Artykuły
  • Register

Kozielsk, Starobielsk, Ostaszków, Katyń, Twer, Miednoje, Piatichatki, Charków, Kuropaty, Bykownia, Smoleńsk… To miejsca starannie ukrywane, a później zakłamywane przez władze ZSRR. Synonimem stalinowskich zbrodni dokonanych na Polakach stał się Katyń.

O sprawie katyńskiej rozmawiano 27 kwietnia w Klubie Polskim w Łucku. Spotkanie ze studentami poprowadził Michał Zarychta – historyk z Biura Edukacji Narodowej w Oddziale Warszawskim Instytutu Pamięci Narodowej.

Temat to trudny i wydawać by się mogło bardzo odległy dla młodych ludzi, bowiem od zbrodni katyńskiej mija właśnie 77 lat. Jednak patrząc na to, co dzieje się obecnie w świecie, nie wolno lekceważyć takiej lekcji historii, bowiem człowiek jest zdolny do rzeczy, których nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Granica między człowieczeństwem, a zezwierzęceniem jest prawie niezauważalna, czego przykładem może być właśnie, jeżeli oprzemy się na faktach, postać Hitlera czy Stalina.

Jeśli mówimy Katyń przychodzi nam na myśl od razu słowo zbrodnia. A Katyń to przecież tylko niewielka miejscowość niedaleko Smoleńska… Dlaczego więc zajmuje tak wyjątkowe i symboliczne miejsce w sercach Polaków i w polskiej historii?

Michał Zarychta zwrócił uwagę na to, że o Katyniu w Polsce można było oficjalnie mówić dopiero po roku 1989. Od 1940 r. temat był zakazany, przemilczany, a później od 1943 r. zakłamywany. Przybliżył też studentom historię rozpoczęcia II wojny światowej i opowiedział, jak to się stało, że we wrześniu 1939 r. do niewoli sowieckiej trafiło około 250 tys. polskich jeńców. Wśród nich znajdowało się kilkanaście tysięcy oficerów.

W październiku 1939 r. dygnitarze ZSRR podjęli decyzję dotyczącą utworzenia dwóch obozów oficerskich w Kozielsku i Starobielsku oraz obozu przeznaczonego dla funkcjonariuszy policji, KOP i więziennictwa w Ostaszkowie.

Wśród więźniów znajdowała się liczna grupa oficerów rezerwy, składająca się z ludzi reprezentujących polską inteligencję: lekarzy, prawników, nauczycieli, inżynierów, naukowców, urzędników, działaczy politycznych etc.

5 marca 1940 r. Biuro Polityczne KC WKP(b) w Moskwie podjęło decyzję o eksterminacji więźniów. W piśmie skierowanym przez Ławrientija Berię, ludowego komisarza spraw wewnętrznych, do Stalina można przeczytać, że „Polacy są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej” i dlatego należy rozwiązać ten problem w trybie specjalnym „z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary – rozstrzelania”. W swoim liście Beria podkreślił, że „sprawy należy rozpatrzyć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia”. Propozycje ludowego komisarza zostały zaakceptowane.

W efekcie 3 kwietnia NKWD rozpoczęło likwidację obozu w Kozielsku, a 5 kwietnia obozów w Starobielsku i Ostaszkowie. Mordy trwały do 12 maja 1940 r. W ciągu miesiąca zostało rozstrzelanych ponad 20 tys. obywateli Polski. Cały proces zabijania przez NKWD był przygotowany wręcz perfekcyjnie. Więźniów transportowano pociągami, potem ładowano ich na ciężarówki i wieziono do lasu. Doły śmierci były już wcześniej przygotowane, a tych którzy je kopali także zabijano, bo nie wolno było zostawiać niewygodnych świadków. Wiązano im z tyłu ręce sznurem, po czym zabijano z małej odległości z pistoletu Walther kaliber 7,65 mm, zwykle jednym strzałem w tył głowy, później zasypywano te masowe groby i sadzono na nich drzewa. Oprawcy wszystko mieli skalkulowane i obliczone. Trudno to sobie wyobrazić, ale do takiej pracy trzeba było zatrudnić kilkaset osób. Zaufana obsada, która przerabiała ludzi na trupy, a potem za wykonane wyroki otrzymywała jeszcze premie. Brzmi przerażająco, ale taka była prawda.

Aby przybliżyć stalinowski system i miejsca zbrodni na Polakach wykładowca pokazał poruszający dokument: „Katyń – historia wciąż żywa” (real. Michał Pater, Polska 2017).

Wykład i film wywarł na słuchaczach wielkie wrażenie. Nie było praktycznie później żadnej dyskusji, bo zapanowała długa chwila milczenia, bardziej wymowna niż jakiekolwiek słowa.

Mimo upływu czasu, historia stalinowskich zbrodni jest ciągle żywa. Po 77 latach wiadome jest, że istnieją jeszcze nieodkryte miejsca kaźni. Można odnieść wrażenie, że Stalin zza grobu nadal wskazuje i wpływa na bieg historii. Trzeba więc, jak powiedział na zakończenie spotkania Michał Zarychta, nadal konsekwentnie odkrywać i upamiętniać zbiorowe i pojedyncze groby, nie z chęci zemsty, ale dążenia do prawdy, bo to pamięć o grobach, pamięć o zmarłych czyni z ludzi – ludzi.

Jadwiga DEMCZUK,

nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG

CZYTAJ TAKŻE:

ANDRZEJ WAJDA: «WIEDZIELIŚMY, CO SIĘ NAPRAWDĘ STAŁO»

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1