Oto Polak: Pamięci Jewhenija Witolda Naumowicza z Kostopola, Sieroty Wołyńskiego
Artykuły
  • Register

Naumowicz

Jeśli szukasz patrioty bezgranicznie oddanego sprawie polskiej, pamięci ofiar Wołynia z tragicznego 1943 r., jeśli szukasz Polaka i Ukraińca w jednej osobie, idź na cmentarz w Kostopolu, tam Go spotkasz.


Niewiele osób mogło się z Nim równać. Był cichym, wielkim bohaterem dnia powszedniego. Tak wiele jeszcze chciał zrobić, nie dane Mu jednak było. Jego życie zgasło nagle i tragicznie. Pozostała pustka, której nikt już nie zapełni, a bezgraniczny żal rozrywa nasze serca. Bóg Go dał, Bóg Go zabrał, niech Imię Pańskie będzie błogosławione.


Oto moja opowieść o Witoldzie Naumowiczu.


Ojciec Jego, Bolesław Naumowicz, syn Marii Magdaleny, urodzony w Mizoczu (obecnie rejon zdołbunowski w obwodzie rówieńskim), sierota od pierwszego dnia życia, po tragicznie zmarłym ojcu Ławrientiju Szełkoplaście, wykształcił się na nauczyciela. W 1937 r. otrzymał skierowanie do pracy w szkole w Harajmówce (obecnie rejon maniewicki w obwodzie wołyńskim). Tam poznał Ukrainkę, Olgę Sahajdakowską, córkę świaszczennika Epifaniego, z bardzo znamienitej rodziny świaszczenników. Jej bracia Sasza i Witalij byli też świaszczennikami, a Mikołaj ukończył Krakowską ASP, ożenił się z baronową Szarlotą von Weber. Witalij wybudował w Harajmówce cerkiew, a Olga była w niej regentem cerkiewnym.


Bolesław i Olga zakochali się od pierwszego wejrzenia. Ślub wzięli w kościele w 1937 r. , udzielił go ks. Leon Ostaszewski. Olga została przy prawosławiu, a Bolesław przy katolicyzmie, nie stwarzało to w Ich związku żadnego problemu. W 1938 r. Bolesław z żoną zostali przeniesieni do Chołoniewicz (obecnie rejon kiwerecki w obwodzie wołyńskim). Zamieszkali w mieszkaniu służbowym przy nowo wybudowanej szkole. Olga objęła wtedy posadę nauczycielki śpiewu, a On historii i języka polskiego. Tam też urodziła się Ich pierwsza córka Anna Natalia, a w grudniu 1941 r. syn Witold.

 

Olga i Bolesław rodzice

 

Olga i Bolesław Naumowiczowie

 

W Chołoniewiczach żyli szczęśliwie. Duża wieś ukraińska, ponad tysiąc mieszkańców, ludzie życzliwi i dobrzy, kilka rodzin żydowskich, kilkanaście polskich, poczta i posterunek policji. Wybuch wojny przyniósł wielkie zmiany: w obawie przed sowietami ze wsi i okolicy pouciekali nauczyciele, urzędnicy i policjanci. Rozzuchwaleni bezkrólewiem ludzie rzucili się do grabieży Majątku Kerna i wycinki lasów. Wtedy zrozumieli, że są bezkarni, a rabunek popłaca. Z Harajmówki uciekł też do Chełma za Bug świaszczennik Witalij z rodziną. Bolesław nie miał do kogo uciekać, więc pozostał. Sowieci mianowali Go kierownikiem szkoły. Ciągle jednak groziło mu zesłanie na Sybir. Przyszli Niemcy. Ci, jak się okazało, mieli większe kłopoty na froncie i o szkołę nie dbali. Placówka działała wprawdzie jeszcze w pierwszym roku, ale przestała samoistnie funkcjonować: uczniowie nie przychodzili, a nauczycielowi nikt nie płacił. Pozostał tylko budynek szkoły, bez uczniów i mieszkanie służbowe, w którym przy synu Bolesławie żyła jeszcze Jego Matka Maria.

 


Kończyła się zima 1942 r. Wiosna nie zapowiadała niczego dobrego. Z Galicji przyszli prowodyrzy ruchu nacjonalistycznego i rozpoczęli antypolską agitację. Twierdzili, że po wykoszonym już życie, czas wykosić pszenicę. Mieli na myśli Żydów i Polaków. Nie mieli wielkiego posłuchu pomiędzy ukraińskimi gospodarzami, znaleźli go jednak wśród wiejskiej biedoty, która miała aspiracje, aby zaistnieć w hierarchii wsi. W końcu sterroryzowali tych pierwszych, a oni nie mieli już żadnego wpływu na to, co się dzieje, obawiali się o swoje życie.


28 marca 1943 r. banderowcy zaatakowali sąsiednią Halinówkę zabijając kilkanaście osób i paląc część wsi. Naumowicze z przerażeniem obserwowali pożar i ucieczkę ludności ukraińskiej z Chołoniewicz, obawiającej się zemsty Hucian, którzy przybyli na ratunek Halinówce. Pogorzelisko Halinówki dogasało, a Naumowicze czekali, co zrobią z nimi banderowcy. Mieli nadzieję, że dadzą im spokój, że zapomną o Ich istnieniu. Rankiem Bolesław ukradkiem poszedł po mleko dla małego syna Witolda. Trzeba było iść do wsi, bo szkoła była poza nią – między Chołoniewiczami a Halinówką. Kiedy wracał, zobaczył idących 10 banderowców, więc schował się na czyimś strychu razem z inną napotkaną Polką. Obserwowali drogę. Za chwilę zobaczył, że banderowcy prowadzą Jego żonę. Mimo ostrzeżeń i próśb kobiety, zszedł na dół i poszedł naprzeciw. Znał tych banderowców: żył wśród nich, uczył ich dzieci.


Wtedy zabrali Go i poprowadzili, a żonę odpędzili precz, nie reagując na Jej lament i błagania. Była to część polowania – wyłapywali pozostałych Polaków. Zabrali też doktora Romualda Sehena z Majątku Kerna i jeszcze 13 innych osób. Poprowadzili Ich do stodoły Tadeusza Rokity w Halinówce. Tam Ich rozstrzelano, a stodołę podpalono. Przez tydzień Olga bała się iść na miejsce zbrodni. Wreszcie uprosiła sąsiadkę Ukrainkę, Babcię Sołohubichę, krawcową, zaprzęgli jej konia i pojechali na pogorzelisko. Olga gołymi rękami dokopała się do zwęglonych ciał. Odsuwała je z najwyższym trudem, ponieważ ciała się rozpadały. Na samym spodzie znalazła swego męża, a przy Nim doktora Romualda Sehena. Sehen był chrzestnym ojcem Jej syna Witolda, ratował ją przed śmiercią po porodzie. Miała wobec Niego dług. Wyciągnęły więc zwęglone zwłoki męża Bolesława i doktora Sehena, zawinęły w kapy i powiozły na cmentarz, gdzie zwłoki zakopały. Zastraszeni mieszkańcy Chołoniewicz obserwowali ten przejazd, nie wychodząc ze swoich chat. Słychać było jedynie płacz kobiet.

 

Naumowicz 2

 

Grób Bolesława Naumowicza i Romualda Sehena 

 


Żeby ratować swoje dzieci, Olga porozumiała się z jednym banderowcem, takim samym jak ci, co mordowali Jej męża. W zamian za wywiezienie do Ołyki oddała mu wszystko, co miała w mieszkaniu. Po dwóch tygodniach wróciła po Mamę zamordowanego męża, Marię Magdalenę, która w żaden sposób nie chciała opuścić Chołoniewicz – chciała być przy grobie syna. Kiedy przybyła, Ukrainki powiedziały Jej, że teściową utopiono w studni koło Majątku Kerna razem z Trusiewiczami, Jadwigą i Marianem oraz Ich dziećmi, Barbarą, Lucyną i Zbigniewem. Jadwiga była chrzestną matką Witolda.

 

Naumowicz 6

 

Grób Marii Magdaleny Naumowicz i rodziny Trusiewiczów 

 


Olga już tylko walczyła o bezpieczeństwo dzieci, co nie było łatwe. Banderowcy żyli pomiędzy Nimi. Ludzie wielokrotnie ostrzegali Ją przed głoszeniem prawdy, mówiąc: «Milcz, bo dzieci Ci potrują». Przez wiele lat żywa była pamięć o zamordowaniu bardzo porządnego i szlachetnego sołtysa wsi Piotra Lebiedziuka, a że żona Zinaida, Czeszka, upominała się o ściganie zabójców swojego męża, została zabita. Jej dzieciom Marysi, Zosi i czteroletniemu Wasylkowi poderżnięto gardła. Cudem uratował się tylko Wołodia, który żyje jeszcze w Łucku.

 


Mama zmieniła metrykę urodzenia syna Witolda, podała imię Jewhenij, a ojca podała Ukraińca. Witold nie wiedział kim jest, ani kim jest Jego ojciec. Ciągle czuł wewnętrzną potrzebę odszukania swoich korzeni, aż do 1953 r., kiedy to matka opowiedziała mu o Ojcu i zakazała o tym mówić. Zrozumiał to natychmiast. Od matki dowiedział się, jak wielkim patriotą był ojciec, jak przeżywał upadek Polski, jak troszczył się o rodzinę, aby Ich nie zostawić nie próbował uciekać w 1943 r. do Huty Stepańskiej.


Do 1961 r. żyli przy świaszczenniku Milekiju Sahajdakowskim, który był synem świaszczennika Aleksandra z Bereźnego, a kuzynem Olgi. Kiedy Witold pochował Milekija, obudził się w nim duch Ojca. Od tego czasu jeździł nieprzerwanie, kilka razy w roku, do Chołoniewicz na cmentarz. Przyjeżdżał, składał kwiaty i odjeżdżał. Do wsi bał się zachodzić, ponieważ żyli jeszcze mordercy Jego ojca.


W latach siedemdziesiątych postawił krzyż, a w 1988 r. pomnik na wspólnym grobie Ojca i Sehena. Za Wolnej Ukrainy, kiedy już nie było we wsi żywych banderowców, uzyskał zgodę na postawienie krzyża nad Studnią Śmierci. W 2017 r. wyremontował kaplicę cmentarną właściciela Chołoniewicz, Henryka Srzedzińskiego. 

 

naumowicz 22

 

Kaplica cmentarna właściciela Chołoniewicz, Henryka Srzedzińskiego

 

W tym roku był w trakcie projektowania i wykonania tablic bazaltowych w celu obłożenia nimi pomnika, krzyża wzniesionego w 1998 r. przez byłych polskich parafian.

 

Naumowicz 38

 

Pomnik na cmentarzu w Chołoniewiczach 

 

 

Jego energia była nadzwyczajna. Emanowało od Niego dobro i radość z tego, co robił dla upamiętnienia ofiar z Chołoniewicz. W osobie śp. Witolda miałem nadzieję, że cmentarz nie zaginie, nie zarośnie zupełnie, że będzie miał kto doglądać grobów. Mówił mi o potrzebie ekshumacji wrzuconych do studni i przeniesieniu Ich na cmentarz. Opowiadał o opiece dusz przodków nad Jego działaniem.

 

Naumowicz 3

 

Janusz Horoszkiewicz i Jewhenij Naumowicz

 

Mieliśmy się spotkać w lipcu, chciałem kontynuować rozpoczęty wywiad, opracowywać plany na przyszłość związane z upamiętnieniami. Wyobrażałem sobie spotkanie i wspólne wyprawy, miałem też i Jemu dużo do powiedzenia i pokazania. Wszystko nagle przerwał okrutny los.


Pojednanie polsko-ukraińskie powinno być budowane na wzorcu takich ludzi, jak Witold, jak Jego mama Olga, ojciec Bolesław, świaszczennik Sahajdakowski i im podobni. To sól Ziemi Ukraińskiej, jej nadzieja i przyszłość. Inna droga prowadzi donikąd. Groby wprawdzie zarastają, ale pozostanie pamięć o czynach, sprawcach i ofiarach. Ofiary domagają się pamięci, a tylko przez Ich pamięć można dojść do pojednania.


Spoczywaj w Pokoju, Witoldzie! Niech Ci ta święta Wołyńska Ziemia lekką będzie.


Janusz HOROSZKIEWICZ
Zdjęcia udostępnione przez autora

 

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1