitafium Brunona Jasieńskiego», «Luter», «Sen Katarzyny II».

Śpiewanie, że cały naród to jedna rodzina, to mit, którego potrzebuje każda społeczność, a poeta, żeby wyśpiewać swoją duszę, pozostaje sam, tak jak w piosence «Mury». Wszystkim się zdawało, że mury runęły w 1980, czy potem w 1989, a to było tylko kolejne złudzenie i mieliśmy oraz mamy do czynienia z następnymi obietnicami, życie jednak jest cierpieniem, nieustanną zmianą, a ludzi nie da się przerobić w anioły.

Chociaż Kaczmarskiemu zwracano uwagę na pesymistyczną końcówkę «Murów», wciąż jednak śpiewał: «A mury rosną, rosną, łańcuch kołysze się u nóg». Życie zawiera zło i okrucieństwo, i gdyby nam było dane w jakimś momencie naszej egzystencji obserwowanie wszystkich rzeczy, które dzieją się w różnych zakątkach naszego globu, byłoby to nie do zniesienia.

Czeski bard Jaromir Nohavica powiedział w jednym z wywiadów: «Lubiłem Kaczmarskiego, grałem z nim koncerty, świetny był, ale jak się go słucha przez dwie godziny, to potem nic tylko się zabić». Nie zgadzam się jednak z tą opinią, bardzo lubię pieśni Kaczmarskiego, zarówno te smutne jak i te żartobliwe. Jego piosenki dążą do prawdy o człowieku, a ta jest okrutna. Poeta nie mami tanim sentymentalizmem, obiecankami i polewaniem się szampanem w zimowej stolicy Polski. Nie kłamie, że wszyscy Polacy to wielka rodzina. Wali często prosto z mostu, ale robi to używając ironii, odwołując się do baśni, obrazów, postaci historycznych, doskonałych i celnych przenośni.

Jacek Kaczmarski był wybitnym poetą, tekściarzem, piosenkarzem i prozaikiem. Nie pamiętamy o tym, ale napisał też dobre powieści: «Autoportret z kanalią», «Plażę dla psów» i «Napój Ananków».

Mam pewność, że jego różnorodna twórczość nie zostanie zredukowana do jednej piosenki i do jednej etykietki. Myśli, które chciał nam przekazać, są głębokie i nie są przeznaczone tylko na dwa dziesięciolecia – czas końca komunizmu i ciężkiego okresu zmian, ale na dłużej. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, kto sprofanował jego grób i ukradł struny gitary z brązu, ale Jacek Kaczmarski gra wciąż i każe zastanawiać się nad sensem życia i działania człowieka. W Regionalnym Centrum Kultury im. Zbigniewa Herberta w Kołobrzegu odbywa się co roku Festiwal Piosenki Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego «Nadzieja». Jest więc szansa, że jego twórczość będzie jeszcze długo trwać w nas i dla nas.

Wiesław PISARSKI,
nauczyciel języka polskiego skierowany do Kowla przez ORPEG

CZYTAJ TAKŻE:

ABC KULTURY POLSKIEJ: ANDRZEJ WAJDA – REŻYSER PRACOHOLIK, REŻYSER SPEŁNIONY

ABC KULTURY POLSKIEJ: EDWARD STACHURA – KASKADER LITERATURY

ABC KULTURY POLSKIEJ: ŚWIAT GUSTAWA HERLINGA-GRUDZIŃSKIEGO

ABC KULTURY POLSKIEJ: KRZYSZTOF KIEŚLOWSKI – RZEMIEŚLNIK FILMU

ABC KULTURY POLSKIEJ: KRZYSZTOF MYSZKOWSKI – BARD ZE ZŁOCIEŃCAABC KULTURY POLSKIEJ: KRZYSZTOF MYSZKOWSKI – BARD ZE ZŁOCIEŃCA

ABC KULTURY POLSKIEJ: SIĘGNIJ DO SERCA POLSKIEJ MUZYKI ROZRYWKOWEJ

ABC KULTURY POLSKIEJ: «MIŚ» I «PSY», CZYLI «TEN W LUSTRZE TO NIESTETY JA»

ABC KULTURY POLSKIEJ: KULTOWA TRYLOGIA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1