Artykuły
  • Register

Niedawno opublikowaliśmy pierwszą część artykułu Michała Rycaja o jego pradziadku Edwardzie Baranowskim – żołnierzu Wojska Polskiego, więźniu Budowy nr 1 NKWD.

Dziś kontynuujemy tę opowieść. Opiera się ona na listach do rodziny wysłanych przez jeńca z obozów w Hoszczy i Tuligłowach.

Na pierwszą wiadomość od bliskich Edward Baranowski czekać musiał do 9 marca 1940 r., kiedy to otrzymał list od żony, na który odpisał dnia następnego (w cytatach autor zachował pisownię oryginalną – red.):

«Kochana Żono, Rysiu i Rodzice! Dziękuję Wam serdecznie za pocztówkę z dnia 20.II. r. b. którą otrzymałem wczoraj. Jest to pierwsza wiadomość jaką otrzymałem po 6 miesiącach, chociaż pisałem do Was wiele listów. Ucieszyłem się bardzo, że jesteście zdrowi, tylko zmartwiłem się naszą ruiną majątkową. Trudno teraz nic na to nie poradzi. Żeby tylko Bóg dał powrócić szczęśliwie i w zdrowiu, a jakoś tam życie urządzimy sobie. (…) Ja dotychczas czuję się zdrów tylko dokuczają nam silne mrozy i śniegi, a ja mam marne ubranie bez ciepłej bielizny. Pracujemy przy budowie szosy. (…) Może Bóg da, że wszystko przetrzymam. Jedyną moją osłodą jest myśl o Was. Jak tam mój Rysio się chowa, czy grzeczny jest i słucha Mamusi?»

Jeńcy uwięzieni na Budowie nr 1 NKWD szczególnie cierpieli w miesiącach zimowych, gdyż nie posiadali umundurowania adekwatnego do warunków, w jakich kazały pracować im władze obozowe. Jednak największą udrękę stanowił brak wiadomości od rodzin, których los pozostawał w początkowym okresie niewoli dla większości więźniów nieznany. Na odwrocie cytowanej pocztówki Edward Baranowski prosił żonę, o pomoc towarzyszowi niedoli:

«Kochana Trudziu! razem ze mną jest kolega po fachu Kazimierz Gontarz, który ma teściową w Zgorzelcu, a nie ma dotychczas od nich listu. Teściowej nazwisko Groborz Agnieszka daj jej znać, lub Groborzom zamieszkałym w Hucie Hubertus, przy Łagiewnikach. (…) Kończę i zasyłam Wam serdeczne pozdrowienia (…) a Ciebie wraz z Rysiem całuję po niezliczone razy. Ucałowania dla Mamusi i Tatusia. (…)». 10 marca 1940 r., Hoszcza (obecnie obwód rówieński).

Baranowski 3

Pocztówka Edwarda Baranowskiego z 10 marca 1940 r.

W następnych listach i pocztówkach plut. Baranowski opisał swej żonie życie i warunki panujące w obozie:

«(…) Ja jestem zdrów i sam się dziwię, że udało mi się przetrzymać taką ciężką zimę. Teraz jak się ociepli może będzie lżej przy naszej pracy na szosie. Nie martwcie się o mnie jakoś przetrzymam i doczekamy się chwili, że powrócę do Was szczęśliwie. (…)». 26 marca 1940 r., Hoszcza.

Baranowski 5

Pocztówka z 26 marca 1940 roku

Baranowski 4

Pocztówka wysłana przez Gertrudę Baranowską do obozu w Hoszczy

«Droga Trudziu ja Bogu dzięki dalej cieszę się zdrowiem, chociaż muszę ciężko pracować przy biciu kamieni a w dodatku stale tu zimno i śniegi padają, oraz życie skąpe (…). Pisz do mnie często, bo jest to dla mnie cała osłoda otrzymanie listu w tej ciężkiej doli. (…) Czy otrzymujesz jaki zasiłek, no i czy Twoje zdrowie poprawiło się. Nie martw się o mnie, może Bóg da, że jakoś wytrzymam i szczęśliwie powrócę do Was. (…)». 14 kwietnia 1940 r., Hoszcza.

Jeńcy więzieni w Hoszczy kwaterowali w dawnych koszarach Korpusu Ochrony Pogranicza. W obozie prowadzona była propaganda komunistyczna, enkawudziści urządzali pogadanki o zwycięstwie rewolucji socjalistycznej, sprowadzano polskojęzyczne egzemplarze «Pod sztandarem Lenina» oraz wychwalano stachanowców. Wbrew intencjom komunistów, nieudana próba podboju Finlandii podczas wojny zimowej zapewne stanowiła dla jeńców najlepszy dowód na rzeczywistą «wielkość» ZSRR.

«(...) Ja ostatnio pisałem do Ciebie już po Świętach Wielkanocnych, a ostatnio nie, przez parę tygodni nie miałem na czym napisać do Was z braku pocztówek, kopert i papieru, więc gdy przypadkiem nie będziesz miała przez pewien czas odpowiedzi, to na pewno z tej przyczyny. (…) U mnie wszystko tak jak było, jestem zdrów i pracuję jak koń, tylko zżera mnie tęsknota za Wami i rodziną. Bądźcie zdrowi i pamiętajcie o mnie». 5 maja 1940 r., Hoszcza.

Baranowski 1

Gertruda i Edward Baranowscy

Jeńców pracujących na Budowie nr 1 NKWD często przenoszono do innych punktów obozowych, w miarę rozwoju prac na poszczególnych odcinkach drogi. 15 maja 1940 r. plut. Baranowski został przeniesiony do łagpunktu w Tuligłowach (obwód lwowski), gdzie jeńcy, w liczbie około 800, mieszkali w stajniach miejscowego majątku. Dla plutonowego przeniesienie wiązało się ze znacznym pogorszeniem warunków bytowych, gdyż w Tuligłowach brakowało podstawowej infrastruktury. Jeńcy spali początkowo na oborniku, czerpali wodę ze strumienia oraz cierpieli z powodu wszy.

«Piszę do Was drugi list z nowego miejsca, a nie będąc pewnym czy ten pierwszy doszedł, więc powtarzam, że od 18.V. r. b. zostałem przeniesiony z Hoszczy i obecnie znajduję się przy mieście Sądowa Wisznia, między Lwowem a Przemyślem. (…) Pracujemy tu przy robotach szosowych, dokuczają nam upały przez 11 godzin dziennie i czym więcej wyrobi się, więc otrzymujemy lepsze życie, zatym musowo dokładać wiele sił (…)». 30 czerwca 1940 r., Tuligłowy.

«(…) Musowo pracować z całej siły, a na to jedzenie dają lepsze, że w zupełności teraz mi wystarcza chleba i wszystkiego, a jak się nie wyrobi tak zwanej normy, to jedzenia dają skąpo. Wychodzimy na pracę o godz. 5-ej rano, a wracamy o godz. 4 po południu, pobudkę mamy o 3 rano. Na słońcu opaliłem się na murzyna. (…)». 10 lipca 1940 r., Tuligłowy.

Mimo dużego znaczenia strategicznego drogi, do obozu lwowskiego nie dotarła większa część przydzielonego sprzętu technicznego. Zmuszało to jeńców do ręcznego wykonywania robót, przy których w normalnych warunkach wykorzystywano maszyny. Prace prowadzono niezależnie od warunków pogodowych, co odbijało się niekorzystnie na zdrowiu jeńców, nieposiadających zimowego umundurowania. Wprowadzone w obozie lwowskim normy miały motywować jeńców do większego wysiłku, jednak w wypadku, gdy pogoda lub choroby uniemożliwiały im prowadzenie prac, otrzymywali mniejsze racje, i tak skąpego, wyżywienia.

«Staram się pisać jak najczęściej, ale niejednokrotnie nie mam na czym. (…) Mnie Bogu dzięki w dalszym ciągu zdrowie sprzyja, gdyż jedzenie mam zawalające, chleba mi wystarcza i jakoś znoszę trudy i uciążliwą pracę. Martwię się o Was czy macie chociaż co jeść i jak tam żyjecie. Pewnie Rysio nauczył się już jeść wszystko. Kiedy biorę co do ust, zawsze myślę o Was, czy Wy nie cierpicie głodu, bo wiem co to znaczy (…)». 23 lipca 1940 r., Tuligłowy.

«(…) Stale o Was myślę i martwię się jak tam żyjecie, przez co miewam o Was najróżniejsze sny, przeważnie niedobre, co powiększa moją troskę i tęsknotę, tym bardziej że nie mamy nadzieji prędkiego zakończenia się naszej niedoli. Dotychczas jakoś dzięki Bogu zdrowie mi sprzyja mimo ciężkiej pracy, bo jedzenie mamy wystarczające jak na obecne warunki (…)». 12 sierpnia 1940 r., Tuligłowy.

«Kochana Trudziu donoszę Ci o sobie, że Bogu dzięki jestem zdrów i na głód narazie nie mogę narzekać, chociaż na to jedzenie muszę bardzo ciężko pracować. Najgorzej, że teraz zbliża się jesień i niepogody, buty kiepskie, co na pewno na zdrowiu się odbije. Bardzo tęsknię za Wami i miałem zamiar za wszelką cenę dostać się do Was, lecz jest to bardzo ryzykowne, a miałby mnie spotkać los Żyły, to nie opłaca się i lepiej zostać tutaj do jakiegoś końca, który może niedługo nastąpi. Przynajmniej tak nas pocieszają, iż jeszcze w tym roku nas puszczą, ale czy się to sprawdzi? (…)». 1 września 1940 r., Tuligłowy.

Baranowski 6

Pocztówka z 1 września 1940 roku

Żołnierzy polskich uwięzionych na Budowie nr 1 NKWD wielokrotnie zapewniano, że po zakończeniu danego etapu prac zostaną wypuszczeni z niewoli. Po raz pierwszy miało to miejsce po utworzeniu obozu, gdy obiecano im uwolnienie po wybudowaniu pierwszego odcinka drogi, 15 grudnia 1939 r. Jednak władze komunistyczne nie zamierzały rezygnować z taniej siły roboczej w postaci polskich podoficerów i szeregowych, więc o dotrzymaniu zobowiązań nie mogło być mowy. Mimo to, jak wynika z korespondencji plut. Baranowskiego, niemal rok po wzięciu do niewoli, jeńców nadal przekonywano, iż zostaną zwolnieni w niedalekiej przyszłości.

Zapewnienia te miały prawdopodobnie na celu powstrzymanie ucieczek, które były poważnym problemem dla kierownictwa obozu. Dane dotyczące jeńców zbiegłych z obozu lwowskiego NKWD przedstawione zostały w publikacji «Z badań nad dziejami jenieckiego obozu pracy NKWD w Równem (1939–1941)» Albina Głowackiego: «Okazało się, że w okresie od września 1939 r. do 25 sierpnia 1940 r., czyli w ciągu niespełna jednego roku, uciekło z obozu rówieńskiego aż 1408 osób, z czego 1073 osoby w 1939 r. (76,2%), a 335 osób w 1940 r. (23,8%)». Edward Baranowski również rozważał możliwość ucieczki z obozu, jednak uznał ją za zbyt ryzykowną. Jak pisał, od zamiaru odwiódł go los innego współwięźnia, Żyły, który być może znalazł się w grupie jeńców ranionych, schwytanych lub zabitych przez straże podczas próby ucieczki.

«Spieszę Cię zawiadomić, że paczkę otrzymałem w dniu 5.IX. r. b. w należytym porządku i wszystko tak jak pisałaś w pocztówce. Najserdeczniej Ci za to dziękuję. Nie masz pojęcia jaką radość sprawiłaś mi tym i jak to wszystko przyda mi się. Jak rozpakowałem i poczułem zapach domu to aż mnie za serce ścisnęło z tęsknoty za Wami, a w nocy aż spać nie mogłem od tych wrażeń. (…) Jedząc te słodycze mam pewne wyrzuty, że możliwie Rysiowi są od ust odjęte, oraz może jest to za duży wydatek na obecne Twoje położenie». 6 września 1940 r., Tuligłowy.

Baranowski 2

Gertruda i Ryszard Baranowscy – żona i syn Edwarda Baranowskiego

«W ślad za moim listem, w którym zawiadomiłem Cię o wypadku, że przy pracy dostałem przepuklinę i miałem być odesłany do szpitala na operację, jednak nie wysłano mnie do szpitala, ale w dalszym ciągu muszę chodzić do pracy. Wprawdzie nie czuję się zbytnio źle, tylko cięższej pracy wykonywać nie mogę, co znowuż odbija się na życiu, bo mało wyrabiam. Teraz mamy już zimna i niepogody, lecz do pracy musowo chodzić bez względu na pogodę i święta. W dodatku mam marne pomieszczenie, że naogół bardzo cierpię niewygody, ale jakoś trzymam się, tylko co dalej będzie». 1 listopada 1940 r., Tuligłowy.

Religijni jeńcy (wszystkich wyznań), wśród nich plut. Baranowski, dodatkowo cierpieli w niewoli ze względu na komunistyczną politykę wojującego ateizmu. Enkawudziści karali ich za przejawy religijności, wspólne modlitwy oraz nakazywali pracę bez względu na święta. W Boże Narodzenie 1940 r., w Tuligłowach, jeńcy odmówili kontynuowania robót i spędzili kilka godzin na mrozie, po czym powrócili do obozu.

«Już czwarty miesiąc jak nie mam od Ciebie żadnej wiadomości, gdyż od tego czasu przestały listy dochodzić i prawdopodobnie nie prędko doczekam się listu, wobec tego bardzo mi smutno i jeszcze bardziej tęskno za Wami, bo bez żadnej wieści czuję się całkiem osamotniony i zmartwiony o Was. Moja Kochana Trudziu nie masz pojęcia jak mi się przydało to wszystko co przysłałaś mi w obydwu paczkach. Prędzej mogę znosić chłód i niewygody. Ja Bogu dzięki mimo mego wypadku czuję się do tej pory zdrów i nawet dobrze wyglądam bo apetyt do jedzenia mam wilczy. Jak umię tak pracuję, a moja przepuklina nie jest zbyt duża i jak kiedy szczęśliwie wrócę, poddam się tam operacji to w przyszłości z tego powodu nie będę miał dużego uszczerbku na zdrowiu. Aby tylko powrócić». 6 grudnia 1940 r., Tuligłowy.

Status prawny jeńców polskich był dla władz ZSRR problematyczny. Z jednej strony utrzymywano, że agresja RKKA we wrześniu 1939 r. nie była zbrojną napaścią. Jednak stan faktyczny wymuszał stosowanie określenia «jeńcy wojenni», czego przykładem są adresy korespondencyjne Edwarda Baranowskiego. Ponadto ZSRR nie był sygnatariuszem II Konwencji Genewskiej oraz nie ustosunkował się do Konwencji Haskiej IV, przez co polscy jeńcy bez wojny nie byli chronieni przez właściwe przepisy prawa międzynarodowego.

«Do tej pory od czterech miesięcy nie otrzymałem znikąd żadnego listu, to też martwię się o Was czy jesteście przy zdrowiu, oraz jak tam żyjecie. Również niemam pewności, czy moje listy dochodzą, chociaż piszę do Was często. Jak doświadczony jestem po moich snach, które miewam teraz bardzo trapiące, to musiało się u Was, lub w rodzinie wydarzyć się coś niedobrego. Listów tutaj nikt z tamtąd nie otrzymuje. Bogu dzięki, ze zdrowiem czuje się dobrze mimo mrozów, bo dzięki Tobie Trudziu mam się w co ubrać. Święta przeszły mi w wielkim smutku i tęsknocie za Wami, oby były to ostatnimi spędzonymi bez Was, oraz modlę się gorąco, ażeby w nadchodzącym nowym roku Pan Bóg dozwolił nam połączyć się razem i tą nadzieją wszyscy tu żyjemy, za tym i Wam życzę w tym Nowym Roku spełnienia się wszystkich życzeń». 27 grudnia 1940 r., Tuligłowy. (Ciąg dalszy tu).

Michał RYCAJ
Zdjęcia z rodzinnego archiwum udostępnione przez autora

CZYTAJ TAKŻE: 

LISTY EDWARDA BARANOWSKIEGO Z OBOZU: PIERWSZY ZNAK ŻYCIA. CZĘŚĆ 1

 

 

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1