Artykuły
  • Register

Polacy sprzedają Ukraińcom specjalistów bez języka. Bez przesady. Polski da się zrozumieć bez specjalnych kursów i potwierdzić go bez ekstra egzaminów. W końcu to nie dialekt mandaryński języka chińskiego.

Macie nieraz taki sen, że musicie zdać z czegoś egzamin, czekacie przed klasą i już macie wejść, ale w głowie pustka? Potem się budzicie spoceni i chwalicie Boga, że to był tylko sen. Maturę dawno zdaliście i stresy szkolne już za Wami. Ale nigdy nie mówcie nigdy – jak głosi przysłowie. Ja nie sądziłam, że w wieku 39 lat będę zdawać jeszcze raz maturę z polskiego.

Niedawno zadzwonił do mnie telefon. Propozycja: zdać egzamin z polskiego na poziomie B2. Nic trudnego, bo pytania już są – trzeba tylko na nie odpowiedzieć i nagrać tekst męskim głosem. Odpowiedziałam, że test mogę napisać, ale ciężko mi będzie zrobić coś z tym męskim głosem. «Ale po co to Panu?» – zapytałam. «Bo jestem mężczyzną, wykładowcą i muszę zdać egzamin na B2, gdyż potrzebuję go do awansu zawodowego». Chodzi o to, żeby zaliczyć część ustną – czyli nagrać wypowiedź na zadane tematy, a następnego dnia podczas testu wgrać ją na platformę.

Centrum Języka Polskiego i Kultury Polskiej dla Cudzoziemców «Polonicum» z Warszawy ponad rok temu zorganizowało zdalny egzamin dla wykładowców ukraińskich na poziomie B2, za który należało zapłacić 210 euro na podane konto. Zadanie polegało na tym, żeby w dniu egzaminu w określonych godzinach zalogować się na specjalnej platformie i wykonać testy. Wszystko wyglądało niby dobrze. Ale lokalni organizatorzy tego egzaminu na Ukrainie udostępnili zdającym tematy zadań z mówienia i pisania jeszcze przed egzaminem. Można je było więc przygotować wcześniej, a w trakcie egzaminu wkleić potrzebny tekst wypowiedzi pisemnej oraz wgrać plik z nagraną wcześniej wypowiedzią ustną. W dodatku egzamin przebiegał bez kamer i praktycznie żadnej kontroli, czyli po tej stronie łącza nikt nie widział, czy egzamin zdaje osoba zarejestrowana czy może jej nauczyciel.

Dodać należy, że podczas kolejnego egzaminu Centrum «Polonicum» zmieniło jednak jego warunki. Podczas części pisemnej konieczne stało się, w celu identyfikacji tożsamości, włączenie kamery w komputerze, natomiast część ustna odbyła się on-line w postaci wideokonferencji.

Rok później pomysł podchwyciła Społeczna Akademia Nauk z Warszawy. Poszło jeszcze łatwiej. 190 euro i bez zawracania sobie głowy jakimś tam egzaminem ustnym. Albowiem za 190 euro nie wypada narażać kandydata na stresogenne sytuacje. Organizatorzy podeszli do sprawy «po ludzku». Wysłali 190 solidnych testowych pytań kandydatom na długo przed egzaminem. Na spokojnie, w wolnym czasie, można było zaznaczyć prawidłowe odpowiedzi (a, b lub c). Bez stresu, przy kawce, niby to sudoku rozwiązujesz w podróży. Pytania banalne, łatwe, przyjemne. Bez łamigłówek liczebnikowych, imiesłowów i innych bzdur oraz językowych ozdobników, z których przecież nawet przeciętny polski native speaker nie korzysta. Żadnych samodzielnych zadań i twórczości. Zwykły wybór prawidłowych odpowiedzi na zasadzie zaznaczania cyfr w totolotku. Twórcy testu lojalnie podeszli do zdających. W dzień egzaminu szybciutko należało tylko wysłać zeskanowane formularze egzaminacyjne pod podany adres, a oryginały pocztą. I już po kłopocie.

Wszystko jest dograne. Egzamin sprzedawany jest na Ukrainie, jako niby «państwowy». W każdym razie – jak donoszą koordynatorzy – spełnia wymagania Ministerstwa Edukacji i Nauki Ukrainy. Na jego podstawie można ubiegać się o wyższe tytuły naukowe. W Polsce jest on organizowany przez różnorakie szkoły wyższe dla docelowej grupy Ukraińców, której potrzebą jest papier do osiągania kolejnych tytułów naukowych. Znasz jakiegoś Polka lub kogoś, kto go zna? To znaczy, że znasz polski na poziomie B2. I po problemie!

Znacznie trudniej jest nie tym, którzy zdają, lecz tym, którzy starają się o miejsce w komisjach egzaminacyjnych prawdziwego państwowego egzaminu potwierdzającego znajomość języka polskiego. W tym roku złożyłam swoją kandydaturę, żeby zasiadać w Państwowej Komisji ds. Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego. Starannie przygotowałam aplikację potwierdzającą moje wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Niestety okazało się, że mam za małe kwalifikacje. 12 lat stażu pracy, ukończone studia lingwistyczne we Francji, ukończone studia podyplomowe na kierunku Język polski jako obcy nie wystarczyły. Dopatrzono się braków w dokumentacji. Nie sprostałam wymaganiom.

Kto będzie dbał o rzetelną certyfikację naszego języka? Państwa Komisja jest zajęta teraz rekrutacją solidnych kandydatów, którzy z nienaganną dokumentacją, skrupulatnie będą sprawdzać stopień znajomości języka polskiego. Nie wiadomo tylko po co. Za nią poziom ten potwierdzają już inne instytucje. Nie zawracają ludziom głowy prawdziwym egzaminem i wydają papier, który na Ukrainie jest naprawdę coś wart – przynajmniej 200 euro!

P.S. Na egzamin na B2 poszłam ubrana jak na maturę. Uzyskałam 97%. Jeśli ktoś będzie potrzebował mojej pomocy, zgłaszajcie się. Wezmę niedrogo.

Ewa MAŃKOWSKA,
Ukraińsko-Polski Sojusz imienia Tomasza Padury w Równem

CZYTAJ TAKŻE:

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: BLONDYNKA NA POLSKICH BLACHACH

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: URODZINY KRAJU

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: 10 LAT HISTORII

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ODWILŻ

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: CZAS ZEMSTY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DOMNIEMANY BANDEROWIEC

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NIEWIDZIALNE GRANICE

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: KTO TY JESTEŚ? POLAK STARY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: SHOW-DYKTANDO «PO POLSKIEMU»

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NA GRANICY (PRAWA)

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: PRAWDZIWIE BEZ WIZ!

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DWA MIESIĄCE WOLNEGO

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ORGAZM NA GRANICY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: WRÓCIĆ CZY NIE WRÓCIĆ… OTO JEST PYTANIE!

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1