Artykuły
  • Register

W 1910 r. Bolesław Prus udał się na Wołyń. Po tej podróży powstał esej «Notatki Wołyńskie» opublikowany w kilku odcinkach na łamach «Tygodnika Ilustrowanego». Wiktor Litewczuk udostępnił nam z własnej kolekcji nr 52 i 53 tego pisma, zawierającego III i IV część «Notatek».

Poniżej podajemy kilka spostrzeżeń pisarza o Łucku i o Wołyniu, zachowując oryginalną pisownię. 

«Tygodnik Ilustrowany», nr 52 z 24 grudnia 1910 r.

Plan Łucka, jeżeli nie zawodzi mnie wyobraźnia, przypomina liść z długim i pogiętym ogonkiem. Ogonek tworzy ulica, łącząca dworzec kolejowy z miastem; zaś funkcyę liścia spełnia Stare Miasto, zbudowane na wzgórzu i oblane rzeką Styrem. Stare Miasto, gdzie wznosi się kościół katolicki, szkoła rządowa, poczta, szczątki zamku, więzienie i grupa dworków, posiada nienajgorszy bruk, chodniki, zdaje się, betonowe i wygląda dosyć czysto. Świeżego powietrza nie powinnoby tu braknąć, ze względu na obfitość ogrodów przeważnie owocowych. Ten prowincyonalny wygląd nie przeszkadza Łuckowi posiadać oświetlenia elektrycznego; choć nie wiem, czy gazowe nie byłoby korzystniejsze.

Prus02

Łuck nie jest drogi. Na przykład dom, posiadający ogródek, przedpokój, kuchnię, pięć sporych komnat, a wśród nich salon, gdzie zbierało się po 70 do stu osób, dom ten, jeżeli mnie pamięć nie myli, wypuszcza się za 700 rubli rocznie. Biuro Towarzystwa Wzajemnego Kredytu zajmuje pierwsze piętro przy głównej ulicy, a płaci tysiąc rubli rocznie. Dalej: funt mięsa wołowego kosztuje 10 kop., polędwicy 15 kop., chleba – 3 kop. Kartofle sprzedaje się po 5 kop. garniec, funt masła dobrego w zimie za 42 kop., w lecie można mieć i za 25 kop., sążeń sześcienny drzewa po 25 rubli, tysiąc sztuk cegieł po 12 rubli. Trzeba dodać, że pieczywo jest zupełnie dobre, a kiełbasa znakomita; nie pamiętam, ażebym kiedy jadł lepszą.

Ale – nie ma róży bez cierniów! Miasto, położone w pięknej okolicy, posiadające ruiny zamku, elektryczność i «taką» kiełbasę… to miasto poi się wodą ze Styru, którą każdy ostrożniejszy człowiek musi przegotowywać. Wodę rozwożą beczkami; za rubla miesięcznie można mieć kilka wiader dziennie. Na wypadek cholery Łuckowi grożą ciężkie czasy, więc zasługuje na wzmiankę czyn p. Rzążewskiego, który przy swoim domu kazał wywiercić studnię abisyńską. Wprawdzie jest głęboka na 37 sażeni, ale wydaje dobrą wodę i kosztuje zaledwie kilkaset rubli.

Latem Łuckowianie i nadobne towarzyszki ich życia kąpią się w Styrze, zimą w mieszkaniach, o ile kto ma ochotę; łaźnia ciepła tylko jedna upiększa miasto.
(…)

Łuck liczy 22 tysiące mieszkańców, a wśród nich Małorusinów 10 proc., Polaków 5 proc., Żydów 85 proc.!.. Jest to więc gród w pełnem znaczeniu wyrazu – żydowski; prawie wszystkie sklepy należą do nich, cały handel znajduje się w ich rękach… Przepraszam, są też i polskie sklepy: skład apteczny p. Kabzińskiego, apteka p. Złocińskiego, hotel Starowołyński i sklep spożywczy. Jest nawet i sklep zdaje się, że Rusina, a jego właściciel, p. Walentij Dziegieć, przyozdobił go takim szyldem: «Prodaża ikon, kartin i drugich świaszczennych predmietow». W liczbie owych – «i drugich świaszczennych predmietow» zauważyłem: szpagat, beczkę węgli, kilka brenerów i knotów do lamp, słoik sucharków, podwiązki i żelazko do włosów.

Prus03

W innym sklepie, zapowiadającym «bakalie i galanterye», widzieć można: nici, igły, bibułę i śledzie; jeszcze w innym zauważyłem «obuwie warszawskie», wyrabiane w Sokołowie siedleckim… Te sklepy należą już do starozakonnych.

(…)

Polakom ciągle zamykają się jakieś stowarzyszenia (choćby np. oficyalistów rolnych) i zakazano im uczyć się w rodowitym języku. W czasach «wolnościowych» z niemałym trudem założono w Łucku trzy szkółki polskie, a oto niema z nich dzisiaj ani śladu i nawet ochron dla czuwania nad małemi dziećmi nie wolno zakładać Polakom...
(…)

Miałem przyjemność poznać w Łucku p. Skorupskiego, adwokata, który przed kilkoma laty był rejentem i bodaj czy nie sędzią śledczym aż w Aleksandrowsku. Jest to miejscowość gub. archangielskiej, leżąca nad Oceanem Lodowatym.
(…)

Prawie współcześnie zdarzył się inny wypadek. W Krzemieńcu (gub. wołyńska) istnieje materyał opałowy: lignit, doskonały kamień wapienny i tak wyborny piasek, że możnaby z niego wyrabiać szkło, dorównywające czeskim. Otóż przed laty zgłosiła się tam kompania francuska z propozycyą, że będzie kopać lignit, wypalać wapno i wyrabiać szkło, wszystko na dużą miarę. Jakoż przeprowadzili Francuzi badania wstępne, wydali ze sto tysięcy franków, lecz generał-gubernator Drenteln nie zgodził się na dalsze prace, z powodu blizkości granicy.

Na Krzemieńcu Rosya już trzyma rękę, ziemia jest, zatem niczego nie trzeba.

(…)

Prus04

CZYTAJ TAKŻE: WOŁYŃSKIE KORZENIE BOLESŁAWA PRUSA

«Tygodnik Ilustrowany», nr 53 z 31 grudnia 1910 r.
(…)
W Łucku mieszka Polaków przeszło 1,200, w powiecie prawie 24,000; jest więc ich za mało, ażeby okolice te można było nazywać polskiemi, lecz jest tylu, że mogliby żyć wygodnie, doskonalić się i zdobywać szacunek u obcych.
(…)

Otóż polska praca w Łuckiem stoi nie zbyt świetnie. Handlem zajmują się Żydzi, rękodziełami też Żydzi, zaś Polacy jeżeli odznaczają się, to chyba w produkowaniu materyałów pokarmowych (pieczywo, wędliny). Już, naprzykład, zduństwo jest fuszerskie.
(…)

Prus05

W rolnictwie także nie Polacy są najlepszymi pracownikami, ale Niemcy i Czesi. Włościanin, czy drobny eks-szlachcic polski, gospodaruje nieco lepiej od włościanina Białoruskiego, który, biedaczysko, nie ma się czem chwalić, chociaż, według opinii p. B. Felińskiego, Małorusin jest zdolny, pracowity i ma popęd do ulepszeń.

Ważną dźwignią pracy tutejszej jest Towarzystwo Wzajemnego Kredytu, które przemysłowcom, rękodzielnikom, handlowcom i rolnikom udziela kredytu. Towarzystwo działalność swoją zaczęło bardzo skromnie, od jednego pokoiku; dziś zajmuje okazały apartament i ma obrotu około 16 milionów rubli rocznie. Założycielem instytucyi był ś. p. Kuczyński, jednym z kierowników jest p. Kabziński, królewiak, odznaczający się zdolnościami finansowemi.
(…)

A oto nazwiska pozostałych członków zarządu: pp. Roguski, Jakubowski, Feliński, Zajkowski, Rzążewski, Omieciński, Czekmarew. Buchalterem jest p. Godlewski, kasyerem – autentyczny hrabia Iliński i dobrze spełnia obowiązki.
(…)

Niedaleko Tow. Wzaj. Kredytu mieści się klub: «Dom Polski», który ma prawo, przynajmniej teoretyczne, urządzać zabawy, odczyty, koncerty, widowiska dramatyczne.
(…)

Na sprawozdaniu «Domu Polskiego» podpisani są pp. Baliński i Jakubowski.

Z innych instytucyi wymieniam: Tow. spożywcze i Tow. rolnicze, z których pierwsze podobno lepiej rozwija się, aniżeli drugie. Do T-wa spożywczego należy 223 członków, a kierunek nadają mu: pp. Feliński, Poczobut, Martynowicz, Peretiatkowicz, Giejek, de Brunet, Skorupski, Iliński.

Dla pożytku Warszawiaków zwrócę uwagę na zatwierdzone w roku bieżącym: Łuckie Tow. poprawy mieszkań i budowania domów dla klas pracujących i niezamożnych, jego zaś założycielami są: pp. Jakubowski, Zajkowski, Feliński, de Mezer, Kabziński, Skorupski i Rychliński.

Nareszcie istnieje w Łucku Rzym.-Katolickie T-wo Dobroczynności. A oto wyjątek z ostatniego sprawozdania:

«Życzenie ogólnego zgromadzenia, aby zaopiekować się sierotami, tudzież dziećmi pozbawionemi opieki, wyrwać je z nędzy i deprawujących wpływów ulicy, a wdrożyć do pracy, życzenie to pozostało bez skutku; albowiem zarząd do tej pory nie otrzymał pozwolenia od władz na otwarcie «ochronki» i «sali zajęć» (warsztatów rzemieślniczych). Z konieczności więc dobroczynność streszczała się w utrzymywaniu przytułku dla starców, udzielaniu wsparć gotówką, produktami, odzieżą i wydawaniu bezpłatnych obiadów. Głownem źródłem dochodów i utrzymania Towarzystwa w roku sprawozdawczym były składki członkowskie i produkty spożywcze, które okoliczni pp. obywatele systematycznie przysyłali do przytułku».

W roku 1909 Tow. Dobroczynności utrzymywało około 15 osób, wydało 2,270 obiadów, udzieliło pomocy w odzieży, lekarstwach i pieniądzach 50 osobom, tudzież święcone 86 ubogim i 36 więźniom. Utrzymanie kompletne jednej osoby w przytułku kosztowało 14 kop. dziennie, cena zaś jednego obiadu z Chlebem dla przychodzących biedaków wynosiła około pięciu kop. Pomocy lekarskiej udzielali bezpłatnie miejscowi lekarze Polacy.

Przy Tow. Dóbr. znajduje się Biblioteka, złożona z 2,600 tomów, otwarta codziennie.

Członków posiada Tow. 91. Członkami dożywotnimi są: pp. Stecka, Starczewska, Sommerowa, Męcińska, Starczewski. Zarząd stanowią: ks. Stańkowski, dr. Miłaszewski; skarbnikiem jest p. Rzążewski, sekretarzem – p. Irena Rzążewska, współcześnie zarządzająca Domem schronienia starców. Opiekunką tego Domu jest p. Poczobutowa, a lekarzem dr. Miłaszewski. Wydział wsparć tworzą: pp. Poczobutowa, Zajkowska, Józef Pec; zaś do Rady nadzorczej Biblioteteki należą: biskup Niedziałkowski, ks. Stańkowski, tudzież pp. Roguski, Feliński, ks. Blechman, Zajkowska, Miłobędzka, Iliński.
(…)

CZYTAJ TAKŻE: W MASZOWIE ROŚNIE DĄB PRUSA

Wołyń, gdzie, obok przeważnej większości Małorusinów, mieszkają Żydzi, Polacy, Niemcy, Czesi i garsteczka Wielkorosyan, przypomina butelkę, do której nalałby kto merkuryuszu, wody i oliwy. Gdy płyny spokojnie leżą obok siebie – nie łączą się; gdy zaś kto potrząśnie butelkę – wywoła chaos, ale nigdy nie stworzy jednego płynu: oliwa nie stanie się wodą, ani woda merkuryuszem. Każdy myśli tylko o sobie i najbliższych: Żydzi o Żydach, Niemcy o Niemcach, Czesi o Czechach i tylko Wielkorosyanie pragnęliby wszystkich nakryć swojem «obiciem» (tapety), co się zresztą nie bardzo udaje.

Małorusini jeszcze śpią, śpią aż chrapią, przez sen powtarzają słowa, które im ktoś inny podszeptuje: o prawosławnych męczennikach, ofiarach panów i księży.
(…)

Na Wołyniu istnieją dwa typy gospodarstw małych: nieliczne kolonie niemieckie i czeskie, tudzież bardzo liczne wsie rusińskie. System kolonijny polega na tem, że każdy gospodarz posiada ziemię w jednym kawałku, a wśród niego dom i budynki gospodarskie (…). Zaś przy systemie wsi dzisiejszych – każdy gospodarz posiada ziemie w kilku, nawet w kilkunastu kawałkach, oddalonych od siebie i pomieszanych z cudzymi gruntami. Taka mieszanina zwie się «szachownicą».
(…)

Prus06

Dziś rząd na Wołyniu myśli o reformie stosunków rolnych, o zniesieniu serwitutów, usunięciu szachownic i przejściu do systemu kolonijnego. Ale jeszcze w roku 1901 sprawę tę poruszył adwokat przysięgły, p. Bohdan Feliński (synowiec arcybiskupa), i wypowiedział o niej odczyt w Łuckiem Tow. rolniczem. Wykazał on, że serwituty i szachownice utrzymują ruskich włościan w nędzy i hamują ich postęp, a jednocześnie dowiódł, że dobrobyt czeskich i niemieckich osiedleńców opiera się na systemie kolonijnym.

(…)

Prus01

Wracając do spraw ogólnych, dziś na Wołyniu rozlega się jedynie i wyłącznie komenda wielkorosyjska. (…) Mylą się jednak, jeżeli sądzą, że uda im się «zrobić nową Wielkorosyę»… Urzędnik wielkorosyjski jest niańką, która – zapewne mimowoli – budzi śpiące dziś niemowlę małorosyjskie; w jakim zaś humorze ocknie się ono? To dopiero jutro pokaże.

(…)

Opracowano na podstawie «Notatek Wołyńskich» Bolesława Prusa,
«Tygodnik Ilustrowany», nr 52 i 53, 1910 r.

Zdjęcia pochodzą za zbiorów Wiktora Litewczuka

CZYTAJ TAKŻE:

LITOGRAFIE NAPOLEONA ORDY NA POCZTÓWKACH

WOŁYŃ NA POCZTÓWKACH POLSKIEGO TOWARZYSTWA KRAJOZNAWCZEGO

POCZTÓWKI WOŁYŃSKIEGO TOWARZYSTWA KRAJOZNAWCZEGO W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM

JAN BUŁHAK – OJCIEC POLSKIEJ FOTOGRAFII

KRZEMIENIEC OŚRODKIEM SZTUKI FOTOGRAFICZNEJ NA WOŁYNIU

ŁUCK W OBIEKTYWIE HENRYKA PODDĘBSKIEGO

ARCHITEKTURA UKRAINY W TWÓRCZOŚCI GEORGIJA ŁUKOMSKIEGO

UNIKATOWA PUBLIKACJA GEORGIJA ŁUKOMSKIEGO O ŁUCKIM ZAMKU

ŁUCK, OSTRÓG, TREMBOWLA I INNE MIASTA W TWÓRCZOŚCI LEONARDA CHODŹKI

ŁUCK NA ŁAMACH «TYGODNIKA ILUSTROWANEGO»

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1