Artykuły
  • Register

Wsie Soce, Puchły, Trześcianka położone w malowniczej dolinie Narwi od 2002 r. należą do tzw. «Krainy Otwartych Okiennic». Turysta odwiedzający te miejscowości zainteresuje się przede wszystkim charakterystyczną zabudową pochodząca z XIX wieku. I tu szczególną uwagę zwraca wieś Soce.

«Soce należały dawniej do wójtostwa trościanickiego w starostwie bielskim. Najstarsza o nich wzmianka pochodzi z 1560 roku. Według legendy najstarsi osadnicy napotkali w tym miejscu źródełko, z którego sączyła się woda osadę nazwali więc Soce od socenia, sączenia się wody. Soce składają się z równoległych ulic, położonych po obu stronach rzeki Rudnia» (W parafii Puchły, A. Kiryluk w: Przegląd Prawosławny, kwiecień 2007).

Wspaniały klimat tworzą chaty z otwartymi okiennicami, które mają bogate zdobienia snycerskie. Niepowtarzalny urok Soc pozna ten, kto choć raz miał okazję gościć w tej wsi.

Soce są mi bliskie z kilku względów. Stamtąd wywodzą się moje korzenie i tam spędzałem dzieciństwo. Już ponad 25 lat minęło, kiedy Soce tętniły życiem. Działał tu skup truskawek, mleczarnia; żyło wielu gospodarzy, którzy na czas letnich wakacji nie mogli się opędzić od wnucząt gromadnie przybywających z Białegostoku «do babci do Soc na wakacje» Wyprawa na jagody z samego rana do «Sucholesnicy», czy zbieranie grzybów w lesie przy szkole, to momenty które pozostają w pamięci na całe życie. Jeden przed drugim, wyprzedzaliśmy się, kto nazbiera więcej «kurek», bo na skupie za kobiałkę nieźle można było zarobić na oranżadę w wiejskim sklepie. Jako dzieci, czekaliśmy wieczoru, żeby pójść na ognisko nieopodal szkoły. Zbierała się tam cała młodzież, piekliśmy kiełbaski, śpiewaliśmy stare piosenki, starsi opowiadali nam ciekawe historie. I ten zapach gałęzi sosny łamanej na ognisko ukradkiem… I w głowie na samą myśl o Socach po latach, tli się piosenka «Horiła sosna…»

Ciekawymi momentami, jakie pozostały mi w pamięci na całe życie z pobytu w Socach były również opowiadania starszych ludzi o przeszłości. Kiedy życzliwy dziadek lub babcia, siadali ze mną na ławeczce przed chatą zamieniałem się w słuch. Starsi ludzie umieją opowiadać, wystarczy cierpliwie ich posłuchać, bo mają dużo do powiedzenia. Można ich czytać jak książkę. Spróbujcie, polecam. Nie zapomnę historii mojej śp. cioci Oli, która przeżyła «bieżeństwo». Jako kilkuletnie dziecko trafiła z rodzeństwem do Rosji. Przeżyła istna zawieruchę. Opowiadała, jak bardzo smakował im chleb z solą w sierocińcu albo chleb pieczony z lebiody, który piekli tuż po powrocie do Soc. «Był zielony, ale dobry» – jak sama wspominała.

Kiedy dziś, po tylu latach, stoję na ulicy w Socach, to już nie jest ta sama, wesoła wieś co kiedyś. Zamykam oczy i jawi mi się utrwalony obraz Soc, kiedy byłem małym chłopcem.

Pamiętam dokładnie: był lipcowy ciepły wieczór, siedziałem z dziadkami i mamą na ławeczce przed chatą. Promyki zachodzącego słońca muskały delikatnie szczyty sztachet w płocie, porośniętych już ze starości mchem, sąsiad pędził bydło z pastwiska na wieczorne dojenie do obory. Krowy, którym śpieszno było, aby gospodyni je wydoiła po całym dniu, wzniecały zgiełk swoim rykiem i łańcuchem ciągniętym po kocich łbach. Nikt z gospodarzy się nie spieszył, starzy rozmawiali o minionym dniu, z uśmiechem mimo fizycznego zmęczenia. «Jak wam den minuł, diadku? A dobre sztob horsz ne buło» – dało się usłyszeć w tle.

Poszedłem do sąsiada na «pruhmenie», wypiłem kwartę świeżego mleka. I to był smak niepowtarzalny…

Te obrazki z dzieciństwa już minęły i nie wrócą nigdy. Nie powtórzą się.

Na dzień dzisiejszy Soce to zupełnie to inny krajobraz. Kilka chałup, w których dożywają swoich zacnych dni najstarsi tubylcy osady. Obejścia świecą pustkami, na «pruhmeniach» świszcze wiatr, strzechy chat chylą się ku ziemi, jakby prosiły, żeby ich nie zostawiać samych. Nie ma gromadek dzieci, które grają w chowanego na «pruhmeniach», młodzież nie zbiera się już na wieczorne ogniska i zabawy do szkoły, która jest we wsi. Nie ma już w Socach młodzieży, bo pokolenie tych, którzy urodzili się po 1945 r. wyemigrowało i osiedliło się w mieście. Nie mają po co wracać do dziadków, bo, jak sami często mówią, nie ma tu dla nich przyszłości. Często z braku czasu nie odwiedzają wioski nawet w okresie wakacji.

Rudnia, cicha rzeczka wijąca się, jak wstążka pośrodku wsi, nadal płynie, ale jeszcze bardziej leniwie. Wszystko śpi. Osada umiera tak jak starzec, któremu natura odbiera stopniowo siłę w nogach. Bolesny to widok dla tego, kto spędzał tam dzieciństwo. Ale «ów starzec» nie buntuje się, nie krzyczy, przyjmuje starość jako bieg natury ze zrozumieniem, że jego czas już nadszedł.

Mimo wszystko do Soc warto zajrzeć. Zachęcam każdego choćby z tego względu, żeby posmakować spokoju. Starzy powtarzają, że tu czas się zatrzymał i stoi w miejscu. Sami mieszkańcy mówią, że nie chcą żadnych ulepszeń, że tak im dobrze jak żyją. Chcą żyć do końca swoich dni takim samym trybem zgodnym z kalendarzem prac polowych, jaki wiedli zawsze. Nie unikniemy naturalnego wymierania tej osady. Tam nie potrzebne są ścieżki rowerowe, bary ani muzeum. Cywilizacja zepsułaby specyfikę i niepowtarzalność tego malowniczego miejsca.

«Krainę Otwartych Okiennic» trzeba uchronić od zapomnienia, ale nie poprzez duże zmiany, inwestycje itp. Należy to zrobić w zupełnie w inny sposób, utrwalić to co jest, pielęgnować pozostałe domostwa. Najważniejsze nie pozbywać się posiadłości, tylko dla gotówki. Bywa tak, że ktoś dziś dyktuje się względami materialnymi, sprzedaje ojcowiznę w Socach i potem nie ma dokąd wrócić, bo później nikt z obcych przybyszy nie pozwoli mu swobodnie cieszyć się pięknem tej ziemi, korzystać z jej dóbr, gdyż już nie będzie jego. Często jednak wielu nie ma wyjścia i musi tak postąpić. I to jest smutne. Gorzej jest jak czyni tak z własnej woli. Powstaje pytanie, czy materialna sfera życia, potrzeba chwili to cena za jaką mamy wyrzekać się swojego pochodzenia i korzeni i tradycji?!.. Pomyślmy o tym, zanim podejmiemy pochopny krok.

Przed wjazdem do Soc od strony wsi Żywkowo, stoi tablica z napisem «Kraina Otwartych Okiennic». Nie miałby chyba nikt nic przeciwko, aby dopisać na niej: «Turysto wjeżdżasz do Krainy, gdzie czas się zatrzymał. Uszanuj ją i nic tu nie zmieniaj. Zostaw ja taką, jaka jest, jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną».

Adam KIRYLUK,

Białystok

CZYTAJ TAKŻE:

WIGILIA MOJEGO DZIECIŃSTWA

1
2
3

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1