Artykuły
  • Register

5 czerwca b.r. w warszawskim Ogrodzie Sprawiedliwych posadzone zostało drzewko upamiętniające Jana Jelinka, czeskiego pastora, który mieszkał na Wołyniu. Ratował ludzi nie zważając na ich narodowość lub wyznanie, przez co jeszcze za życia nazywano go czeskim Schindlerem.

Jan Jelinek urodził się w Zelowie (woj. łódzkie) 19 kwietnia 1912 r. w rodzinie Pavla Jelínka i Karoliny Jersákovej. Przed II wojną światową Zelów był zamieszkany prawie wyłącznie przez Czechów wyznania ewangelickiego, którzy w XVIII–XIX w. musieli emigrować z powodów religijnych do bardziej tolerancyjnej Polski. Ojciec Jana zginął w I wojnie światowej, więc chłopca wychowywała matka. Żyli biednie i w roku 1925, faktycznie jako małe dziecko, Jan wyjechał do Czechosłowacji. Mieszkał tam u swoich dziadków i zarabiał pieniądze, oczywiście nielegalnie, pracując na farmie przez kilka lat. Po powrocie do domu pracował jako księgowy w zakładach włókienniczych – większość Czechów zelowskich zajmowała się produkcją płótna. Niebawem zdolny chłopiec otrzymał ofertę na stanowisko dyrektora fabryki, ale bardziej pociągało go służenie Bogu.

W latach 1931–1935 Jan uczył się w Szkole Misyjnej w Ołomuńcu w Czechosłowacji. Wróciwszy do Zelowa przez pewien czas pracował jako dyrektor fabryki włókienniczej, zaś w 1937 r. przeniósł się na Wołyń do Kupiczowa, gdzie został kaznodzieją lokalnej parafii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego. Przed II wojną światową na Wołyniu było ok. 50 kolonii czeskich zamieszkanych przez prawie 30 tys. Czechów. W Kupiczowie było największe ich skupisko. Połowa wsi była czeska, a druga połowa – ukraińska. Mieszkało tam jeszcze kilkadziesiąt rodzin polskich oraz osiemdziesiąt żydowskich.

Spokojne życie i praca trwały jednak niedługo. 1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa i Kupiczów został wkrótce zajęty przez sowietów. Niegdyś zamożna czeska część Kupiczowa (Czesi byli bardzo dobrymi i dość zamożnymi gospodarzami) zubożała, niektórych wysłano na Syberię, ale Jan trudził się nadal służąc parafianom i pomagając każdemu, komu był w stanie pomóc.

W 1942 r. w Kowlu przez Niemców zostało utworzone getto. Jelínek nie tylko dostarczał tam potajemnie żywność, pomagał on także Żydom ukrywającym się u Czechów w Kupiczowie i w okolicach. W swoim domu również ukrywał rodzinę żydowską.

Pewien znajomy niemiecki żołnierz dowiedział się o tym. Wpadł krzycząc: «Pomógł Pan Żydowi!», na co Jelínek odrzekł ze spokojem: «Pomogłem człowiekowi». Niemiec machnął ręką mówiąc: «Jest Pan pastorem i myśli Pan inaczej. Pańskie szczęście, że napotkał Pan wierzącego Niemca. Inny to by Panu głowę urwał». Jelínek przewiózł więc Żydów pewnego dnia na drugi brzeg Stochodu.

Wiosną 1943 r. Wołyń zapłonął. Czesi z Kupiczowa zachowywali neutralność i banderowcy ich nie zaczepiali. Był jednak moment, kiedy w stodołach, stajniach i piwnicach Kupiczowa znalazło schronienie około tysiąca Polaków jednocześnie. Pastor Jelínek również ukrywał Polaków u siebie. Potem po cichu Polacy byli przewożeni do miast, gdzie stacjonowały wojska niemieckie.

Podczas polskich akcji odwetowych pastor Jan uratował przed rozstrzelaniem ojca i żonę banderowca oskarżonych o szpiegostwo. «Jeżeli zabijecie ich, to nie będziecie w niczym lepsi od banderowców» – powiedział wówczas. Oficer polski ustąpił.

Jan Jelínek spieszył z pomocą wszystkim, kto tego potrzebował. Tak wspominał w jednym z wywiadów: «Nie z mojego Kościoła, to był Polak i na dodatek zacięty katolik. Ale zrobiłem to… Uratowałem tego Polaka wraz z jego synem. Przyszli banderowcy na przeszukanie. Ale miałem spokojne serce. Powiedziałem: «Idźcie, rozejrzyjcie się». Weszli do jednej izby, do drugiej, a ranny leżał w trzeciej… Potem zaś, gdy przyszli sowieci, ratowałem już tych banderowców, przetransportowawszy ich potem do Czechosłowacji».

Pewnego razu banderowcy zabrali pastora do lasu, gdyż złapali przedtem dwóch Niemców, którzy udawali Czechów – widocznie znali kilka słów po czesku. Pastor pomodlił się przed wyjazdem: «Panie, jeśli nie są to Czesi, nie miej mi za złe, gdy będę kłamał». Powiedział więc, że są to w stu procentach Czesi. Wszyscy trzej zostali uwolnieni.

Pastor Jelínek nie patrzył na narodowość, wyznanie czy poglądy człowieka. W jednym ze swoich kazań do parafian kupiczowskich powiedział: «Czym jest dla ciebie chrześcijaństwo? Chrześcijaństwo jest miłością. Jest pomocą bliźniemu, bez znaczenia kim on jest, skąd pochodzi i jakie ma poglądy. Jako chrześcijanie zobowiązani jesteśmy przede wszystkim szerzyć miłość – tego chce od nas Bóg! Nie można o tym zapominać. Nawet gdy wojna szaleje. Nawet gdy chodziłoby o Hitlera. Kiedy którykolwiek z was zobaczy cierpiącego Hitlera, mamy obowiązek przyjść mu z pomocą». Trzeba przyznać, że nie wszystkim Czechom spodobało się to kazanie.

W 1944 r. Jan ze swoją żoną Anną wstąpili do I Korpusu Czechosłowackiego. Z powodu słabego zdrowia Jelínek pracował w służbie medycznej, Anna zaś była łączniczką. Studiował w szkole oficerskiej i wojnę zakończył już w stopniu podporucznika mając kilka odznaczeń bojowych. Wkrótce po zakończeniu wojny osiedlił się w Oračovie i został pastorem w Podbořanach. Został przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych ČSSR upoważniony do spraw repatriacji Czechów z Polski oraz USRR. Jak później wyznał, pieczęć Rady Kościelnej Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Kupiczowie, którą zabrał ze sobą z Wołynia, uratowała niejednego człowieka przed deportacją do ZSRR i niejednemu pomogła przedostać się do Czechosłowacji. Wystawiono wówczas, jak stwierdzał Jelínek, setki fałszywych metryk urodzenia.

W 1958 r. pastor został aresztowany przez bezpiekę z powodu odmowy «współpracy» oraz ostrych wypowiedzi na temat kołchozów. Wyrok – dwa lata za działalność antypaństwową – odbywał Jelínek w kopalni. Po uwolnieniu zakazano mu pracy duszpasterskiej, a więc do emerytury w 1972 r. pastor Jan pracował jako pracownik fizyczny nauczając potajemnie. Dopiero po rewolucji aksamitnej w 1989 r. mógł otwarcie pełnić swoją posługę. Prowadził działalność pasterską do 2003 r. Swoje wspomnienia zawarł w książce «Pouštěj chléb svůj po vodě» (Rozdawaj swój chleb w obfitości). Zmarł Jan Jelínek 3 grudnia 2009 r. w Pradze.

W jednym z ostatnich wywiadów powiedział: «Zawsze mocno wierzyłem, że Pan Bóg mnie chroni, a podczas wojny ta wiara jeszcze się wzmocniła. Jak inaczej mógłbym wytłumaczyć to, że owym banderowcom nie zechciało się wejść piętro wyżej, gdzie schronili się Polacy; że nigdy żaden Czech nie został przyłapany na przewożeniu Polaka oraz że nic złego się nie przydarzyło ani mnie, ani mojej żonie? Dla mnie jest to klarowny znak, że miłe jest Panu Bogu to, co robimy, i że On się nami opiekuje».

Liczba uratowanych oraz tych, którzy doświadczyli pomocy ze strony Jana Jelínka, szacowana jest na setki. Jeszcze za życia został on nazwany przez Czechów wołyńskich oraz czeskie i polskie media «czeskim Schindlerem».

Anatolij OLICH
Foto: sprawiedliwi.org.pl

CZYTAJ TAKŻE:

O «SPRAWIEDLIWYCH ZDRAJCACH»

SZABŁOWSKI: TO NASZ MORALNY OBOWIĄZEK, PAMIĘTAĆ O TAKICH LUDZIACH

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1