Artykuły
  • Register

DSC00042Polskie MSZ w tym roku wybrało 97 projektów dotyczących współpracy z Polonią. Otrzymają one dofinansowanie na łączną kwotę nieco ponad 52 mln zł.

W konkursie „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2013 roku”, który został rozstrzygnięty 31 stycznia w Warszawie, polskie organizacje pozarządowe zgłosiły 418 wniosków. Dofinansowanie uzyska 97 projektów.

Konkurs na projekty realizowane w 2013 r. został ogłoszony 11 października 2012 r. MSZ chciało w ten sposób uniknąć sytuacji z poprzedniego roku, kiedy konkurs został rozstrzygnięty dopiero w maju. Od 2012 r. decyzją Sejmu środki przeznaczone na wsparcie Polonii, którymi od 1990 r. dysponował Senat, zostały przekazane Ministerstwu Spraw Zagranicznych.

Wiceminister MSZ Janusz Cisek podczas spotkania z dziennikarzami zaznaczył, że w 2013 roku pojawił się dodatkowy priorytet w działaniach związanych ze współpracą z Polonią – jest nim wspieranie powrotów Polaków do ojczyzny. Na ten cel przeznaczono ponad 5.2 mln zł.

Ponad 20,8 mln zł przeznaczono na projekty związane z edukacją i podnoszeniem potencjału intelektualnego Polonii. 14,1 mln zł otrzymały projekty dotyczące mobilizacji Polonii do aktywności we wszelkich dziedzinach życia w państwach zamieszkania dla promocji polskości.

Projekty realizujące kolejny priorytet – wspieranie środowisk polskich, prawa mniejszości polskich – otrzymały dofinansowanie na łączną kwotę 10,4 mln zł, a projekty dotyczące zaangażowania Polonii i Polaków za granicą we współpracę gospodarczą państw ich zamieszkania z Polską – 1,5 mln zł.

Na spotkaniu ministra z dziennikarzami obecni byli przedstawiciele mediów z Polski, Litwy i Ukrainy. Po konferencji prasowej pan Minister uprzejmie udzielił wywiadu dla „Monitora Wołyńskiego”.

1.Janusz Cisek

- Panie Ministrze, mamy optymistyczny początek roku. Jeszcze w styczniu udało się roztrzygnąć „wyścig” konkursów. Na czym polega dynamizm tego procesu?

- Myślę, że wpływ na to miały doświadczenia przeszłości. W tym roku, wychodząc z założenia, że media, szczególnie na Wschodzie, w dużym stopniu zależne są od dofinansowania ze strony RP, rozstrzygnęliśmy konkurs wcześniej. Teraz jest tylko kwestia wydolności umów i aktywności fundacji, które pośredniczą, żeby pieniądze dotarły do odbiorców i służyły temu, czemu mają służyć, czyli utrzymaniu polskich mediów, polskiego dziedzictwa i języka na Kresach.

- Panie Ministrze, kiedy realnie ruszy dofinansowanie?

- Myślę, że jest to kwestia około 6 tygodni – do 2 miesięcy w prostszych sytuacjach. Jeżeli fundacje są większe, które grupują swoje projekty, to może nieco dłużej. Ale jestem pewien, że to się uda wiosną wszystko zrealizować. W ubiegłym roku zdarzało się tym ostatnim i w lipcu podpisywać umowy, a nawet z pewnymi kłopotami i w sierpniu. W tym roku wcześniej, szybciej i sprawniej. Mamy już doświadczenia ubiegłego roku, także w wymiarze urzędniczym. Jestem pewien, że to będzie procentować.

- Polsko-ukraińskie relacje: sukcesy, perspektywy, problemy… Co można zmienić lub ulepszyć w tej materii?

- My traktujemy Ukrainę jako partnera strategicznego. Polska jest jednym z bardzo wielkich popleczników umowy stowarzyszeniowej, która mamy nadzieję, podpisana zostanie w listopadzie i która otworzy europejską perspektywę dla Ukrainy. Po drugie, mamy bardzo liberalną politykę wizową, nasze konsulaty wydają więcej wiz na Ukrainie, niż konsulaty wszystkich państw unijnych razem wziętych. Ukraińcy mogą w związku z tym korzystać z rozmaitych innych instrumentów – z Małego Ruchu Granicznego, mamy umowę, która dobrze funkcjonuje, mamy wreszcie rozbudowany program zachęcania studentów z Ukrainy do studiowania w Rzeczpospolitej, mający duże perspektywy rozwoju. A więc te stosunki wyglądają bardzo dobrze, jeżeli weźmiemy pod uwagę perspektywę polityczną realizowaną przez nasze Ministerstwo, przez Prezydenta RP, przez Rząd, oraz perspektywę, którą zarządzamy tutaj, gdy chodzi o stosunki z Polakami i Polonią.

- Jaka jest Pana wizja Polonii na Ukrainie?

- Obserwujemy Polonię na Ukrainie z takim samym zainteresowaniem, jak Polonię w innych państwach. Myślę, że możliwości działania Polonii na Ukrainie są dobre. Gdy porównujemy np. do Białorusi, to przychylność zarówno władz centralnych jak i lokalnych, jest daleko większa. Mieliśmy niedawno okazję do wizyty w Stanisławowie, gdzie miejscowe władze przekazały jedno z pięter budynku, dobrze położonego w centrum miasta, na potrzeby polskich organizacji. To bardzo dobry sygnał. Mamy też obietnicę, ona już została zwerbalizowana, przekazania na potrzeby polskich organizacji domu przy ulicy Szewczenki we Lwowie, która jest realizacją bardzo starego postulatu, bo strona polska zrealizowała przekazanie w Przemyślu takiego budynku na potrzeby Domu Ukraińskiego. Chcielibyśmy podobny Dom Polski mieć we Lwowie. Jest szereg konkretnych przykładów, jest wspólny interes polityczny, a to zawsze sprzyja realizacji wielu innych przedsięwzięć. Z drugiej strony taka łączność Polaków zamieszkujących na Ukrainie z Rzeczpospolitą, sprzyja generalnie ociepleniu wzajemnych stosunków. Ukraińcy korzystają także z możliwości zatrudnienia na terenie RP.

- Czy Polacy na Ukrainie i Polonia w ogóle, mogą pełnić funkcję „ambasadora mentalności polskiej”?

- Chcemy, żeby tak było i temu służą niektóre projekty, które znalazły się w konkursie. To, że istnieje szansa na to, że media na Ukrainie będą w jakimś stopniu skomasowane, że będzie tam komponent radiowy, telewizyjny i prasowy, sprawi, że będą mieli ogólnoukraiński instrument, który będzie dobrze świadczył o Polakach. Jeżeli to będzie duże i sprawne medium, to będziemy temu kibicować nie tylko w wymiarze emocjonalnym, ale także poprzez wsparcie finansowe.

- Panie Ministrze, nie można nie zauważyć zakładania nowych organizacji polonijnych. Czy ilość oznacza jakość?

- To zależy od organizacji. Oczywiście, że z zewnętrznego oglądu wydawałoby się, że najbardziej pożądana jest jedność. I wydaje się, że dobrym przykładem jest tu Polonia na Litwie, która zjednoczona, uzyskała bardzo dobry wynik wyborczy, wprowadziła 8 posłów do Sejmu i jest członkiem koalicji rządowej. Z drugiej strony, trudno pewnie części środowisk oddalonych od centrum decydować się na wejście do organizacji ogólnych, których nie znają. Więc, jeżeli zakładanie nowych organizacji i środowisk będzie tylko etapem do jednoczenia, do grupowania się Polaków, to bardzo dobrze. Istnieje przecież Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie, więc nawet jeżeli jest ich sporo, ale będą miały jedną agendę, określone przywództwo i program, to w sumie realizacja podobnego celu jak na Litwie jest możliwa.

- W przestrzeni historycznej Polskę i Ukrainę łączą wspólny los, wspólne dzieje, wspólna kultura. Czy Pana zdaniem warto inwestować w tradycję jagiellońską?

- Tradycja jagiellońska jest jednym z najwspanialszych przykładów, którymi możemy się chlubić. Niezależnie od tego, czy ona została zrealizowana czy nie, to sądzę, że z tej tradycji wypływa fakt, że w 1991 roku Rzeczpospolita była pierwszym państwem, które uznało niepodległość Ukrainy, z drugiej strony, Unia polsko-litewska miała być w pewnym wymiarze rozszerzona o teren dzisiejszej Ukrainy. I przecież symbolika nawet powstania styczniowego, którego 150 rocznicę obchodzimy w tym roku, uwidaczniała i Orła, i Pogoń Litewską, i Archanioła, który symbolizuje Ukrainę. Wreszcie unia polsko-litewska była formą federacji i funkcjonowała najdłużej w Europie – od 1385 do 1795 roku, jeżeli zamknąć jej dzieje trzecim rozbiorem. Wszystkie powstania polskie XIX wieku rozgrywały się także na terenie Kresów. To oczywiście nie znaczy, że Polska chce wracać w wymiarze politycznym, ale ta tradycja może być bardzo dobrym instrumentem do zacieśniania współpracy, bo ona nie była konfliktowa, przecież ta federacja, która funkcjonowała, zakładała i odrębność języka, kultury, a wspólność, komasację przywilejów z jednym prawem, jedną polityką zagraniczną i wojskiem, które właściwie było odrębne, tylko na czas konfliktów się jednoczyło. Innymi słowy, jest to bardzo ciekawe doświadczenie, które jest inspirujące. Ukraińcy sami muszą określić, czy bardziej im odpowiada taka formuła ściślejszej łączności z Europą z wykorzystaniem doświadczenia polsko-litewsko-ukraińskiego, ale nawet i sojuszu Piłsudskiego z Petlurą, w którym chodziło o aspiracje europejskie Ukrainy. Oczywiście najlepsza byłaby formuła, w której mamy do czynienia z przyjazną Polsce Ukrainą. I na taką liczymy.

- Rewizja historii. Monte Cassino, Ankona, Tobruk, Bitwa za Anglię... Polskie powstania: Styczniowe, Warszawskie... Czy historia łączy naród?

- Historia jest bardzo ważnym elementem. Ona oczywiście nie powinna przesadnie dominować, dlatego że nie można wszystkiego odsyłać do historii. Trzeba mieć świadomość doświadczenia historycznego, trzeba korzystać w procesie wychowawczym, czy w takim procesie ugruntowania, zakorzenienia własnej świadomości. Ale to nie może być obciążenie, nie możemy od wszystkich wymagać, żeby w każdym kolejnym zakręcie historii taka hekatomba jak Powstanie Warszawskie była realizowana. Są inne instrumenty, inne metody. I myślę, że politycy – ludzie odpowiedzialni za społeczeństwo, za państwo – powinni z doświadczenia historycznego korzystać, ale tak go korygować, aby rozwiązania przedsiębrane w różnych okolicznościach były lepsze i skuteczniejsze.

- Każda nowa rządząca opcja polityczna, zaprzecza lub podważa pewne okresy historyczne lub wydarzenia. Czy nie doprowadzi to w końcu do pewnej dewaluacji wartości młodego pokolenia? Czy powstanie jakiś podręcznik, jedyny, który będzie służył pokoleniom? Bez uporządkowania własnego „historycznego podwórka” możemy służyć przykładem innym krajom?

- Trudno narzucić swoją wizję. Duroselle wydał pracę „Historię Narodów Europy”, w której kompletnie pominął okres Starożytnej Grecji. A to jest przecież fundament. Nigdy pewnie nie będzie takiego podręcznika, który wszystkich zadowoli. Chodzi tylko o to, aby w podręcznikach narodowych nie było treści sprzecznych z prawdą historyczną. Interpretacja jest prawem każdego badacza, każdego czytelnika i społeczeństwa w całości. Nie możemy zaprzeczyć faktom, należy dyskutować na temat genezy, przebiegu. W stosunkach polsko-ukraińskich było wiele trudnych sytuacji, ale jak można wywnioskować z innych przykładów, Japończycy tuż po bombardowaniach w Hiroszimie i Nagasaki, weszli w ścisły sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, które tak naprawdę odbudowały Japonię. Już w okresie wojny koreańskiej to był jeden z najściślejszych sojuszów. Niemcy i Francuzi, którzy rywalizowali ze sobą przez niemal tysiąc lat, też potrafili się porozumieć. Polacy i Ukraińcy, którzy bezpośrednio ze sobą nie prowadzili wojny, mają chyba lepsze perspektywy na dobre porozumienie, niż te państwa, które zdołały takie porozumienie zawrzeć, a które miały ogromnie ciężki, trudny bagaż historyczny.

- Istnieje koncepcja wspólnego rosyjsko-ukraińskiego podręcznika historii. Może warto zadbać o polsko-ukraiński podręcznik historii?

- Zdecydowanie tak. Jesteśmy na takie przedsięwzięcia otwarci. Myślę, że Ukraińcy sami muszą określić swoją wizję historii, bo nawet i politycznie, nawet w wynikach wyborów widać, że granica byłej monarchii Austro-Węgierskiej dzieli i politycznie, i społecznie, i orientacyjnie społeczeństwo ukraińskie. My z zewnątrz, nie możemy nic w tej materii poradzić. Możemy tylko kibicować, aby powstała bardziej spójna wizja, którą muszą sami Ukraińcy wypracować.

- Czy Ukraina powinna korzystać z doświadczeń Polski w integracji europejskiej? Jaka jest rola Polski w towarzyszeniu Ukrainie w drodze do Wspólnoty Europejskiej?

- Oczywiście jesteśmy w jakimś stopniu źródłem, ale nie chcemy twierdzić, że nasze doświadczenie jest uniwersalne. Ale ponieważ mieliśmy ustrój komunistyczny, tak jak Ukraina, podobnie jak Bułgaria i Rumunia, to warto skorzystać z naszego doświadczenia. W Rumunii, która jest dużym, ponad 20-milionowym państwem, z zawsze silną armią, zawsze z niezależną polityką zagraniczną, podaje się przykład Polski jako wiodący. To jest bardzo budujące i my chcemy się takim przykładem dzielić. Jesteśmy otwarci na wszelkie formy współpracy, które w wymiarze gospodarczym jak i w każdym innym, będą mogły służyć tym, którzy zechcą z tego doświadczenia skorzystać.

- Niedługo mija rok, jak Pan Minister pełni tę kadencję. Ma Pan czas na prywatne życie?

- Jestem trochę pracoholikiem. Przez ostatnie 10 lat pracowałem zarówno w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, jak i na uczelni w Krakowie, co też wymagało czasu i jakiegoś przygotowania. Lubię pracować. I są ludzie, którzy się realizują w pracy. Chcą stworzyć coś, z czego sami są przede wszystkim dumni, a co służy także pożytkowi ogólnemu. Tak to realizuję i tutaj. Chcemy kilka dobrych projektów zrealizować – Centra Studiów Polskich na największych uniwersytetach poza granicami kraju, poprawy jakości i treści podręczników, które mówią o Polsce. Wreszcie dobrze zrealizować te zadania polonijne, żeby Polonia miała świadomość, że kraj o niej nie zapomniał, że udziela jej wszelkiej możliwej pomocy. Ważne jest doświadczenie. Ja znam tę emigrację, więc wydaje mi się, że to jest powód, dla którego jestem zadowolony z pracy.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1