Artykuły
  • Register

Żyd z Osowy przybiegł do Wilczego z wieścią, radość rozpierała jego głos – Żyszmunt, Żyszmunt Wyszooski idzie! Ludzie z całej wsi zeszli się na przywitanie. Opłakany i uznany za zabitego na Wojnie Światowej Zygmunt Wysocki wraca do domu.

Kiedy Hucianie w wielkiej liczbie, żegnani przez bliskich, wyruszali na Wojnę Światową (nikt jeszcze nie nazywał jej «pierwsza»), mówiono im: «Na Boże Narodzenie na pewno wrócicie». Car przecież wie, co robi: czekał, aż zakończą się żniwa, a teraz postraszy i będzie po wojnie. Wystarczy zdobyć Twierdzę w Przemyślu, a Austria skapituluje.

Niezliczone pułki armii carskiej wydawały się nie do pokonania. W drugim roku wojny zastygły na swoich pozycjach przy wsiach, wzdłuż Styru. Wybuchy pocisków artyleryjskich słyszane ciągle od miesięcy, nie napawały optymizmem. Sytuacja na froncie stawała się zła, zaopatrzenie nie zaspokajało podstawowych potrzeb. Morale spadało, żołnierze przypominali obdartych żebraków, proszących miłosierdzia. Rozstrzeliwano coraz więcej złapanych dezerterów, uciekających z cuchnących okopów. W ciepłe dni odór był nie do wytrzymania, rozkładające się szczątki ciał, porozrywanych pociskami artyleryjskimi, nie pozwalały oddychać.

Zapach okopów przywabia Śmierć i ta przyszła szybko, zebrała wielki i łatwy pokos. Zabierała chorych żołnierzy z mokrych i zimnych okopów, a najbardziej obłowiła się w czasie ataków oraz w przyfrontowych szpitalach. W jednym z takich szpitali w Wilczym (w okresie międzywojennym kolonia w gminie Silno, parafia Chołoniewicze – red.), z potrzeby serca, pomagała matka żołnierzy Stefania Wysocka. Los jej synów był nieznany. Widząc cierpiących i umierających opiekowała się nimi, jak mogła. Nie była sama, było wiele matek. Mówiły: «Może naszym synom też ktoś pomaga». Pielęgnowały rannych, gotowały jedzenie, prały okrwawione bandaże, modliły się przy umierających. Zawsze były tam, gdzie potrzeba, na wszystko miały czas. Pomagając zabijały swoje myśli o tym, co dzieje się z ich synami, od których nie przychodziły listy. Odprowadzały do grobu zmarłych żołnierzy, których niesiono bez trumny i kapłana, zastępowały im rodziny, matki i żony. Stawały się jedynymi uczestnikami pochówku, zanosiły też modły za dusze żołnierskie do Boga. Wyznanie nie było ważne.

Pomiędzy rannymi leżał «jakiś ważny oficer», przy którym chodzili wszyscy lekarze i w odwiedziny przybywali oficerowie, prężąc się przy salutowaniu. Wracał do zdrowia i codziennych czynności, wtedy też myjąc się zagubił obrączkę. Mimo długich poszukiwań nikt jej nie znalazł. Oficer był zrozpaczony i wszyscy funkcyjni razem z nim. Mówili: «To wielki Pan, pochodził z Ałtajskiego Kraju. Obrączka była najważniejszą rzeczą, którą posiadał na froncie, zgubił ją, a to zły znak».

Po kilku dniach Stefania przy praniu pościeli znalazła tę obrączkę i natychmiast zaniosła ją szczęśliwemu oficerowi. Ten niezwłocznie wyprawił adiutanta do Derażnego, by kupić u Żydów złote kolczyki dla uczciwej kobiety. W drodze powrotnej zabrał na wóz obolałego żołnierza, który dla wyleczenia ran otrzymał urlop i wlókł się powoli do domu. Był bardzo słaby, siadł przy drodze, z myślą, że jak umrze, to może ktoś go pozna i da znać do domu. Wóz był jego wybawieniem, już miał się kłaść, żeby umierać. Przywieźli go do szpitala, który był w drewnianych barakach w środku wsi, prawie pod rodzinną chatą. Adiutant na odchodne powiedział, żeby tu przychodził na opatrunki. Stefanii odebrało na chwilę mowę, uczyniła znak krzyża: «Walenty, synku, wróciłeś». Modły Matki zostały wysłuchane.

Wielka radość i nadzieja zapanowała w szpitalu. Żołnierze zapewne wyobrażali sobie, jak będzie wyglądał ich powrót do domu. Nie wiedzieli, że przed żywymi jeszcze następne wojny. Walenty odwiedzał leżących żołnierzy, przynosił im tytoń. Sam nie palił, ledwie oddychał z powodu przestrzelonego płuca. Pocieszał ich, pisał listy i opowiadał.

Jego historia była ciekawa. Od pierwszego dnia wojny był na froncie, jak miliony mu podobnych. Nie szukał śmierci, chciał tylko wrócić do domu. Kiedy mu kazali, szedł, jak się wycofywali, to szybko uciekał. Zapamiętał szarpnięcie w pierś, kiedy szli do ataku na drugim brzegu Styru, za Starą Rafałówką i nic więcej.

Potem dopiero dotarł do niego ten przeraźliwy krzyk jakiegoś Anioła, jakby w ciele kobiety, jakiś nieziemski. Siedział pomiędzy trupami i nie mógł zrozumieć, dlaczego ona tak krzyczy, kim jest. Co to za budynek i skąd on tu się wziął. Wszystko wirowało w jego głowie. Przyglądał się stosowi trupów, może to sen. Nie wiedział, czy on to on, czy ktoś inny, patrzył na swoje ręce, a ręce trupów patrzyły na niego. Kiedy kobiety zabierały go do polowego szpitala, jedna mówiła: «Synku, będziesz żył, jeszcze nie twój czas, leż spokojnie». Słyszał głos Matki. Nie, to nie jego Matka, ale go przytulała, poczuł się więc bezpieczny.

Mijały kolejne lata, front przesunął się na wschód, wojna ucichła, a wreszcie się skończyła. Kiedy nadchodziła wiosna 1919 r. przybiegł Żyd, wieszczący powrót ostatniego syna Stefanii, Zygmunta, który trzy lata przebywał w austriackiej niewoli. Był ostatnim powracającym z Wojny Światowej żołnierzem, po nim już nikt nie wrócił. Szybko werbowano na następną wojnę z bolszewikami. Stefania nie doczekała powrotu ostatniego syna, zmarła na tyfus zarażona w polowym szpitalu.

Posłowie

Walenty Wysocki powoli wrócił do zdrowia. Był za Polski gajowym, w 1940 r. został wywieziony z rodziną na Sybir, zmarł w 1975 r. Żyje jeszcze jego syn Marian, rocznik 1935. Rodzina przechowuje kolczyki od oficera. Całą niezwykłą historię opowiedziała mi pani Janina Góra, ur. w 1928 r., której Matka Aniela Chorążyczewska była siostrą Walentego.

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

P. S.: Zainteresowani mogą uzyskać więcej informacji pod adresem mailowym: janusz-huta-stepanska@wp.pl

HUTA 01

Aniela (siostra Zygmunta i Walentego Wysockich) i Hipolit Chorążyczewscy.

HUTA 02

Stefania, Regina, Janka i ich mama Aniela Chorążyczewska z domu Wysocka. Wilcze, 1936 r.

HUTA 03

Aniela Chorążyczewska, jej córka Stefania i mąż Hipolit Chorążyczewski. Wilcze, 1936 r.

HUTA 04

Żołnierze frontu wschodniego Wojny Światowej z Przeworska. Zdjęcie z rodzinnego archiwum Janusza Horoszkiewicza.

HUTA 05

Dokument z czasów Wojny Światowej. 

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SEJM U WAWRZYNOWICZA W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZAWŁASZCZENIA I KONFLIKTY LEŚNE

OSADNICTWO POLSKIE W OKOLICACH HUTY STEPAŃSKIEJ NA WOŁYNIU

WOŁYŃ JAK CHLEB POWSZEDNI

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1