Artykuły
  • Register

Wspomnienia z Krzemienca

Mieszkam w Polsce, w Białymstoku, ale ponieważ pracowałam w Krzemieńcu jako nauczycielka języka polskiego w szkole sobotnio-niedzielnej w latach 1999-2004, otrzymałam zaproszenie na uroczystości jubileuszowe Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego. Od chwili jego powstania minęło 25 lat. Odżyły więc wspomnienia.

 

Szkoła rozpoczęła swoją działalność od samego początku istnienia Towarzystwa. W pierwszym roku – 1990 – prowadziła ją Jadwiga Gusławska, następnie Emilia Szulgan, a później ks. Czesław Szczerba. W 1993 roku zjawiła się pierwsza nauczycielka z Polski Iwona Trojanowska, która w Krzemieńcu znalazła męża i wyjechała z nim do Polski. Zanim ja podjęłam pracę, a był to rok szkolny 1999/2000, pracowały jeszcze krótko inne nauczycielki, których nazwisk nie znam.


Przyjechałam w listopadzie. Już wtedy było biało dookoła, a Krzemieniec wydał mi się cichą bajkową krainą leżącą wśród gór w głębokim jarze. Potem wcale nie było tak sielsko i anielsko. Zanim wiceprezes Towarzystwa Antoni Kamiński znalazł mi mieszkanie, przebywałam kilka dni na plebanii u ks. Tadeusza Mieleszki. Może osoby, które to czytają, nie pamiętają już, że wtedy nie zawsze była woda w kranach, że wyłączano prąd w różnych godzinach i czasami na długo, że nie płacono regularnie za pracę. Zaraz po przyjeździe musiałam «zameldować się» u pani Ireny Sandeckiej i odbyć rozmowę z tą zasłużoną działaczką na rzecz utrzymania polskości w Krzemieńcu.


Miejscem, które zwano szkołą, była stara plebania bez wody, gazu, ogrzewana piecami kaflowymi. Bardzo często paliłam w nich sama. Lepszą część plebanii zajmował Wydział Paszportowy, który wyprowadził się stamtąd dopiero kilka lat temu, zostawiając ją w opłakanym stanie. Szkoła do dzisiaj jest wyrzutem sumienia dla władz ukraińskich, które przez 25 lat nie znalazły krzemienieckim Polakom godnego miejsca. Wody nie ma nadal, piece zostały te same, budynek powoli rozpada się. Zaczynam wątpić, czy przy takim stosunku do mniejszości i ich praw zagwarantowanych w Konstytucji, władze uzyskają zamierzony efekt wychowawczy i wzbudzą szacunek i miłość do państwa ukraińskiego.


W szkole pracowałam codziennie oprócz śród. Na lekcje języka polskiego przychodziła prawie setka dzieci w różnym wieku, nawet więcej dzieci ukraińskich. Bardzo je lubiłam, a one mnie. Już w pierwszym roku mojego pobytu trzy uczennice zdobyły wyróżnienia w konkursie organizowanym przez Konsulat Generalny RP we Lwowie, a praca Niny Kamniewej o Papieżu-Polaku została uznana za najlepszą i wydrukowana w czasopiśmie dla Polonii za granicą – «Rota». Uczniowie z polskiej szkoły w Krzemieńcu byli niepokonani w konkursach recytatorskich. Doskonale pamiętam ich nazwiska: Wiktoria Zaliszczuk, Olga Ternowa, Nina Kamniewa, Andrzej Dediu, Marian Bordijczuk, Teresa Kamińska, Olga Derewińska, bracia Hoffmanowie.


Moi uczniowie trzykrotnie byli na wypoczynku wakacyjnym w Białymstoku. Dzieci mieszkały u polskich rodzin, poznawały język, zwyczaje i zyskiwały przyjaciół. Dwoje z nich skończyło studia magisterskie w Białymstoku. Jeden z moich uczniów – Taras Jakimczuk – jest w Hiszpanii, gdzie kończy doktorat z informatyki (w szkolnej biblioteczce przeczytał wszystkie powieści Kornela Makuszyńskiego). W każdą niedzielę jeździłam z proboszczem z Krzemieńca do Szumska. Tam 5 lat prowadziłam lekcje języka polskiego. Obserwowałam budowę kościoła w Szumsku i przyczyniłam się do założenia niewielkiej biblioteczki polskiej. Lekcje odbywały się tam w salce przy kościele i były to warunki o wiele lepsze niż w Krzemieńcu. Szumscy uczniowie też odnosili sukcesy w konkursach recytatorskich, grali w jasełkach, zdobywali wykształcenie w Polsce.


Moje wspomnienia to nie tylko polska szkoła, ale i kilkuletnia praca w ukraińskich zakładach oświatowych: Liceum im. U. Samczuka (2 lata), Szkoła nr 2 (1 rok), Instytut Pedagogiczny im. T. Szewczenki (1 rok). Był czas, że nawet kilkakrotnie jeździłam swoim samochodem do Ostroga, gdzie w tamtejszej Akademii prowadziłam zajęcia z języka polskiego w klubie poliglotów.


Wszędzie miałam dobry kontakt z młodzieżą, kolegami pedagogami i dyrekcją. Ukraińców postrzegałam jako przyzwoitych, otwartych ludzi niezależnie od ich statusu społecznego czy materialnego. Z rodziną Dąbrowskich, u której mieszkałam, przyjaźnię się do dzisiaj. Moją wielką przyjaciółką pozostała do dziś Jadwiga Gusławska – pierwsza prezeska Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej w Krzemieńcu oraz redaktor naczelna czasopisma «Wspólne Dziedzictwo», które razem wydawałyśmy przez 4 lata. Miesięcznik ten był rozprowadzany za darmo (pieniądze na jego wydawanie pochodziły z Polski) i cieszył się dużym wzięciem, ponieważ jego treści były bliskie sercu każdego krzemienieckiego Polaka. Pismo przestało wychodzić w 2004 roku.


Wspaniałym przedsięwzięciem TOKP był konkurs «Anioł Ognisty Wołynia». Uczestnicy recytowali poezje J. Słowackiego i któregoś ze współczesnych polskich poetów. Corocznie byłam członkiem jury konkursu i corocznie duże wrażenia wywierali na mnie młodzi recytatorzy, miejscowi, a także z innych miast Ukrainy: Dubna, Łucka, Kijowa, Lwowa, Równego, Złoczowa, a nawet dalekiego Kamieńca Podolskiego. W którymś roku byli nawet z Białorusi. Szkoda, że teraz z braku funduszy konkurs ograniczył się tylko do Krzemieńca.


Moi byli uczniowie są już dorośli. Większość ma swoje rodziny, dobrą opinię wśród znajomych i współpracowników, z wielką miłością wychowuje swoje dzieci. Myślę, że jakaś część ich osobistej godności, życzliwości do innych ludzi jest też moim udziałem. Chętnie przyjeżdżam do Krzemieńca i z przyjemnością spotykam się z ludźmi.


Moi starsi znajomi krzemieńczanie do dzisiaj wspominają nasze wspólne oglądanie w sali szkolnej polskich filmów, np. «Nad Niemnem», «Zemsta» czy «U Pana Boga za piecem». Swoim małym matizem przewiozłam przez granicę wiele pomocy naukowych, książek itd. Białostocczanie chętnie dzielili się tym, co mogło zainteresować i ubogacić skromne życie krzemienieckich Polaków. Wśród darów był nawet pozłacany kielich mszalny, który do dzisiaj służy szumczanom.


Pięć lat to może niedużo w życiu człowieka, lecz pięć lat intensywnie przeżytych we współpracy z ludźmi, którym jesteś potrzebny, daje dużą satysfakcję.


Krzemieniec – miasto Słowackiego, Krzemieniec to także moje miasto.


Mirosława TOMCZAK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1