Artykuły
  • Register

Przeczytałam z wielką uwagą felieton pani Ewy Mańkowskiej opublikowany w «Monitorze Wołyńskim» z dnia 11 maja 2017 r. Przeczytałam, ponieważ – jako nauczycielka języka polskiego delegowana przez ORPEG do pracy na Ukrainie – od dawna stawiam sobie te same pytania:

«Na ile nauczyciele i działacze tu pracujący są w stanie przekazać aktualny, żywy obraz Polski i zachęcić do dyskusji o nim?» Nauczyciele delegowani przez ORPEG są w stanie przekazać «żywy, aktualny obraz Polski i zachęcić do dyskusji o nim», tyle że… ten obraz szybko się zmienia. To, co jest aktualne dzisiaj, w tym tygodniu, w tym miesiącu, za tydzień, miesiąc, rok, będzie już historią, będą inne newsy, dyskusje na inne tematy, co innego będzie poruszało opinię publiczną. Selekcji wydarzeń na ważne i nieważne dokona dopiero czas, czyli historia. Dlatego trzeba ją choćby pobieżnie znać. I jeszcze jedna ważna sprawa: trzeba rozumieć mentalność ludzi, którym przekazuje się «żywy, aktualny obraz Polski». Tworzenie tego obrazu przy pomocy płyty «Trójkąt warszawski» jest takim samym nietaktem, jak używanie w kontaktach z Ukraińcami słowa «zajebiście» (chociaż w Polsce ono już nikogo nie gorszy).

To, co napisałam wyżej, wcale nie znaczy, że mówienie o Polsce współczesnej nie ma sensu czy jest z góry skazane na porażkę. Trzeba prezentować mój kraj ciekawie i mądrze, np. organizując cykl spotkań pod hasłem «Bliżej Polski». Program takich spotkań, metody pracy, zakres wiedzy – to osobny i obszerny temat, wymagający precyzyjnego opracowania. Wskutek podobieństwa języków można bowiem ukształtować… fałszywy obraz Polski, bo np. dla Ukraińców «łóżko stojące na dywanie» jest takim samym absurdem jak dla Polaka «szynomontaż» mieszczący się w garażu. Tak więc te spotkania musiałyby być adresowane do ludzi, którzy język polski znają, a nie do tych, którzy się go dopiero uczą.

Tego typu działania mogą być wyzwaniem dla Towarzystw Kultury Polskiej na Ukrainie, które w chwili obecnej są po prostu skansenem. Literatura polska zaczyna się tu i kończy na Konopnickiej, przebojami wciąż są piosenki «Czerwone jabłuszko» i «Jarzębino czerwona» (pierwsza – obciachowa, druga – sowiecka), a wprowadzanie jakichkolwiek zmian napotyka na trudny do przezwyciężenia upór Prezesów. Jeszcze raz podkreślam – nauczyciele delegowani przez ORPEG są doskonale przygotowani do prowadzenia spotkań promujących polską kulturę współczesną, do organizowania pokazów polskich filmów, do wspólnego czytania najnowszej literatury polskiej czy w końcu do dyskusji o Polsce współczesnej. Problem polega na tym, że w «Umowie o skierowanie do pracy za granicą» mamy wpisane «wykonywanie pracy na rzecz i pod kierownictwem pracodawcy zagranicznego», co oznacza, że jesteśmy podwładnymi Prezesów, a w «Profilu nauczyciela skierowanego» czytamy, że nauczyciel «jest ambasadorem polskiej kultury, literatury i edukacji, a poprzez swoje działania jest promotorem zwłaszcza najnowszych osiągnięć w tych dziedzinach». Jak mu Prezes pozwoli. A z nauczaniem języka polskiego na poziomie progowym świetnie radzą sobie nauczycielki ukraińskie.

«Czy patriotyczne wychowanie nie stało się nużącym obowiązkiem (…)»? Pytanie o wychowywanie polskich patriotów na Ukrainie jest nonsensem. Ja uczę (a więc i po trosze wychowuję) młodych Ukraińców. Wychowywanie ich na polskich patriotów byłoby jednoznaczne z próbą wynarodowienia, spolonizowania dzieci. Na to nie pozwala moja etyka zawodowa ani… historia mojego narodu. Nasi przodkowie byli germanizowani i rusyfikowani, nie będę rozpisywała się na ten temat. Chętnie przypomniałabym w tym miejscu strajk polskich dzieci we Wrześni, ale kto to zrozumie?

Owszem, część dzieci i młodzieży ma polskie pochodzenie i można spróbować «zainspirować je do poszukiwania i samodzielnego odkrywania polskości», ale tu znowu pojawia się problem: dla młodego człowieka urodzonego i żyjącego na Ukrainie bycie Ukraińcem jest tak oczywiste jak powietrze, którym oddycha. Refleksja na temat «kim jestem? kim byli moi przodkowie? skąd mój ród»? przychodzi w wieku dojrzałym. Jeżeli w domu nie mówi się o polskich przodkach, nie opowiada historii rodzinnej, jeżeli rodzice nie zachęcają do «poszukiwania i odkrywania polskości», to nauczyciel tym bardziej musi zachować szczególną ostrożność w «zachęcaniu i inspirowaniu», żeby skutek nie był odwrotny od zamierzonego.

Oddzielnym zagadnieniem jest sposób obchodzenia świąt narodowych. «Święto» to znaczy «dzień wyjątkowy, osobny, odrębny od innych», a co najważniejsze – zapisany w kalendarzu i obchodzony co rok. Obchody 11 listopada i 3 maja są uświęcone tradycją, a ich cechą immanentną jest śpiewanie wciąż tych samych pieśni i recytowanie wciąż tych samych wierszy. Ja też recytowałam wiersze patriotyczne na akademiach (chociaż z trochę innych okazji), moje córki recytowały wierszyk «Kto ty jesteś?», teraz recytuje go mój wnuk. W ten sposób buduje się wspólnotę narodu, ciągłość tradycji i historii. I dopóki żyją w Równem Polacy, którzy czują związek z narodem polskim nikt nie ma prawa odebrać im tych świąt. To musi zostać tak jak było. W ten sposób obchodzone są te święta w Polsce i Polacy podobnie nie rozumieją słów «Nierząd naszych braci cisnął / Gnuśność w rękach króla spała», ale to nie przeszkadza im w rozumieniu istoty tych wyjątkowych dni.

Barbara WŁODARCZYK,
nauczycielka delegowana przez ORPEG

CZYTAJ TAKŻE:
STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: SHOW-DYKTANDO «PO POLSKIEMU»

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1