Artykuły
  • Register

Nienawidzę obchodzić swoich urodzin. Zawsze staram się je jakoś ukryć. Najpierw nieudolnie w ustawieniach na Facebooku.

Potem okazuje się, że kliknęłam nie w to miejsce i tak na świat wydostaje się prawda o moich urodzinach, a obok mojego nazwiska na cudzych kontach pojawia się kretyński prezencik narzucając innym konieczność złożenia mi życzeń. Raz tylko dostałam ciekawe życzenia: «Wszystkiego najlepszego i żeby Twoi wrogowie umarli szybciej niż Ty». Oto są konkretne życzenia! Nie lubię urodzin, bo czuję się stara. W końcu 39 lat to jeszcze niezbyt duże zużycie biologiczne. Co prawda anabolizm dominuje nad katabolizmem i organizm zaczyna podjadać własne rezerwy, ale duszy obce są procesy metaboliczne! Dusza chce być młoda, tak jest. I żadne tam deficyty kolagenu jej nie zaszkodzą.

Lubię za to być zapraszana na cudze urodziny. Miałam ostatnio okazję być na jednych – dziesiątych. Jubilat był dostojny. Znam go od lat trzech czy czterech, nie wiem dokładnie, ale pamiętam, że pierwszy z nim kontakt nie należał do najmilszych. Takie zdawkowe przywitanie, a potem w toku wymiany zdań wołacz «Babo!», który puściłam mimo uszu, przypisując go barwnej retoryce rozmówcy. Jednak następne trzy lata naszej znajomości to już inna historia. Co Jubilat osiągnął w ciągu 10 lat życia – to już sobie sprawdźcie sami w innych artykułach tej gazety. Ja napiszę, co ja osiągnęłam dzięki Jubilatowi.

Jubilat w wieku 10 lat to gówniarz. Innym jeszcze mówi na Pani albo «po baćkowi». A mnie, prawie 40-latce, przypomniał lata liceum, kiedy z zapałem pisałam wypracowania z polskiego na piątkę. Każdy tekst był dla mnie jak wyścig na 100 metrów dla Usaina Bolta – albo będzie najlepszy «na szóstkę», albo chcę dwóję i kończę bieg przed metą. Dzięki Jubilatowi mogę też czasem napisać coś w stylu «sztuka dla sztuki», «ku chwale», albo «sobie a muzom».

Jubilat poznał mnie z ludźmi, którzy pomogli mojej organizacji. Niby ten dzieciak ma 10 lat, a dzięki niemu powierzono mi projekty, które uwielbiam wykonywać. Bachor – mówi się u nas, a rozmawiam z nim godzinami o marności wszechświata i o starych Polakach. I prawdę Wam powiem, że nie raz mam ochotę mu powiedzieć coś «do słuchu». Chce mi się dać mu milion rad i poprawić coś w nim na «lepsze». Jednak tego nie robię, bo wiem, że ten dzieciak jest, jaki jest i takim go lubię. Dzięki niemu stałam się aktywną Polką na Ukrainie. Mam tu taką mini-Polskę. Mam blisko Polaków i miejsce, żeby z nimi rozmawiać. No i mam przyjaciół, których lubię i którzy mnie lubią (można napisać do tego komentarz tylko pozytywny!). Ten dziesięciolatek przyjął mnie do polskiej adopcyjnej rodziny na Ukrainie. Uświadomił mi, że potrzebuję tego, żeby być częścią polskiego środowiska za granicą i chcę być tam zaakceptowaną i obdarzoną zaufaniem.

Jubilat nazywa się «Monitor Wołyński». W tym roku obchodził swoje dziesięciolecie. Wakoluk i Denysiuk to nie zbieżność nazwisk. To właśnie osoby, o których piszę. To redaktorzy i organizatorzy jubileuszu, na którym byłam gościem. Podczas imprezy minister wręczył im Złote Krzyże Zasługi za szczególny wkład w działalność polonijną. Donoszę opinii publicznej, że ani jeden, ani drugi, choć tacy z nich «poloniści», nie byli świadomi, że otrzymali najwyższe polskie cywilne odznaczenie. Pod medalem dla nich podpisuję się dwoma rękami.

Była taka polska komedia «Chłopaki nie płaczą». Jest tam następujący dialog. «Byłeś kiedyś w Ameryce? Nie, ale znam kogoś, kto tam był». Ja medalu się nie spodziewam, choć przyznam, że połechtałby on przyjemnie moje ego! Zresztą Walentyn Wakoluk kiedyś mi powiedział, że «takim, jak ja, nie dają». Mogę jednak śmiało powiedzieć, że znam kogoś, kto dostał taki medal. I jestem z tego dumna.

Oświadczam, że niniejszy artykuł nie jest «zakazuchą» (tak na Ukrainie nazywany jest tekst napisany na zamówienie). Po pierwsze «zakazucha» kosztuje więcej niż honorarium za ten felieton, a po drugie powyższe, co napisałam, jest prawdą. Nawet to, że nie lubiłam redaktora naczelnego, a jego zastępca do dziś mnie «napriahaje» (czyli dręczy) w sprawie różnych tam uściśleń do moich tekstów.

Ewa MAŃKOWSKA,
Ukraińsko-Polski Sojusz imienia Tomasza Padury w Równem

CZYTAJ TAKŻE:

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: OGÓLNOAFRYKAŃSKIE DYKTANDO Z JĘZYKA POLSKIEGO W RÓWNEM

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: START-UP NA POZIOMIE B2

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: BLONDYNKA NA POLSKICH BLACHACH

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: KTO TY JESTEŚ? POLAK STARY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: SHOW-DYKTANDO «PO POLSKIEMU»

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ODWILŻ

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: CZAS ZEMSTY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DOMNIEMANY BANDEROWIEC

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NIEWIDZIALNE GRANICE

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NA GRANICY (PRAWA)

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: PRAWDZIWIE BEZ WIZ!

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DWA MIESIĄCE WOLNEGO

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ORGAZM NA GRANICY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: WRÓCIĆ CZY NIE WRÓCIĆ… OTO JEST PYTANIE!

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1