Artykuły
  • Register

Na 37 urodziny postanowiłam sobie kupić samochód. Przynajmniej nikt już nie będzie mi ustępować miejsca w marszrutce, a który to element ukraińskiej kultury «ma swoje plusy dodatnie i ujemne», jak rzekł Lech Wałęsa.

Pamiętam, że pierwsze moje marzenie samochodowe nie spełniło się, kiedy zapragnęłam mieć odnowioną wołyniankę, jakiej już się nie produkuje, a stare przerabia się na oldschoolowe jeepy. Spotkałam się wtedy ze zdecydowaną reakcją swoich przyjaciół z Ukrainy – z ironią połączoną ze współczuciem. Jak można mieć wołyniankę?

Temat powrócił niedawno z powodu mojego zniecierpliwienia marszrutkami i odkąd wszyscy mnie pytają z oburzeniem: «Dlaczego ja, Polka, nie mam swojego samochodu z Polski bez oclenia?» (Albowiem oclenie na ukraińskiej granicy kosztuje tyle, co samo auto albo i więcej.) No i wszystkim oczywiście wydaje się to proste.

Jako Polka mogę mieć na Ukrainie swój samochód wwieziony z Polski bez oclenia na kilku z pozoru jasnych zasadach. Raz na rok np. muszę go zabrać do Polski. Ponieważ rodzice dali mi lanoska (staruszek, ale nikt nim nigdy prawie nie jeździł) – postanowiłam zabrać go na próbę do Równego! Tutaj zaczęły się schody. No dobra – mogę zabrać lanoska, ale przy bardziej wnikliwym studiowaniu rozporządzeń okazało się, że muszę być jego właścicielem rok przed tym, jak nabyłam pozwolenie na pobyt stały na Ukrainie. Pierwsza próba okazała się nieudana, bo właścicielem byłam tylko 11 miesięcy… Trudno. Porzuciłam myśl o lanosku tak, jak kiedyś o wołyniance. Chociaż szkoda mi go było –na początek by wystarczył.

Postanowiłam zatem, jak przeciętny Polak, kupić sobie coś przeciętnego za 12–13 tys. złotych i na nowo zacząć pisać swoją «samochodową historię». Niestety. Okazało się, że w świetle prawa nieoclonym samochodem mogę jeździć po Ukrainie najwyżej przez 10 dni. A co jeśli np. przyjadę z Polski na wycieczkę do Równego na 11 dni? Według jednego z wielu rozporządzeń – powinnam zapłacić wówczas kaucję zwrotną w wysokości cła. Jeśli przekroczę termin – kaucja nie zostanie mi zwrócona. Samochód wart 12–13 tys. złotych wyniósłby mnie z ocleniem około 26 tys.: 20 % wartości – vat, 10 % wartości – cło, akcyza – zależy od objętości silnika i 4 % na fundusz emerytalny. Wszystkie opłaty to jakieś dodatkowo 40 % wartości samochodu.

Kurs na Europę przyniósł jednak ludowi «złagodzenie przepisów o wwiezieniu środków transportu» i «obniżenie akcyzy». Jak się okazało, do końca 2018 r. mogę przywieźć samochód typu Euro 5 (ma około 5 lat, określony rodzaj silnika, przyjazny dla środowiska itp.). Trudno, dam 35 tys. (bo tyle kosztuje Euro 5 w Polsce), ale będę mieć spokój. Policzyłam pieniądze. Konkretna część moich oszczędności poszłaby na samochód? Rzadka sprawa wśród Polaków klasy średniej, którym z reguły wystarcza prosty samochód za 12 tys.

Przeanalizowałam sytuację ze wszech stron. Znalazłam cierpliwie usprawiedliwienie dla wydania 35 kawałków na samochód, który inwestycją oczywiście nie będzie: chcesz jeździć ukraińskimi drogami samochodem z zagranicy – płać podatki (powyższe 40 %) albo uczciwie (słowo użyte bez ironii) kup z ukraińskiego salonu samochodowego. Obywatelskie poczucie lojalności wobec państwa, które przyjęło mnie pod swój dach podpowiedziało mi, że powinnam lojalnie zapłacić. Powoli zaczęłam żegnać się w myślach z 30 tys. złotych na swoim koncie, pozwalając im w wyobraźni zmienić się w konkretną furę, w której nawet w swoich kaloszach będę wyglądać elegancko. W chwilach zwątpienia widziałam w fantazjach jak moje 30 tys. złotych uderza w inny samochód za 60 tys. złotych. Albo pijane 60 tys. złotych uderza w moje skromne wówczas 30 tys. złotych i łącznie 90 tys. złotych odpływa w odmętach równie niejasnych międzynarodowych zasad ubezpieczeń samochodowych…

Ostatecznie postawiłam na auto typu Euro 5 i zawęziłam poszukiwania w polskich autokomisach. Moj mąż Ukrainiec długo nie mógł wytłumaczyć mojemu tacie Polakowi, zawiłości rozporządzeniowo-przepisowych związanych z przewiezieniem samochodu przez ukraińską granicę. Rozmawiali jak głuchy ze ślepym. Moj tato – człowiek, który przeżył komunizm i kapitalizm, widział i słyszał wiele. Moj mąż – aktywista społeczny – też nie mało. Po kilku dniach poszukiwań znaleźliśmy solidne auto marki Renault Koleos za 36 tys. złotych – «skóra, fura i komóra», jak mawiają specjaliści. Za tyle kasy byle czego nie kupisz. Automatyczna skrzynia biegów, skórzane fotele (!), 7 głośników i subwoofer (cokolwiek to znaczy). Ostatnie przejrzenie rozporządzeń. Akcyza niby mniejsza ale… reszta po staremu: 20 % vat, 10% cło, 4 % fundusz emerytalny! W sumie Euro 5 za 36 tys. złotych – wyniesie z opłatami 49 tys. złotych.

Dobrze. Kolejna próba – podobno można przywieźć samochód «na firmę». Takich po Równem jeździ już sporo. Mają tablice polskie albo litewskie. Schemat niby jest prosty: ktoś rejestruje firmę w Polsce czy na Litwie. Firma rejestruje sobie samochody, które potem oddaje do użytku «swoim przedstawicielom» na Ukrainie. Na szczęście moja siostra ma prywatny gabinet logopedyczny w Bolesławcu. Obwieściłam jej, że kupię jej firmie samochód! Ciężko to było wyjaśnić. Ale oczywiście zgodziła się bez problemu! Zadowolona wróciłam znowu do poszukiwań czegoś za 12–13 tys. złotych. Już-już prawie wybrałam srebrnego peugeota 307. Rozsiadłam się za kierownicą w autokomisie! Idealny. Z 2009 r. W dobrym stanie. Po co lepszy na wyjazdy do pracy, kiedy pada deszcz, czy po zakupy? Na wszelki wypadek upewniłam się po raz kolejny czy wszystko będzie zgodne z prawem. Dzwonię do prawnika. Słyszę: «Kup na firmę, ale wiesz, jak to jest… Może być tak, że w razie wątpliwości przy rutynowej kontroli każą Ci zapłacić 200 euro mandatu, samochód odholują na parking policyjny, a sąd będzie się ciągnął miesiącami… Zanim sprawa się wyjaśni, nawet na Twoją korzyść, to samochód straci na wartości, a ty będziesz przez ten czas jeździć marszrutkami».

Chodzi o to, żeby zapłacić podatki i kupić samochód na Ukrainie. Chodzi też o to, że ukraińskie prawodawstwo przeczy międzynarodowym umowom. Podejrzewam osobiście, że chodzi też o dezinformację i kontrolowany bałagan, żeby prosty człowiek zagubiony w gąszczu przepisów i nakazów, i rozporządzeń nie mógł tak po prostu bezkarnie pojeździć swoim samochodem. Chodzi o to, że muszę kombinować i mieć nadzieję, że mnie nie złapią. Ten element niedopowiedzenia i niejasności sprawia, że już teraz czuję się jednocześnie oszustem i oszukana.

Ostatnio zakupiłam wreszcie środek transportu. Uniknęłam VAT i akcyzy. Pojazd odpowiada Euro 5 i jest nieszkodliwy dla środowiska. Zapłaciłam 2200… hrywien. Kupiłam sobie hulajnogę. Jeżdżę na niej codziennie do pracy.

Ewa MAŃKOWSKA,
Ukraińsko-Polski Sojusz imienia Tomasza Padury

CZYTAJ TAKŻE:

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: 10 lAT HISTORII

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ODWILŻ

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: CZAS ZEMSTY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DOMNIEMANY BANDEROWIEC

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NIEWIDZIALNE GRANICE

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: KTO TY JESTEŚ? POLAK STARY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: SHOW-DYKTANDO «PO POLSKIEMU»

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1