Artykuły
  • Register

Michał Sawicki wisiał w swojej stodole, uwiązany za nogi i podciągnięty do góry w otwartych wrotach. Bolszewicy dobrze się bawiąc czekali, kiedy wreszcie powie, gdzie jest jego złoto.

Gdy jeden z nich wpadł na pomysł, że trzeba przesunąć pod niego ognisko, zaraz powiedział.

Wojna upodobała sobie Huciańską ziemię. To w jedną, to w drugą stronę ciągnęły przeróżne wojska. Panny i mężatki uciekały na bagna, zostawały staruszki i starcy i to na nich spadał «zaszczyt» przyjmowania gości. Kiedy ci byli zadowoleni z gościny, oszczędzali domy, bo wojna lubi ogień. Potem przychodzili następni i rozliczali za przyjmowanie poprzedników. Trzeba było dobrze się natrudzić, żeby przekonać ich, że są miłymi gośćmi, a tamci to byli niechciani. Samogon łagodził agresję, ale nie było go skąd brać, żyta na chleb nie wystarczało.

Wojna wojną, ale gościna łupieżcza bolszewików trwała na okrągło. Michał oddał złoto i stał się biedniakiem. Politruk dla kontynuowania zabawy «łaskawie zaprosił» go do dalszej biesiady. Jak tu nie być szczęśliwym, kiedy jeszcze żyje i w goście proszą? Politruk na czapce miał młot i pług, to odróżniało go od innych bolszewików. Jadł, pił i uświadamiał ideowo Michała, wywołując salwy śmiechu żołnierzy, jeśli tę zbieraninę można było tak nazwać. Michał słuchał z wielkim zainteresowaniem, szczęście spływało na niego razem z wiedzą. Wiedza nie wchodziła mu jednak do głowy, myślał, jak uciec. Zrozumiał, że i tak jego los jest przesądzony: zabiją na koniec. Najpierw wysłuchał o ciemiężycielu Piłsudskim, potakując radośnie. Potem o Denikinie, co to razem z Ententą chciał obalić rewolucję światową, ale im się to nie udało. «Teraz my idziemy w odwiedziny na Warszawę, potem Berlin» – duma rozpierała mówcę. «Armii Konnej nic nie zatrzyma» – i upity usnął. Michał, nie myśląc o pozostawionej gospodarce, założył budionnówkę i w mroku uciekł z Huty do lasu.

We wsi nie było młodych. Zwerbowani latem 1919 r. poszli na front. Późną wiosną 1920 r. przyszły od nich listy spod Mińska, wysłane w grudniu ubiegłego roku. Przyszły też wiadomości o wyprawie na Kijów. Wieści mówiły o sojuszu polsko-ukraińskim i zdobyciu Kijowa. Starzy nie dowierzali wiadomościom. «Kijów bardzo daleko, ze 300 wiorst, a mosty kolejowe zniszczone» – mówili. Nie było żadnych pewnych wieści, aż do czasu przyjazdu gospodarzy z Ostów, którzy jechali ze zbożem z Ołyki. Przywieźli odezwę ukraińskiego atamana Petlury wzywającą Ukraińców do wstępowania w szeregi wojska ukraińskiego. Nie minęło kilka dni, jak stepański Żyd, kupiec obwoźny, lamentował: «Oj, co za czasy! Budionny już w Równem, strach handlować!».

Frontu nikt nie widział, nie kopano okopów, wojsk wycofujących się też nigdzie nie było. Strach padł na hucian, spakowano tobołki i dalej na bagna. Do zagród wracano jedynie karmić zwierzęta. Pozostałe nieliczne konie, jak największy skarb zabrali ze sobą. Ledwie ludzie poszli na bagna, a już bolszewicy złapali Michała.

Mieszkańcy wrócili, jak już bolszewicy poszli dalej, na zachód. Zostawili obrabowaną wieś, walające się resztki niezjedzonej wołowiny i drobiu. Wiatr roznosił ulotki z przemówieniem Lenina do czerwonoarmistów, które służyły im za papier toaletowy. Miejsce pobytu bolszewików zaznaczone było wszechobecnym smrodem odchodów, które «zdobiły» miejsca, gdzie odpoczywali i się gościli. Za kilka dni przez Hutę, nie zatrzymując się przeszedł szwadron polskiej konnicy, żegnany płaczem kobiet. Odszedł w kierunku Ośnicy spowity chmurą kurzu. Potem wszystko przycichło. Żniwa przeszły spokojnie, zboże szybko wymłócono i zakopano w beczkach.

Bolszewicy nie przyszli po zboże, nie zakładali też swojej władzy, zapomnieli o Hucie. Idąc na Warszawę, nie śpieszyli się bardzo, ale kiedy uciekali, widać było ich pośpiech. Rozalię Wysocką z Wilczego bardzo to rozbawiło, zapytała się drwiąco jednego bolszewika: «Gdzie się tak śpieszycie?» Ten w odpowiedzi zastrzelił ją na miejscu i uciekał dalej.

Wsie wokół Huty, zapadłe wśród lasów, czekały na to, co będzie dalej.

Sroga zima przeszła, śniegi stopniały, a z frontu szczęśliwie wrócili bracia Adam i Marian Sulikowscy z Temnego. Kiedy wyruszali jako ochotnicy, ich brat Łucjan chciał iść z nimi, ale nie mógł, bo suchoty (gruźlica) odebrały mu siły. «Bracie, nie umieraj, Polska powstaje» – powiedzieli mu wówczas. Odpowiedział: «Tyle razy nam o niej opowiadali, a ja umieram. Nie mów, nie mów, że Polska powstaje. Tak chciałbym ją zobaczyć».

1 Zdj

2 Zdj

Zdjęcia znalezione w Hucie Stepańskiej w latach 50-tych przez Piotra Abramowicza

4 Droga z Osnicy do Huty

Droga z Ośnicy do Huty, pierwsze budynki kołchozu

5 Droga na Borek z Huty

Droga na Borek z Huty Stepańskiej

7b Droga przed Huta

7c Huta widziana od Strony Stepania

Droga do Huty od strony Stepania

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

P. S.: Zainteresowani mogą uzyskać więcej informacji pod adresem mailowym: janusz-huta-stepanska@wp.pl

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOŚCIÓŁ W KAZIMIERCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYJAZDY ZA WIELKĄ WODĘ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOLONIE W OKOLICY HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HORYŃ – RZEKA PIĘKNA I STRASZNA, ZAWSZE BLISKA SERCU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA ŚWIATOWA I POWRÓT Z WOJNY WYSOCKICH

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SEJM U WAWRZYNOWICZA W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZAWŁASZCZENIA I KONFLIKTY LEŚNE

OSADNICTWO POLSKIE W OKOLICACH HUTY STEPAŃSKIEJ NA WOŁYNIU

WOŁYŃ JAK CHLEB POWSZEDNI

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1