Kroniki Krzemienieckie: Towarzystwo Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego w latach dziewięćdziesiątych. Aktualizacja 5.02.2018
Artykuły
  • Register

Kroniki Krzemienieckie 8 1

Lata dziewięćdziesiąte to okres rozwoju Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, wzmacniania pozycji społecznej, nawiązywania kontaktów ze środowiskami polonijnymi, tworzenia zespołów artystycznych, spotkań i imprez, wyjazdów wakacyjnych naszych dzieci.

 

Wszystko to było możliwe dzięki potężnemu wsparciu Stowarzyszenia «Wspólnota Polska» i Konsulatu Generalnego RP we Lwowie. Każdego roku wpływały na rachunek Towarzystwa dotacje, które pozwalały na zakup niezbędnych artykułów biurowych, wyposażenie szkółki, realizację działalności artystycznej naszych zespołów, organizowanie konkursów i zapomogi dla potrzebujących. Wspólnota Polska reagowała na każdą potrzebę, szczególnie zadbała o zakup polskich strojów ludowych. Dziecięcy zespół taneczny «Krzemienieckie Barwinki» dostał stroje krakowskie, rzeszowskie i łowickie. Uszyliśmy też dla tancerek kolorowe, atłasowe suknie balowe do poloneza.


Nasze zespoły, zarówno dziecięce «Krzemienieckie Barwinki» jak i chór dorosłych «Krzemienieckie Barwy», co roku po kilka razy wyjeżdżały na festiwale i konkursy organizowane przez różne oddziały «Wspólnoty Polskiej». Taneczny zespół został podzielony na dwie grupy – starszą i młodszą. Uczył je tańca zdolny krzemieniecki tancmistrz, Andrzej Medecki. Zajęcia odbywały się w sali baletowej Instytutu Pedagogicznego. Wymagający choreograf wyciskał ze swoich uczniów przez półtorej godziny siódme poty, szlifując każdy ruch i pozycję. Za to jak oni pięknie tańczyli na scenach! Patrzyliśmy na nich jak na prawdziwych artystów: ślicznie ubranych, uśmiechniętych, pełnych energii i wdzięku, dziwiąc się temu, co wyrabiały ich nogi. Byliśmy dumni, kiedy nasi goście z Polski, oglądając występy, byli zachwyceni gracją i doskonałością wykonania tańców ludowych zarówno polskich, jak i ukraińskich.


Nasze zespoły występowały w mieście na obchodach świąt narodowych, na różnych uroczystościach, imprezach lokalnych i konferencjach, bo w całym obwodzie były najlepsze. Poza brawami były wyróżniane dyplomami i oficjalnymi podziękowaniami lokalnych władz. Wiele razy występowały na festiwalach zespołów polonijnych w polskich miastach: w Mrągowie, Rzeszowie, Opolu, Przemyślu, Białymstoku, Koszalinie. Chór był zapraszany na uroczystości lokalne do Konstancina-Jeziorny, Krakowa, Poznania, Dębna, Świątnik Górnych.


Zespoły były naszym «oczkiem w głowie», bo wymagały dużo pracy zarówno ze strony Zarządu, opiekunów, jak i rodziców. Kierowała nimi niestrudzona i dokładna Marysia Kamińska. Dbała o przygotowanie do występów, układała repertuar, organizowała i prowadziła próby. Teraz szczytowy czas sukcesów, niestety, dla naszych tancerzy minął. Mają oni już własne rodziny, wychowują następne pokolenie przyszłych artystów, którzy na razie pokaźną gromadką śpiewają w scholce kościelnej nazwanej «Słowianie», kierowanej przez księdza proboszcza Łukasza Grochlę, który razem z zespołem muzycznym akompaniuje im na gitarze.


Sergiusz Dediu, znany w Krzemieńcu muzyk, już ponad 20 lat doskonale kieruje i dyryguje chórem «Krzemienieckie Barwy», utrzymuje kontakty z ośrodkami kultury w kraju i za granicą, a zarazem gra w kościele na organach i pięknie śpiewa. W roku 2018 będziemy świętować 25 lat naszego chóru. W minionych latach zmieniał się jego skład, ale trzon do dziś jest taki sam. Wraz z dopływem młodych, wykształconych członków doskonali się poziom wykonania utworów, a na poważnych, odpowiedzialnych występach chór czaruje wspaniałym, jednolitym brzmieniem i dostaje wysokie oceny znawców sztuki śpiewu chóralnego. Często wykonuje pieśni w naszym kościele na chórach z akompaniamentem organów i wtedy dla całej parafii jest to prawdziwa rozkosz i święto, zetknięcie się z prawdziwą sztuką.


Prezes Towarzystwa, Emilia Szulgan, pracowała w omawianym okresie jako nauczycielka matematyki w szkole średniej i dzieliła swój czas pomiędzy pracą społeczną a zawodową. Na jej głowie było zabezpieczenie warunków funkcjonowania sobotnio-niedzielnej szkoły języka polskiego, w której liczba dzieci wzrastała.


Wówczas naszą nauczycielką języka polskiego skierowaną do pracy przez ORPEG była pani Mirosława Tomczak. Miała ona sporo obowiązków. Była członkiem Towarzystwa. Interesowała się każdą dziedziną pracy społecznej. Opracowywała jako korektor materiały naszego miesięcznika «Wspólne dziedzictwo». Miała silną osobowość, dając nam przykład szlachetnej, ludzkiej postawy. Pracowała u nas 5 lat i do dziś pozostaje w naszej wdzięcznej pamięci.


Proboszcz naszego kościoła, ks. Tadeusz Mieleszko, też był członkiem Towarzystwa. Chociaż był bardzo zaangażowany w odbudowę kościoła w Szumsku dzielnie nam pomagał, doradzając w sprawach organizacyjnych. Mówiliśmy pomiędzy sobą, że ksiądz, nauczycielka i zarząd Towarzystwa – to nasza «Rada Najwyższa».


Chociaż byliśmy dość licznym zrzeszeniem w mieście, nie mieliśmy siedziby, korzystaliśmy z poddasza byłego domu parafialnego znajdującego się nieopodal kościoła. Tam też przez wiele lat w czterech pomieszczeniach znajdowały się nasza szkoła, biblioteka i sala służąca do zebrań i prób chóru. Sami wyremontowaliśmy pomieszczenia, zrobiliśmy regały dla mnóstwa różnych książek, którymi nas obdarowywały ośrodki edukacyjne z Polski oraz nasi przyjaciele – krzemieńczanie mieszkający już w Polsce. Do ogrzewania pomieszczeń służyły piece, w których palono drewnem i brykietem. Wodę noszono z budynku służby podatkowej znajdującego się naprzeciwko. Życie naszych nauczycielek nie było tam słodkie, ale narzekań nie słyszeliśmy nigdy. Na parterze funkcjonowało biuro paszportowe. Po latach, kiedy władze miasta wreszcie oddały dom kościołowi, zrobiliśmy w nim kapitalny remont i za pozwoleniem ks. proboszcza, Władysława Iwaszczaka, przenieśliśmy się do pomieszczenia już o wiele większego.


Mimo ciasnoty na poddaszu, mamy teraz o nim miłe wspomnienia, bo często spotykaliśmy się tam z krajanami z Polski, na święta dzieliliśmy się jajkiem, opłatkiem, kolędowaliśmy z ks. Januszem Popławskim, naszym dostojnym gościem z Warszawy, świętowaliśmy urodziny. Bywała z nami jeszcze wtedy pani Irena Sandecka. Tam na lokalnym zebraniu została ona uhonorowana orderem Virtuti Militari, który wręczył jej Konsul RP ze Lwowa.


W październiku 2007 r. świętowaliśmy jubileusz – 150 lat konsekracji naszego kościoła. To tutaj też, mimo niewygód, przyjmowaliśmy naszych gości z różnych zaprzyjaźnionych miejscowości oraz delegację z Krosna na czele z ks. Tadeuszem Mieleszką. Przez 13 lat był on proboszczem naszej parafii. Po wybudowaniu kościoła w Szumsku w 2005 r. został przeniesiony do Polski.


Z tym przysłowiowym poddaszem związana jest jedna dziwna i śmieszna historia. Pani prezes, Emilia Szulgan, bacznie opiekując się siedzibą, często ją odwiedzała. Raz przyszła z mężem, żeby on jako elektryk naprawił gniazdko. Na podłodze zobaczyła drobne odłamki tynku. Spojrzała w górę, nasłuchiwała, a tam coś stukało. Na poddaszu była lada na strych. Mąż Emilii, pan Jan, zajrzał tam i zobaczył dwóch gości, którzy się tam krzątali. Krzyknął na nich, a ci szybciutko do zewnętrznej drabiny i – zaczęli uciekać. Pani Emilia narobiła hałasu, wybiegła za nimi i zobaczyła, że zmykają w stronę milicji. Tymczasem pan Jan zbadał strych i stwierdził zamontowanie drobnych detali, jak domyślał się – do podsłuchiwania. Powiedział to żonie i razem zdecydowali «udawać wariata». Pani Emilia pobiegła na milicję i zdyszana, zdenerwowana opowiedziała dyżurnemu o «złodziejach», którzy chcieli włamać się do pomieszczenia. Ten zażądał pisemnego wniosku. Ona wszystko opisała i wymagała, żeby zainstalowali alarm.


Żadnej odpowiedzi na wniosek od urzędu jednak się nie doczekaliśmy. Ale więcej już służba bezpieczeństwa nas nie niepokoiła. Jasne, że każde państwo pragnie zabezpieczyć się od niepożądanych wrogich wypowiedzi przeciwko ustrojowi i Służba Bezpieczeństwa stara się o wszelaki wywiad. Po to przecież funkcjonuje. Po czasie dowiedzieliśmy się, że nas podsłuchiwali w inny, bardziej nowoczesny sposób, ale wkrótce dali sobie spokój. «Machnęli na nas ręką», jak mówili, bo żadnej «polityki wśród tych Polaków» nie ujawnili.

 

Jadwiga GUSŁAWSKA
Krzemieniec

 

CZYTAJ TAKŻE:

KRONIKI KRZEMIENIECKIE: NOTATKI O ROZWOJU POLSKOŚCI W KRZEMIEŃCU NA TLE HISTORII KRAJU

KRONIKI KRZEMIENIECKIE: KRZEMIENIEC PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

TOWARZYSTWO POLSKIE W KRZEMIEŃCU: PIERWSZE KROKI ORGANIZACYJNE

KRONIKI KRZEMIENIECKIE: ŻYCIE POLSKIEJ WSPÓLNOTY W LATACH 1989–1990

KRONIKI KRZEMIENIECKIE: WYSTAWA O KRZEMIEŃCU

KRONIKI KRZEMIENIECKIE: KRZEMIENIEC PRZYBYŁ DO KRAKOWA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1